Znaleziono 0 artykułów
14.09.2018

Nowe życie rzemiosła

August (Fot. Basia Kuligowska / Pion)

Już w sobotę w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie podczas wydarzenia „Niech Żyje Rzemiosło” będzie można kupić biżuterię, ceramikę i meble stworzone przez polskich rzemieślników. W programie także dyskusje, spotkania i warsztaty. Na event zaprasza jego współtwórczyni, Marta Mach.

Kiedy siedem lat temu z Agatą Napiórską zabierałyśmy się za tworzenie szpigla zerowego numeru magazynu „Zwykłe Życie”, rzemiosło było głównym polem naszych zainteresowań. To było na chwilę przed tym, zanim oczy Polaków zwróciły się w kierunku małych zaniedbanych warsztatów rzemieślniczych. Wiele zaczęło mówić się o „ginących zawodach”. Powstało kilka projektów artystycznych i dokumentalnych, media (w tym nasz skromny tytuł) rozpisywały się o rzemieślnikach, którzy w okresie PRL-u, dumnie nazywani mistrzami, przeżywali hossę, a na fali zachłyśnięcia się sieciówkami i modą na plastik, zostali przez klientów zapomniani. 

Sote (Fot. Martyna Galla)

W dyskusji o polskim rzemiośle pojawiły się kwestie dotyczące konsumpcjonizmu, designu, podejściu do przedmiotów, ich jakości i ceny. Zaczęliśmy mówić o modzie na „jednorazówki”. Jej złym wpływie na projektowanie i jakość otaczających nas przedmiotów. Ubrania na jeden, a może nawet pół sezonu, tanie meble służące maksymalnie kilka lat, naczynia za złotówkę, których nie żal stłuc podczas zmywania, no i ten wszędobylski plastik. Trend na wyroby rzemieślnicze pociągnął za sobą całą masę ważnych pytań dotyczących przedmiotów codziennego użytku. Czy wiem kto i jak wykonał moje buty? Z czego zrobiony jest mój pasek? Kto zaprojektował moje talerze? Gdzie będę mogła naprawić fotel, jeśli się zepsuje? Jak długo będę używać szczotki do kąpieli? I dlaczego jest kilka razy droższa niż ta plastikowa z supermarketu? 

Można więc chyba bez większej przesady powiedzieć, że moda na rzemiosło zapoczątkowała duże zmiany w myśleniu o przedmiotach i ich projektowaniu. No  właśnie. Projektowaniu. Rzemieślnicy wykształceni w cechach niekoniecznie nadążali za trendami we wzornictwie. Tu z pomocą przyszło młode pokolenie, które w niebezpośredni sposób kontynuuje ich tradycję. Ginące zawody? Myślę, że możemy już zapomnieć o tym określeniu. Rzemiosło ma się dziś zaskakująco dobrze, co udowodnić ma weekendowe wydarzenie „Niech Żyje Rzemiosło”, podczas którego swoje projekty i produkty pokażą młodzi rzemieślnicy, na nowo tworzący branżę, będącą od zawsze polską dumą narodową. Nie zabraknie, rzecz jasna, również rzemieślników starszej daty, którzy wciąż świetnie radzą sobie na rynku.

August (Fot. Basia Kuligowska / Pion)

W nowym pokoleniu prym wiodą kobiety. Zawody zarezerwowane kilka dekad temu dla mężczyzn dziś odważnie przejmują dziewczyny. Mają pomysł na wyjątkowy, nowoczesny design i nie boją się młotka, obcęgów, brudu i powtarzalnych czynności. W małej pracowni wiele funkcji musi przecież wykonać jedna osoba. Projektant jest równocześnie wykonawcą. Do tego sam musi się zareklamować i wiedzieć, gdzie i jak sprzedać swoje produkty. Nic więc dziwnego, że dziewczyny na starcie często łączą się w pary. 

Olga Milczyńska i Irina Grishina poznały się w poznańskiej School of Form. Olga jest wykładowczynią i założycielką pracowni ceramiki, Irina była jej studentką i stypendystką, która przyjechała do Poznania z Pietropawłowska Kamczackiego na dalekim wschodzie Rosji. Podróżując wspólnie do ośrodka ceramicznego w Medynii Głogowskiej, postanowiły, że założą razem pracownię zajmującą się projektowaniem i ceramiką. Tak powstał August znany ze swoich przepięknych „siwaków” i „wulkanów”. „Siwaki” czy „siwe” to ceramiczne naczynia wypalane specjalną metodą, która nadaje im charakterystyczny, niezwykle głęboki ciemnografitowy kolor. „Wulkany” to nawilżacze powietrza inspirowane pochodzeniem Iriny, czyli Półwyspem Kamczackim. Znajduje się tam ponad 160 wulkanów, z czego 28 wciąż jest aktywnych. Jak mówi Irina, Kamczatka ze swoją przestrzenią i nieprawdopodobnymi krajobrazami ma na nią duży wpływ. Bo przecież nie każdy z okna swojego pokoju w rodzinnym domu ma widok na aktywny wulkan. Każdy nawilżacz jest wykonywany ręcznie, z terakotowej gliny. Każdy jest też trochę inny. Olga i Irina spędzają w studio średnio 10 godzin dziennie. Czas dzielą pomiędzy research, projektowanie i pracę rzemieślnika.

August (Fot. Basia Kuligowska / Pion)

Wiktoria Podolec i Jadzia Lenart od rana do wieczora tkają kilimy. Dziennie da się utkać maksymalnie 25 cm. Głównie ze względu na fakt, że to ciężka fizyczna praca. Każdą nitkę dobija się ciężkim ołowianym bidłem. Można więc porównać ich pracę do przysiadów, a później podnoszenia ciężarów. Dla efektu końcowego warto się jednak trochę zmęczyć. Mocno zbite kilimy są sztywniejsze, a dzięki temu również bardziej wytrzymałe. Ale zanim dziewczyny siądą do ramy, muszą usiąść do komputera. Sprawdzają maile i odpisują na nie, kontrolują w kalendarzu listę zadań do wykonania na cały dzień. Zanim zaczną tkać, malują projekt w skali 1:5, a następnie farbują przędze. – Najbardziej lubię moment odcinania kilimu z ramy. Tkanina jest już gotowa i po przecięciu osnowy nie da się już wrócić, ani niczego naprawić. Pozostaje tylko zawiązanie węzełków na tych 175 nitkach po obu stronach i mamy gotowy kilim! – mówi Wiktoria. Często zdarza się, że dziewczyny pracują ppo dwanaście, a nawet czternaście godzin. Ale tak to już jest, jak się prowadzi swoją firmę i przede wszystkim, gdy praca jest jednocześnie twoim największym hobby. Podczas wydarzenia „Niech Żyje Rzemiosło” Wiktoria opowie, jak założyć biznes rzemieślniczy od zera, odnieść sukces i nie zwariować. 

Biznesy rzemieślnicze to często biznesy rodzinne. Wiedza i warsztat przekazywane były z pokolenia na pokolenie. Wśród nowych rzemieślników rodzinna firma to nie rzadkość, ale często w zupełnie nowym modelu. 

Sote (Fot. Martyna Galla)

Młode małżeństwo Elena i Janek Lewczukowie projektowanie biżuterii potraktowali jako wyzwanie. Na studiach próbowali pracy z meblem i ceramiką. Wspólnie doszli do wniosku, że to co interesuje ich najbardziej to biżuteria. Inspiruje ich materiał i ciało, to, jak biżuteria może z nim korespondować. Lubią tworzyć odważne, działające na emocje formy, a jednocześnie najbardziej cieszy ich, gdy nasze pomysły są również wygodnymi elementami ubioru, nie tylko na specjalne okazje. Poszukiwania zawsze zaczynają od najprostszych form. Rzemiosła nauczyli się sami i razem pracują w warsztacie. Poza projektowaniem i tworzeniem biżuterii dzielą się obowiązkami w firmie. – Żyjemy i pracujemy razem, więc obowiązki domowe przeplatają się z tymi zawodowymi – mówi Lena.

Marta Grzebisz i Bartek Puzio, założyciele manufaktury kosmetyków Jan Barba, twierdzą, że ich produkty są tak naturalne, że można by je zjeść. Poznali się na kursie języka włoskiego. Bartek już wtedy zajmował się kosmetykami, ale jego kremy nie miały praktycznie żadnej oprawy graficznej. Gdy Marta i Bartek połączyli się w życiu jako para, ona zaangażowała się w tworzenie marki i jej wizerunku. Jan Barba to marka wyjątkowa pod wieloma względami. I nie chodzi już tylko o starannie opracowane receptury i bardzo krótką datę ważności ich kosmetyków. Marta i Bartek zadbali, by za pośrednictwem ich strony klienci mogli skonsultować się z kosmetologiem. Procent z każdego zakupionego kosmetyku przekazują Fundacji Jagoda, która pomaga ludziom cierpiącym na chorobę oparzeniową. Hołdują też filozofii zero waste: można odsyłać do nich opakowania po zużytych kosmetykach. 

August (Fot. Basia Kuligowska / Pion)

Młodych rzemieślników w Polsce z roku na rok przybywa. Jedni w kilka lat rozwiajają swoje marki w całkiem dobrze prosperujące biznesy, nierzadko sprzedające duży procent swoich produkutów za granicą. Inni, pokonani przez ciężką fizyczną pracę lub rynkowe realia rezygnują z marzeń o pracy przy warsztacie. Małe i większe zakłady, które w latach dziewięćdziesiątych podupadały, nierzadko przeżywają teraz ponowny rozkwit, zarzuceni zleceniami od młodych rzemieślniczych marek. 

Wydarzenie „Niech Żyje Rzemiosło” odbędzie się w sobotę, 15 września, w godzinach 11-19 w Państwowym Muzeum Entograficznym przy ul. Kredytowej 1 w Warszawie. 

 

 

 

 

Marta Mach
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę