Znaleziono 0 artykułów
13.09.2020

Najgorętsze marki tego sezonu

Bella Hadid w projekcie Nensi Dojaki (Fot. Getty Images)

Tworzą w duchu minimalizmu albo odwołują się do lat 90. Mają za sobą edukację na najlepszych uczelniach albo z dumą opowiadają o tym, że szyć nauczyli się sami. Pokazują kolekcje na tygodniach mody lub działają niezależnie. Projektantki i projektanci marek, o których będzie głośno w tym sezonie, udowadniają, że w modzie, oprócz talentu i determinacji, liczy się również szczęście.

Low Classic: Minimalizm po koreańsku

Low Classic jesień-zima 2020-21 (fot. materiały prasowe)

Czasy, w których moda z metką „made in Asia” kojarzyła się z bylejakością odchodzą w przeszłość. Dziś kontynent ten staje się mekką dla młodych, zdolnych i tworzących w duchu surowego minimalizmu twórców. Do głosu zaczynają dochodzić przede wszystkim marki z Wietnamu i Korei, a podatnym gruntem stają się dla nich Stany Zjednoczone i Europa, gdzie najchętniej kupowanymi ubraniami i dodatkami są te od The Row i gdzie wciąż niektórzy płaczą z tęsknoty za Phoebe Philo.

Low Classic to dzieło projektantki Myoungshin Lee, która autorską markę założyła w 2009 r. Jak wskazuje nazwa – to moda ponadczasowa, klasyczna, łatwa do wystylizowania. Ale nigdy nie nudna. Marynarki projektu Lee są oversize’owe, ale nie za obszerne, spodnie mają przydługie nogawki, ale nie zaburzają proporcji sylwetki, dodatki mają prostą formę, ale zawsze uzupełnione są o nietuzinkowe detale.

Low Classic jesień-zima 2020-21 (fot. materiały prasowe)

W kolekcji na sezon jesień-zima 2020/21, którą można kupić na stronie marki i w największych internetowych multibrandach (Net-a-Porter, Farfetch, My Theresa), Lee inspirowała się meblami vintage. Nawiązania te szczególnie wyraźnie pobrzmiewają w palecie kolorystycznej – w kolekcji dominuje ciepły brąz, beż i rdzawy pomarańcz, a także mocno nasycone odcienie oliwkowej zieleni.  Nasi faworyci? Oversize’owy trencz z miękkiej ekologicznej skóry i garnitur z asymetrycznym zapięciem.

Nensi Dojaka: Nowa awangarda

Projekt Nensi Dojaki ()Fot. Getty Images

Po tegorocznej gali rozdania nagród MTV Video Music Awards najchętniej mówiono o dwóch rzeczach: wystrzałowych maskach Lady Gagi i awangardowym stroju Belli Hadid. Za tym drugim stała Nensi Dojaka – pochodząca z Albanii absolwentka aż dwóch prestiżowych szkół mody – London College of Fashion i Central Saint Martins. To nazwisko warto znać.

Dojaka autorską markę założyła trzy lata temu, podczas ostatniego roku studiów na London College of Fashion. Jednocześnie przygotowywała wtedy kolekcję dyplomową. Był to ruch odważny, ale też bardzo przemyślany. Projektantka już wcześniej mogła przekonać się, jak funkcjonuje branża mody – zrobiła sobie rok przerwy od uczelni i poświęciła go na staże. Pomagała Peterowi Pilotto i Fyodorowi Golanowi.

Kluczem do zrozumienia estetyki Dojaki jest dekonstrukcja. W jej projektach widać jednak nie tylko odniesienia do Szóstki z Antwerpii, z Anne Demeulemeester na czele, ale także do stylu króla lat 90. – Helmuta Langa. Sama wśród ważnych projektantów wymienia także Włocha, Alessandra Dell’Acquę.

Mimo tak wielu nawiązań do przeszłości, Dojaka tworzy bardzo progresywną modę. Gra tym, co zakryte i odkryte. Odnajduje równowagę między wstydliwością a obscenicznością. Dzięki wykorzystaniu paneli przezroczystych tkanin i przeplataniu ich w różnych konfiguracjach widocznymi szwami, projekty Dojaki na sylwetce osiągają efekt trójwymiarowości, warstwowości, a czasami jawią się nawet jako surrealistyczne dzieła.

Mówi, że tworzy przede wszystkim z myślą o kobietach, które nie boją się wyglądać inaczej i ma odwagę obalać stereotyp „ładnej sukienki”.

Coperni: Światły umysł, jasna wizja

Coperni jesień-zima 2020-21 (fot. Imax Tree)

Sébastien Meyer i Arnaud Vaillant zdobywali doświadczenie w Chanel i Balenciadze. Znali się jeszcze ze szkoły, ale dopiero w 2009 r., gdy spotkali się w atelier, poważnie między nimi zaiskrzyło. Efektem ich pasji, wspólnej estetyki i przyjaźni jest marka Coperni, którą założyli w 2013 r. Rok później zdobyła nagrodę ANDAM dla najbardziej obiecującego konceptu, w 2015 r. znalazła się w ścisłym finale konkursu LVMH Prize.

Meyer i Vaillant styl Coperni opisują trzema słowami: szyk, prostota i minimalizm. Nie tworzą jednak mody przewidywalnej i bezpiecznej. Widać w niej zamiłowanie do ostrych, geometrycznych cięć, a także inspiracje architekturą (szczególnie brutalizmem) i designem.

Coperni jesień-zima 2020-21 (fot. Imax Tree)

Coperni nie jest dziś jedynie obiecującą marką. W Paryżu należy już do pierwszej ligi. Cenią ją zarówno styliści, jak i najbardziej stylowe it-girls, bo jak mało która łączy wyrazistość i łatwość noszenia. W lutym dużo pochwał zbierała kolekcja na sezon jesień-zima 2020/21. Rzeczywiście, nie można przejść obojętnie obok dopasowanych garniturów, kompletów w kolorze bladego żółtego, sztywnych torebek (to flagowy produkt Coperni) i kozaków o sztywnej cholewce.  Co ciekawe, projektanci nazwali markę na cześć Mikołaja Kopernika, bo, jak mówią, przemawia do nich idea rewolucyjnego myślenia i tego, jak wiele daje ono możliwości.

Our Legacy: I cóż, że ze Szwecji

Our Legacy jesień-zima 2020-21 (Fot. Isak-Berglund-Mattsson-Marn)

Niezależna marka założona w Sztokholmie przez Jockuma Hallin i Cristophera Nyinga istnieje wprawdzie od 2005 r., ale dopiero od 2018 r. oferuje projekty dla kobiet. Hallin i Nying poznali się jeszcze jako dzieci. Jako nastolatkowie zatrudnili się w sklepie z odzieżą w malutkim mieście Jönköping, w którym wtedy mieszkali. Do 2005 r. zajmowali się dystrybucją projektów innych twórców (powołali nawet do tego wyspecjalizowaną agencję). Później zaczęli pracować na własne nazwisko. Debiutancką linię T-shirtów nazwali Our Legacy. Dziś ich marka nadal funkcjonuje pod tą nazwą, jednak jej portfolio jest znacznie szersze i bardziej zróżnicowane.

Our Legacy jesień-zima 2020-21 / (Fot. Isak-Berglund-Mattsson-Marn)

Kolekcje Our Legacy na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie utrzymanych w koncepcji skandynawskiego minimalizmu. Mają stonowane kolory, dominują w nich świetnie skrojone płaszcze, koszule, marynarki. Z bliska opowiadają jednak zupełnie inną historię i zamiast uosobieniem prostoty stają się odzwierciedleniem indywidualizmu. Projektanci bardzo chętnie zaburzają ubraniom proporcje. Pokrywają je drobnymi, psychodelicznymi wzorami. Eksperymentują z tkaninami. A liniom nadają jedynie umowny podział na damskie i męskie. Kobiety chętnie noszą bowiem ich minimalistyczne sukienki bez ramiączek i kuse topy, ale marynarek i płaszczy szukają już w kolekcjach męskich. Mężczyźni z damskich projektów wybierają koronkowe koszule i T-shirty z siateczki.

Our Legacy promuje też zrównoważone podejście do produkcji. W 2016 r. ruszyli z inicjatywą WORK SHOP. W specjalnie zaprojektowanej przestrzeni poddawali obróbce ubrania z poprzednich kolekcji i szyli z nich nowe.

Dziś w ofercie marki oprócz ubrań i dodatków są także szklane akcesoria do domu oraz kolekcja zapachów.

Tyrell: Forma podąża za funkcją

Tyrell (fot. materiały prasowe)

Tyrell Harriott to na razie projektant znany nielicznym, ale sądząc po sympatii, jaką darzy go coraz więcej stylowych dziewczyn z Instagrama, niedługo usłyszy o nim cały świat.

Harriott pochodzi z Toronto – tam się wychował i tam uczył się mody. Po ukończeniu studiów nie potrafił jednak odnaleźć się na tamtejszej scenie. Już wtedy mając ściśle określoną estetykę, nie chciał pracować pod dyktando innych projektantów. Postanowił więc skoczyć na głęboką wodę i założyć własną markę.

Nadał jej swoje imię, bo doskonale odzwierciedla wszystko, czego Harriott poszukuje w modzie. To ukłon w stronę kobiecej sylwetki i możliwości, jakie ona daje. Wielofunkcyjność, która jest z jednej strony przejawem zrównoważonego podejścia do produkcji, z drugiej – pragmatycznego myślenia projektanta i nowego rozumienia luksusu. Klientkami Tyrella są głównie przedstawicielki pokolenia Y i Z. Projektant chce pokazać im, że idea szycia na zamówienie (wszystkie jego ubrania powstają w ten sposób) nie musi już kojarzyć się z przynależeniem do określonej klasy społecznej. Dziś jest sygnałem korzystania z mody w sposób świadomy, przemyślany, z poszanowaniem dla jakości.

Kolekcja Harriotta nie jest duża – to zaledwie sześć modeli (pięć sukienek i jeden kombinezon typu „cat suit”). Wszystkie są bardzo dopasowane, z wycięciami i tasiemkami odsłaniającymi ciało. Daleko im jednak do wulgarności, a projektant pozwala ich właścicielkom zadecydować, jak wiele chcą pokazać. Dlatego większość wiązań ma regulowaną długość, odważne komplety można rozłożyć na części i nosić z innymi elementami garderoby, a sukienki równie duże wrażenie robią jako topy.

Kolekcję Tyrella kupił już jeden z najgorętszych butików w Nowym Jorku – The Break. Najlepsze jednak dopiero przed nim.

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę