Znaleziono 0 artykułów
14.05.2024

Dokument „8. dzień chamsinu” opowiada o życiu Marka Hłaski w Izraelu

14.05.2024
(Fot. Materiały prasowe)

„8. dzień chamsinu” nie jest filmem o Marku Hłasce, ale o Izraelu przełomu lat 50. i 60. XX wieku widzianym jego oczami. Dokument można oglądać podczas 21. edycji Millennium Docs Against Gravity.

Był rok 1958, 24-letni Marek Hłasko otrzymał prestiżową Nagrodę Wydawców, wraz z nią stypendium i zgodę na wyjazd za granicę. Gdy postanowił polecieć do Francji na zaproszenie Jerzego Giedroycia i paryskiej „Kultury”, stypendium mu odebrano, ale choć paszport miał nieważny, władza ludowa pozwoliła mu wyjechać. Wolała się go pozbyć, bo zaczynał sprawiać kłopoty. Giedroyć, wkrótce po przybyciu Hłaski do Paryża, wydał jego dwa utwory: „Cmentarze” i „Następny do raju”, co zamknęło pisarzowi drogę powrotu do ojczyzny. Stał się wrogiem PRL numer jeden. I tak podróż, która miał trwać kilka miesięcy, nigdy się dla niego nie skończyła. Do Polski nie udało mu się wrócić.

Twórcy starają się wejść w skórę Marka Hłaski i pokazać Izrael przełomu lat 50. i 60. XX wieku jego oczami

(Fot. Materiały prasowe)

Hłasko jeszcze przed opuszczeniem kraju nie miał swojego stałego adresu. Raz to była Warszawa, raz Wrocław, raz rozkładana polówka w kuchni u matki, raz wersalka u Jerzego Andrzejewskiego czy innego przyjaciela. Za granicą szwendał się, przeprowadzał, czasem zatrzymywał się w podłym hotelu, czasem u kobiety, która go kochała, czasem wynajmował jakieś lokum. Z Paryża trafił do Berlina, z Berlina do Tel Awiwu. Wierzył, że w Izraelu wróci mu moc twórcza. Odkąd tułał się po Europie, nie znajdował wystarczająco szorstkiego, brutalnego i nędznego otoczenia, które mógłby opisać. Izrael jawił mu się inaczej, młode państwo, w którym wszyscy zakasują rękawy i pracują w pocie czoła, by budować szczęśliwy nowy kraj, nowy wytęskniony dom. Przybył na kilka tygodni, został półtora roku. „Z początku, kiedy tu przyjechałem, zdawało mi się, że nie lubię tego kraju. Ale potem, kiedy go już trochę poznałem, pomyślałem sobie, że się pomyliłem. Pomyłka polegała na tym, że kochałem ten kraj, sam o tym nie wiedząc. I nigdy go nie przestanę kochać; tych pól, nad którymi unoszą się i kręcą pióropusze wody, pomarańczowych lasów pachnących tak pięknie, że człowiek boi się w to uwierzyć; i łagodnych wzgórz Galilei, i tych małych miasteczek, do których zjeżdża się nagle i w których Arabowie potrafią mówić dziesięcioma językami; jednakowo źle, z jednakową łatwością i powagą. Wierzę, że tam mieszka Bóg i że nigdy stamtąd nie odszedł. I będę w to wierzył nawet wtedy, jeśliby ten kraj spotkało dziesięć nowych nieszczęść, bo tylko tam Go czułem” – pisał w utworze „W dzień jego śmierci” z 1962 roku (pierwodruk w tomie „Opowiadania”, Instytut Literacki, Paryż, 1963).

O tym właśnie kawałku świata Hłaski jest film dokumentalny „8. dzień chamsinu”, wyreżyserowany przez Zvikę Gregoryego Portnoya, a zmontowany przez Zuzannę Solakiewicz, który będzie można zobaczyć w ramach tegorocznej edycji festiwalu Millennium Docs Against Gravity. To obraz szczególny, bo twórcy starają się wejść w skórę Hłaski i pokazać Izrael przełomu lat 50. i 60. XX wieku jego oczami, przez pryzmat jego doświadczeń i odczuć – również tych fizycznych, jak trud znoszenia upału i tytułowego chamsinu – gorącego wiatru z pustyni. Za narrację służą fragmenty prozy pisarza przełożone na hebrajski, głównie pochodzące ze wspomnianego opowiadania „W dzień jego śmierci”, które czasem przeplata jakby z offu głos spikera z kronik filmowych tamtej epoki. Dokument został złożony ze zdjęć archiwalnych z pobytu pisarza, z kawałków owych kronik filmowych i filmów propagandowych skierowanych do nowych imigrantów, przemieszanych z fotografiami Izraela zupełnie współczesnego, sprzed dwóch, trzech lat.

Twórcy filmu uchwycili coś stałego, coś, co będzie zawsze, co stoi ponad ludzkimi konfliktami, a chodzi o chamsin

(Fot. Materiały prasowe)

Jest to film dość hermetyczny, który dla kogoś, kto nie zna biografii Hłaski i jego twórczości z okresu izraelskiego, może być niezrozumiały bez odpowiedniego wprowadzenia. Oglądając go, zastanawiałam się, czy bardziej przemówi do widza z Izraela, czy do widza polskiego. Kogo bardziej zaciekawi. Jakie były oczekiwania autorów dokumentu? Uważam, że dziś warto go zobaczyć, by dostrzec pionierski trud imigrantów budujących nowe upragnione państwo. Państwo, które miało być otwarte dla każdego i każdego miało traktować na równi. Tak widział je Hłasko. „Ja tę dzielnicę lubiłem najbardziej ze wszystkich dzielnic Tel Awiwu; pracowałem tu kiedyś́, dopóki kamień́ szlifierski nie rozharatał mi palców prawej ręki. Znałem każdą ulicę; wszystkie warsztaty wyrabiające najdziwniejsze przedmioty z miedzi i brązu; ciemne sklepy, w których można było kupić́ mundury armii amerykańskiej, małe knajpy, w których siedzieli pobożni wraz z niepobożnymi jedząc w milczeniu i szybko, gdyż tutaj pracowali wszyscy, spieszyło się każdemu; wszyscy byli rzeczowi i pracowici: ci rzemieślnicy, szewcy, sprzedawcy pasów wojskowych z czasów pierwszej wojny światowej – znałem ich, znałem ich dobrze, niektórych nawet po imionach: Syn Niedźwiedzia, Syn Narodu, Wilk syn Wilka, Lew syn Lwa; lub kobiety – Wiośniana, Mała Kropelka Rosy; w żadnej innej stronie świata nie było tyle poezji. Więc pomyślałem sobie jadąc tym autobusem, że nie można zniszczyć narodu i języka; nikt tego nie potrafi” – pisał Hłasko. Ciekawe, co dziś by powiedział, gdy kraj, o którym pisał, dawno stracił tamtejszy kształt.

Twórcy filmu uchwycili jednak coś stałego, coś, co będzie zawsze, co stoi ponad ludzkimi konfliktami, a chodzi o chamsin. Gorący pustynny wiatr zawsze będzie nawiedzał ten region, zawsze będzie nawiewał piach oblepiający budynki, samochody, ciało. Zawsze będzie budził niepokój.

„– Chamsin idzie – powiedziała do mnie Ewa. Wstałem; okręciłem się prześcieradłem i podszedłem do okna. Rzeczywiście: morze ściemniało, a zakurzone drzewa na ulicy były nieruchome, jak z gipsu, drzewa i ich cienie; wszystko zamierało. Ludzie przemykali pospiesznie starając się przechodzić pod niskimi markizami sklepów.
– To może potrwać i pięć dni – powiedziałem”.


21. edycja Millennium Docs Against Gravity w Warszawie potrwa do 19 maja. Część online festiwalu zaczyna się 21 maja i będzie trwała na mdag.pl do 3 czerwca. 


Cały tekst i jeszcze więcej inspiracji znajdziecie w majowym wydaniu magazynu „Vogue Polska”. Do kupienia w salonach prasowych, online z wygodną dostawą do domu oraz w formie e-wydania.

Maria Fredro-Smoleńska
Proszę czekać..
Zamknij