Znaleziono 0 artykułów
06.07.2018

Moda w rytmie rock and rolla, czyli jak powstała kolekcja The Rolling Stones x Bizuu

Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)

Już w niedzielę na Stadionie Narodowym w Warszawie wystąpi zespół The Rolling Stones. Na koncert fanki legend rocka będą mogły ubrać T-shirt, bluzę albo kurtkę zdobione charakterystycznym motywem ust. Marka Bizuu stworzyła oficjalną kolekcję we współpracy z Mickiem i spółką. Teraz trzeba tylko opanowywać „moves like Jagger”, i pod scenę!

Współprace w branży mody przyjmują różną formę. Niektóre mają podłoże czysto biznesowe, inne mają na celu dotarcie do nowego klienta, a są też takie, w których siły łączą dobrzy znajomi. Jeszcze innym, coraz popularniejszym rodzajem partnerstwa, stają się kolekcje licencjonowane, które powstają w wyniku tymczasowego nabycia praw do wizerunku i znaku danej marki. O kulisach tego typu projektu rozmawialiśmy z Zuzanną Wachowiak, połową duetu Bizuu, który stworzył kapsułową kolekcję z zespołem The Rolling Stones.

Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)

Nikogo nie dziwi rosnąca popularność projektów, które współtworzą marki reprezentujące odmienne estetyki, czy przedział cenowy. Współprace tego typu zapewniają im, bezcenny w przypadku przesyconego nadmiarem produktów klienta, element zaskoczenia, zwiększają widoczność obu marek, a w przypadku projektantów sprawiają, że mogą w inny niż do tej pory sposób komunikować odbiorcom swoją artystyczną wizję. Nie są jednak niczym nowym. Mimo że w zeszłym roku najczęściej mówiło się o wspólnej kolekcji Louis Vuitton, Balenciagi i Crocsów, czy wspólnym projekcie Calvina Kleina i Fundacji Andy’ego Warhola, w wyniku którego marka otrzymała nieograniczony dostęp do dzieł artysty, modowe kolaboracje popularne były już w latach 90. Płaszcze dla Hermès pod kierownictwem Margieli szyła przecież szkocka marka Mackintosh, a Stephen Jones regularnie tworzył kapelusze dla Alexandra McQueena. Prawdą jest jednak to, że dopiero niedawno kooperacje przestały stanowić wyłącznie ciekawy dodatek do regularnej oferty, a stały się tym, na co niektórzy konsumenci czekają z największym utęsknieniem.

Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)
Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)

Mimo że coraz więcej marek chętnie podąża tym nurtem, tworzenie kolekcji licencyjnych nadal przez wiele z nich uważane jest za zbyt ryzykowne i skomplikowane, chociażby pod względem prawnym. Kto jednak raz spróbuje swoich sił w tej dziedzinie, nie poprzestanie wyłącznie na jednym projekcie. Tak było chociażby w przypadku Jeremy’ego Scotta i Moschino, tak jest też w przypadku marki Bizuu. Kapsułowa linia stworzona we współpracy z zespołem The Rolling Stones jest bowiem kolejną tego typu kolekcją w jej portfolio.

Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)

Zuzanna Wachowiak, połowa duetu Bizuu, z którą spotkałam się kilka tygodni temu, nie ukrywa, że doświadczenie zdobyte dzięki wcześniejszej pracy z licencjami Mattel i Cartoon Network zaprocentowało podczas tworzenia linii dla The Rolling Stones. Zaznacza jednak przy tym, że równie dużo co podobieństw, było między nimi różnic. W przeciwieństwie do Cartoon Network, które do Wachowiak i jej siostry, Blanki Jordan zgłosiło się same, o prawa do wizerunku ikonicznego zespołu projektantki musiały starać się samodzielnie. – Temat kolekcji z The Rolling Stones przewijał się w naszych rozmowach już wcześniej, ale plan nabrał rozpędu podczas naszego wyjazdu na targi licencyjne do Las Vegas – mówi Wachowiak. Na imprezie, podczas której prawa do korzystania ze swojego znaku wizerunkowego oferują marki ze świata kina i telewizji, a także branży spożywczej, siostry spotkały się z firmą Bravado, odpowiadającą za licencję do wizerunku i znaku The Rolling Stones. W efekcie trwającego prawie roku procesu wymiany pomysłów, sampli i dyskusji na temat projektów, powstała limitowana kolekcja ready-to-wear. Jej premiera szczęśliwie zbiegła się z informacją o tym, że Polska będzie ostatnim europejskim przystankiem na trasie koncertowej zespołu. – Decydując się na stworzenie kolekcji, nie miałyśmy pojęcia, że zespół akurat latem wystąpi w Polsce – cieszy się się Wachowiak. - Świetnie więc się złożyło! Management sam wyszedł do nas z propozycją, żeby na 48 godzin przed koncertem nasz butik zamienił się w oficjalny pop-up wydarzenia. 

Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)
Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)

To nie przypadkowa decyzja, a element oficjalnych działań promocyjnych związanych z trasą „No Filter”: – Management Stonesów w każdym mieście stara się szukać podobnych miejsc. Nie zależy mu na typowo medialnych wydarzeniach, więc stara się podejść do tego typu akcji w nietypowy sposób – dodaje Wachowsiak.

Przedstawicielom zespołu zależało na udziale we wszystkich procesach decyzyjnych związanych z produktem, jego dystrybucją oraz polityką cenową. Na etapie projektowania Bizuu musiało przestrzegać wytycznych z tzw. style guidzie, czyli zbioru zasad używania znaku wizerunkowego.

W oparciu o style guide Wachowiak i Jordan pracowały już, gdy powstawały kolekcje z Mattel i Cartoon Network. – W przypadku koncernów dysponujących wizerunkiem fikcyjnych postaci, przygotowanie takiego style guide’u est jednak znacznie łatwiejsze – mówi Zuza Wachowiak. – Ten, który otrzymałyśmy od Stonesów, był mniej obszerny, dlatego było nam trochę trudniej na nim pracować. Sporo dowiedziałyśmy się za to podczas pracy nad samą kolekcją.

Kolekcja Bizuu x The Rolling Stones (Fot. Maciej Nowak)

Jak zdradziła mi Zuza Wachowiak, projektantki wymieniły z managmentem zespołu 120 sztuk odzieży, od pre-sampli aż po sample produkcyjne. – Ta współpraca wymagała od nas opanowania sztuki kompromisu. Uwagi, które otrzymywałyśmy, nie zawsze dotyczyły wyłącznie grafiki, ale także krojów – mówi.– Dla przykładu, garnitury w pierwotnej wersji miały potrójną klapę. Zespół poprosił jednak, żeby zastosować tradycyjne rozwiązanie. Proces akceptacji naszych pomysłów i projektów był dość długi, a wysyłając kolejne rysunki, dowiadywałyśmy się, że charakterystyczny motyw ust nie może ulegać nadmiernym modyfikacjom. Starając się przemycić nasz kobiecy pierwiastek, zaproponowałyśmy na przykład wersję, w której na języku pojawiają się kwiaty. Nie udało się przekonać do tego pomysłu zespołu, ale na bluzach z inspirowanym amerykańskim college'em logo zastosowałyśmy kolor różowy zamiast czerwonego.

Praca z licencją to jednak nie tylko dopuszczenie licencjodawcy do wszystkich procesów decyzyjnych, planów komunikacji w mediach społecznościowych, czy udostępnienie konceptu sesji zdjęciowej. To także zobowiązania finansowe: – Panuje przeświadczenie, że za licencję nabytą na określony czas płaci się jednorazowo. To tak nie działa. Oddajemy zespołowi określony procent od każdego sprzedanego modelu. W praktyce wygląda to tak, że kwartalnie raportujemy, ile rzeczy sprzedałyśmy, i od tej wartości odprowadzamy ustalony wcześniej procent tytułem licencji. Czy kolekcja licencyjna jest zatem opłacalna? Wachowiak twierdzi, że tak. – Przygotowując założenia finansowe, marketingowe czy produkcyjne, wiemy, na jaki procent umówiłyśmy się z licencjodawcą, więc wliczamy go do ostatecznej ceny produktu. Znak wizerunkowy podwyższa cenę ubrania. Ale wraz z obowiązkową informacją o licencji, którą należy wyszyć na metce, daje klientowi pewność, że nabywa w pełni legalny produkt – mówi Wachowiak.

 

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę