Znaleziono 0 artykułów
21.04.2022

Kris Bowers: W rytmie epoki

21.04.2022
Fot. materiały prasowe

Zjawiskowe kreacje, miłosne intrygi i nowa porcja muzycznych przebojów – drugi sezon netfliksowego serialu „Bridgertonowie” daje fanom wszystko, na co czekali. O kulisach pracy nad ścieżką dźwiękową, łączącą muzykę klasyczną i pop, rozmawiamy z kompozytorem Krisem Bowersem.

Po premierze pierwszego sezonu „Bridgertonów” słuchaliśmy w kółko coveru „thank you, next” autorstwa Vitamin String Quartet. Muzykom udało się przełożyć popowy przebój Ariany Grande na język muzyki poważnej, nie zatracając jego chwytliwości. Wraz z premierą drugiej odsłony serii twórcom udało się powtórzyć ten chwyt, a starym-nowym hitem, który pokochali fani stało się „Material Girl” w aranżacji Krisa Bowersa. Kompozytor przepisał przebój Madonny tak, że idealnie wpisał się on w klimat ery regencji, balów dla debiutantek i zawiłych intryg dworskich. Dla Bowersa ten rodzaj połączenia był punktem wyjścia do pracy nad muzyką do serialu: – Najważniejsze było dla mnie znalezienie równowagi między przeszłością a teraźniejszością, tym, co tradycyjne, a tym, co nowoczesne. Zależało mi, żeby połączyć te światy i stworzyć coś ponadczasowego – tłumaczył w rozmowie z Vogue.pl.

 

Nazwisko, które warto znać

Kris Bowers nie bez powodu nazywany jest jednym z najciekawszych kompozytorów młodego pokolenia. Na pianinie nauczył się grać w wieku czterech lat. Niedługo po dziewiątych urodzinach zagrał pierwszy koncert, na który składały się napisane przez niego utwory. – Dorastając, słuchałem klasycznych soulowych kawałków i hip-hopu. Potem odkryłem jazz i muzykę klasyczną, ale ta pisana do filmów pochłonęła mnie bez reszty – wspominał. Jego talent zapewnił mu prestiżowe stypendium na Juilliard School w Nowym Jorku. Po zajęciach grywał w miejscowych klubach jazzowych. W jednym z nich usłyszał go Jay-Z, który wraz z Ye Westem zaprosił Bowersa do pracy nad albumem „Watch the Throne”.

 

Współpraca z raperami zapewniła mu uwagę branży, choć nie tylko – do grona jego fanów należą Barack i Michelle Obama, którzy zaprosili go, by wystąpił w Białym Domu podczas koncertu z okazji Międzynarodowego Dnia Jazzu. Przez kolejne lata Bowers łączył karierę jazzmana, grając na najważniejszych festiwalach na całym świecie, z produkcją muzyczną dla artystów i pracą nad kolejnymi filmowymi zleceniami. Przełomowym momentem okazał się 2015 r., gdy został poproszony o napisanie muzyki do dokumentu „Kobe Bryant's Muse”. Od tego czasu stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych kompozytorów, a lista jego osiągnięć stale się wydłuża.

Bowers skomponował dotychczas ponad 30 ścieżek dźwiękowych, w tym do głośnego serialu Avy DuVernay „Jak nas widzą”, oscarowego „Green Book”, biografii królowych jazzu i soulu, czyli „Billie Holiday” i „Respect”, oraz najnowszego „King Richard: Zwycięska rodzina”.

Fot. materiały prasowe

Między tradycją a popem

Gdy Chris Van Dusen poprosił Bowersa, by to on zajął się ścieżką dźwiękową do „Bridgertonów”, muzyk długo szukał właściwego tonu. – Początkowo wzięliśmy na warsztat bardzo klasyczne kompozycje, m.in. Beethovena, zagraliśmy je razem z orkiestrą, a gotowe nagrania pociąłem w sample i zacząłem je miksować jak Ye – wspominał rozbawiony. Jako referencję Van Dusen podsunął mu wtedy utwory na fortepian Maurice’a Ravela: – Wtedy zrozumiałem i zabrałem się do pisania. O tym, że udało mu się znaleźć złotą proporcję, najlepiej świadczyły reakcje fanów, dzięki którym muzyka do serialu szybko znalazła się na listach przebojów. Nic więc dziwnego, że gdy zapowiedziano drugi sezon „Bridgertonów”, Bowers, wraz z orkiestrą, wrócił do pracy.

 

Przedłużeniem nietradycyjnego podejścia do ścieżki dźwiękowej był sposób jej powstania: – Z powodu pandemii muzykę do pierwszego sezonu nagraliśmy w pełni zdalnie. Okazało się wtedy, że to nie tylko świetne rozwiązanie na poziomie logistycznym, lecz także twórczym – mogliśmy łatwiej reagować na zmiany, wymieniać się sugestiami, improwizować. Dlatego postanowiliśmy kontynuować nasz eksperyment również tym razem. W nowych utworach do serialu kompozytor rozwija znane motywy (od miłosnego po ten dedykowany tajemniczej Lady Whistledown), wprowadza też zupełnie nowe, jak ten Edwiny czy Eloise i Theo. Wraz z sukcesem serii jej warstwa dźwiękowa również nabrała nowego rozmachu: – Tym razem wiedziałem już dobrze, jakie kompozycje chcę stworzyć. Dlatego muzykę dla orkiestry pisałem tak, jak gdybym pisał popowe przeboje – wyjaśnił Bowers.

Do jego ulubionych utworów należą otwierający serię „Sharpening My Knives”, zbudowany na bazie znanego z pierwszej serii motywu „The Latest Whistledown”, a także „Accidental Eavesdropping”, który jest idealnym przykładem popowego brzmienia, na jakim zależało kompozytorowi.

Fot. materiały prasowe

Na tropie dźwięków

Bowers zdecydowanie nie wie, co to nuda. Pracę nad ścieżką dźwiękową do „Bridgertonów” łączył z kilkoma innymi projektami, w tym nad muzyką do innego serialu Shondy Rhimes, „Kim jest Anna?”, którą napisał we współpracy ze swoim protegowanym Pierrem Charlesem. Jak przyznaje, wielość zadań go inspiruje: – To pozwala zachować świeżą perspektywę, spojrzeć na każdy projekt z kilku różnych perspektyw. Pracując nad wieloma projektami, jednocześnie mogę przemieszczać się między stylami, inspiracjami i pomysłami, zawsze odkrywając tam coś nowego. Gdyby tego było mało, niedawno został ojcem. Córka już towarzyszy mu podczas prób w domowym studiu.

 

Po krótkim urlopie tacierzyńskim wraca jednak do pracy. W marcu przyszłego roku do kin trafi kolejny film z jego autorską ścieżką dźwiękową. W „Haunted Mansion” (w reżyserii Justina Simiena) Bowers sprawdzi się w formule horroru science fiction. Punktem wyjścia przy pracy jest dla niego scenariusz. – Dzięki niemu mogę zobaczyć i usłyszeć określony świat, zanim zostaje mi przedstawiona jego interpretacja. Dopiero, gdy mam już pewne wyobrażenie tego, co chcę napisać, przystępuję do rozmów z reżyserem, aktorami, innymi zaangażowanymi. Później wracam do studia i zabieram się do pracy. 

Gdy pytam, jaką radę dałby młodym kompozytorom, Bowers przywołuje cytat, którym podzielił się z nim lata temu jeden z jego mentorów: „Sukces to moment, w którym przygotowanie spotyka okazję”: – Gdy zaczynałem, wiele planów nigdy nie doszło do skutku, bo nie byłem na nie gotowy. Dlatego warto stale udoskonalać swój warsztat, szukać własnego języka, eksperymentować, a gdy nadejdzie właściwy moment – być gotowym – mówił. Kompozytor zachęca również, by nie tylko uzbroić się w cierpliwość, lecz także grubą skórę. – Każdy z nas odbiera muzykę inaczej. To, co porusza mnie, może nie robić na tobie żadnego wrażenia. Ważne, by jednak nie zatracić własnej wrażliwości, zwłaszcza w zderzeniu z krytyką. Umiejętność współpracy z innymi i samym sobą to podstawa, podobnie jak zdolność radzenia sobie z sukcesami i porażkami. Ten wewnętrzny dialog, który ze sobą prowadzisz, to jeden z najważniejszych wymiarów pracy twórczej.

Julia Właszczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę