Znaleziono 0 artykułów
09.02.2019

„Faworyta”: Rana pod lukrem

Kadr z filmu "Faworyta" (Fot. materiały prasowe)

Akcja nominowanej do dziesięciu Oscarów „Faworyty” rozgrywa się na początku osiemnastego wieku, a jej centralną postacią jest królowa Anna. Władczyni była ponoć tak bardzo niezdolna do spontanicznej dyskusji, że gdy zadawano jej pytanie, na które nie miała wyuczonej odpowiedzi, zaczynała mamrotać pod nosem. Nikt nic nie rozumiał, ale kto podważyłby jasność wywodu królowej?

O „Faworycie” wierzby szumią już od dobrych kilku miesięcy. Najpierw była międzynarodowa premiera na festiwalu filmowym w Wenecji, skąd film wyjechał z nagrodą specjalną dla reżysera Yorgosa Lanthimosa i Coppa Volpi dla grającej główną rolę Olivii Colman. Mocny start! Potem przyszła seria zwycięstw podczas kluczowych ceremonii sezonu. Trzynaście nominacji i dziesięć statuetek BIFA (British Independent Film Awards), pięć nominacji do Złotych Globów (zwyciężyła Colman), dwanaście nominacji do brytyjskich nagród filmowych BAFTA, dziesięć oscarowych wskazań. Łącznie 111 zwycięstw i 239 nominacji. A przecież ten imponujący wynik ulegnie jeszcze zmianie, bo BAFTy i Oscary, a także kilka innych ceremonii, dopiero przed nami.

Kadr z filmu "Faworyta" (Fot. materiały prasowe)

Ten triumfalny pochód jest efektem konsekwentnej strategii pewnego brodatego Greka z wybitnym wyczuciem surrealizmu i psychologiczną przenikliwością godną doświadczonego terapeuty. Zapomniałabym o mistrzowskiej sprawności w operowaniu społeczno-krytycznym ostrzem i niesamowitym instynkcie wizualnym... Kiedy Yorgos Lanthimos szedł do szkoły filmowej, był przekonany, że spędzi życie kręcąc reklamówki. Na szczęście miał jednak talent, który uczynił go jedną z sił sprawczych Nowego Kina Greckiego, jednej z najważniejszych fal odrodzeniowych kina narodowego w Europie ostatnich dekad. Ruszyła ona parę lat przed tym, jak tamtejsze portfele (i morale) zaczął pustoszyć grecki kryzys zadłużenia, ale stała się jednym z najcelniejszych narzędzi analizujących jego krótko- i długofalowe konsekwencje. Dziwaczne filmowe opowieści przez wielu uznawane były za metaforę turystycznego raju, który z dnia na dzień przemienił się w pustynię. Jednak reżyserzy – obok Lanthimosa m.in. Athina Rachel Tsangari („Attenberg) czy Panos H. Koutras („Strella”) – konsekwentnie odżegnywali się od miana „ruchu”. Czas pokazał, że ich autorskie filozofie istotnie się różniły. Bez wątpienia ta Lanthimosa była najskuteczniejsza.

Kadr z filmu "Faworyta" (Fot. materiały prasowe)

Kto, poza najzatwardzialszymi kinofilami, pamięta dziś jego pierwszy pełny metraż, „Kinetta” (2005)? Ekstremalnie niskobudżetowy i awangardowy film kręcony rozedrganą kamerą, z ledwie kilkoma linijkami dialogu, nie zapowiadał późniejszego międzynarodowego sukcesu reżysera. Międzynarodowe reflektory skierował nań dopiero następny projekt, nagrodzony w Cannes i nominowany do Oscara „Kieł” (2009). Perfekcyjna manifestacja autorskiego, gorzko-kwaśnego kierunku, jaki obrał Grek. Status wyróżniającego się artysty potwierdziły „Alpy” (2011). Jednak to „Lobster” (2015) wyznacza kolejny ważny zwrot w karierze Greka. Nie gubiąc żadnego ze swoich znaków szczególnych, wychodzi on do szerszej publiczności. Nie tylko poprzez przystępniejszą formę. W obsadzie po raz pierwszy pojawiają się międzynarodowe gwiazdy – Colin Farrell, John C. Reilly, Ben Whishaw oraz powracające w „Faworycie” Rachel Weisz i Olivia Colman. Lanthimos jest wierny swoim współpracownikom. Farrell zagrał główną rolę w jego następnym filmie, „Zabicie świętego jelenia” (2017). Zaś powstała na podstawie tekstu Debory Davis i Tony’ego McNamary „Faworyta” to pierwsza od lat zmiana na tym stanowisku – od czasu „Kła” Lanthimos pracował ze scenarzystą Efthymisem Filippou.

Kadr z filmu "Faworyta" (Fot. materiały prasowe)

„Faworyta” jako pierwszy film Greka nie rozgrywa się współcześnie. Akcja cofa się o ponad 300 lat, na dwór królowej Anny (Colman). Władczyni jest wyjątkowo antypatyczną osobą, trawioną rozmaitymi przypadłościami – tak fizycznymi, jak i psychicznymi, całkowicie niezdatną do pełnienia tego urzędu. Wydawałoby się, że ekranowy portret Anny jest karykaturalny, jednak wedle tekstów specjalistycznych nie aż tak bardzo oderwany od rzeczywistości. Prawdziwa królowa cierpiała m.in. na podagrę i chorobliwą otyłość. Ponoć jej trumnę musiało nieść aż czternastu mężczyzn. Filmowa Anna jest niepewna siebie, despotyczna, maniakalna, ma radykalne wahania nastroju i jest absolutnie fatalna w jakichkolwiek wystąpieniach publicznych. To też ponoć zgodne z prawdą. Anne Somerset, autorka poświęconej Annie książki „Politics of Passion” donosi, że królowa niezdolna była do jakiejkolwiek spontanicznej dyskusji. Miała w zwyczaju wykuwać na blachę pisane przez jej doradców wypowiedzi. Gdy zaś rozmowa niespodziewanie zbaczała na nieoczekiwane dla niej tory, zaczynała mamrotać pod nosem, by sprawić wrażenie, że się wypowiada. Oczywiście nikt nie rozumiał nic z tych nieartykułowanych bulgotań, bo faktycznie brak było w nich jakiegokolwiek ładu i składu. Ale kto podważyłby jasność wywodu królowej?

Dramatyzmu tej postaci dodaje kolejna, historycznie potwierdzona okoliczność. Władczyni nigdy nie doczekała się potomka. Kilkanaście razy zachodziła w ciążę, jednak kończyły się one poronieniem lub martwym urodzeniem. Colman mistrzowsko kreuje tę postać. Jest nie tylko genialna aktorsko, ale też nieustraszona. Widać, że wywodzi się z europejskiej tradycji aktorskiej – lęk przed byciem zbyt brzydką, zbyt odpychającą, nie krępuje jej odważnych ruchów. To zdecydowanie rola na miarę Oscara.

Kadr z filmu "Faworyta" (Fot. materiały prasowe)

O względy raczej odpychającej Anny walczą zaciekle dwie damy dworu. Z księżną Malrborough, Sarą Churchill (Weisz), Anna zna się od maleńkości, ale ambitna, zubożała kuzynka księżnej, Abigail Masham (Stone) to na dworze nowy nabytek. Obie kobiety wykorzystują wszystkie dostępne w swoich arsenałach bronie, by przypodobać się władczyni. Ułatwia to im fakt, że Anna pożąda uwagi, pochlebstw i kobiet. Te atrakcyjne i ją wielbiące jeszcze efektywniej pomagają przysypywać warstewką hedonistycznych uciech wybujałe kompleksy. W tym starciu stawką nie jest torcik i sukienka, chodzi o faktyczną władzę. Sara i Abigail mają inne polityczne poglądy. Kto dostąpi zaszczytu wejścia pod królewską spódnicę, ten zdobywa faktyczny wpływ na losy kraju. W czasie, gdy Anglię rozdziera spór pomiędzy Torysami a Wigami, jest to atut nie do przecenienia. Nie dziwią mnie powtarzające się nominacje dla Weisz i Stone. Nie od dziś wiadomo, że obie mają ogromny talent, ale nie każdy reżyser potrafi wypchnąć je tak daleko od ich strefy komfortu. Lanthimos robi to pewnym ruchem, z pełną świadomością kierunku i celu. Obie aktorki zostają zmuszone do wrzucenia piątego biegu. To efektowne, błyskotliwe i ostre jak brzytwa role drugoplanowe.

Kadr z filmu "Faworyta" (Fot. materiały prasowe)

Choć Lanthimos wyrusza w podróż do tego, co było, nie przestaje w istocie mówić o tym, co jest. Wątek nieznającej moralnych granic walki o władzę, temat kariery przez łóżko, społecznej roli kobiet, krytyka monarchii dziedzicznej – to wszystko przecież jest tu i teraz. Niezwykle współczesny jest też eksperymentalny, wizualny język, w jaki Grek ubiera obraz rękami i okiem Robbiego Ryana, dotąd pracującego m.in. z Kenem Loachem i Andreą Arnold. W „Faworycie” nie wykorzystano sztucznego oświetlenia, podobnie jak w innym, o wiele starszym, ale duchowo pokrewnym projekcie – „Barrym Lyndonie” Kubricka. Obok znanych z kina indie chwytów wybija się tu wpływ teledyskowej estetyki, w niektórych scenach nasuwający skojarzenia z filmami Sofii Coppoli. Lanthimos ze swoim mrokiem i goryczą jest daleko od Amerykanki, ale tak samo dobrze potrafi znajdować sens w pastelozie i pozornej idylli. Po jego lukrem zawsze kryje się ropiejąca rana.

Kadr z filmu" Faworyta" (Fot. materiały prasowe)

Współczesność i historia mieszają się też w warstwie dźwiękowej – zero postsynchronów, Vivaldi meets Anna Meredith – i w fantazyjnie psotnych kostiumach Sandy Powell. Tak, jak zawsze dotąd, ogromnie ważnym i wielofunkcyjnym narzędziem jest u Greka język. Twórca musiał mieć pewność, że jego aktorki będą w stanie gładko wejść w sferę filmowego dialogu, a słowa, sypiące się z ekranu niczym korale zerwane ze sznurka, przyjdą do nich z łatwością. Dlatego na etapie przygotowań podsuwał im filmy, które miały posłużyć jako ilustracje, punkty odniesienia. Na tej liście znalazły się zarówno współczesne greckie klasyki, jak i amerykańskie hity, jak „Drapieżne maleństwo” z Katharine Hepburn i Carym Grantem, „Dziwna para” (1968) z Jackiem Lemonem i Waltherem Matthauem oraz „No i co, doktorku” (1972) z Barbrą Streisand i Ryanem O’Nealem. Ćwiczenia z najlepszymi dały oczekiwany efekt – główne postaci radzą sobie z, bardzo wysublimowanymi, dialogami z imponującą naturalnością i energią. Dzięki temu język efektywnie służy w „Faworycie” nie tylko jako narzędzie komunikacji, ale broń, zamiennik feromonów, lina do przeciągania, tarcza i maska.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę