Znaleziono 0 artykułów
12.05.2019

„Podły, okrutny, zły”: Uśmiech, za który dałabyś się pokroić

Kadr z filmu :Podły okrutny zły" (Fot. materiały prasowe Best Film)

Proces seryjnego mordercy Teda Bundy’ego był pierwszym tego typu transmitowanym przez telewizję. Choć było niemal pewne, że jest winny, media traktowały go jak gwiazdę rocka. Obnaża to naturę środków masowego przekazu. Z całym ich brudnym, wstydliwym, moralnie chwiejnym, podbrzuszem.

„Podły, okrutny, zły” rzuca widzowi wyzwanie. Filmowy seryjny morderca przez większość czasu wygląda na miłego gościa. Ted Bundy prezentuje się jako przykładny partner, niezły ojczym, czarujący rozmówca, tancerz i gawędziarz. Dopiero pod koniec odkrywa twarz socjopaty. Widzowie nie dostają właściwie szansy, by oglądać Bundy’ego w akcji. Całość zrealizowano w dość lekkiej, niekiedy wręcz humorystycznej konwencji. Tylko kilka scen zdradza okrucieństwo głównego bohatera.

Kadr z filmu "Podły okrutny zły "(Fot. materiały prasowe Best Film)

Reżyserowi Joe Berlingerowi („Metallica: Some Kind of Monster”, „Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy’ego”) udało się skompletować bardzo ciekawą ekipę. Poczynając od drugiego planu, pełno tu wyrazistych postaci. W pamięć zapadają szczególnie John Malkovich w roli sarkastycznego sędziego Edwarda Cowarta, Jim Parsons w roli prokuratora Larry’ego Simpsona, James Hetfield z Metalliki jako oficer Bob Hayward, czy Brian Geraghty w roli nieporadnego prawnika Dana Dowda, którego morderca zwalnia, by samemu zająć się swoją obroną. Świetna jest Lily Collins w roli Liz Kloepfer, partnerki Bundy’ego. Ale nie skłamię, jeśli przyznam, że „Podły…” to teatr jednego aktora. Tak jak Bundy był gwiazdą swojego procesu, tak światła reflektorów w filmie Berlingera skierowane są na Zaca Efrona.

Kadr z filmu" Podły okrutny zły" (Fot. materiały prasowe Best Film)
Kadr z filmu "Podły okrutny zły"/ (Fot. materiały prasowe Best Film)

Trzydziestoletni Amerykanin od dobrych kilku lat grywa w poważnych produkcjach, ale wielu wciąż dziwi, że śpiewający chłopaczek z „High School Musical” wyrósł na dorosłego mężczyznę i wszechstronnego aktora. Efron sprawdził się w niegrzecznych komediach („Co ty wiesz o swoim dziadku”, „Sąsiedzi”), w dramatach („Bez względu na cenę”, „Pokusa”) i na pograniczu gatunków („Disaster Artist”). Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że „Podły…” to jego rola życia. Ogromna rozpiętość emocji, balans wiarygodności i teatralnej przesady, podkreślanie demoniczności bohatera poprzez przesadne wygrywanie pozytywów. Żeby zagrać Bundy’ego Efron, na co dzień cichy i mniej wygadany niż jego bohater, musiał sięgnąć w głąb siebie. Odkąd pamięta, sam zmaga się z byciem ocenianym przez pryzmat wyglądu. Reżyser podkreśla, że to był dodatkowy argument za obsadzeniem Efrona. – Często prawdziwymi psychopatami okazują się ci, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali – mówił mi podczas wywiadu Efron. – Nie warto oceniać książki po okładce.

Kadr z filmu "Podły okrutny zły" (Fot. materiały prasowe Best Film)
Kadr z filmu "Podły okrutny zły" (Fot. materiały prasowe Best Film)

Czytałam, że „taki film” powinien straszyć, bo to niemoralne pokazywać potwora w ten sposób. Nie zgodzę się. Wbrew pozorom, ta strategia nie jest hołdem dla posadzonego w 1989 roku na krześle elektrycznym seryjnego mordercy. Po pierwsze, historię Bundy’ego patrzymy oczami Kloepfer. Gdy Ted podchodzi do niej w kuchennym fartuszku i z nożem w dłoni, drżymy, bo wiemy, że między 1974 i 1978 rokiem napadł lub okrutnie zabił przynajmniej 36 kobiet. Ale Liz nie ma o tym pojęcia, więc zamiast uciekać – uśmiecha się. Dzięki temu mamy szansę odkryć człowieka, przeciwko któremu sąd już dawno wydał wyrok. To ważne, bo w przypadku Bundy’ego, równie istotna, co prawda była kreacja. Za przerażającymi czynami krył się elokwentny człowiek, który uwodził media. Proces Teda był pierwszym tego typu transmitowanym przez telewizję. Choć wina mężczyzny była na tym etapie niemal pewna, reporterzy i tak traktowali Bundy’ego jak gwiazdę rocka. Ten casus dobitnie obnaża naturę środków masowego przekazu z całym ich brudnym, wstydliwym, moralnie chwiejnym, podbrzuszem. Narracja, jaką proponuje Berlinger, doświadczony w tematach kryminalnych dokumentalista, zgadza się z nastawieniem mediów z czasów procesu. Pozwala też dostrzec moment tabloidyzacji prawdy, przesunięcia języczka u wagi, z czego reperkusjami musimy mierzyć się do dziś. Zatem pozornie błaha forma to w istocie krytyczny zabieg, który tylko podkreśla absurd takiego spojrzenia. Myśl, że to nie kreacja, a dość proporcjonalne odbicie faktów, w tym wielu nieznanych, zakrawa na szaleństwo. I skłania do myślenia.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę