Znaleziono 0 artykułów
27.05.2021

„Ojciec”: Przejmujący portret choroby

(Fot. Materiały prasowe)

Film o cierpiącym na demencję mężczyźnie przyniósł Anthony’emu Hopkinsowi drugiego Oscara. – Temat demencji jest widzom bliski. Wiele osób się z tą chorobą zetknęło. W filmie czujemy strach, który towarzyszy bohaterowi tracącemu kontakt z rzeczywistością – mówi scenarzysta Christopher Hampton.

Jak rozpoczęła się praca nad „Ojcem”?

Florian Zeller napisał sztukę teatralną o demencji. Cierpiała na nią babcia reżysera. Zachwycony spektaklem, zapytałem go, czy mogę przetłumaczyć jego sztukę na angielski. Tak zaczęła się nasza przyjaźń i współpraca. Florian chciał nakręcić film na podstawie dramatu, ale nie miał doświadczenia w pisaniu scenariuszy.

Jak pracowało się z Zellerem na planie?  

Florian nie popełnił podstawowego błędu, który dotyka młodych twórców. Nie próbował wszystkiego kontrolować. Pytał o opinie mnie i operatora Bena Smitharda. Wiedział, czego chce, ale pozostawał otwarty na pomysły ekipy.

Jak udało się przełożyć spektakl teatralny na język kina? 

Napisałem już kilka scenariuszy na podstawie tekstów scenicznych. Kiedy trzydzieści lat temu pisałem scenariusz „Niebezpiecznych związków” na podstawie Choderlosa de Laclos, zrozumiałem, że nie chodzi o to, by sceny w zamkniętych pomieszczeniach przenieść do otwartych przestrzeni. W „Ojcu” bohater jest zamknięty w czterech ścianach mieszkania. Zastanawiałem się, jak to wnętrze mogłoby wpływać na widza. Wpadłem na pomysł, że poprzez oświetlenie i ustawienie kamery ta przestrzeń raz wydawała się przyjazna, a innym razem groźna. Kiedy nie poznaje bliskich, przestrzeń wygląda złowieszczo. To oddaje stany chorego na demencję mężczyzny.

(Fot. Materiały prasowe)

„Ojciec” pozwala widzowi wejść w głowę chorego… 

Temat demencji jest widzom bliski. Wiele osób się z tą chorobą zetknęło. W tym filmie czujemy strach, który towarzyszy bohaterowi tracącemu kontakt z rzeczywistością. Z jednej strony jesteśmy wobec niego empatyczni, z drugiej czasami wydaje nam się odpychający. Widzimy, jak choroba odbiera mu tożsamość. Zaczyna rzucać rasistowskimi i mizoginicznymi tekstami. Nie pamięta, gdzie jest jego ukochany zegarek, więc podejrzewa bliskich o kradzież. Nie chcieliśmy się pochylać wyłącznie nad chorym, ale też nad jego otoczeniem, które cierpi razem z nim. 

Anthony Hopkins doskonale rozumiał, co chcemy osiągnąć. Potrafił w krótkim czasie przechodzić od okrucieństwa do bezbronności, od roszczeniowości w niepewność, z człowieka samodzielnego w kogoś proszącego o pomoc.

Hopkins jest zawsze świetnie przygotowany, ma wykuty tekst na blachę i wcześniej wie, jak zagra daną scenę. Nigdy nie korzysta z podpowiedzi reżysera, podczas gdy inni aktorzy na nie liczą. To mój ulubiony aktor wszech czasów. 

(Fot. Materiały prasowe)

Bardzo głęboko wchodzi w rolę, żyje rolą. Kręcenie trudnych scen na wysokim rejestrze emocjonalnym dużo go kosztuje. Niewielu aktorów stać na coś takiego. Kiedy kręciliśmy wzruszającą finałową scenę „Ojca”, Anthony wspiął się na wyżyny. Ujęcie było doskonałe, ale zawsze kręci się dubla, na wszelki wypadek. Dopiero po godzinie udało nam się namówić go na powtórkę.

Artur Zaborski
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę