Znaleziono 0 artykułów
06.04.2019

„Gra o tron”: Kobiety chronią kobiety

06.04.2019
Kadr z ostatniego sezonu "Gry o Tron" (Fot. Helen Sloan/HBO)

Maisie Williams i Sophie Turner na planie serialu dorastały, Gemma Whelan, Emilia Clarke, Gwendoline Christie i Hannah Murray stały się gwiazdami. Na chwilę przed premierą ostatniego sezonu produkcji HBO (15 kwietnia wyemitowany zostanie pierwszy z finałowych odcinków) rozmawiamy z aktorkami „Gry o tron”. – W centrum tego serialu są mocne kobiety – mówi Turner.

– Gdyby ktoś przed pierwszym przesłuchaniem powiedział mi, że zakocham się w serialu o latających smokach i niebieskich zombie, kazałabym mu się puknąć w głowę. Po latach nie tylko gram w tym serialu, ale też jestem jego zagorzałą fanką – wyznała podczas spotkania w Londynie Gemma Whelan, serialowa Yara Greyjoy. Tych zagorzałych fanów są na całym świecie setki milionów. Telewizyjna adaptacja sagi George’a R.R. Martina towarzyszyła widzom blisko dziesięć lat, stając się największym serialowym przebojem HBO. Dla wielu wielbicieli „Gry o tron” relacja łącząca ich z serialem jest bodaj najdłuższą w ich życiu. Po ośmiu sezonach pieśń lodu i ognia ucichnie jednak już niedługo na zawsze. Przed premierą pierwszego z sześciu finałowych odcinków rozmawiamy z aktorkami, których twarze na zawsze już kojarzyć się będą z produkcją Davida Benioffa i Dana B. Weissa. Specjalnie dla Vogue.pl o swoich doświadczeniach opowiadają Sophie Turner, filmowa Sansa, Maisie Williams, czyli Arya, Gwendoline Christie (Brienne z Tarthu), Hannah Murray (Gilly) oraz Gemma Whelan (Yara Greyjoy).

Ten ostatni raz

Wszyscy wchodzili na plan ostatniego sezonu z poczuciem, że czeka ich coś wyjątkowego. – Czytanie scenariusza, inaczej niż wcześniej, odbyło się we wspólnej sali. Nieliczni mieli okazję poznać go wcześniej, ale większość z nas czytało te strony po raz pierwszy. Byliśmy mocno poruszeni – uśmiecha się Hannah Murray. To właśnie po tym pierwszym czytaniu Emilia Clarke chwyciła klucze, wybiegła z domu i przez trzy godziny szwendała się bez celu po Londynie. Musiała „wychodzić” emocje.

Hannah Murray (Fot. Taylor Hill/Getty Images)

Finał to dobry moment, by powrócić do początków. Aktorzy chętnie wspominają, jak dostali role w „Grze…”. Murray mówi: – Byłam świeżo po studiach, miałam na koncie kilka ról, część z nich obsadzała odpowiedzialna za casting Nina Gold. Lubiła mnie. A mnie zależało, bo wiedziałam, że ona pracuje przy dobrych projektach. To była o tyle wyjątkowa sytuacja, że w przeciwieństwie do wielu aktorów z naszego zespołu walczyłam o rolę w serialu, który już istniał. Gilly nie pojawia się na ekranie od razu. Po premierze pierwszego sezonu wiedziałam mniej więcej, jaki jest ton produkcji, co oczywiście było bardzo pomocne. Pamiętam, że moją uwagę zwrócił scenariusz, bo był świetnie napisany.

Maisie Williams, Emilia Clarke, Sophie Turner i Kit Harington (Fot. Michael Kovac/Getty Images for AXN)

Zgadza się z nią Whelan, której sytuacja była na wstępie nieco bardziej skomplikowana. – Gdy dostałam rolę, nie wiedziałam o mojej bohaterce za dużo. W książce siostra Theona nazywała się Asha, a na początku ukrywała się pod pseudonimem Esgred. Losy mojej bohaterki zależały od scenarzystów, a ja nie miałam się do czego odnieść. Jednak była spokojna. – Już na wstępie zwróciło moją uwagę to, że wszystkie postaci są fantastycznie napisane, w pełni rozwinięte. Sam serial, mimo kostiumu fantasy, miał tyle warstw: od poziomu dramatu rodzinnego po kwestie polityczne. Co może wydawać się dziwne, te postaci, żyjące w tak odmiennym świecie, wydawały się znajome. W tych bohaterach rozpoznajemy samych siebie. Są bardzo ludzcy! No, może poza Ramsayem… – śmieje się filmowa Yara.

Gemma Whelan (Fot. Brett Cove/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

Podobno po finałowym przesłuchaniu do roli Daenerys Emilia Clarke zatańczyła na scenie „taniec kurczaka skrzyżowany z tańcem robota”. O przesłuchaniach można by napisać osobną sagę. Whelan zawsze z rozbawieniem wspomina swój casting, podczas którego musiała zagrać jedną z najgorętszych scen odważnego obyczajowo serialu. W drugim odcinku drugiego sezonu Theon wraca na rodzinne Żelazne Wyspy. Podczas przejażdżki na koniu, nieświadomy, że siedząca przed nim kobieta jest w istocie jego siostrą, zaczyna zadowalać partnerkę dłonią. Whelan musiała podczas przesłuchania zagrać dokładnie tę scenę, ale z krzesłem. – Na sali byłam tylko śmiertelnie poważna ja, jeden reżyser i bardzo skrępowany dźwiękowiec – wspomina aktorka.

Żwir w policzku, siniaki na duszy

Serial kojarzy się z egzotycznymi lokacjami, ale nie wszyscy aktorzy mieli szczęście zaliczyć wakacje. Zawsze żartuje z tego Kit Harington, który przeważającą część czasu spędził w przejmującym mrozie, ubrany w dwudziestokilowy strój Jona Snowa. Szczęścia nie miała także Whelan. – Jeden, jedyny raz, kiedy z produkcją dotarłam do słonecznej Hiszpanii, spędziłam cały czas zdjęć przykuta do konia, a producenci David i Dan rzucali we mnie bułkami – śmieje się. Jak sama dodaje, na planie „Gry…” to i tak nie najgorsza z możliwych sytuacji. – Przynajmniej wszystkie elementy sceny faktycznie istniały. Często gramy w przestrzeniach, które dorabia w postprodukcji komputer. W jednej chwili gadasz do różowej piłki, a za sekundę fruniesz w powietrzu – tłumaczy.

Kadr z ostatniego sezonu "Gry o Tron" (Fot. Helen Sloan/HBO)

Rozbudowane plany bywały wymagające. Jeszcze bardziej wymagający byli jednak trenerzy i koordynatorzy ekip kaskaderskich, które stale towarzyszyły części aktorów na planie. Wielu z nich musiało chwycić za miecz lub pracować w uprzężach. Który moment wydał się szczególnie trudny serialowej Brienne, czyli Gwendoline Christie? – Scena, w której Brienne walczy z Ogarem. Jestem klasycznie wykształconą aktorką teatralną. W szkole uczono nas pracować z ciałem, ale nigdy nie przypuszczałam, że zagram rolę aż tak „fizyczną”. By wcielić się w Brienne, musiałam spędzić wiele godzin na siłowni oraz ćwiczeniach walki mieczem i wręcz. Ale ta konkretne scena wytrąciła mnie ze strefy komfortu. Dwa razy przypadkowo dostałam z pięści w twarz, podobnie jak Rory McCann. Upadki twarzą na żwir to była nasza codzienność – opowiada. Jasną stroną była praca z fenomenalnym zespołem kaskaderów. – Czuliśmy się bardzo zaopiekowani, bezpieczni. Nie bałam się podejmować ryzyka, przekraczać swoich granic. Okazało się, że jestem w stanie osiągnąć więcej, niż kiedykolwiek sądziłam. Poczułam dumę – dodaje Christie.

Kadr z ostatniego sezonu "Gry o Tron (Fot. Helen Sloan/HBO)

Emancypantki w zbrojach

Christie podkreślała też swoisty feminizm „Gry…”. – Dorastając jako kobiety, doświadczamy rozmaitych ograniczeń wynikających z patriarchalnej struktury społeczeństwa. Granie sceny, w której jestem bita, było dla mnie naprawdę trudne – mówi aktorka. W serialu znalazło się wiele brutalnych scen, ale jego narrację prowadzono tak, by kobiet nie pokazywać jako ofiar. – Nasza scena była po prostu starciem dwóch wojowników. Jeden wygrał – dodaje Christie, podkreślając, że „Gra…” była dla niej ważnym doświadczeniem właśnie dlatego, że pokazała, jak można tworzyć telewizję w opozycji do dominujących schematów. – Oni zrobili coś, co odbiło się echem w branży i społeczeństwie – zapewnia.

Gwendoline Christie (Fot. Taylor Hill/Getty Images)

Ten wątek konsekwentnie podkreśla też Emilia Clarke, której postać w pierwszych sezonach często pojawiała się bez ubrania. Brytyjka zaznacza, że to nie była nagość uprzedmiotawiająca Daenerys, lecz sposób na pokazanie relacji bohaterki z ciałem. Matka Smoków była przecież w przeszłości ofiarą molestowania – niewolnicą sprzedawaną mężczyznom. Jej seksualność była traktowana jak towar. Z czasem zaczęła odzyskiwać ciało dla siebie. Jej historia przypomina losy wielu innych kobiet, które zmagają się z różnymi formami opresji. – To dla mnie ogromnie ważne, bo wiem, jak wiele młodych dziewczyn oglądających ten serial widzi w Dany wzór – zapewnia Clarke.

„Gra o tron” także za kulisami wyznaczała wysokie standardy. – Bardziej doświadczeni koledzy z planu opowiadali nam o tym, że nie wszędzie są tak mili i porządni producenci, a rozmaite problemy, z jakimi zderzają się młode aktorki, takie, o których słyszy się w sensacyjnych newsach, to nie medialne wymysły – wspomina Maisie Williams. – Dzięki tej wiedzy możemy aktywnie unikać takich sytuacji. Nie chcę pracować z ludźmi, którzy źle mnie traktują. Branża musi przejść jeszcze wiele zmian. Ale ogromnie ważne jest to, że dziś kobiety chronią inne kobiety, czy to dzieląc się swoimi historiami, czy doradzając, jak się zachowywać. Jeszcze bardzo długa droga przed nami. Ale mam nadzieję, że nie będzie już kolejnego pokolenia kobiet, które będą potrzebowały swojego #metoo – kończy dojrzała 21-latka. Wtóruje jej serialowa siostra: – Pierwszy projekt w życiu i od razu produkcja, w której centrum są mocne kobiety. To naprawdę niezwykłe. Bardzo trudno jest znaleźć porównywalne role gdzie indziej. Oczywiście branża się zmienia, ale przemysł filmowo-telewizyjny wciąż nie jest przyjaznym miejscem dla kobiet. Cersei, Daenerys, Ygritte – gdzie indziej znaleźlibyśmy serial z takim natężeniem mocnych bohaterek? – mówi Sophie Turner.

Droga wiedzie dalej

Czy trudno było rozstać się z serialem po tylu latach? Gemma Whelan nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. – To była niesamowita podróż z niezwykłymi kompanami. Rozstanie było trudne, ale odbywało się ze zrozumieniem dla nas wszystkich, co bardzo pomogło. Byłam poruszona, smutna. Ale wiem, że to był dobry moment, by się pożegnać – mówi aktorka.

Sophie Turner i Maisie Williams (Fot. Amy E. Price/Getty Images for SXSW)

W nieco innej sytuacji były Turner i Williams. Obie wchodziły na plan jako dzieci. „Gra…” była nie tylko ich pierwszym aktorskim doświadczeniem, ale też w pewnym sensie bezpieczną przystanią, wręcz domem. – Miałyśmy niewyobrażalne szczęście – podkreśla Sophie. – Zaczęłyśmy swoje kariery z wysokiego C. Ten serial ma najlepszych scenarzystów, producentów, operatorów, reżyserów – mówi Turner. – Dorastanie na planie to trochę dziwna sprawa – dodaje Maisie. – Właściwie nie znasz innej rzeczywistości. Nie miałyśmy szansy poczuć, jak to jest być młodą dziewczyną. Sama dość wcześnie zakończyłam tradycyjną edukację, ale dzięki pracy przy „Grze…” jako bardzo młoda osoba odebrałam wiele ważnych życiowych lekcji. Rzeczy, których w klasie nikt cię nie nauczy – mówi filmowa Arya.

Turner wspomina ostatni dzień na planie. – Zadzwoniła moja agentka. „No, to za co się teraz zabieramy?”. „Chcę mieć dziewięć miesięcy przerwy” odparłam. To była moja jedyna prośba. Teraz mogę się wreszcie zastanowić, jaką 23-latką jestem – mówi aktorka. Williams jest w podobnym momencie. – Niedawno byłam na uczelni z pogadanką. Swoją drogą to zabawne, jak działa sława, przecież jestem w wieku tych ludzi, a zaprasza się mnie jako mówczynię… Po spotkaniu wszyscy zasypali mnie pytaniami o moje plany. „Hej, płyniemy na tej samej łodzi!” – odpowiedziałam. „Wy zaraz macie egzaminy, ja skończyłam serial. Czujemy się podobnie, wszyscy myślimy o przyszłości”. Po „Grze…” odczuwam sporą presję. Nikt nie powie nic wprost, ale wiadomo, że oczekuje się od nas sukcesu. Wszyscy są ciekawi, czy zagramy jeszcze w czymś równie dobrym i dużym. Moja odpowiedź brzmi: nie wiem! Wiem, że zrobię wiele świetnych rzeczy w swoim życiu. Ale gdzie na skali umieszczą je inni? Wiem, że przyszłość będzie wspaniała, ale jaka dokładnie, nie mam pojęcia. I nie przeszkadza mi to – puentuje Maisie.

Anna Tatarska
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. „Gra o tron”: Kobiety chronią kobiety
Proszę czekać..
Zamknij