Znaleziono 0 artykułów
05.09.2021

Historie sztuki. Czarno na białym

05.09.2021
Rembrandt. Lekacja anatomii dr Nicolasa Tulpa, 1632, płótno, 216 x 169 cm, Mauritshuis, Haga

Czerń kojarzy się z elegancją i śmiercią. Historyczka sztuki Grażyna Bastek w nowym tekście wyjaśnia, dlaczego artyści wciąż szukają czerni doskonałej.

Na początku były jasność i ciemność. Zanim w językach świata ukształtowały się nazwy poszczególnych kolorów, określano jedynie te dwa zjawiska. W większości języków biały oznaczał pierwotnie jasność, a czarny ciemność. A zatem czerń i biel są na siebie skazane od zawsze. Piszemy i czytamy czarno na białym, za ich nazwami często stoją również przeciwstawne pojęcia, nie tylko jasny i ciemny, ale też dobry i zły, czysty i brudny, a także wiele innych. Budują też logicznie sprzeczne oksymorony – biały węgiel i czarny śnieg. 

Czy jednak czerń i biel mają status „prawdziwych” kolorów? Czerń, biel i wszelkie odcienie szarości, w przeciwieństwie do wszystkich innych kolorów zawierających dominantę barwną, określa się jako kolory achromatyczne. W świecie cyfrowym ich opisanie jest proste – w systemie RGB czarny ma najniższą możliwą wartość, z kolei biały opisany jest maksymalnymi wartościami. W codziennej rzeczywistości jest jednak znacznie trudniej. Biel i czerń są wysoce względne. Białe są mleko, śnieg, zęby i chmury. Umysł określa jako biel najbardziej jasny z neutralnych barwnie przedmiotów w polu widzenia, a jako czerń ten najciemniejszy. Czarne są węgiel, włosy, nocne niebo, a przecież w zestawieniu ze sobą bardzo się różnią. Każdy kolor odbierany jest subiektywnie, a w przypadku bieli i czerni różnice w postrzeganiu są największe. Język Inuitów ma aż siedem słów dla odróżnienia różnych niuansów bieli.

Powłoka Vantablack: czerń prawie doskonała

Z fizycznego punktu widzenia czerń to brak światła. Obiekty w tym kolorze pochłaniają niemal cały zakres światła widzialnego, które na nie pada. Słowo „niemal” jest tu jednak kluczowe, bowiem ciał doskonale czarnych nie ma ani na Ziemi, ani też prawdopodobnie we Wszechświecie. Nawet czarne dziury, co udowodnił Stephen Hawking, mają temperaturę, a zatem emitują promieniowanie. Ciało doskonale czarne pochłaniałoby 100 procent padającego na nie światła i byłoby w praktyce całkowicie niewidzialne. 

Najciemniejsze występujące na Ziemi substancje to sadza i smoła. Człowiek jednak i w tej dziedzinie stanął do wyścigu z naturą. W 2014 roku firma Surrey NanoSystems stworzyła powłokę o nazwie Vantablack, pochłaniającą światło widzialne w sposób znacznie doskonalszy niż inne znane nam obiekty. Jest to w tej chwili najciemniejsza z istniejących czerni, bowiem pochłania aż 99,956 procent padającej na nią energii świetlnej. Powłoka składa się z węglowych nanorurek o średnicy ok. 20 nanometrów – to 50 tysięcy razy mniej niż średnica ludzkiego włosa. Na jeden centymetr kwadratowy powłoki przypada około miliarda rurek. Ułożone są pionowo i tworzą pułapkę dla fotonów, fale świetlne „grzęzną” w tak opracowanej powierzchni. 

W 2019 roku na targach motoryzacyjnych we Frankfurcie pokazano pokryty Vantablack pokazowy egzemplarz BMW X6. Należy to wydarzenie potraktować jednak w kategoriach ekstrawaganckiej promocji. Powłoka jest kosztowna, delikatna, trudna w nakładaniu i nie jest dopuszczona do kontaktu z ludzką skórą. Ponadto pokryty nią samochód traci trójwymiarowość i wszelkie szczegóły karoserii, a na drodze stanowiłby znaczne zagrożenie. Bez świateł byłby prawie całkowicie niewidoczny, szczególnie o zmierzchu i nocą.

Walka o czerń: Artysta Anish Kapoor chce mieć wyłączność

Prawo do użycia powłoki Vantablack do celów artystycznych zapewnił sobie na wyłączność brytyjski artysta Anish Kapoor, powodując tym liczne kontrowersje w świecie sztuki. 

We wrześniu 2014 roku Kapoor ogłosił, że dodał Vantablack do zestawu stosowanych przez siebie kolorów, a następnie przejął wyłączne prawa do posługiwania się tą substancją w sztuce. Oburzyło to środowisko twórców. Jak bowiem pogodzić się z tym, że ktoś ma kolor na wyłączność? Inny Brytyjczyk – Stuart Semple, w proteście przeciw postawie Kapoora, opracował w 2016 roku najbardziej różowy z możliwych pigmentów i udostępnił go wszystkim – z wyjątkiem Anisha Kapoora. Na ripostę Kapoora nie trzeba było długo czekać. Wkrótce fotografia zanurzonego w różowym pigmencie środkowego palca artysty, opublikowana na jego Instagramie, obiegła cały świat. Semple i tego nie pozostawił bez odpowiedzi. Rozpoczął prace nad odpowiednikiem Vantablack, który byłby dostępny dla wszystkich oprócz – rzecz jasna – Anisha Kapoora. Semple osiągnął swój cel – w 2018 roku ukazał się Black 3.0, czarna, matowa farba akrylowa, pochłaniająca od 98 do 99 procent światła. W przeciwieństwie do Vantablack można ją nanosić pędzlem i zmywać wodą. Czy środkowy palec Kapoora zniknąłby w otchłani farby Black 3.0?  

Prace nad kolejnymi rodzajami doskonale czarnych powłok i pigmentów wciąż trwają. Istnieją już farby dające czerń znacznie doskonalszą niż klasyczne pigmenty oparte na sadzy i węglu. 

Czerń: Elegancka i złowieszcza

Zanim jednak zaczęto produkować coraz doskonalsze ciemniejsze materiały, czerń z węgla drzewnego i spalenia kości oraz biel z kredy były jednymi z pierwszych kolorów używanych przez artystów w neolitycznych malowidłach naskalnych. O ile pozyskanie czarnych pigmentów do malarstwa było stosunkowo proste, były to bowiem produkty powstałe najczęściej w wyniku spalania, to barwienie tkanin na ten kolor było trudne technologicznie i kosztowne. Długo nie znano materiałów, które dałyby czarną barwę podczas jednej kąpieli. Na czarno barwiono zatem kilka razy, stosując różne kolory i w zależności od użytych substancji czarna tkanina przybierała odcień czerwony bądź niebieski. 

Piękne, doskonale czarne aksamity były drogie i dostępne dla nielicznych. Już w średniowieczu czarne ubiory zaczęli nosić członkowie rodziny królewskiej, arystokraci, duchowni, sędziowie i wysocy urzędnicy. Z czasem, w XIX wieku, czerń stała się kolorem noszonym przez romantycznych poetów, biznesmenów i mężów stanu, a w XX stuleciu została synonimem elegancji, chociaż jest również charakterystyczna dla wielu subkultur (heavy metal, emo, punk). 

Czerń była w kulturze europejskiej postrzegana nie tylko jako wyznacznik elegancji. Ma również negatywne konotacje, kojarzy się bowiem z żałobą i śmiercią. Stała się symbolem grzechu i szatana. Jest jednak również barwą pokory i wyrzeczenia (dlatego sutanny duchownych mają czarny kolor). Negatywne konotacje czerni znalazły odzwierciedlenie w języku, stąd liczne związki frazeologiczne i powiedzenia: czarny charakter, czarna owca, czarna robota, czarny rynekczarne myśli, zostawić coś na czarną godzinę. W filmie czy kreskówkach źli bohaterowie noszą czarne ubiory, a dobrzy jasne i kolorowe. Tajemniczy Don Pedro z „Przygód Baltazara Gąbki” ma czarną pelerynę i kaptur. W westernach ciemne kapelusze mieli źli, a jasne – dobrzy kowboje. 

Czerń w malarstwie: Jak to robił Rembrandt

W malarstwie czerń to jeden z kolorów najtrudniejszych w zastosowaniu. To na opozycji jasne – ciemne powstał w klasycznym europejskim malarstwie modelunek światłocieniowy, zwany po włosku chiaroscuro. Jednak w traktatach odradzano używanie czerni do najgłębszych cieni, a nawet zakazywano go, uważając, że to droga na skróty, prowadząca do brudzenia kolorów. Impresjoniści potępiali czerń, zauważając, że obszary, które zwykle określamy jako czarne, w rzeczywistości mienią się różnorodnymi odcieniami i walorami, czyli stopniami jasności.

Czerń stanowiła też nie lada wyzwanie w budowaniu przestrzennych i wieloplanowych kompozycji, w czasie gdy czarne były ubiory bohaterów, jak chociażby kaftany holenderskich mieszczan na obrazach Rembrandta. W „Lekcji anatomii dr. Nicoleasa Tulpa” z 1632 roku artysta podjął się rozwiązania dwóch trudnych malarskich zabiegów. Jednym z nich jest ukazanie wrażenia odległości pomiędzy blisko ustawionymi postaciami, a drugim takie zestawienie barwnych plam, aby jasne obszary malowidła, pomimo tego że są przedstawione głębiej niż te ciemne, a wręcz czarne, nie wysuwały się optycznie na pierwszy plan.

Scena na obrazie przedstawiona jest w nieokreślonym, szarym wnętrzu, w raczej płytkiej przestrzeni. Wraz z oddalaniem się poszczególnych postaci zmieniają się odcienie bieli kryz i czerni kaftanów, zaróżowione z wrażenia twarze tracą wyrazistość konturów. Natomiast wysunięcie czerni kaftanów przed silnie, jakby reflektorem oświetlone jasne ciało trupa leżące na stole, to bardzo trudny trik. Po raz drugi, na tak dużą skalę, Rembrandt zastosował go 10 lat później w „Straży nocnej”, tam czarny kaftan kapitana Cocka występuje przed silnie oświetloną postacią dziewczynki. 

„Czarny kwadrat” Malewicza: W tle był niewybredny żart 

Czarny kwadrat na białym tle to właściwie cztery czarne kwadraty na białych tłach. Pierwszy powstał w 1915 roku i został pokazany na wystawie „Ostatnia wystawa malarstwa futurystycznego 1.10” w Piotrogrodzie. Trzy następne są datowane na lata 1923, 1929 i 1932. Kolejny, umieszczony na trumnie Kazimierza Malewicza w dniu pogrzebu, był najpewniej repliką wykonaną przez przyjaciół i uczniów. 

Malewicz często antydatował pierwszą wersję, głosząc, że powstała dwa lata wcześniej, w 1913 roku. W tym czasie jednak artysta stworzył nie obraz, lecz projekty kurtyn do futurystycznej opery „Zwycięstwo nad słońcem”. Zarówno libretto Aleksieja Kruczonycha, jak i muzyka Michaiła Matiuszyna były eksperymentalne; ambicją autora poezji, jak i kompozycji było wypracowanie nowych form w języku i muzyce. Tą drogą podążył również Malewicz, odpowiedzialny za scenografię i kostiumy. Zaprojektował do spektaklu inne kurtyny do każdej z odsłon. Jedna z nich zawierała kilka wyrazistych czarnych figur geometrycznych, w tym kwadrat i prostokąt, a inna – kwadrat podzielony przekątną na czarny i biały trójkąt.

Kazimierz Malewicz, „Czarny kwadrat na białym tle”, płótno, 79,5 x 79,5 cm, Galeria Tretiakowska, Moskwa

Opera wystawiona dwa razy w grudniu 1913 roku okazała się całkowitym fiaskiem, nie tylko ze względu na eksperymentalny charakter, ale również zbyt pospieszną realizację, a nawet amatorszczyznę. Premiera była katastrofą, przedstawienie otworzyło jednak drogę wszelkim formom eksperymentalnego teatru i performansu.

Być może dlatego Malewicz uważał, że początki abstrakcji geometrycznej, a właściwie suprematyzmu (bo tak nazwał nowy rodzaj malarstwa, który stworzył), narodziły się przy pracy nad „Zwycięstwem nad słońcem”. W warstwie słownej autorzy dzieła zrezygnowali z logiki języka, a warstwie muzycznej wykorzystali głównie dysonanse i mikrotony. Opera otworzyła również pomysły na to, czym może stać się nowoczesne malarstwo, oparte na czystych formach i kolorach, a nie na naśladowaniu rzeczywistości. W książce z 1927 roku Malewicz napisał: „W roku 1913, desperacko próbując uwolnić sztukę od ciężaru realnego świata, schroniłem się w postaci kwadratu”.

Na swojej pierwszej wystawie „Czarny kwadrat” został umieszczony wysoko, w rogu pokoju. Malewicz zawiesił go w „świętym miejscu”, tak jak w rosyjskich prawosławnych domach wiesza się ikony. Wyodrębnił dzieło spośród innych, nadając mu szczególne, w tym duchowe znaczenie, chociaż jego materialna realizacja daleka była od ideału. O metafizycznym wymiarze obrazu napisano bardzo wiele słów, zgodnie z intencją autora, który wyrażał się o „Czarnym kwadracie” w sposób niezmiernie patetyczny. Marcin Wicha w książce „Kierunek zwiedzania” wydaje się zdziwiony niezwykłą karierą obrazu, z którym w dodatku czas nie obszedł się zbyt łaskawie. Opisuje scenę we współczesnej redakcji prasowej, w której dziennikarze ekscytują się newsem o tym, że według najnowszych badań obraz wisi do góry nogami. 

Suprematystyczne obrazy Kazimierza Malewicza na wystawie futurystycznej w Piotrogrodzie w 1915 roku

W 2015 roku, 100 lat po wystawie, na której po raz pierwszy pokazano publiczności „Czarny kwadrat”, Galeria Tretiakowska ogłosiła wyniki fizykochemicznych badań obrazu. Wykazały obecność na płótnie jeszcze dwóch innych dzieł. O tym, że coś się kryje pod czarnym kwadratem, wiadomo było od dawna; pod zniszczoną, popękaną powierzchnią majaczą geometryczne kształty. Mikroskopowe fotografie ujawniły intensywne kolory w spękaniach na powierzchni obrazu. Największą niespodzianką okazała się jednak jeszcze głębiej położona figuralna kompozycja, której obecność zdradził rentgenogram, a jeszcze większym zaskoczeniem – wykonany ręką Malewicza napis: „Bitwa murzynów w ciemnej jaskini”. To zdanie, które dziś już nie brzmi dowcipnie, nawiązuje do żartu francuskiego pisarza i satyryka Alphonse’a Allaisa. W 1882 roku namalował on czarny prostokąt i nazwał go: „Bitwa murzynów w jaskini późną nocą”. Stworzył również inne opatrzone komentarzami prostokąty, w tym biały o tytule: „Pierwsza komunia dziewcząt dotkniętych anemią w śnieżnej pogodzie” i czerwony: „Apoplektyczni kardynałowie zbierający pomidory nad brzegiem Morza Czerwonego”. 

Czyżby zatem zapleczem suprematyzmu i inspiracją dla ikonicznego „Czarnego kwadratu” stał się niewybredny w dzisiejszym odbiorze żart? Niezbadane i tajemnicze są ścieżki sztuki. 

Grażyna Bastek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę