Znaleziono 0 artykułów
10.07.2022

Film z przeszłości: „Wywiad z wampirem”

10.07.2022
(Fot. Getty Images)

Białe twarze z zielonymi żyłkami, hipnotyzujące oczy, eleganckie trumny, szkarłatna krew w kieliszkach – w „Wywiadzie z wampirem” Neila Jordana z 1994 roku znajdziemy cały elementarz, z którym kojarzymy te nieśmiertelne istoty. W głośnej adaptacji powieści Anne Rice udało się jednak przemycić także intrygującą wrażliwość. 

Talent irlandzkiego reżysera łączy się tu z charyzmą złotych amerykańskich chłopców – Toma Cruise’a i Brada Pitta – którzy zostali obsadzeni wbrew intuicji autorki pierwowzoru, zapewne również trochę na przekór oczekiwaniom wielu widzów albo fanów powieści. Barokowa wyobraźnia oraz szczypta libertynizmu nadały filmowi niesamowity klimat. A przy tym chyba nigdy wcześniej na ekranie nie spotkali się trzej amanci dużego formatu (dołącza do nich w połowie opowieści Antonio Banderas), którzy nosiliby peruki i mieli długie, starannie wypielęgnowane paznokcie. 

(Fot. Getty Images)

Popkulturowy ideał dystyngowanego wampira stworzył Béla Lugosi

Pomiędzy wampirami o różnych temperamentach bardzo iskrzy. Kłócą się ze sobą, jak spędzić setki lat, które otrzymali w pakiecie wraz z długowiecznością. To iskrzenie stanowi o sile filmu – nawet jeśli przede wszystkim jest on opowieścią o trudach wychowania niesfornego dziecka w patchworkowej rodzinie.

Przynajmniej od czasu „Draculi” z Bélą Lugosim ekranowy wampiryzm ma mocno erotyczny charakter. Nawet jeśli akcent i gesty Lugosiego trącą dziś myszką, w latach 30. był on niezaprzeczalnie męskim symbolem seksu. Lugosi stworzył popkulturowy ideał dystyngowanego wampira, z którym polemizowali późniejsi twórcy i aktorzy. Film Jordana jest po części dziedzicem tej tradycji, ale też zupełnie inaczej rozkłada akcenty. „Wywiad z wampirem” to raczej kino niepokoju niż grozy. Ważniejsza jest w nim podniecająca perwersja niż drastyczne sceny mordów.

Jordan twierdzi, że dorastanie w przesiąkniętej katolicyzmem kulturze nie pozostawiło na nim „żadnych blizn”, ale hamletyczna postać grana przez Brada Pitta niewątpliwie zmaga się z poczuciem winy, wyobcowaniem i autocenzurą. Jego Louis i grany przez Cruisea Lestat to dwa przeciwstawne żywioły i a(moralne) światy: jeden nie chce krzywdzić ludzi, drugi interesuje się tylko zaspokajaniem własnych przyjemności; pierwszy ma duszę skrytego romantyka, drugi tryska witalnością i szatańską energią. Banderas uosabia jeszcze inny model: bardziej wyważony i łączący poczucie bólu istnienia z potrzebą budowania silniejszych więzi. 

(Fot. Getty Images)

„Wywiad z wampirem” można było oglądać w kinach w tym samym roku, co przełomową dla społeczności gejowskiej „Filadelfię”

Wydaje się, że „Wywiad z wampirem” nie rozstrzyga, która z tych ścieżek jest najlepsza. A może tak naprawdę racja jest po stronie uwięzionych w wampirzej kondycji dzieci? Życie Louisa i Lestata, tego nie do końca określonego przyjacielsko-miłosnego duetu, zmienia się, kiedy zaczyna z nimi mieszkać 10-letnia Claudia, zagrana brawurowo przez młodziutką, ale już wtedy od paru lat odnoszącą sukcesy Kirsten Dunst. Nowonarodzona wampirka to z jednej strony mściwe dziecko-demon, a z drugiej – kapryśna księżniczka, roszczeniowa, ale w rozkoszny sposób; wyborna manipulantka, przebiegła bestia i silna osobowość, która potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. 

(Fot. Getty Images)

Ta część filmu przypomina trochę ejtisową komedię „Trzech mężczyzn i dziecko” – pełno tu makabrycznych żartów z ojcostwa i slapsticku, na czele z bohaterką Dunst, uśmiercającą nauczyciela fortepianu i krawcową, która szykuje dla niej suknię. Co ciekawe, to też ten moment, kiedy ciągnąca się w nieskończoność i monotonna egzystencja wampirów nabiera rumieńców i zaczyna przypominać szczęśliwe życie śmiertelników. Nietypowa rodzina jakoś funkcjonuje, przynosząc zadowolenie wszystkim zainteresowanym: dwóch tatusiów, energiczna córeczka i dużo wysysania krwi z przypadkowych ofiar. Jak jednak śpiewała Anna Jantar, „Nic nie może przecież wiecznie trwać” – nawet, a raczej szczególnie, sielanka wampirów. Skąd w „Wywiadzie…” gorzka nuta i jak ogląda się go po kilku dekadach?

(Fot. Getty Images)

Skojarzenie wampirów z nienormatywną seksualnością z dzisiejszej perspektywy ma wydźwięk polityczny

Film można było oglądać w kinach w tym samym roku, co przełomową dla społeczności gejowskiej „Filadelfię” Jonathana Demmea z Tomem Hanksem (i Banderasem!) oraz dwa lata po „Draculi” Francisa Forda Coppoli z Garym Oldmanem. Wampirze wątki wróciły więc w latach 90. do hollywoodzkiego mainstreamu, a skojarzenie żywiących się krwią istot z nienormatywną seksualnością, jakie zawarł w swoim filmie Jordan, z dzisiejszej perspektywy zdaje się mieć oczywisty wydźwięk polityczny. Ukąszenie powoduje kontaminację, zakażenie, zmienia twoje życie na zawsze – czy bycie wampirem to zatem kara za przesadną rozwiązłość seksualną? Czy film w konserwatywnym geście utożsamia homoseksualne akty z chorobą i epidemią AIDS? A może to cena, jaką trzeba zapłacić za biały przywilej i nonszalanckie podejście do niewolnictwa, na których ufundowany jest dobrobyt głównego bohatera – akcja zaczyna się wszak pod koniec XVIII wieku w Luizjanie, a młody Louis to zamożny właściciel plantacji.

(Fot. Getty Images)

Z dzisiejszej perspektywy wątek niewolnictwa wydaje się jeszcze istotniejszy niż w momencie premiery, czyniąc ten film nieoczywistym głosem w dyskusji o grzechach pierworodnych Ameryki. Podejście do gwiazdorskich wizerunków w „Wywiadzie z wampirem” cechuje z kolei duża odwaga. Stylówki Cruisea i Pitta zawieszone są gdzieś między glam rockiem a garderobą dworzan z Wersalu za czasów Ludwika XIV.

Przy okazji premiery „Top Gun: Maverick” pojawiły się w mediach narzekania, że od lat 80. Cruise gra ciągle tę samą postać. To prawda, że w XXI wieku różnorodność jego ról stopniowo zanika, ale lata 80. i 90. były dla niego czasem małych eksperymentów. Spośród wszystkich jego ról kreacja Lestata w „Wywiadzie z wampirem” jest najbardziej zaskakująca i ekstrawagancka. Łącząc z lekka kampowy strój i makijaż z jankeską pewnością siebie, gwiazdor stworzył wampira, z którym można konie kraść. Paradoksalnie to chyba do niego, a nie do werterowskiego Brada Pitta jest nam dziś bliżej. I może to właśnie Cruiseowi, jak śpiewają w ostatniej scenie Guns N’ Roses we wspaniałym coverze piosenki Rolling Stonesów, należy się „współczucie dla diabła”.

Sebastian Smoliński
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę