Znaleziono 0 artykułów
09.02.2024

„Drabina”: Czarny humor na złe czasy

09.02.2024
(Fot. Getty Images)

Czyta się szybko, miejscami można popłakać się ze śmiechu, ale tematyka tej powieści nie jest błaha ani przyjemna. Na głównego bohatera, Ukraińca żyjącego w Hiszpanii, po wybuchu wojny zwala się wszystko, od czego uciekał. „Drabina” w Ukrainie stała się bestsellerem i została okrzyknięta książką roku 2023.

Debiutancka powieść Eugenii Kuzniecowej „Nim dojrzeją maliny” wyszła w Ukrainie na przełomie 2020 i 2021 r. Chwilę było o niej głośno, a potem, jak to bywa z nowościami, została zepchnięta do tylnego rzędu przez kolejne „nowsze nowości”. To opowieść o domu, w którym spotykają się kobiety z trzech pokoleń, wzorowanym na tym, w którym dorastała pisarka. Dom ten Kuzniecowa nazywa „schronem”, czyli miejscem, które przyjmie każdego, gdzie można poczuć się bezpiecznie. A gdy 24 lutego 2022 r. Rosja zaczęła zrzucać pierwsze bomby na Ukrainę, dom na wsi nieopodal Winnicy rzeczywiście zaczął służyć za schron dla uciekinierów ze Wschodu. Tego nie mogła przewidzieć Kuzniecowa. Jak i tego, że po wybuchu wojny współmieszkańcy jej kraju znowu zaczęli sięgać po „Nim dojrzeją maliny”, bo książka dawała ukojenie, chwilę wytchnienia. I, jak mówi mi redakcyjna koleżanka Ukrainka, nadal w jej kraju jest głośno o tej powieści.

W tym czasie Kuzniecowa – która dzieli życie między ojczyznę a Hiszpanię, gdzie pracuje na uniwersytecie i z mężem wychowuje dzieci – wydała „Drabinę”, która również stała się bestsellerem i została w Ukrainie okrzyknięta książką roku 2023.

Głównym bohaterem „Drabiny” jest Tolik, młody, dobrze wykształcony i z dobrą pracą Ukrainiec, od kilku lat żyjący w Hiszpanii. Właśnie kupił wymarzony dom, na uboczu, w górach, których zbocza porastają winoroślą. Dom sprzedawała pośredniczka w imieniu rodziny jej zmarłej krewnej. Była gospodyni uwielbiała otaczać się gobelinami, makatkami ze scenami z życia Jezusa i Maryi i porcelanowymi aniołami. Dużo trzeba było zmienić, Tolik już zaplanował, jak urządzi swoje miejsce na ziemi: „Gabinet, piwnica, w której miał być flipper, sypialnia z plazmą i PlayStation, biblioteka komiksów na całej ścianie, łazienka z żarówkami sterowanymi pilotem pod sufitem, taras z fotelem i girlandą lampionów solarnych, żółtymi poduszkami i dywanem w abstrakcyjne wzory…”. Nikt nie będzie mu tu przeszkadzał, nikt mu nie będzie dyktował, jak ma żyć. Przepełniało go szczęście. Trwało jednak krótko, bo trzy dni po wprowadzeniu się w Ukrainie wybuchła wojna. Piątego dnia mieszkali już u niego matka Lida, siostra Irusia, cioteczna babka Hryhoriwna, wujek Anatolij Stiepanowycz, przyjaciółka Irusi – Polina, stary york Wladik i dwie kotki: Drusia i Zusia (teściowa i synowa), którym udało się szybko wyjechać z kraju i przedostać do Hiszpanii, do Tolika.

Na pewno inaczej Kuzniecową czytają jej rodaczki i rodacy, inaczej my w Polsce, i jeszcze inaczej choćby w Hiszpanii. Trudno nie przyznać, że powieści Kuzniecowej ocierają się mocno o literaturę popularną, o lekkie czytadła. Wyobrażam sobie, że po bardziej wymagający rodzaj literatury nie jest łatwo sięgnąć, gdy twój kraj legnie w gruzach, gdzie giną ludzie. Irusia i Polina siedzą cały czas w telefonach i czytają statystyki, doniesienia z kolejnych bombardowań, ataków. Trudno w takim czasie myśleć o czymś innym, wszystko, co poza tym, traci na znaczeniu. Zarówno „Nim dojrzeją maliny”, jak i „Drabina” łatwo i szybko się „połyka”, choć tematyka obu powieści bynajmniej nie jest błaha i przyjemna.

Przed zaszufladkowaniem „Drabiny” jako popularnego czytadła broni ją ironia i duża dawka czarnego humoru, który Kuzniecowa doskonale waży w fabule. Bo to tragikomedia i miejscami można się naprawdę popłakać ze śmiechu. Na Tolika zwala się wszystko, od czego uciekał. Nadopiekuńczość matki, ciocio-babki i siostry, które powtarzają, że za chudy, że po co biega, jak taki patyk, że nie powinien pracować po nocy, że przydałyby się ze dwie kury na podwórku, a w fontannie można posadzić pomidory, bo te z hiszpańskiego sklepu w ogóle nie pachną pomidorami. Tolika, przytłaczanego przez rodzinę, dręczy też jego własne tchórzostwo – że nie poszedłby walczyć, że by się bał. Dobrze, że chociaż może dać schronienie najbliższym, pociesza się, i dlatego zgadza się na życie nie swoim życiem. Poddaje się, a jedyną jego obroną jest ustawienie drabiny pod swoim balkonem, żeby mógł wchodzić do sypialni, nie narażając się na kolejne uwagi, docinki, rady, prośby. Choć i to okazuje się nieskutecznym unikiem. Relacje rodzinne są skomplikowane, a dom Tolika zaczyna raczej przypominać ten, z którego uciekł, a nie azyl, jaki sobie wymarzył. Tolik czuje się zagubiony i targany skrajnymi emocjami.

Kuzniecowa fantastycznie opisuje przyjęcie zorganizowane przez Boba, amerykańskiego szefa Tolika, na rzecz Ukrainy, połączone ze zbiórką pieniędzy na pomoc walczącym. Z cudną ironią rysuje groteskowe, a zarazem też wyższościowe zachowania gości.

„– Mam wrażenie – wyszeptała Polina Irusi do ucha – że jesteśmy na wspominkach Ukrainy.

Widowisko było naprawdę surrealistyczne: przyjęcie, goście, a twarze wszystkich były smutne i pełne współczucia jak na stypie. Zbliżając się do Tolika, ludzie zaciskali usta, mówiąc: »wyrazy współczucia«.

– Powiedz im – szepnęła Irusia do Tolika – że nawet nasz hymn narodowy zaczyna się od słów »Jeszcze nie umarła«…”.

Do tego Bob odkrywa, że wcale nie ma rosyjskich korzeni, jak myślał, tylko ukraińskie, bo przecież Odessa leży w Ukrainie.

Trudno się nie śmiać.

Duży szacunek dla autorki za dystans do siebie, do rodaków, za empatyczne wytykanie obcokrajowcom niezrozumienia, za umiejętne balansowanie na granicy kiczu i dobrej gorzkiej komedii. Jak napisała Olga Drenda na okładkę książki: „Eugenia Kuzniecowa wraz ze swoimi bohaterami wzrusza, bawi i irytuje, opowiadając w bezpretensjonalny, zwyczajny sposób o sprawach granicznych”.

(Fot. materiały prasowe)

Eugenia Kuzniecowa, „Drabina”, przekład z ukraińskiego Iwona Boruszkowska, Wydawnictwo Znak

Maria Fredro-Smoleńska
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. „Drabina”: Czarny humor na złe czasy
Proszę czekać..
Zamknij