Znaleziono 0 artykułów
22.09.2022

Razem czy osobno: Jakie znaczenie ma wspólne łóżko w związku

22.09.2022
Fot. Getty Images

Na początku związku zafascynowani sobą kochankowie nie chcą się rozstawać ani na chwilę. Śpią razem, spleceni, chłonąc ciepło, zapach i oddech ukochanej osoby. Szał namiętności nieuchronnie mija, a spać i wysypiać się trzeba. Niektórzy chcą mieć osobne łóżka. Co to oznacza dla związku?

„Kiedy ludzie w związku śpią osobno, ten związek jest pusty” – twierdzi z absolutną pewnością moja znajoma. „Nie wyobrażam sobie spania razem z mężem, to już nie ten wiek, wolę go spotkać rano ogolonego i atrakcyjnego” – mówi inna koleżanka z równie niezachwianym przekonaniem. Ciekawe, że gdy rozmawiam o wspólnym spaniu w związkach z długim stażem, słyszę opinie kategoryczne: „Tak jest dobrze” albo „Tak jest źle”. A z tego, co o bliskich związkach wie psychologia, wynika mnóstwo możliwości, kombinacji i wariantów. Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie: „Spać razem, czy osobno?”.

Fot. Getty Images

Namiętność mija, intymność nie powinna

Zanim zajmiemy się praktyką, nieco ciekawej teorii. W książce „Psychologia miłości” prof. Bogdan Wojciszke pomaga spojrzeć na miłość z chłodnym obiektywizmem badacza. Wymienia 6 faz związku: zakochanie, romantyczne początki, związek kompletny, związek przyjacielski oraz związek pusty i jego rozpad (spokojnie, nie ma obowiązku przechodzić do fazy piątej ani szóstej – można zrobić wiele, by związek nigdy nie stał się pusty). 

Druga ważna sprawa to elementy miłości do partnera, trzy magiczne czynniki: intymność, namiętność oraz zaangażowanie. Zakochanie składa się wyłącznie z namiętności, w romantycznych początkach dołącza do niej intymność, a związek kompletny to idealne połączenie trzech składników. W związku przyjacielskim ubywa namiętności, bo – jak pisze prof. Wojciszke – „namiętność nie może wzrastać w nieskończoność, podobnie jak największa nawet lawina nie może spadać bez końca”. Ważne są intymność i zaangażowanie – pary, które je odczuwają, mogą żyć szczęśliwie wiele lat. Byle nie zniknęła intymność, bo bez niej przechodzimy do fazy związku pustego, gdy trzyma nas razem już tylko zaangażowanie (np. wspólne mieszkanie, kredyt, dzieci, wygoda, presja rodziny). A gdy ono zgaśnie, pojawia się rozpad związku – faza pozbawiona choćby cienia miłości. 
Gdy zajmujemy się tematem wspólnego spania, mówimy tak naprawdę o intymności.

Fot. Getty Images

Brak wspólnej sypialni bywa odczuwany jako brak prawdziwego związku

„Przez 30 lat, aż do śmierci żony, byliśmy w bardzo dobrym, bliskim związku. Nigdy nie wygasła czułość – choćby muśnięcie, gdy jedno przechodziło obok drugiego, pocałunek, przytulenie. No i spanie w jednym łóżku, choć zawsze pod dwiema osobnymi kołdrami. Kiedyś nie było takich dużych, podwójnych kołder, przywykliśmy do spania każde pod swoim przykryciem” – mówi Tomasz. Pytam go, czy wyobraża sobie spanie w osobnych łóżkach albo pokojach. Po namyśle mówi: „Chyba tylko, gdyby powodem była jakaś ciężka choroba, która uniemożliwiałaby spanie razem, na przykład ze względu na sprzęt ratujący życie czy potrzebę izolacji… Dwa osobne pokoje? Może w jakimś wyjątkowym przypadku na kilka nocy, ale nie dłużej. To by był dla mnie koniec związku”. 

Podobnie myśli Maria, która od zawsze łaknie bliskości, przytulania, czułości. Gdy mąż wyprowadził się do osobnej sypialni, odczuła to jako odrzucenie. Mają różne temperamenty, różne style życia. On bardzo angażuje się w pracę, do późna siedzi przy biurku nad projektami, śpi w pokoju, w którym pracuje. Rano wcześnie wstaje. Dla niego tak jest wygodniej. Dla jego żony – nie. „Czuję się, jakbym żyła sama” – mówi. Jej nie wystarcza wspólne jedzenie posiłków, oglądanie telewizji czy odwiedziny u dorosłych dzieci. Brak wspólnej sypialni to w jej odczuciu brak prawdziwego związku. I choć nadal kocha męża, ma do niego żal, że ją „zostawił”. 

To, w jaki sposób podchodzimy do wspólnego spania, wynika w dużej mierze z tego, co sami obserwowaliśmy w dzieciństwie, albo z tego, czego najbardziej nam brakowało. Rodzice Tomasza oraz jego żony zawsze spali razem, w ich rodzinach nie do pomyślenia były osobne pokoje. Dzieci przejęły ten wzorzec. Za to Maria wychowywała się w trudnych warunkach. Rodzice i bliscy, którzy powinni zapewnić jej miłość i poczucie bezpieczeństwa, znikali z jej życia, zwykle bez słowa wyjaśnienia. Niczym bohaterka powieści „Gdzie śpiewają raki” od dzieciństwa zostawała sama i musiała się o siebie troszczyć. Gdy spotkała swojego męża, widziała w nim kogoś, kto już nigdy jej nie opuści. Gdy więc – nie z braku uczucia do żony, bardziej z przyczyn pragmatycznych – wyprowadził się do drugiego pokoju, odebrała to jako cios. Czuła się zraniona, ale nie mówiła o tym wprost. Mąż, nie rozumiejąc jej skrywanych pretensji, wycofywał się jeszcze bardziej do bezpiecznej przystani własnych czterech ścian. Zabrakło rozmowy, a wcześniej – uświadomienia sobie, czym dla tych właśnie dwojga małżonków, unikalnych ludzi z ich własnymi historiami i potrzebami, jest spanie osobno. 

Fot. Getty Images

Dlaczego mamy wspólne łóżko: Razem raźniej?

W literaturze naukowej sporo miejsca poświęca się zagadnieniu współspania i temu, w jakim stopniu za dzielenie sypialni odpowiadają potrzeby partnerów, a w jakim śpimy ze sobą dlatego, że nakazują to normy kulturowe. To ciekawe – przed wiekami ludzie spali razem dlatego, że tak było bezpieczniej, wygodniej, cieplej. Spanie osobno było możliwe w rodzinach zamożnych; czasem traktowano takie rozwiązanie jako jedyną dostępną formę antykoncepcji, jeśli para już doczekała się dziedziców i nie zamierzała płodzić następnych (normy kulturowe przyzwalały na to, by mężczyzna szukał zaspokojenia potrzeb seksualnych poza sypialnią żony, surowo zabraniając tego samego małżonce). Jednak w ostatnich dekadach kultura zachodnia promuje taki rodzaj związku, w którym intymność jest koniecznym warunkiem dobrej relacji. Rozpad pożycia małżeńskiego jest głównym argumentem za orzeczeniem rozwodu, gdy nie orzeka się o winie.  

Rzecz w tym, że intymność można realizować na rozmaite sposoby, a ludzie sypiają osobno z bardzo różnych powodów. 

Z badań wynika na przykład, że w parach z krótkim stażem na jakoś snu korzystnie wpływa spanie razem, partnerzy zresztą często bezwiednie dopasowują swoje ruchy do ruchów drugiej osoby i nie przeszkadzają sobie w dobrym śnie. Ale sprawa się komplikuje u par w średnim wieku. Kobiety wybudzają się, gdy ich partnerzy chrapią, wstają do łazienki albo kręcą się przez sen, i to negatywnie wpływa na jakość ich snu. Za to jeśli mąż obudzi żonę celowo – żeby porozmawiać, zaproponować seks, przytulić ją, to jakość snu w ocenie kobiet nie spada. 

Nie ma jednej zasady dotyczącej tego, czy spać razem, czy osobno

Wiele badań wskazuje, że spanie z ukochaną osobą redukuje stres i daje poczucie bezpieczeństwa (szczególnie u kobiet). Ale różnie to wygląda, kiedy sprawie przyjrzeć się bliżej. Na przykład dla jakości snu kobiet ważne jest, jaki był dzień poprzedzający noc. Jeśli nie było zbyt wielu stresów i napięć, kobiecie śpi się (z mężem) dobrze. Za to jeśli mąż dobrze wyśpi się u boku żony, w następnym dniu ma dużo mniej stresu i napięć. 

Kobiety śpią gorzej, jeśli dzielą łóżko z mężem cierpiącym na depresję lub stany lękowe. A jeśli same zmagają się z nawracającą depresją, lepiej śpią u boku partnera niż samotnie. W nieskończoność można mnożyć przykłady badań i tego, jak różnie reagujemy na obecność partnera w łóżku, zależnie od tego, jakiej jesteśmy płci, jaki mamy tryb życia, jaki jest nasz zegar biologiczny. Warte podkreślenia jest, że nie ma jednej obowiązującej wszystkich recepty na to, czy spać razem, czy osobno. 

Anna jest z mężem od 40 lat, kochają się i – nadal – lubią. Ale śpią oddzielnie. Jak mówi, czasem robią sobie miodowy miesiąc, jest seks, jest bliskość. A potem jedno idzie do siebie, drugie zostaje u siebie. On chrapie, ona ma lekki sen. Ona przed snem lubi poczytać, długo zostawia włączone światło, jemu to przeszkadza. Uznali razem, że lepiej im będzie w osobnych sypialniach. To nie zmienia faktu, że przy śniadaniu nie szczędzą sobie czułości. I to jest sprawa kluczowa: do tej decyzji doszli razem, a oddzielne sypialnie nie oznaczają dla nich ochłodzenia relacji.

Fot. Getty Images

Nie rozpadają się związki ludzi śpiących osobno, ale te, w których brakuje rozmów, empatii, szacunku dla granic

Na kwestię wspólnego spania wpływają także czynniki zewnętrzne, na przykład tryb pracy albo warunki lokalowe. Znajomy, mąż emerytowanej pielęgniarki, zwierza się, że zawsze szanował pracę żony i rozumiał konieczność dyżurów, ale gdy spędzali noce osobno, czuł żal. „Przeczytałem kiedyś tekst o małżeństwie Lindy i Paula McCartneyów. Ponoć przez całe, trwające 30 lat małżeństwo nie spędzili osobno ani jednej nocy. Wielka gwiazda, człowiek koncertujący na całym świecie, a zawsze byli razem” – mówi z nutą zazdrości. 

Mariusz jest kierowcą, często jeździ w nocy, więc siłą rzeczy przez dużą część wspólnego życia spali z żoną osobno. Odkąd zamieszkali w większym domu, każde z nich zajęło swoją sypialnię. Teraz szykuje się zmiana, wprowadzi się do nich kuzyn, który rozpoczyna studia w ich mieście. Mariusz odda mu swój pokój i przeprowadzi się do pokoju żony. Raczej urządzą sobie go z dwoma osobnymi łóżkami. Mają już po pięćdziesiątce, swoje przyzwyczajenia, potrzeby. „Jak to się sprawdzi w praktyce, zobaczymy. Mąż musi się wysypiać ze względu na pracę. Ja trochę czuję się tak, jakbyśmy się cofnęli w czasie – nasze dzieci są już dorosłe, teraz będziemy mieli pod opieką takie pożyczone dziecko” – mówi jego żona Ewa. Dodaje, że właściwie cieszą się na zmianę. Będzie więcej okazji do bliskości.  

Takie podejście jest dobre: zobaczymy, jak to nam pasuje, sprawdzimy, czy to dla nas dobra opcja. Życie przyniosło nam jakieś wyzwanie, a my je podejmujemy – z uważnością na emocje i potrzeby obu stron. Nie rozpadają się związki ludzi śpiących osobno, ale te, w których brakuje rozmów, empatii, szacunku dla granic. To, co sprawdza się u innych, nie musi być dobre dla nas. Zanim wpadniemy w popłoch, że mąż woli czasem przespać się na kanapie, zastanówmy się, co za tym stoi i co z tego wynika. Bez ocen ani pretensji. „Chcesz spać na kanapie? OK. A ja opowiem ci, czego chcę i co najbardziej lubię. A potem zastanowimy się, jak będzie najlepiej dla nas dwojga”. Żebyśmy jak najdłużej żyli razem, blisko.

Joanna Szulc jest dziennikarką, redaktorką, psycholożką.

Joanna Szulc
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę