Znaleziono 0 artykułów
08.08.2022

„Sandman”: Życie jest snem

08.08.2022
(Fot. materiały prasowe)

O ekranizacji cyklu powieści graficznych Neila Gaimana wydanych na przełomie lat 80. i 90. XX wieku mówiło się od niemal 30 lat. Ambitny projekt nareszcie zrealizowano. Powstał „Sandman” z charyzmatycznym Tomem Sturridge’em w tytułowej roli Snu. Kultowy komiks doczekał się adaptacji, która zapowiada się na jeden z najlepszych seriali 2022 roku. Do oglądania na platformie Netflix.

Spadanie – długie, nieskończenie dalekie. Ucieczka przed kimś niewidzialnym, o kim wiemy tylko, że nas goni. Zagubienie w labiryncie albo w lesie. Chyba każdy ma jakiś powracający sen. Mnie najbardziej przeraża sen we śnie – wielopiętrowa konstrukcja fabularna, z której da się wyrwać tylko tak jak w grze komputerowej. Przebudzenie przez game over, uderzenie głową w mur, senną śmierć. Wiele snów to koszmary, a nawet te dobre miewają cierpki posmak. Niepokój wywoływać mogą hiperrealizm albo pastisz, jeden niepasujący do układanki element, zbyt szeroki uśmiech sprzedawcy najpyszniejszych skądinąd lodów.

Zygmunt Freud, objaśniając marzenia senne, przypisywał im moc opowiadania o nas tego, czego głośno wypowiedzieć się obawiamy. Neil Gaiman (i rysownicy Sam Kieth i Mike Dringenberg) w powieści graficznej „Sandman”, wydanej w 75 tomach w latach 1989–1995, dał marzeniom sennym twarz. Jego Sen to mistrz opowieści. Zbiorową nieświadomość żywi marzeniami i koszmarami. Pomaga przepracować traumy, uświadomić sobie prawdziwe powołanie, zrozumieć, co nas trapi. Gdy zostaje uwięziony, świat zachwieje się w posadach.

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

To punkt wyjścia dla ekranizacji powieści graficznych stworzonej przez Allana Heinberga, wiernego fana Gaimana. Sen, w tej roli Tom Sturridge, na ponad sto lat staje się więźniem chciwego Rodericka Burgessa, pragnącego przywrócić do życia syna poległego w I wojnie światowej, a jednocześnie zabrać Morfeuszowi (jedno z wielu imion Snu) choćby cząstkę mocy, powodzenia i sławy. Uwolniony w XXI wieku Sen orientuje się, że skradziono jego atrybuty – worek z piaskiem, hełm i rubin. Pod jego nieobecność rozpadło się też jego królestwo, Kraina Snów, a jego poddani – sny i koszmary – rozpierzchli się po świecie, grożąc zatarciem granicy między jawą a snem.

Fantastyka jako gatunek służy do tego, by za pomocą konwencji i kostiumu diagnozować rzeczywistość. Sen jest postacią ambiwalentną, jak i nasze sny. Nie przypochlebia się ludziom, wybiera samotność, zdarza mu się pławić w swojej potędze. To nie Avengers, który zbawia świat. Sturridge’a wystylizowano trochę na Nicka Cave’a, trochę na wampira Edwarda ze „Zmierzchu”, trochę na gwiazdora brytyjskiej sceny rockowej końca lat 90. XX wieku. W zgodzie z gotycką estetyką powieści graficznej Gaimana Sen ubiera się na czarno – w płaszcze jak z kolekcji Ricka Owensa i czarne sznurowane buty. Jego twarz jest blada, niemal przejrzysta, usta malinowe, włosy kruczoczarne – wygląda trochę jak Królewna Śnieżka. Też jest postacią z bajki i jego opowieść też jest złowieszcza jak ludowe podania, legendy albo baśnie braci Grimm. Sen nie przeszedł disnejowskiego liftingu – naprawdę budzi niepokój.

(Fot. materiały prasowe)

„Sandman” to mroczna historia z pogranicza horroru. W tej rzeczywistości nikt nie wygrywa. Wygrywa niewątpliwie Netflix. 10 odcinków „Sandmana”, z których każdy broni się także jako samodzielna opowieść, zaplanował na początek sierpnia, na dwa tygodnie przed premierą „Rodu smoka”, czyli prequela „Gry o tron” na HBO Max, i na kilka tygodni przed emisją „Władcy pierścieni: Pierścieni Władzy”, najdroższej produkcji Amazon Prime. W tym starciu fantastycznych światów, adaptacji mistrzów pióra i wielkich budżetów platform streamingowych „Sandman” wysunął się na czoło wyścigu. Podczas gdy „Ród smoka” i „Władca pierścieni” odcinają kupony od sukcesu udanych franczyz, adaptacja komiksów Gaimana oferuje nową jakość, nową opowieść, nowe uniwersum, zaludnione przez Śmierć i Pożądanie (rodzeństwo Snu), Lucyfera i demony, ludzi, którzy walczą ze złem, i tych nieświadomych istnienia innych światów. W tle pobrzmiewa poważna przestroga. Biada nam, jeśli zatracimy umiejętność snucia opowieści, wsłuchania się w nią, poddania się jej mocy.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę