Znaleziono 0 artykułów
26.10.2018

Sen o sarmatach

Nieznany sarmata, XVIII wiek (Fot. Materiały prasowe)

Plemię Sarmatów było koczownicze, a panował w nim matriarchat. Niewiele miało wspólnego ze szlachecką legendą, którą wciąż żyjemy w Polsce. Nowa wystawa Marcina Różyca bezlitośnie obala patriotyczne mity.

Jestem obłędnie zakochany w Polsce. W tej kulturze, w tym, co się tutaj dzieje. Chcę pokazać, jak skomplikowana jest nasza tożsamość. Podjąć próbę odpowiedzi na schizofreniczne pytania o to, czym jest polskość. I co do Polski należy, a co nie? – mówi Marcin Różyc, kurator wystawy „Wielcy Sarmaci Tego Kraju / Wielkie Sarmatki Tego Kraju”, którą już od soboty, 27 października, będzie można oglądać w tarnowskim BWA.

Kolekcja Tomasza Armady (Fot. Aga Murek)

Sarmatyzm to jest dla mnie bardzo ciekawe zjawisko, wydaje się tożsamościowo zwarte i polskie, ale oczywiście takie nie jest. Gdy pojęcie powstało, Rzeczpospolitą tworzyły dwa narody, a szlachtę przynajmniej trzy – mówi. Korzenie sarmatyzmu sięgają XVI wieku. To wtedy polska szlachta stworzyła mit o tym, że wywodzi się od irańskiego plemienia Sarmatów. Jak wytyka we wstępie kuratorskim Różyc, współczesne badania wykazują jednak, że „starożytni Sarmaci i Sarmatki prowadzili koczowniczy tryb życia. Żyli na stepach i mieszkali w wozach. Ich dialekt należał do irańskiej grupy językowej. Przez pewien czas w strukturze społecznej Sarmatów panował matriarchat. Sarmatki były okrutnymi wojowniczkami. Istnieją przypuszczenia, że to one były pierwowzorem dla mitologicznych Amazonek”. Polska kultura tym tropem nie poszła. Wizerunek mężczyzny z sumiastym wąsem w ozdobnym wschodnim stroju wrył się w naszą narodowa świadomość razem z patriarchalnym modelem rodziny, przywiązaniem do kościoła i wieloma innymi „normami”, które wciąż tworzą tradycyjny polski model. Różyc zestawiając barokowe portrety z pracami współczesnych artystów, ujawnia sprzeczności i zadaje pytanie o tożsamość. – Wystawa ma otwierać. Odpowiedź zawsze musi rodzić następne pytania – mówi.

Tarnów z kilku powodów okazał się idealną przestrzenią dla artystycznego eksperymentu. To właśnie w tym mieście znajduje się słynna kolekcja barokowych portretów, zbroi i broni należąca niegdyś do rodziny Sanguszków, z drugiej strony, miasto ma też swoja mocną nowoczesną osobowość. Jest prężnym ośrodkiem sztuki, opiniotwórcze wystawy ściągają tu środowisko artystów i publiczność z całego kraju. – Chciałem zebrać jak najbardziej różnorodne wypowiedzi – płciowo, pokoleniowo, w ramach naszego kraju i szerzej. Opowiedzieć o sarmatyzmie, nie zapominając o tych, którzy zostali z niego wykluczeni: kobietach, chłopach, gejach, Romach, Żydach, Ukraińcach – mówi kurator. 

Głowa w chmurach, Agata Bogacka (Fot. Materiały prasowe)

Różyc zaprosił do współpracy Krzysztofa Gila, romskiego artystę, który zgłębia historię treserów niedźwiedzi – jedynych Romów, którzy mogli funkcjonować w kulturze sarmackiej. – Tutaj rodzi się pytanie o stosunek sarmatów do przyrody. To, co dzieje się z dziś gospodarską mięsną, Puszczą Białowieską, fermami futrzarskimi. Czy przekonanie o bezwzględnej wyższości człowieka nad innymi gatunkami nie jest przypadkiem sarmackim spadkiem? – pyta retorycznie Różyc i wymienia kolejnych artystów zaangażowanych w projekt. – Karol Radziszewski bierze na warsztat klasyk polskiej kultury, „Trans-Atlantyk” Gombrowicza, bo to przecież symboliczna historia, w której polski patriota ze środowiska neosarmackiego walczy o swojego syna, Ignasia uwodzonego przez argentyńskiego homoseksualistę. To nic innego jak gejowska opowieść o sarmatyzmie – tłumaczy Różyc.

Z kolei Agata Bogacka i Zofia Krawiec badają perspektywę feministyczną. Bogacka interesuje Różyca jako malarka, która namalowała to, czego na pierwszy rzut oka na portretach nie widać. – Emanację władzy, która opiera się na pustce, napompowaniu, dumie, bogactwie. Buchają one z portretów sarmackich. Namalowała niewidoczną, ale odczuwalną aurę, która emanuje ze sportretowanych osób, z ich biżuterii, ubrań, fryzur – zauważa Różyc. Krawiec, ekspertka od popowego feminizmu, szuka współczesnego kontekstu. Sięga po repliki sukni z epoki, które można wypożyczać na różne imprezy okolicznościowe odbywające się w zamku w Dębnie. Wykorzystuje je jako kostium do własnej sesji zdjęciowej. Tak powstaje seria sarmackich selfie. Autoportretów zrobionych na własnych zasadach. Zdjęcia eksponują ciało, wewnętrzną siłę i seksualność. W ten sposób Zofia nie wpisuje się w żaden konwencjonalny sarmacki wzorzec. – Nie jest ani żoną, ani matką – Matką Polką, czy Matką Boską. Odzyskuje swoje ciało i robi to w pozytywny, pokojowy sposób. Niczego nie niszczy, nikogo nie obraża lecz zdobywa władzę. Tworzy własną opowieść, bawiąc się historycznymi atrybutami – dodaje kurator.

Bez tytułu, Zofia Krawiec (Fot. Materiały prasowe)

Marcin Różyc patrzy na sarmatyzm z różnych perspektyw, szuka dystansu i odchodzi najdalej, jak potrafi. Żeby poznać nową perspektywę, pokazuje barokową kolekcję Sanguszków koreańskiej artystce Hyon Gyon, która nie badając kontekstu, przełożyła wrażenia na rzeźbę. – Stworzyła przedstawienie upadłego bożka z pomalowanymi ustami. Trochę fallicznego. Wplotła w niego symbole pieniędzy, męskości, władzy i dodała liczne ozdoby. To bardzo złożona i ciekawa praca. Estetycznie przypomina gigantyczną, kilkusetkilową zadrę – dodaje Różyc.

Na wystawie można oglądać też fragmenty kolekcji mody – zeszłorocznych prac dyplomowych dwójki zupełnie niezależnych absolwentów wydziałów projektowania z warszawskiego i łódzkiego ASP – Uty Sienkiewicz i Tomasza Armady. Obydwoje z przerażeniem obserwują rosnący w Polsce i na świecie nacjonalizm. – Uta analizuje to, co uznaje się za polskie. Ubiór szlachecki, wiele strojów ludowych z terenu Rzeczpospolitej i modę współczesnych kiboli. Tomek szuka alternatywy dla trendów zachodnich. Projektuje strój z sadżadży – dywaników modlitewnych, które kupił w lumpeksie w Łodzi. Tam reklamowano je jako „dywaniki terrorystów”. Tutaj odzywa się pewna zbieżność – strój sarmacki z założenia ma być typowo polski, a dostrzegamy w nim wyraźne wpływy tureckie, perskie, tatarskie – tłumaczy Różyc.

Kolekcja Uty Sienkiewicz (Fot. Materiały prasowe)

„Wielcy Sarmaci Tego Kraju / Wielkie Sarmatki Tego Kraju” to hasło na patriotyczny T-shirt albo tatuaż na przedramieniu, ale Marcin Różyc zatytułował w ten sposób wystawę. Na pytanie, czy jako kurator lubi prowokować, przekonuje, że jego intencją nie jest ani burzyć, ani wyśmiewać. Woli stawiać się w roli krytycznego badacza, który dokonuje analizy i raportuje. – Wystawą nie tylko obalam sarmackie schematy, ale przede wszystkim udowadniam, że w naszej kulturze najważniejsze jest współistnienie, różnorodność i wielowymiarowość – podsumowuje. 

Wystawę Wielcy Sarmaci Tego Kraju / Wielkie Sarmatki Tego Kraju” można oglądać w tarnowski, BWA od 27 października do 13 stycznia 2019.

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę