Znaleziono 0 artykułów
19.01.2021

Wszystko, co zawdzięczamy Coco Chanel

Coco Chanel (Horst P. Horst/Condé Nast via Getty Images)

Gdybym nie wiedział, że została wychowana jako katoliczka, powiedziałbym, że jest protestantką. Protestuje przeciwko wszystkiemu – mówił o Chanel jej przyjaciel, poeta Jean Cocteau. Coco wiedziała, że musi walczyć o swoje, bo bez walki nie ma rewolucji, a ona chciała dla kobiet wolności. Od krótkich włosów po opaleniznę – oto wszystkie rewolucje wywołane przez Mademoiselle.

Dżersejowe kostiumy: Z męskich podkoszulków

Coco Chanel (Fot. Sasha/Hulton Archive/Getty Images)

Na fali przemian obyczajowych Belle Époque Coco Chanel rozplątała ciasno związane sznury gorsetów i „odciążyła kobiety od stóp do głów”. Podczas urlopu z Arthurem „Boyem” Capelem zwróciła uwagę na dzianinowe swetry ukochanego i pochowane po walizkach prążkowane podkoszulki. Kilka miesięcy później otworzyła pierwszy butik w Deauville, gdzie pojawił się luźny „garnitur Chanel” – trzyczęściowy kostium składający się z kardiganu, puloweru oraz spódnicy. Całość uszyto z dżerseju, używanego wcześniej do wyrobu męskiej bielizny.

Spodnie: Pokolenie emancypantek

Coco Chanel (Fot. Getty Images)

Chanel jeździła konno po Lasku Bulońskim, ubrana w oficerki i męskie bryczesy. W nadmorskim Houlgate nosiła marynarskie spodnie. Fasony z męskiej garderoby dostosowywała do kobiecej sylwetki. Gdy nastała I wojna światowa, a mężczyzn wezwano na front, kobiety przejęły ich dotychczasowe obowiązki. Po raz pierwszy w historii uzyskały społeczne przyzwolenie na noszenie spodni, bo spódnice i sukienki okazały się niepraktyczne. Tak gwałtowna rewolucja potrzebowała twarzy. Chanel stała się jej samozwańczą liderką – wylansowała ten element garderoby, bo jak mawiał Karl Lagerfeld, „rozumiała kobiety z epoki, która miała dopiero nadejść”.

Krótkie włosy: Na chłopczycę

Ina Claire i Coco Chanel (Fot. Getty Images)

Mademoiselle Chanel stworzyła kobietę nowej generacji – chłopczycę z lat 20. XX wieku, która nie nosiła gorsetu, malowała usta na krwistą czerwień (jak brzmi jeden z aforyzmów Coco: „Jeśli jesteś smutna, nałóż więcej szminki i atakuj!”), otwarcie piła alkohol i paliła papierosy. Nieodłącznym elementem wizerunku były także filcowe, dzwonkowe kapelusze cloche oraz krótkie włosy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od wyjścia do opery w 1917 roku. Podczas przygotowań Chanel chciała obmyć ręce, ale piecyk nagrzewający wodę na chwilę przestał działać. Gdy projektantka podkręciła płomień, nastąpił wybuch. – Moją białą sukienkę pokryła sadza, o włosach nie wspominając. Chwyciłam za nożyczki i z pomocą pokojówki ścięłam sięgające do pasa warkocze – opowiadała. Następnego dnia fryzurę na pazia miały już jej przyjaciółki z Misią Sert na czele.

Chanel N°5 : Płynne złoto

Marilyn Monroe (Fot Ed Feingersh/Michael Ochs Archives/Getty Images)

Najsłynniejsze perfumy w historii? Bukiet zapachów sprzedawany średnio raz na minutę? Flakon, który portretował Andy Warhol i fotografował Helmut Newton? W geometrycznej butelce zaklęto złocistą kompozycję 80 składników, w tym róży, jaśminu i bergamotki. „Damskie perfumy o zapachu kobiety”, jak określała je Coco, powstały sto lat temu w Grasse, we współpracy Mademoiselle z francuskim perfumiarzem Ernestem Beauxem. W okresie wojny, przy rue Cambon, otwarta pozostawała jedynie część atelier z kosmetykami. Przed drzwiami butiku ustawiały się kolejki najpierw niemieckich, później alianckich oficerów, którzy chcieli kupić żonom słynne Chanel N°5. W 1952 roku rozsławiła je Marilyn Monroe, która w wywiadzie dla „Life” powiedziała: – Ludzie mnie pytają, co zakładam do łóżka. Górę od piżamy? Koszulę nocną? Odpowiadam: kilka kropli Chanel N°5.

Opalenizna: Skóra muśnięta słońcem

Coco Chanel (Fot. Shel Hershorn/Hulton Archive/Getty Images)

Przez wieki opalone mogły być tylko osoby gorzej urodzone, a więc pracujące fizycznie. Arystokracja słynęła z alabastrowej karnacji. Żeby osiągnąć ten efekt, stosowano arszenik, chowano się pod parasolkami i kapeluszami z dużym rondem. Zmiany nastały dopiero w 1923 roku na jachcie dryfującym po Morzu Śródziemnym. Gdy muśnięta słońcem Coco Chanel wróciła do Paryża, wywołała skandal. Jako mistrzyni marketingu oburzenie przekuła w sukces, lansując modę na złocistą skórę. Kilka lat później wypuściła pierwszą w historii linię kosmetyków z filtrem. Co ciekawe, opalała się jedynie w rękawiczkach, bo to na dłoniach najlepiej widać upływający czas.

Sztuczna biżuteria: Prawdziwy blask

Coco Chanel (Fot. Evening Standard/Hulton Archive/Getty Images)

Pierwotnie sztuczna biżuteria była przeznaczona dla kobiet niezamożnych. Zmieniła to Chanel. – Obnoszenie się diamentami i szmaragdami wartymi miliardy jest szokujące. Biżuteria nie jest po to, by kobieta wyglądała bogato, ma zdobić. Sztuczne kamienie biją na głowę prawdziwe – mawiała. Plastyczność materiałów, z jakich korzystała, dała jej nieograniczone możliwości. Projektowała broszki ze strasu, we współpracy z jubilerem Fulciem di Verdurą powołała do życia bransolety mankietowe i zasłynęła ze sznurów szklistych pereł.

Mała czarna: Mała, ale wielka

Szkic małej czarnej (Fot. Getty Images)

W październiku 1926 roku na łamach amerykańskiego „Vogue’a” ukazał się szkic z domu mody Chanel. Przedstawiał smukłą kobietę w kapeluszu cloche i niepozornej czarnej sukience z długim rękawem. La petite robe noire, bo o niej mowa, została obwołana przez redaktorów „drugim Fordem T”, bo była szeroko dostępna, podobnie jak model amerykańskiego samochodu. Stała się „mundurem wszystkich gustownych kobiet”, i zgodnie z zapowiedziami, w mgnieniu oka „nosił ją (a właściwie nosi do dziś) cały świat”. Zdemokratyzowała modę, burząc podziały społeczne. Za jej sprawą czerń zdominowała przyjęcia koktajlowe. Skąd ten fenomen? Lejąca się tkanina, proste linie i obniżona talia pasowały do każdej sylwetki i na każdą okazję. Małą czarną rozsławiło też Hollywood, bo kamera nie zniekształcała ciemnego koloru.

Czerń: Zakonnice i „Boy”

Coco Chanel (Fot. Getty Images)

Za sprawą la petite robe noire w damskich szafach pojawiła się czerń. – W tamtym okresie przeważała w moich wieczorowych projektach – wspominała Coco. – W ciągu dnia był to kolor zarezerwowany dla żałobników, uczniów i zakonnic. Mówi się, że to właśnie sutanny sióstr zakonnych z sierocińca w Aubazine, którego była wychowanką, miały wpływ na późniejszą stylistykę Mademoiselle. Inne źródła sugerują, że Chanel pragnęła ubrać cały świat w czerń po śmierci ukochanego „Boya” w 1919 roku. Jedno jest pewne, gdyby znała „ciemniejszy kolor, założyłaby go”, ale do tego czasu pozostawała przy barwie onyksu. Do legendy przeszło spotkanie odzianej w czerń Coco z projektantem Paulem Poiretem, który zapytał: – Po kim nosisz żałobę, młoda panno?, na co miała odpowiedzieć: – Po panu, Monsieur.

Tweedowy żakiet: Z polowania na salony

Coco Chanel (Fot. Michael Hardy/Daily Express/Hulton Archive/Getty Images)

Są rzeczy, które nie wychodzą z mody: dżinsy, biała koszula i żakiet Chanel – mawiał Lagerfeld. Kiedy po kilkunastu latach nieobecności na rynku Mademoiselle ponownie otworzyła atelier, panowała moda na diorowską sylwetkę. W odpowiedzi w 1956 roku Coco uszyła tweedową marynarkę. Pudełkowy żakiet z portfelową spódnicą odwoływał się do dżersejowej garsonki – opływał sylwetkę i też został zainspirowany kochankiem projektantki, tym razem księciem Westminsteru. To w posiadłości Brytyjczyka nieopodal jeziora Loch more odkryła mięsistą, wełnianą tkaninę, z której wykonywano odzież noszoną podczas polowań. Po 30 latach od romansu świat ujrzał tweedowe cudo podszyte jedwabiem i wykończone biżuteryjnymi guzikami. Chanel, jako namiętna palaczka, uzupełniła marynarkę o dwie dodatkowe kieszonki, aby kobiety mogły nosić przy sobie papierosy i zapalniczkę.

Buty: Kopciuszek Braci Grimm i odcięta pięta

Modelka (Fot. Getty Images)

Skrócenie sukni odsłoniło buty. W 1957 roku w atelier przy rue Cambon zadebiutował „ostatni punkt elegancji” – dwukolorowe czółenka z odsłoniętą piętą. Beżowa cholewka miała optycznie wydłużać nogę, a czarny nosek skracać stopę. „Nowe pantofelki Kopciuszka”, jak określała je prasa, nawiązywały do obuwia do gry w golfa, które Chanel podpatrzyła u księcia Westminsteru. W kolejnych latach czółenka reinterpretowano – pięciocentymetrowy masywny obcas stał się cienką szpilką, skórę zastąpiono atłasem i wprowadzono nowe kontrastowe kolory. W 1986 roku buty przeszły całkowitą transformację – Karl Lagerfeld zaprojektował na ich bazie baleriny.

Pola Dąbrowska
Komentarze (1)

Ireneusz Waldowski19.01.2021, 22:27
Nie spodziewałem się, ze tyle zawdzięczamy
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę