Znaleziono 0 artykułów
31.01.2019

„Roma”: Ostrożna nostalgia

Kadr z filmu „Roma” (Fot. Materiały prasowe Netflix)

Przesiąknięte duchem włoskiego neorealizmu arcydzieło to osadzona w Meksyku lat 70. opowieść o budowanym przez kobiety świecie dzieciństwa. Reżyser Alfonso Cuarón banalność codzienności wynosi w niej do rangi sztuki. „Roma” ma szansę zdobyć dla Netfliksa pierwszego Oscara.

„Romę” otwiera blisko trzyminutowe statyczne zbliżenie na posadzkę polewaną wodą. W mydlinach odbija się kwadrat nieba przecinanego przelatującym samolotem. Powtarzany rytmicznie dźwięk spływającej wody ma w sobie coś jednocześnie kojącego i intrygującego. Z tego miejsca ta opowieść może zawędrować w dowolnym kierunku. Wreszcie kamera odkleja się od podłogi, by wyłonić z oddali sylwetkę młodej kobiety w fartuszku. To Cleo (nominowana do Oscara debiutantka Yalitza Aparicio), rdzenna mieszkanka Meksyku, pracująca dla małżeństwa z klasy średniej wychowującego czwórkę dzieci. Krząta się po domu, za chwilę odbierze najmłodszego synka pracodawców z przedszkola i razem z koleżanką po fachu zajmie się przygotowywaniem obiadu. Między kolejnymi obowiązkami uda jej się skraść chwilę prywatności, by porozmawiać przez telefon z chłopakiem, który jej się podoba. 

Kadr z filmu „Roma” (Fot. Materiały prasowe Netflix)

Portretując rok z życia rodziny na tle burzliwych przemian społecznych początku lat 70. w Meksyku, Cuarón odtwarza na ekranie losy swojej rodziny, oddając hołd ukochanej niani, na której postać Cleo była wzorowana. Wspomnienia z dzieciństwa reżysera są utkane z obrazów zabawy kulkami gradu na dziedzińcu, dźwięków rozbijanego jajka na miękko, zapachu świeżo rozwieszonego prania, z którego wciąż kapie woda, powracających niczym refren ujęć sprzątania psich kup na dziedzińcu i oczekiwania na pocałunek niani przed snem. Cuarón potrafi przyglądać się tym codziennym czynnościom z zachwytem dziecka odkrywającego w przyziemnym świecie dorosłych odpryski magii. 

Dla dzieciaków obecność Cleo jest oznaką bezpieczeństwa i przyjemnej monotonii. Nie ma tu miejsca na niespodzianki i zaskoczenia, chyba że do domu z kolejnej delegacji wraca ojciec – oschły, zasadniczy, domagający się porządku i ciszy. Taki, za którym łatwiej się tęskni, niż z nim jest. Jego wyrywkowe odwiedziny zaburzają rytm codzienności wypracowanej pod jego nieobecność przez kobiety. Gdy pracodawczyni Cleo, pani Sofia, zostaje opuszczona przez męża, a służąca zachodzi w niechcianą ciążę, zbudowany z przewidywalnych i powtarzalnych gestów świat pęka na pół. Od tej pory losy pani Sofii i Cleo ułożą się w zaskakującą paralelę, a osobiste dramaty połączą kobiety nicią solidarności. 

Kadr z filmu „Roma” (Fot. Materiały prasowe Netflix)

Odtwarzając swoje rodzinne losy z perspektywy dorosłego, twórca uświadamia sobie wszystko to, czego jako dziecko nie mógł w swoim otoczeniu dostrzec. Co ciekawe, sukces filmu zbiegł się w czasie z wygraną walką meksykańskich pracownic domowych o ubezpieczenie społeczne. Cuarón subtelnie kreśli system relacji i wzajemnych zależności w rodzinie i państwie, uwypukla nierówności i nadużycia. Spogląda na postaci matki i niani, pozwalając im odnaleźć własny głos i narrację. Na główną bohaterkę wybiera Cleo, osobę potrójnie wykluczoną – ze względu na swoją płeć, status społeczny i pochodzenie. Dziewczyna razem z drugą służącą każdego ranka wstaje pierwsza, by załatwić sprawunki. W nocy, kiedy wszyscy już są w łóżkach, ostatnia gasi światło w domu. W swoim pokoju go jednak nie zapala, bo „pani tego nie lubi”. Wieczór spędza więc przy płomyku świecy. Podczas rodzinnego wyjazdu w zaawansowanej ciąży nosi całej rodzinie ciężkie walizki. Gdy trafia do szpitala, Cuarón urywa ujęcie w momencie, kiedy pielęgniarka pyta ją o ubezpieczenie. 

Kadr z filmu „Roma” (Fot. Materiały prasowe Netflix)

Cuarón opowiada o przeszłości w czarno-białej tonacji, ale sprytnie unika zbyt jednoznacznych filmowych skojarzeń i schematów. Reżyser, który jest również autorem zdjęć, filmuje cyfrową kamerą, z ostrym jak brzytwa obrazem, niekojarzącym się z nostalgiczną estetyką. Meksykanin podkreśla w wywiadach, że zależało mu, by „Roma” była całkowicie pozbawiona śladów inspiracji twórczością innych artystów. Założenie przybrało podczas pracy rozmiar niemalże obsesji. Jeżeli jakieś ujęcie przypominało twórcy „Grawitacji” o innych filmie, zmieniał je. To prawda, nie można odmówić „Romie” oryginalności, a jej autorowi wizualnej wyobraźni stawiającej go w jednym rzędzie z najwybitniejszymi twórcami kina. Nie sposób jednak odciąć się zupełnie od kinowych skojarzeń. „Roma” jest przesiąknięta duchem włoskiego neorealizmu, stawiającego w centrum jak najwierniejsze przedstawienie ludzkiego doświadczenia. Cuarón wynosi banalność codzienności do rangi sztuki, opierając się przy tym melodramatycznej pokusie. Komedia, farsa i tragedia mieszają się tu ze sobą równie chaotycznie i nieprzewidywalnie jak w prawdziwym życiu. Chwile szczęścia twórca traktuje tak samo jak momenty tragiczne. Portretuje je jako po prostu kolejne wyimki z życia, które niezależnie od tego, jak dobrze lub źle jest w danej chwili, toczy się dalej niezmiennym rytmem.

„Roma” od czasu swojej światowej premiery na MFF w Wenecji, gdzie zresztą zgarnęła Złotego Lwa, stała się czarnym koniem tegorocznego sezonu nagród. Do tej pory film Alfonso Cuaróna zdobył m.in. Złotego Globa dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego oraz dla najlepszego reżysera, cztery statuetki Critics Choice (w tym dla najlepszego filmu), zatriumfował również w plebiscytach amerykańskich krytyków filmowych (wyróżnienie dla najlepszego filmu od dziennikarzy zarówno z Nowego Jorku, jak i z Los Angeles). Oprócz tego „Roma” może pochwalić się siedmioma nominacjami do BAFTY i aż 10 do Oscarów. Czarno-biała, kameralna opowieść o dzieciństwie reżysera najprawdopodobniej pokona w wyścigu o statuetkę dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego „Zimną wojnę” (a być może stanie się nawet pierwszym nieanglojęzycznym filmem w historii oscarowej gali, który zgarnie nagrodę dla najlepszego filmu). Meksykański reżyser, który prywatnie przyjaźni się z Pawlikowskim i nazywa go „swoim polskim bratem Pablo”, przyznał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że polski twórca miał wpływ na ostateczny kształt jego filmu. Niezależnie od wyniku, podczas oscarowej gali filmowcom życzę, by wyciągnęli lekcję solidarności nie tylko z „Romy”, ale również z kulisów jej powstania.

Kadr z filmu „Roma” (Fot. Materiały prasowe Netflix)

 

Małgorzata Steciak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę