Znaleziono 0 artykułów
27.08.2018

Sekretne życie mody

Maison Martin Margiela wiosna-lato 2009 (Fot. Karl Prouse, Getty Images)

W branży mody anonimowość stała się wysublimowaną strategią marketingową. Wprawdzie nie wszyscy projektanci decydują się na radykalny krok usunięcia się w cień, wielu chętnie korzysta z uwodzicielskiej mocy tajemnicy.

Kilka tygodni temu uwagę mediów przykuł instagramowy profil @checking_invoices. Publikowane tam zdjęcia i krótkie filmy przedstawiają kobietę robiącą zakupy spożywcze, pozującą na tle fontanny, spacerującą ulicą i zjeżdżającą ruchomymi schodami. Ot, proza życia. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie ubiór bohaterki: wzorzyste żakiety, kwieciste sukienki skąpane w nasyconych barwach, a przede wszystkim zakrywający każdy milimetr ciała, łącznie z twarzą, obcisły kombinezon w geometryczno-zwierzęcy deseń.

 

🔥Sundays in the city #checkinginvoices #balenciaga @sugar.it

Post udostępniony przez Checking Invoices (@checking_invoices)

Krzykliwe stroje nie wzbudzają jednak takiego zainteresowania jak pozbawiona oblicza modelka, której przechodnie przyglądają się z osłupieniem. Ze śledztwa, które przeprowadził „Vogue”, wynika, że pod kryptonimem Checking Invoices kryją się dwie Greczynki (stylistka i modelka oraz scenografka i fotografka), które mieszkają we Włoszech. Gdzie dokładnie? Tego, rzecz jasna, nie wiemy.

 

🤟🏻Welcoming 2018 like ... #checkinginvoices #gucci

Post udostępniony przez Checking Invoices (@checking_invoices)

Same przedstawiają się jako „anonimowy duet osiadły nigdzie”. Geneza ich tajemniczego projektu była prozaiczna: – To jak przymierzanie dla zabawy fantastycznych ubrań w domowym zaciszu. Robiłam zdjęcia przyjaciółce, która nie chciała jednak pokazywać twarzy, więc zakładała na głowę czarną tkaninę. Z czasem improwizowane przebieranki przerodziły się w wymyślne stylizacje ubrań, m.in. od Balenciagi, Halpern, Vetements, Gucci oraz Céline, dając kształt dość niekonwencjonalnemu pokazowi mody. Wysmakowanemu estetycznie i niepozbawionemu humoru.

Anonimowy superbohater

Kolekcja Manon Kundig (Fot. Didier Messens, Getty Images)

Checking Invoices to nie jedyny owiany aurą tajemnicy internetowy fenomen. W 2011 roku, rzekomo w wyniku nieudanego eksperymentu laboratoryjnego, narodził się Theo-Mass Lexileictous. Podobny do Batmana zagadkowy człowiek w czerni. Schowany za maską lub ciemnym makijażem i ubrany w postapokaliptyczne kostiumy rodem z filmów science fiction przeraża, a zarazem fascynuje. Theo-Mass to w rzeczywistości alter ego cypryjskiego artysty Alexisa Themistocleousa. Jak sam mówi: – Nie jestem superbohaterem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Nie potrafię latać, ocalić świata czy przywrócić sprawiedliwości. Jaką supermocą w takim razie dysponuje? W odpowiedzi na to pytanie pomocne może być prześledzenie jego mrocznego i uwodzicielskiego imaginarium. W sieci zamieszcza fotografie, manifesty, grafiki, animacje i nagrania wideo. Lexileictous to bohater wizualny. Choć pojawił się znikąd i nadal nie wiadomo jak naprawdę wygląda, zdołał zainteresować sobą ludzi ze świata sztuki i mody. Współpracował przy rozmaitych projektach m.in. z Givenchy, SHOWstudio, Thierrym Muglerem, Anją Mlakar czy Reinem Vollengą. Artystyczno-modowe przedsięwzięcia pozwalają Lexileictousowi w nieskończoność kreować wizerunek, szafować tożsamościami i umykać jednowymiarowości. Wciąż pozostaje postacią enigmą.

 

#morningmeeting with the most amazing team! #adidas #theomass

Post udostępniony przez Theo-Mass Lexileictous (@theomass)

Wirtuozi sekretu

Ukrywanie tożsamości ma w modzie długoletnią tradycję. Bezsprzecznym mistrzem gry z anonimowością pozostaje Martin Margiela, którego osobiście znają tylko nieliczni, a wielu zastanawia się, czy w ogóle istnieje. „Kim jest ten facet, o którym mówią wszyscy?” – pytał w 1993 roku nagłówek dziennika „The Independent”. Od początku kariery belgijski projektant stronił od publicznych wystąpień i blasku fleszy. Listy podpisywał jako „my”, dom mody. A kreacje sygnował dającą się łatwo odpruć metką. Obsesyjna wręcz dbałość o utrzymanie tajemnicy znalazła ujście na wybiegach, gdzie twarze modelek zasłaniano woalem, perukami, tudzież inkrustowanymi maskami, koncentrując uwagę widzów na koncepcji oraz kroju ubrań. W 2008 roku powstały okulary „Incognito” imitujące czarny pasek, który nakłada się na oczy ofiarom lub oprawcom uniemożliwiając ich identyfikację. Enigmatyczność Maison Martin Margiela przejawia się również w malowanych neutralną farbą wnętrzach butików, białych fartuchach krawców, bądź we flakonach perfum nazwanych po prostu „Untitled”. W opublikowanym przez Margielę słowniku hasło „anonimowość” tłumaczone jest jako reakcja przeciwko wszechobecnemu kultowi gwiazd. Potrzeba, by idee mówiły same za siebie. Postać designera schodzi więc na drugi plan.

Maison Martin Margiela wiosna-lato 2009 (Fot. Karl Prouse, Getty Images)

Troska o zachowanie prywatności to także domena Rei Kawakubo. Fundatorka Comme des Garçons chowa się za ciemnymi okularami i niechętnie pozuje do zdjęć. Wywiadów udziela sporadycznie, a gdy już się na to decyduje, odpowiada zdawkowo. Gdy gasną światła kończące pokaz, nie kłania się publiczności. Awangardowe projekty Japonki nie należą do ascetycznych. Trudno doszukać się w nich anonimowego onieśmielenia. Mimo to ubrania jej pomysłu – często osłaniające twarz i deformujące sylwetkę – wydają się skrywać jakąś tajemnicę, której znaczenie zna jedynie projektantka. Owocem enigmatycznej postawy Kawakubo stały się też tymczasowe butiki Comme des Garçons (tzw. guerrilla stores) otwarte w Berlinie, Barcelonie, Helsinkach, Lublanie, Singapurze, Sztokholmie oraz Warszawie. Nie umiejscawiano ich w luksusowych domach towarowych, lecz w opuszczonych lokalach (np. w nieczynnym sklepie warzywnym przy ul. Koszykowej). O dokładnej lokalizacji wiedzieli jedynie wtajemniczeni przekazujący ów sekret z ust do ust kolejnym zainteresowanym.

Rei Kawakubo (Fot. Taylor Hill, Getty Images)

Zamaskowane opowieści

Gareth Pugh wiosna-lato 2007 (Fot. Chris Jackson, Getty Images)

Anonimowość stała się użytecznym narzędziem, a nawet więcej, wysublimowaną strategią kreowania mody. Choć nie wszyscy designerzy decydują się na radykalny krok usunięcia się w cień, wielu chętnie korzysta z konwencji tajemnicy. Najczęściej pojawiającym się enigmatycznym motywem jest maska. Całkowite zakrycie oblicza nie zawsze oznacza wyzbycie się własnej tożsamości (jak działo się to u Margieli przeobrażającego modelki w żywe, bezimienne manekiny), lecz daje możliwość wykreowania nowej persony i odrealnionych narracji.

Richard Quinn oraz Manon Kündig w swoich kolekcjach zasłaniają twarze jedwabnymi chustami we wzory. O ile kwiatowe nadruki z projektów Brytyjczyka zmieniają modelki w ogrodowe nimfy, o tyle wygenerowane komputerowo printy Szwajcarki (horror vacui z lamparcich cętek, samochodów, pawich piór i liści) tworzą strój dla szamanów XXI wieku, tajemnych kapłanów ery cyfrowej. Maski to również częste akcesorium w twórczości Waltera van Beirendoncka, Christophe’a Coppensa czy Thoma Browne’a. Za lateksowymi kominiarkami w stylu lucha libre, chuligańskimi balaklawami w rave’owych kolorach oraz maskami, inspirowanymi folklorem Papui-Nowej Gwinei kryją się nie twarze, lecz opowieści, przedkładające fantazję nad praktyczność mody. – Witaj w szalonym świecie Garetha Pugh zdolnego zdeformować ludzkie ciało niemal nie do poznania – pisała Sarah Mower o kolekcji Anglika, który w 2006 roku roztoczył wizję z pogranicza futurystycznych cyrków i klubów BDSM. Na wybiegu zaprezentował zamaskowane postacie w nadmuchanych kostiumach. Zasłaniając gumowymi maskami ich oblicza i nadając sylwetkom odczłowieczone kształty, Pugh snuł osobliwą historię o bezimiennych monstrach, której nie powstydziłby się najśmielszy fantasta.

Richard Quinn jesień-zima 2018 / Fot. Catwalking, Getty Images

Z anonimowością w modzie wiąże się pewien paradoks. Z jednej strony, chroni ona przed przytłaczającym blichtrem, „kultem gwiazd”, o którym mówił Margiela, a także przesuwa punkt ciężkości z osoby projektanta na wytwory jego kreatywności. Z drugiej, aura tajemnicy stanowi skuteczne narzędzie marketingowe. Wie o tym doskonale dom Balenciaga, który w ostatniej kampanii reklamowej pokazał modelki broniące swej tożsamości przed wścibskimi paparazzi. Ale przede wszystkim, sekret rozbudza wyobraźnię. Im głębiej skrywany, tym silniej kusi. Z pełną mocą oddziałuje jednak tylko wtedy, gdy pozostaje nieujawniony.

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę