Znaleziono 0 artykułów
02.12.2019

Giorgio Armani: Ostatni cesarz

Giorgio Armani w towarzystwie Lauren Hutton, Roberty Armani, Cate Blanchett i Julii Roberts podczas Fashion Awards w Londynie (Fot. Getty Images)

Giorgio Armani niezmiennie stoi na straży swojego. Mawia, że człowiek elegancki to nie ten, którego się zauważa, tylko ten, którego się zapamiętuje. Podczas tegorocznej edycji Fashion Awards w Londynie włoski projektant odebrał nagrodę za całokształt twórczości.

Projektował kreacje dla gwiazd Hollywood, mundury włoskiej policji, uniformy taksówkarzy w Mediolanie i… okładkę psałterza, który podarowano papieżowi. W skład imperium Giorgio Armaniego oprócz linii damskich, męskich, dziecięcych, akcesoriów, perfum i wyposażenia wnętrz wchodzą także luksusowe hotele i restauracje. Majątek mistrza szacuje się na 9,8 mld dolarów. Nic więc dziwnego, że Armani we Włoszech jest obdarzony niemal boską czcią. Media określają go mianem „Re Giorgio”, czyli król Jerzy.

Wojna i miłość

Kiedy Giorgio Armani przyszedł na świat 11 lipca 1934 roku w położonej w północnych Włoszech przemysłowej miejscowości Piacenza, nic nie zapowiadało, że w przyszłości zostanie projektantem, a tym bardziej miliarderem. Jego rodzina była jedną z wielu, które z trudem wiązały koniec z końcem. Ojciec, Ugo, pracował jako księgowy w firmie transportowej, matka, Maria, zajmowała się domem i trójką dzieci. Giorgio ku wielkiej uciesze ojca, w wykształceniu syna upatrującego sposobu na wyjście z niedostatku, chciał zostać lekarzem. Gdy po wojnie ojciec trafił do więzienia za działalność w partii faszystowskiej, a jego żona została sama z trójką dzieci na utrzymaniu, młody Armani poczuł się dodatkowo zmotywowany. Po dwóch latach studiów w Mediolanie wstąpił jednak do wojska. Jako studenta medycyny skierowano go na służbę w szpitalu wojskowym. Tam młody Armani asystował przy operacjach i zetknął się z najcięższymi przypadkami. Widok cierpienia pacjentów uzmysłowił mu, że jest zbyt wrażliwy, aby zostać lekarzem. Po zakończeniu służby nie wrócił więc na uczelnię. Zamiast tego zaczął się uczyć fotografii, a następnie zatrudnił się jako dekorator wnętrz w mediolańskim domu towarowym Rinascente. Na rozmowie kwalifikacyjnej spodobały się zdjęcia, które zrobił wystylizowanej przez siebie młodszej siostrze Rosannie. Rozwijający się talent Giorgia po pewnym czasie dostrzegł niewiele starszy, ale cieszący się już wówczas dobrą pozycją we włoskim świecie mody Nino Cerruti. Projektant zaproponował Armaniemu pracę w swoim atelier. Decyzja o przyjęciu oferty miała zaważyć na życiu Giorgia.

Carla Bruni na pokazie Armani, 1992 rok /(Fot. Michel Arnaud, Getty Images)

W atelier Cerrutiego Armani rozwinął swój potencjał. Przez dziesięć lat współpracy projektował dla marki męskie linie ubrań. Poznał tam też swojego wieloletniego partnera – architekta i rysownika Sergia Galeottiego, który od początku wierzył w talent swojego ukochanego. Zachęcił go, by rzucił pracę u Cerrutiego i założył własne studio projektowe. Przez pewien czas Armani pracował jako freelancer i tworzył projekty m.in. dla takich domów mody jak Bagutta, Allegri czy Montedoro. 24 lipca 1975 roku był już gotowy, by wystartować z własną działalnością. Tak powstało Giorgio Armani S.p.A. Wcześniej projektant marzył o własnej marce, ale bał się ryzyka. Dzięki związkowi z Galeottim zdecydował się na odważny krok. Nie bez znaczenia było też to, że w nowo powstałej firmie to Sergio zajmował się wszystkimi sprawami organizacyjnymi i operacjami finansowymi, a Giorgio mógł się dzięki temu skupić na tym, co kochał najbardziej, czyli projektowaniu.

Podczas przygotowań do kolekcji na jesień-zimę, 1983 rok (Fot. Vittoriano Rastelli/CORBIS/, Getty Images)

Budowa imperium

W październiku 1976 roku Armani zaprezentował swoją pierwszą męską kolekcję. Pokaz wzbudził sensację. Media pisały, że narodził się geniusz, który odważył się wymyślić na nowo mężczyznę. Istotnie, garnitury, choć nienagannie skrojone, różniły się od tych, do których zdążyli się przyzwyczaić klienci i prasa. Armani sprawił, że formalny strój nabrał luzu, a zarazem nie stracił przy tym elegancji. Z marynarek usunął sztywne podszewki czy wypychające ramiona poduszki, przesunął guziki, zmienił proporcje kołnierzyków i klap. Spodnie pozbawił kantów, koszule nonszalancko rozpiął pod szyją, a niektórzy modele zamiast nich pod marynarkami nosili T-shirty. Tak jak Coco Chanel uwolniła kobiety z gorsetów, Armani odarł formalny strój z jego krępującej sztywności.

Podczas przymiarek w 1983 roku( Fot. Vittoriano Rastelli, Getty Images)

Podobną elegancję na luzie proponował w pokazanej w kolejnym sezonie kolekcji damskiej, wyróżniającej się funkcjonalnością. W niej także dominowały szlachetne materiały i stonowana paleta kolorów. Sukces obu entuzjastycznie przyjętych kolekcji sprawił, że Armani niemal natychmiast trafił na szczyt. Choć projektant, który w chwili debiutu swojej marki miał ponad 40 lat, był samoukiem, szybko zdobył uznanie w branży. Do linii męskiej i damskiej wkrótce dołączyły te oferujące bieliznę, kostiumy kąpielowe i akcesoria. W 1980 roku firma podpisała porozumienie z koncernem L’Oreal, by zacząć sprzedawać perfumy. W tym samym roku zadebiutowały też linie Armani Junior, Armani Jeans i dedykowane klientom o mniej zasobnym portfelu Emporio Armani. W 1982 roku tańszy odłam marki powiększył się o Emporio Underwear, Swimwear i Accessories. Ale prawdziwy sukces dała Armaniemu współpraca z Hollywood.

Z Sophią Loren ( Fot. Antonio de Moraes Barros Filho, Getty Images)

Jako mały chłopiec wytchnienia od naznaczonego biedą życia szukał na sali kinowej. Prawdopodobnie w najśmielszych marzeniach nie przypuszczał jednak wówczas, że w przyszłości to on będzie ubierać boginie srebrnego ekranu. Tymczasem w 1980 roku amerykański sen Giorgia zaczął się spełniać. To wtedy Richard Gere, grający głównego bohatera głośnego filmu „Amerykański żigolak”, podbijał serca kobiet na całym świecie, ubrany w garnitury od Armaniego. Scena, w której rozebrany do pasa Gere, poruszając się w rytm muzyki, rozkłada koszule i krawaty z charakterystyczną metką, przeszła do historii kina i mody. Jak łatwo się domyślić, nie brakowało mężczyzn, którzy chcieli wyglądać tak jak Richard. Sukces marki przypieczętowało zdjęcie na okładce magazynu „Time”. W 1982 roku Armani pojawił się na niej jako drugi projektant w historii – wcześniej gościł tam tylko Christian Dior. Rok później Giorgio jako pierwszy włoski kreator otworzył butik w Hollywood. Zaprojektował też kostiumy do ponad 50 obrazów. To w jego garniturach w czasach prohibicji ulice Chicago przemierzali Eliot Ness i Al Capone, bohaterowie „Nietykalnych” Briana de Palmy. Nosili je także aktorzy z „Policjantów z Miami”.

Z Naomi Campbell w 1996 roku ( Fot. Rose Hartman/Archive Photos/, Getty Images)

Garnitury i suknie od Armaniego goszczą w nie tylko na srebrnym ekranie, ale też na największych filmowych galach. „Nie wiesz, w co się ubrać na czerwony dywan? Włóż coś od Armaniego” – to sprawdzony przepis na sukces hollywoodzkich gwiazd. Wiernym fanem marki jest Leonardo DiCaprio, który nie wyobraża sobie najważniejszych wydarzeń bez garnituru od Armaniego. To w nim odbierał swojego upragnionego Oscara. Jedyna w swoim rodzaju klasa kreacji od włoskiego projektanta sprawia, że wybierając je, nie sposób zaliczyć modowej wpadki. Zdarzyło się to tylko Madonnie, która na rozdaniu Brit Awards w 2015 roku tak niefortunnie zaplątała się w pelerynę projektu Giorgia, że upadła na scenie. Ale projektant nie pozwolił, by zaważyło to na jego wizerunku. Jego biuro prasowe niemal natychmiast wydało oświadczenie, w którym tłumaczono, że upadek jest efektem decyzji Madonny, by zamiast haftki w pelerynie zastosować wiązanie. Ponoć wokalistka nie poradziła sobie z jego rozsnuwaniem, więc kreacja nie spełniła swojego zadania. Ale Armani już wcześniej wręcz obsesyjnie dbał o wizerunek. Tak było nawet wówczas, gdy w 1985 roku jego wieloletni partner zmarł na AIDS. Jako oficjalną przyczynę śmierci Galeottiego Giorgio podał problemy z sercem. Jednak dzięki dociekliwości dziennikarzy „Il Messaggero” prawda wyszła na jaw. Rozwścieczony Armani zagroził gazecie, że wycofa z dziennika wszystkie reklamy. Jak łatwo się domyślić, o śmierci Galeottiego było odtąd cicho.

W 1979 roku ( Fot. David Lees/Corbis, Getty Images)

Król Jerzy

Dbałość o wizerunek swój i swojego imperium widać u Armaniego dosłownie na każdym kroku. Projektant twierdzi, że ani razu nie spróbował papierosa. W przeciwieństwie do wielu osób z branży modowej nigdy nie przyłapano go pijanego, pod wpływem narkotyków czy w innej niewygodnej sytuacji. Od lat jest wegetarianinem, a po tym, jak modelka Ana Carolina Reston zagłodziła się na śmierć, jako pierwszy wprowadził castingowe obostrzenia. Modelki, które chodzą po wybiegach Armaniego, muszą mieć wskaźnik masy ciała BMI na poziomie minimum 18kg/m2. To co prawda i tak według ogólnie przyjętych norm oznacza stan pomiędzy niedożywieniem a niedowagą, ale w świecie mody nawet takie reguły są krokiem w dobrą stronę. Sam Armani jest tytanem pracy. Ponoć spędza w niej nawet ponad 11 godzin dziennie. Perfekcjonizm sprawia, że nadzoruje każdy etap produkcji. Styl życia projektanta jest daleki od włoskiego dolce vita. Tymczasem wielomilionowa fortuna, której się drobił, sprawia, że mógłby już dawno przejść na zasłużoną emeryturę. Pomimo pojawiających się co jakiś czas w prasie doniesień 85-letni projektant dotąd nie sprzedał marki. Koniec kariery rozważał tylko raz, po śmierci Galeottiego. Jednak zdruzgotany wówczas Giorgio wiedział, że jego partner chciałby, aby kontynuował ich wspólne dzieło. Postanowił więc dla niego trwać na posterunku. A raczej na tronie, bo, jak piszą o nim włoskie media, Armani jest królem mody.

Za kulisami pokazu na jesień-zimę 2017-2018 ( Fot. Tristan Fewings, Getty Images)

Choć Włosi mają skłonność do przesady, w przypadku Armaniego miano monarchy jest jak najbardziej uzasadnione. Jego imperium obejmuje linię oferującą wyposażenie wnętrz – Armani/Casa. A także dwa hotele – jeden na 39. piętrze słynnego dubajskiego Burj Khalifa, drugi w Mediolanie, jak również bary, restauracje i linię własnych słodyczy. Projektant jest też właścicielem dwóch drużyn koszykarskich – Olympiacos i Olimpia Milano. Armani pozostaje też jednym z ostatnich projektantów, którzy nie sprzedali firmy wielkiemu koncernowi. W wywiadach mówi, że choć ma świadomość upływającego czasu, chce jak najdłużej zachować kontrolę.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę