Znaleziono 0 artykułów
15.02.2021

Portrety kobiet w Białymstoku

Sofie (Fot. Iga Drobisz)

Iga Drobisz, urodzona w Białymstoku fotografka i była modelka, stworzyła indeks kobiet. Pozbawione póz i emocji dokumentalne portrety to fascynująca opowieść o kobiecym indywidualizmie i różnorodności. Wystawę zobaczyć można w Galerii im. Sleńdzińskich, tylko do 7 marca. 

Iga Drobisz, rocznik 1991, mieszka dziś w Berlinie i pomieszkuje w Sztokholmie. Z Białegostoku wyjechała zaraz po maturze. Pracowała jako modelka, m.in. w Mediolanie, Paryżu i Singapurze. W singapurskim wydaniu włoskiego czasopisma „Amica” debiutowała jako fotografka. Publikowała potem w „i-D”, „Oyster”, „Highsnobiety”, „Stern”, „Metal”, „INDIE”, „Contributor”, „Rolling Stone”, „Harper's Bazaar”, „L’Officiel”, „Marie Claire” i wielu innych magazynach i portalach. Na stronie internetowej niemieckiego „Vogue’a” zamieszczono zdjęcia berlińskiej drag queen i kolekcjonerki mody Chloe Waldorf, która pozowała w domu Igi w ubraniach Thierry’ego Muglera ze swojej kolekcji. Zdjęcia ukazały się także we „Fräulein Magazine”.

Portrety kobiet na wystawie „Index”

Sesje Igi wyróżnia surowa scenografia. Efekt tworzy charakterystyczna aura, zamglenie i wyciszone kolory. Kobiecość, którą ukazuje Drobisz, może być teatralna, dragowa, odgrywana za pomocą póz, gestów i strojów, ale nigdy nie jest pozbawiona siły. Jej twórczość uzupełniają mocne i wyraziste, lecz pozbawione emocji oraz stylizacji portrety inspirowane zdjęciami z dokumentów. To właśnie one zawisły w jednym z oddziałów Galerii im. Sleńdzińskich na wystawie „Index”.

Yoko (Fot. Iga Drobisz)

W salach malowniczego drewnianego domu na białostockich Bojarach, w którym od niedawna mieści się galeria fotografii, oglądamy ponad sto niewielkich portretów kobiet. Patrzy na nas 101-letnia Dieta – matka trójki dzieci, była fizjoterapeutka z Monachium i Hamburga, a także Christine Sun Kim – niesłysząca performerka i artystka dźwiękowa o amerykańsko-azjatyckich korzeniach, która w sztuce używa języka migowego. Sun Kim performowała w MoM-ie i podczas Super Bowl. Jest też podobizna Moshtari Hilal, artystki i badaczki kultury Afganistanu. W jej twórczości szczególne miejsce zajmuje ciemne kobiece owłosienie i nosy charakterystyczne dla mieszkanek dawnej Persji.

Zdjęcia wykonane są na białych tłach i zwykle bez powtórzeń. Makijaż i biżuteria pojawiają się tylko wówczas, gdy są nieodłączną częścią codziennego wizerunku bohaterki, gdy nie są odświętne. Na przykład Christine Sun Kim zawsze ma na ustach czarną szminkę.

Dieta (Fot. Iga Drobisz)

Fascynujące dokumenty

Igę Drobisz fascynują zdjęcia z automatów. W kolekcji ma portret czarnej kobiety, który znalazła w maszynie na monachijskiej ulicy. Nie pokazuje go, bo mimo starań nie znalazła utrwalonej na nim bohaterki. Obrazy przedstawiające profile przypominają zdjęcia sygnalityczne robione w komisariatach policji, a kiedyś też w obozach.

Yasmin (Fot. Iga Drobisz)

Artystkę inspirują również klasyczne fotografie z dokumentów. Część zdjęć na wystawę zrobiła aparatem, którym wykonywano tego typu portrety w latach 80. Do fotografii paszportowej przyciąga ją między innymi bezczasowość. Owszem, widać na nich fryzury i fragmenty ubrań z konkretnego czasu, ukryte są jednak emocje. Uśmiech raczej nie oznacza tu radości. Uczesania i stroje nigdy nie są atrakcyjne, zawsze wyglądają sztucznie i anachronicznie.

Różnorodność w genach

Iga Drobisz stworzyła zbiorowy, ponadczasowy, ponadnarodowy indeks kobiet, które ją zaciekawiły. „Index” to portrety osób w różnym wieku, o rozmaitych korzeniach i kolorach skóry, sylwetkach, rozmiarach i historiach życia. W projekcie wzięły udział dwie transpłciowe kobiety.

Ibti (Fot. Iga Drobisz)

Różnorodność serii wynika nie tylko z tego, że jej autorka mieszka w wielokulturowym Berlinie i podróżuje po świecie, lecz także z białostockich doświadczeń. Obok rodzinnego domu Igi stał fragment muru getta, wokół którego, jak relacjonuje, nocą zbierały się sowy. Ceglany świadek historii i krążące wokół niego ptaki przypominały o Zagładzie Żydów.

Mama Igi, tancerka i choreografka, ma korzenie w Północnej Afryce. Wygląda inaczej niż większość białostoczanek, choć jest jedną z nich. Fotografka zna niestety smak rasizmu i dyskryminacji. Tata Igi jest muzykiem, grał między innymi z zespołem Daab.

Vivi (Fot. Iga Drobisz)

W 2017 r. w Centrum im. Ludwika Zamenhofa w Białymstoku Drobisz pokazała serię portretów przedstawicieli i przedstawicielek Pierwszych Narodów. Zainteresowanie historią rdzennych Amerykanów rozbudziła w niej mama, która opowiadała córce o tragicznych skutkach hegemonii białych, o Europejczykach dewastujących Ziemię i naturę. Ekspozycja „(Lasting) Traces” była hołdem złożonym Pierwszym Narodom.

Szacunek do przyrody łączy się u Igi z miłością do Puszczy Białowieskiej, niedaleko której się wychowywała. Na Instagramie napisała po angielsku o podziwie, którym darzy Simonę Kossak, nazywaną przez niektórych czarownicą. Czarownice to ikony współczesnego feminizmu. Zmarła w 2007 r. biolożka i aktywistka, potomkini słynnych malarzy, przez wiele lat mieszkała w Puszczy Białowieskiej, broniąc jej pierwotnego charakteru. Opiekowała się, przyjaźniła, mieszkała, a czasem nawet spała na tym samym łóżku z psami, wilkami, dzikami, rysiami, krukami, łosiami.

Katharina (Fot. Iga Drobisz)

Protestować aż do skutku

Doświadczenia Igi Drobisz wpływają na jej współczesny aktywizm. Kilka lat temu oburzyła ją dewastacja Puszczy Białowieskiej, do której mimo sprzeciwu całego świata próbował doprowadzić Jan Szyszko, minister środowiska w rządzie Beaty Szydło. Dziś fotografka wspiera Strajk Kobiet. Na Instagramie dokumentuje protesty, ale też pokazuje filmiki, na których wykonuje oparty na tańcu na rurze i balecie rytualny taniec zagrzewający do walki i wyrażający sprzeciw wobec antykobiecej, antyaborcyjnej, ograniczającej prawa człowieka polityce partii rządzącej.

Theresa (Fot. Iga Drobisz)

Czasy bycia neutralną minęły! – zaznacza Iga. – W Polsce nie mieszkam już od 11 lat, ale mimo to codziennie odczuwam tragedię polskich kobiet. To, co dzieje się wokół aborcji, jest nie do zaakceptowania. Sytuacja jest tragiczna. Myślę o tym każdego dnia i nie zgadzam się, żeby moja siostra żyła w tak okrutnym kraju, a moi znajomi wychowywali w nim dzieci. Boli mnie również to, że agresywna polityka polskiego rządu odbiera bezpieczeństwo i wolność moim nieheteronormatywnym przyjaciółkom i przyjaciołom. Musimy o tym mówić. Musimy to zmienić. Musimy protestować aż do skutku! 

Do buntu i walki zagrzewają nas kobiety, które patrzą na Polskę z portretów w Galerii im. Sleńdzińskich w Białymstoku. Wystawa potrwa tylko do 7 marca.

Marcin Różyc
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę