Znaleziono 0 artykułów
23.06.2020

Maja Pankiewicz: Kino podkłada bombę pod tematy tabu

Kadr z filmu „Eastern” (Fot. Bartosz Nalazek)

W niedalekiej przyszłości świat regulowany jest bezwzględnym, okrutnym, patriarchalnym kodeksem. Dwie młode dziewczyny – Ewa i Klara – bronią honoru swoich rodzin krwawą wendetą. „Eastern” Piotra Adamskiego, futurystyczny western nakręcony na azjatyckim osiedlu pod Warszawą, to debiut krakowskiej aktorki. – Feminizm bohaterek jest intuicyjny, naturalny, czysty. Dlatego tak bardzo chciałabym, żeby na ten film poszły nastolatki – mówi Maja Pankiewicz.

To twoja pierwsza główna rola w pełnometrażowym filmie. To dobry moment na pytanie o to, dlaczego zostałaś aktorką.

Bo nigdy nie było planu B. Nie potrafię ci powiedzieć dlaczego. Nie mam w rodzinie żadnych aktorskich tradycji. Mój ojciec jest architektem, moja matka – fotografikiem. Rodzice próbowali wybić mi aktorstwo z głowy. Bali się, że ten zawód to rywalizacja, ryzyko, ciągła ocena, obciążenie psychiczne. I to wszystko prawda! Ale się uparłam, bo strasznie chciałam robić coś, o czym nie mają pojęcia. Żeby wreszcie nie mogli mi powiedzieć, że wiedzą lepiej. Szczeniacka przekora. 

Kadr z filmu „Eastern” (Fot. Materiały prasowe)

Mogłaś zostać chemikiem.

Z chemii miałam co najwyżej tróję. Nie wdałam się w ojca – ścisłowca. Może właśnie dlatego poszłam w przeciwnym kierunku? Czasami żałuje, że nie mam konkretnego zawodu. Wydaje mi się, że nic nie umiem. Ale to nasze artystyczne środowisko jest małe, lecz piękne. Przyciąga inność, pozwala ludziom być takimi, jacy są. Dobrze mi w nim.

„Eastern” przyniósł ci pierwszą tak dużą rolę w filmie fabularnym. Od razu pojawiły się pochwały i nagrody. Spełnione marzenie młodej aktorki?

Piękna opcja na start. Nagroda za debiut na festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie była dla mnie miękkim lądowaniem. Gdy dostałam się do szkoły, powtarzano nam wielokrotnie: dziewczyn na roku powinno być mniej, bo później w teatrze nie ma ról dla kobiet. Według mnie to mit. Mam wrażenie, że w ciągu kilku ostatnich lat sytuacja się radykalnie zmieniła, i w filmie, i w teatrze. Moim autorytetem jest Gabrysia Muskała. Debiutowałam w teatrze w roli jej córki, była moim profesorem w szkole, zagrałyśmy razem w „Szóstce”, mamy wspólną historię. Jest niezależnym twórcą, zajmuje się różnymi dziedzinami, a kiedy brakowało jej roli, o której marzyła, dopięła swego, pisząc sama wspaniały scenariusz. Udowodniła, że można poczekać chwilę na sukces, pracować na niego bardzo ciężko, odnosić go z wielką klasą. Kocham ją i podziwiam. Oprócz talentu jest przy tym wspaniałym człowiekiem. Przeciera nam szlaki, wyważa drzwi. 

Paulina Krzyżańska, Piotr Adamski, Maja Pankiewicz (Fot. Anna Bobrowska/KFP/Reporter)

Muskała teraz pewnie sama ustala zasady, ale nie zawsze tak było. Jak ty, aktorka niedługo po szkole, czujesz się, walcząc o rolę?

Usłyszałam niedawno od reżyserki castingowej, że jestem za ostra. Że mam „koszące spojrzenie”, ostry wizerunek, jestem zbyt „wymagająca”, więc dlatego powinnam na castingi przychodzić w sukienkach w kwiatki, żeby to kontrastowało z tym moim spojrzeniem… Mam wrażenie, że w Polsce często na castingi do roli blondynki są zapraszane same blondynki – aktorów szufladkuje się pod kątem tego, co już zagrali, rzadko otwiera się im inne drogi i rzuca wyzwania na przekór warunkom. 

Kadr z filmu „Eastern” (Fot. Materiały prasowe)

Bartek Bielenia mówił mi, że do roli w „Bożym Ciele” przygotowywał się tygodniami, przeszedł prawdziwą transformację.

W Stanach aktorom pozwala się na długi proces przygotowania do roli, a nawet się go opłaca. Efekty, jak wiemy, bywają spektakularne. U nas się to zdarza, ale rzadko. Przeważnie szuka się rzeczywistego odpowiednika do roli, tzw. gotowca, bo nie ma czasu i pieniędzy na metamorfozy. Na szczęście jak patrzę na różne drogi moich znajomych aktorów, to widzę, że da się uniknąć zaszufladkowania. Dawid Ogrodnik jest tego przykładem. To aktor od zadań specjalnych. Jest nieuchwytny, przez to tak zaskakujący w kolejnych kreacjach. Cały czas poszukuje. Jego odwaga mi totalnie imponuje.

Casting do „Eastern” był milszy niż tamten, który wspominasz?

Piotrek Adamski mi powiedział, że gdy tylko weszłam na casting, już wiedział, że jestem Ewą. A ja na decyzję, czy dostałam tę rolę, czekałam strasznie długo. Od początku czułam, że się rozumiemy – intuicyjnie wiedziałam, czego on szuka. Potem w trakcie prób kształtowaliśmy postać pode mnie. Piotrek traktował mnie jako współtwórcę, nie odtwórcę, a to dla mnie w pracy najważniejsze. Powiedział mi, że interesuje go to, czego bohaterowie nie pokazują, to, co skrywają głęboko, to, czego nie widać. Trochę się z tym boksowałam. Moja bohaterka, Ewa, jest bardzo introwertyczna, pozamykana, ascetyczna… Pamiętam, że się miotałam, chciałam sobie „poprzeżywać”, a Piotrek mnie cały czas „ściągał”. Mówił: „Nic mi tu nie graj! Masz tylko być!”. 

To było trudne? 

Osiągnięcie tych minimalnych środków wydawało mi się niemożliwe. Ale dobrze wytłumaczył mi to mój przyjaciel, Marcin Liber [znany reżyser teatralny – przyp. red.]. „Czemu ty się dziwisz? Jakbyście zaczęły ekspresyjnie przeżywać śmierć, zabijanie, to podważyłybyście ten świat wokół was”. Miał rację. W rzeczywistości „Eastern” ten szalony dla widza sposób funkcjonowania, te zasady wzorowane na kodeksie albańskiego prawa zwyczajowego (tzw. Kanun) są normalne. Śmierć jest normalna, więc nie przeżywa się jej tak mocno jak w naszej rzeczywistości. 

Kadr z filmu „Eastern” (Fot. Materiały prasowe)

To na pewno niezwykły, jak na polską branżę, film. Też tak poczułaś, kiedy dotarł do ciebie ten scenariusz?

Sama koncepcja zrobienia westernu w Europie Środkowo-Wschodniej mnie zachwyciła! Piotrek pochodzi ze sztuk wizualnych, miał więc już na etapie scenariusza bardzo precyzyjnie zdefiniowaną koncepcję wizualną tego filmu. Dialogi były ascetyczne, bo nośnikami treści były obrazy. Żeby poczuć się pewniej w tym świecie, robiliśmy próby na lokacjach. Z całą ekipą pojechaliśmy na wycieczkę na osiedle Walendia, gdzie mieszkają bohaterowie Easternu. Z Pauliną jeździłyśmy na strzelnicę. Na próbach obecny był specjalista od prawa albańskiego, który pomagał nam zrozumieć zasady. 

Walendia to lokalizacyjny strzał w dziesiątkę. Wygląda jak zamknięte osiedle na amerykańskich przedmieścia, choć w istocie znajduje się pół godziny jazdy za Warszawą. 

Niesamowite miejsce – enklawa, państwo w państwie. Mieszkają tam właściwie sami Azjaci, bo osiedle jest tuż przy halach chińskich w Wólce Kosowskiej. Teraz, oglądając film, nie wiesz do końca, czy osiedle jest jakimś odrębnym kawałkiem rzeczywistości, czy cały świat tak wygląda. Dla mnie to nasza alternatywna rzeczywistość równoległa. Krzywe zwierciadło. Ale widzę na pewno jeden wspólny mianownik. Zacietrzewienie w nienawiści.

Między twoją postacią a bohaterką graną przez również debiutującą Paulinę Krzyżańską są bliskość, sztama, nietypowe siostrzeństwo. Jak was prowadził przez tę relację reżyser?

Zanim Paulina pojawiła się na castingu, Piotrek długo szukał aktorki do roli Klary, głównie wśród naturszczyków. Najważniejsze dla niego było zderzenie osobowości, chemia między nami. Jak Paulina się pojawiła, nie było wątpliwości, że mamy Klarę. Naturalną, bezczelną, arogancką, pełną uroku smarkulę, na granicy dziecka i kobiety. Pamiętam, że zabrał nas do sali kinowej w Studiu Munka i wyświetlił nam „Lato miłości” Pawła Pawlikowskiego. Tam był podobny układ: dziewczyna-naturszczyk, wyłapana z castingu, absolutnie wspaniała i genialna, i druga, aktorka, która jej partnerowała. Ale przede wszystkim chodziło o to, żeby pokazać, jak pięknie można budować bliskość, intymność, czułość między bohaterkami. Pamiętam, że jeszcze na etapie scenariusza, zanim pojawiła się Paulina, walczyłam, żeby to była relacja lesbijska. Chciałam, żeby to było love story. A teraz, gdy oglądam film, mam wrażenie, że to nie tylko siostry, lepiej – miejscami matka z córką! 

Kadr z filmu „Eastern” (Fot. Materiały prasowe)

Myślę, że wizja kobiecej solidarności może być równie sugestywna. To właśnie wielka siła waszego filmu. 

Nasze dziewczyny łączy przede wszystkim bunt przeciwko systemowi. Rodzi się w nich niezgoda na prawo, które jest ważniejsze niż drugi człowiek. Postać Pauliny jest gamerką: bezwzględna, zabija bez mrugnięcia okiem. Należy do pokolenia, które już nie kwestionuje, że ten świat tak wygląda, nie wyobraża sobie nawet, że można się temu przeciwstawić. Ja, nieco starsza, namawiam ją do buntu. Pomagamy sobie w tym. Ale przede wszystkim pcha nas instynkt przetrwania. Bo skoro krew za krew, to jeżeli ja nie zabiję, to sama zostanę zabita. A my chcemy żyć.

Jedno z możliwych odczytań waszego filmu jest mocno osadzone w polskim tu i teraz. „Eastern” można potraktować jako diagnozę sytuacji Polek. 

„Eastern” podejmuje kilka wątków, które są bardzo silnie widoczne w naszej rzeczywistości. Ale właśnie ten aspekt uderza mnie teraz w filmie najbardziej. Nie przypominam sobie, żebyśmy z założenia robili feministyczne kino, ale ewidentnie świat w „Eastern” jest skrajnie patriarchalny, a bohaterki przeciwstawiają się systemowi. Ale ten feminizm jest u nich intuicyjny, a nie świadomy. Walka o swoje prawa w tym świecie opanowanym przez mężczyzn rodzi się w dziewczynach naturalnie. Dla mnie to feminizm w czystej postaci. Pamiętam, że w uzasadnieniu werdyktu festiwalu Młodzi i Film napisano, że w „Eastern” są kobiece postaci, których mogłoby pozazdrościć Studio Marvel. To jeden z największych komplementów, jakie usłyszeliśmy! Dlatego tak bardzo chciałabym, żeby na Eastern przyszły nastolatki.

A jak ty zachowujesz wolność w codziennym życiu?

Nie czuję się bezpiecznie, ani w tym zawodzie, ani w tej rzeczywistości. Szczególnie teraz. Media bombardują strachem. Przerażają mnie brak dialogu, potęgujące się antagonizmy, bezwzględna mściwość. Nie ma poczucia bezpieczeństwa bez wolności słowa – artystom zamyka się usta, ściąga się spektakle z afisza, próbuje się burzyć autorytety, zamyka się instytucje… Mogłabym wymieniać bez końca. Nie może być na to zgody. Wielką siłą sztuki zawsze będzie podkładanie bomb pod tematy tabu. Wierzę głęboko, że jeszcze nadejdą lepsze czasy.

Film będzie można obejrzeć w kinach od 26 czerwca.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę