Znaleziono 0 artykułów
23.06.2022

Ewa Puszczyńska: Zjeść wszystkie rozumy? Tylko nie to!

23.06.2022
Kadr z filmu "Zimna wojna" (Fot. materiały prasowe)

Rozmawiamy wkrótce po tym, jak współprodukowany przez nią film „Quo vadis, Aida?” zgarnął aż cztery Polskie Nagrody Filmowe Orły, za najlepszy film, najlepszą reżyserię, scenariusz i najlepszy montaż. Ewa Puszczyńska, jedna z najbardziej utytułowanych polskich producentek, współtworzy kapitułę debiutującego w tym roku konkursu „Wyobraź Sobie”. Jego celem jest wyłonienie najlepszego treatmentu, czyli krótko opisanego pomysłu na film. Uroczysta gala już 25 czerwca. A my rozmawiamy o środowisku producenckim oraz o tym, czego jeszcze można się nauczyć po latach zdobywania doświadczenia, sukcesów, poznawania mechanizmów rządzących kinem.

Konkurs „Wyobraź Sobie” organizowany jest przez Watchout Studio, jeden z czołowych domów produkcyjnych w Polsce, odpowiedzialny między innymi za „Bogów”, „Sztukę kochania” i „Ukrytą grę”. Dodatkową inicjatywą, poza wyłonieniem najlepszego treatmentu, jest wręczenie nagrody specjalnej dla producenta albo producentki roku, nazwanej na cześć założyciela Watchout, Piotra Woźniaka-Staraka. Do kapituły konkursu, obok Ewy Puszczyńskiej, należą: Allan Starski, Grażyna Torbicka, Edward Miszczak i Tomasz Kot. Gala Finałowa Konkursu, podczas której poznamy zwycięzców, odbędzie się 25 czerwca.

Kadr z filmu "Ida" (Fot. materiały prasowe)

Wielkie gratulacje z okazji triumfu na Orłach!

Dziękuję. Mam nadzieję, że to będzie wstęp do budowania prawdziwej wspólnoty filmowej, opartej na wzajemnym szacunku i docenianiu filmów nie tylko ze swojego podwórka, ale ponad granicami.

Skoro o łączeniu się ponad granicami mowa, w środowisku dziennikarskim dużo mówimy teraz o budowaniu wspólnoty, dbaniu o dobro ogólne. Czy ta tendencja znajduje odbicie w środowisku producenckim?

Czasem dzwonią do mnie młodsze koleżanki, które potrzebują, żeby ktoś ich wysłuchał, powiedział: „To nieprawda, że jesteście w tym same, że tylko wy macie takie problemy, ja mam tak samo”. Albo: „To nie ty, tak działa nasz rynek”. Ale to my, producenci musimy go zmienić.

Międzyludzkie relacje, poczucie współdziałania – to bardzo ważne dla mnie sprawy. Moja filozofia jest taka: jeżeli jesteś w stanie komuś pomóc, pomóż. Sama wszystkich filmów nie zrobię. Tego, co umiem, też się od kogoś nauczyłam i teraz dzielę się tym, co ktoś mi dał. Jasne, że czasami jesteśmy zmuszeni być sobie żeglarzem, sterem i okrętem. Ale coraz częściej zauważam na tym polu zmiany. Coraz częściej pytamy siebie o radę, budujemy wspólnotę do robienia filmów razem. Czasami ze względów czysto pragmatycznych. Na przykład nie chcemy oddać świetnego projektu za granicę, a sami nie możemy się go podjąć, więc trzeba podzielić odpowiedzialność. Takim przykładem może być moja współpraca z Klaudią Śmieją-Rostworowską i film „Silent Twins” Agnieszki Smoczyńskiej. To ja zaczynałam rozmowę o nim w Stanach Zjednoczonych, a ostatecznie jest zdecydowanie filmem Klaudii. Jesteśmy totalnie różne, w wielu punktach mamy inne podejście do pracy, dzieli nas różnica wieku i doświadczenia, nie tylko życiowego, ale i producenckiego, ale to wszystko tworzy bardzo dobry balans.

Reasumując, myślę, że ta potrzeba wspólnoty istnieje. Tak jak coraz większe zrozumienie, że trzeba działać dla wspólnego dobra. Możemy się nie kochać, zawsze będziemy konkurencją, ale jest taka linia, za którą już nie ma miejsca na rywalizację. Sami nigdy nie osiągniemy tego, czego potrzebujemy jako grupa zawodowa.

(Fot. materiały prasowe)

Ludziom często wydaje się, że producent zajmuje się wyłącznie pieniędzmi. Ile w tym prawdy?

Rozumienie roli producenta minimalnie różni się w zależności od rynku, ale zdecydowanie producent nie jest tylko od pieniędzy. Na każdym etapie produkcji jest kimś innym. Czasem sam wymyśla projekt i szuka scenarzysty, któremu często towarzyszy potem w pracy. Albo przychodzi do producenta gotowy scenariusz i szuka reżysera, wchodzi w okres developmentu. Dodajmy, że development to nie tylko scenariusz, ale już myślenie o obsadzie, doborze innych artystów, szefów departamentów, o lokacjach. Należy do nas także finansowanie. Producent musi jak najszybciej zgromadzić pieniądze. Wymyślić, gdzie najlepiej pójść i z kim porozmawiać w tym celu. Dziś coraz częściej oznacza to poszukiwania za granicą. Trzeba znać działania kolegów z innych krajów, orientować się, co ich interesuje, tak by znaleźć nie tylko źródło pieniędzy, ale i partnera, nie tylko relację na poziomie finansowym i prawnym, ale przede wszystkim artystycznym i ludzkim.

Producent filmowy musi mieć dobry kalendarz, bo czuwa też nad tym, aby okres zdjęciowy, produkcja filmu skończyła się zgodnie z ustalonym harmonogramem.

I tu wkracza mój konik! Zawsze powtarzam, że jedną z najważniejszych ról producenta jest zapewnienie płynności finansowej filmu. W warunkach polskich to bardzo trudne, trzeba mocno główkować, żeby nie musieć przerywać produkcji. Mnie dwa razy się zdarzyło, że musiałam stanąć przed ekipą i powiedzieć: „Moi drodzy, przez najbliższe dwa tygodnie nie będę mogła wam płacić, bo mam przerwaną płynność finansową”. To dla producenta najgorsza sytuacja z możliwych. Ale nie wolno od niej uciekać, chować głowy w piasek, odwracać spojrzenia. Trzeba powiedzieć uczciwie: „Jest kłopot”, i dać ludziom furtkę, by mogli pójść dalej, przecież dla niektórych czekanie dwa czy trzy tygodnie nie wchodzi w grę. Jeśli czeka na nich inny projekt, muszę ich wypuścić, powiedzieć, że mogą tam iść. Na szczęście obie moje historie skończyły się pozytywnie, ekipa stanęła za mną murem. Ale może dlatego, że ja jestem przy ekipie, codziennie. Jestem jedną z nich.

(Fot. materiały prasowe)

Czy producent musi też czasami być trochę psychologiem?

Czasami tak. Jest odpowiedzialny za ekipę, a więc również za to, by była ona przez twórców traktowana z szacunkiem, godnością. Żeby wszyscy doceniali ich pracę i wiedzieli, że jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. Jeśli na przykład reżyser zachowuje się w sposób naruszający granice, zadaniem producenta jest powiedzieć mu, że nie może tego robić: „Ja wiem, że to jest stres, wiem, że wyrzucasz z siebie to ogromne napięcie, ale denerwować możesz się tylko na sytuację, a nie na konkretnego człowieka, który rzetelnie pracuje”. Warto mieć takie relacje z twórcami, żeby nie bać się takich rozmów.

Kapituła konkursu „Wyobraź Sobie” oceniała w tym roku po raz pierwszy nadesłane przez uczestników treatmenty. Zgłosić mógł się każdy, pod warunkiem że spełniał warunki formalne. Czy takie otwarcie się, wysłuchanie osób spoza branży, spoza waszej bańki, to ważny krok?

Myślę, że tak, chociaż pewnie część prac nadesłali ludzie z branży. Mieliśmy bardzo dużo zgłoszeń, prawie 800, z których wyselekcjonowano te, które trafiły do kapituły. Następnie my dokonaliśmy dalszej selekcji i wskazaliśmy tytuły, nad którymi już dalej obradowało jury (przewodniczący reżyser Jan Komasa i producenci: Klaudia Śmieja-Rostworowska, Krzysztof Rak, Agnieszka Odorowicz, Leszek Bodzak). Było tam wiele bardzo fajnych pomysłów. Szeroko reprezentowana była, nazwijmy to, wysokiej jakości średnia półka, czyli projekty przystępne, z uniwersalnym potencjałem, nad którymi można potem pracować, by je artystycznie wywindować. Uważam, że ten projekt warto i należy kontynuować. Kilka z ocenianych przez nas treatmentów w na pewno doczeka się realizacji.

(Fot. materiały prasowe)

Wspomniała pani o wysokiej jakości średniej półce. Mnie to cieszy, bo zdrowa branża filmowa to nie tylko niszowe hity artystycznych festiwali, ale też jakościowy produkt dla szerszej grupy odbiorczej.

Jakościowe kino tak zwanego środka jest nam bardzo potrzebne, to jest również moja filozofia. Cały czas szukam filmu, który wyszedłby poza ścisłe ramy artystyczne, z jakimi często jestem kojarzona. Bardzo bym chciała zrobić dobrą komedię romantyczną czy społeczną albo kryminał lub film sensacyjny. Po prostu nie trafiłam jeszcze na taki tekst, który potem jako film doskonale sprawdzałby się w kinie, ale też w domu. Przecież też czasami oglądam filmy na kanapie, chrupiąc orzeszki i popijając wino, absolutnie się tego nie wstydzę. Dlatego chapeau bas dla kolegów, którzy takie propozycje znaleźli i je zrealizowali. Mam wielką nadzieję, że zanim przestanę robić filmy, mnie też uda się taki projekt znaleźć.

W Stanach Zjednoczonych nazwisko producenta nierzadko kojarzy się z konkretnym stylem, rodzajem kina. Czy w Polsce działa to podobnie?

Tak, są takie tożsamości. Inne kino robi Leszek Bodzak z Aurum, inne Mariusz Włodarski i Aga Wasiak z Lava Films, inne ja, a jeszcze co innego tworzy Janek Kwieciński. To są odrębne filozofie kina. W tym roku wraz z Gildią Producentów Polskich będziemy po raz pierwszy przyznawać nagrodę dla najlepszego producenta lub producentki imienia Piotra Woźniaka-Staraka. Nie znałam Piotra zbyt dobrze osobiście, spotkaliśmy się kilka razy i zawsze to były bardzo miłe spotkania. I właśnie Piotr robił kino, jakie ja też chciałabym robić: dla szerokiego widza, ale bardzo wysokiej jakości. Bardzo dobrze zrobione pod względem warsztatowym, produkcyjnym, ale także marketingowym. Taką osobę Amerykanie nazywają entrepreneur (w USA to określenie traktowane jako komplement, a po polsku brzmi po prostu „przedsiębiorca”). Ja nie jestem kimś takim. Nie umiem włączyć myślenia o filmie jako o czymś, co musi zarobić pieniądze i przyczynić się do rozwoju mojej firmy. U Piotrka podziwiałam tę dwoistość działań i spójność – robienie kina na wysokim poziomie artystycznym, a jednocześnie tak skrojonego, by przyciągnęło widza i zarobiło. Ja się tego wciąż uczę.

Po tylu latach w branży jeszcze się pani czegoś uczy?

Oczywiście. Najgorsze, co mogłoby mi się przydarzyć, to „zjeść wszystkie rozumy”. Pewne mechanizmy powtarzają się, ale myślenie, kombinowanie, jak to wszystko złożyć, żeby działało i dotarło do widza, stale się zmienia, co więcej, staje się coraz trudniejsze. W tym sensie każdy film to prototyp.

Ewa Puszczyńska (Fot. Agnieszka Cytacka)

Ewa Puszczyńska jest jedną z najbardziej utytułowanych polskich producentek filmowych, nominowaną do BAFTA, British Independent Film Awards, dwukrotną laureatką Europejskiej Nagrody Filmowej. Była odpowiedzialna między innymi za sukcesy „Idy” i „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego, a także „Zabij to i wyjedź z tego miasta” Mariusza Wilczyńskiego.

„Vogue Polska” jest partnerem medialnym konkursu „Wyobraź Sobie”.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę