Znaleziono 0 artykułów
15.03.2020

Seriale dla fanów „Plotkary”

15.03.2020
„Szkoła dla elity” (Fot. materiały prasowe)

Zanim na platformę HBO Max trafi nowa wersja kultowej produkcji o bogatych nastolatkach z nowojorskiej Upper East Side, możemy osłodzić sobie oczekiwanie równie przewrotnym serialem dla młodszej i odrobinę starszej młodzieży. Na Netfliksie dostępny jest już trzeci sezon hiszpańskiej „Szkoły dla elity”. Ale to nie wszystko. Serwisy streamingowe skrywają więcej skarbów.

„Szkoła dla elity” (Netflix)

 

Ile jeszcze osób musi zginąć w elitarnym liceum Las Encinas w Hiszpanii, żeby policja wreszcie rozwikłała tajemnicę brutalnych zabójstw? Wygląda na to, że tyle, ile sezonów serialu postanowią napisać twórcy „Szkoły dla elity” – Carlos Montero i Darío Madrona. Na razie kolejne odcinki wychodzą spod ich piór w ekspresowym tempie (pierwszy sezon miał premierę jesienią 2018 r., a już emitowana jest trzecia odsłona), a widzów, nie tylko w wieku bohaterów, wciąż przybywa.

Jak u Hitchcocka zaczęło się, niemal dosłownie, od wybuchu i jest już tylko ciekawiej. Gdy zawaliła się szkoła w biednej dzielnicy, troje uczniów – Samuel (Itzan Escamilla), Nadia (Mina El Hammani) i Christian (Miguel Herrán) dostało stypendium w liceum dla bogaczy. Ale żadne z nich nie było gotowe na intrygi znudzonych dziedziców – Mariny (María Pedraza) i jej brata Guzmána (Miguel Bernardeau), jego dziewczyny – Lu (Danna Paola), a także żyjącej w otwartym związku pary – Polo (Álvaro Rico) i Carli (Ester Expósito). Zaczną otrzymywać niemoralne propozycje, będą poddawani szantażom, a w końcu – zostaną sprowokowani do zbrodni.

Jest też to, co w „Plotkarze” podobało się najbardziej – wystawne przyjęcia, szałowe ciuchy i ironiczne poczucie humoru. W trzecim sezonie bohaterowie będą musieli zmierzyć się z konsekwencjami sekretów i kłamstw z poprzednich odcinków. Kto wyjdzie z opresji obronną ręką?

„Euforia” (HBO)

 

W tym tygodniu pojawiły się pierwsze zdjęcia obsady drugiego sezonu hitu HBO. Jeszcze nie z planu, tylko z czytania scenariusza, ale internet i tak zawrzał. Zwłaszcza że pierwszy sezon nastoletniego serialu o seksie, narkotykach i traumach zakończył się dramatycznie – główna bohaterka Rue (grana przez gwiazdkę Disneya i „Spider-Mana” Zendayę) po tym, jak ukochana Jules (transseksualna Hunter Schafer, objawienie serialu) łamie jej serce, wraca do dragów. Ale z uzależnieniami – od seksu, alkoholu, toksycznych relacji – zmaga się właściwie każda z postaci. Produkcja Sama Levinsona opiera się o jego własne doświadczenia. Jest kolejną po „Trzynastu powodach”, która pokazuje, że problemy nastolatków są równie poważne, jeśli nie bardziej, jak dorosłych. Teledyskowy montaż, ostre sceny erotyczne i przygnębiające refleksje na temat dorastania w dysfunkcyjnych rodzinach czynią „Euforię” „Requiem dla snu” pokolenia Z.

„To nie jest OK” (Netflix)

 

Najnowsza produkcja na liście. Gdy siły łączą reżyser „The End of the F***ing World” Jonathan Entwistle i producenci „Stranger Things” wiadomo, że szykuje się hit. Nie dziwi więc miejsce „To nie jest OK” na liście najchętniej oglądanych propozycji Netfliksa. A gdy jeszcze postmodernistyczni twórcy telewizji sięgną po komiks kultowego autora, Charlesa Forsmana (odpowiedzialnego także za „The End of the F***ing World”), powstaje serial oddający lęki nastolatków całego świata.

17-letnia Sydney Novak (Sophia Lillis z horrorów „To”) nie jest specjalnie lubiana w szkole, nie dogaduje się z matką, jest w żałobie po ojcu, który niedawno popełnił samobójstwo. Nagromadzenie dramatów wystarczyłoby, żeby obdzielić kilka osób. Ale Sydney ma jeszcze jeden problem – chyba posiada supermoce, z którymi nie wie, co zrobić. Gdy się złości, stresuje albo boi, przedmioty zaczynają się przemieszczać. Dziewczyna nie chce siać destrukcji, ale… emocje dorastających dzieciaków trudno trzymać na wodzy. Doskonała metafora trudów dojrzewania, gdy każdy z nas czuje, że zaraz wybuchnie.

„Riverdale” (Netflix)

 

Za fabułą serialu Roberto Aguirre-Sacasy na podstawie komiksów o Archiem (wydawane od lat 30. książki są w Stanach świętością) nie da się nadążyć. Z odcinka na odcinek zmieniają się pary, pojawiają się nowe czarne charaktery, a do tytułowego prowincjonalnego miasteczka co i rusz wkraczają mroczne siły. Ale nie o śledzenie rozwijających się wbrew zasadom logiki wątków tu chodzi. Można, tak jak w „Plotkarze”, bezkarnie pooglądać pięknych, młodych i świetnie ubranych ludzi (aktorzy z produkcji – Lili Reinhart, Cole Sprouse, KJ Apa i Camila Mendes w ciągu jednego sezonu zyskali status gwiazd i influencerów), pośmiać się z popkulturowych nawiązań, którymi produkcja jest przesiąknięta, i kibicować ulubionym duetom.

„Katy Keene” (na razie amerykańskie CW, niedługo pewnie Netflix)

 

Robertowi Aguirre-Sacasie, twórcy „Riverdale” i „Chilling Adventures of Sabrina” ciągle mało. Postanowił nakręcić spin-offa swojego pierwszego przeboju z uniwersum Archiego. Tytułowa Katy Keene (Lucy Hale z innego młodzieżowego hitu – „Słodkie kłamstewka”), dwudziestolatka z Nowego Jorku, chce zrobić karierę w modzie. Towarzyszy jej m.in. Josie McCoy z „Riverdale”. Tej doroślejszej wersji komiksowych adaptacji blisko do „Seksu w wielkim mieście”, a przede wszystkim do zbyt szybko zakończonego prequela o Carrie Bradshaw – „The Carrie Diaries” (2013-2014). Tak jak w tamtych serialach otrzymujemy w pakiecie kostiumy jak z wybiegów.

„Chilling adventures of Sabrina” (Netflix)

 

Roberto Aguirre-Sacasa po raz trzeci. W najbardziej mrocznym wcieleniu. Po grzecznej, słodkiej i zabawnej „Sabrinie, nastoletniej czarownicy” z lat 90. z Melissą Joan Hart nie ma już śladu. Wersja AD 2020 (pierwszy sezon ujrzał światło dzienne w 2018 r., teraz na Netfliksie można oglądać wszystkie trzy) ocieka krwią i seksem. Sabrina (Kiernan Shipka z „Mad Menów”) musi zastanowić się, czy podpisać cyrograf. Rola pomocnicy Diabła jest jej przeznaczona, ale dziewczyna, w której żyłach płynie krew czarownic, nie chce rezygnować z „cywilnego” dorastania. Z sezonu na sezon musi dokonywać coraz bardziej dramatycznych wyborów. Ale to właśnie one czynią ją silniejszą. Tak jak w przypadku „To nie jest OK” zjawiska nadprzyrodzone, magia i supermoce są metaforą dojrzewania. Ale dodatkowo otrzymujemy jeszcze zawoalowaną krytykę Kościoła katolickiego, purytańskiej hipokryzji i przestarzałych norm obyczajowych.

„Dziewczyny nad wyraz”

 

Sarah Watson napisała serial na podstawie doświadczeń Joanny Coles, wieloletniej redaktorki naczelnej amerykańskiego „Cosmopolitan”. Trzy przyjaciółki (na chwilę przed trzydziestką) czekają na swoją wielką szansę, pracując w magazynie kobiecym. Jane Sloan (Katie Stevens z wartego uwagi „Faking It”), Kat Edison i Sutton Brady borykają się nie tylko z potknięciami w karierze, problemami w przyjaźni, lecz także ze złamanymi sercami. Bo jak kochać w czasach równouprawnienia, Tindera i wolnej miłości? Zwłaszcza pracując na trzy etaty w prestiżowej redakcji? Młodsze siostry Carrie Bradshaw nie mają na te pytania gotowej odpowiedzi, ale na pewno nie chcą rezygnować z marzeń.   

„Locke & Key” (Netflix)

 

Kolejna adaptacja komiksu na naszej liście. Najpierw Joe Hill i Gabriel Rodriguez napisali i narysowali opowieść o trójce rodzeństwa – Tylerze, Kinsey i Bode’em, którzy trafiają do tajemniczego domu swoich przodków, a potem na mały ekran ich zmagania z siłami zła przenieśli Carlton Cuse („Lost”), Meredith Averill i Aron Eli Coleite. Rodzina Locke’ów od pokoleń mieszkała w posiadłości Massachusetts, która wygląda, jakby w niej straszyło. Ale nie duchy są tu problemem, a wymyślone przez protoplastów rodu klucze, a właściwie alternatywne rzeczywistości, przed którymi mają nas chronić. Ale ciekawskie rodzeństwo oczywiście otworzy puszkę Pandory…

„Derry Girls” (Netflix)

 

Wielokrotnie przeze mnie polecany serial to spełnienie marzeń o pozbawionym sentymentalizmu wspomnieniu z lat 90. Dziewczyny z irlandzkiego Derry, żyjąc w cieniu konfliktu, nie tracą poczucia humoru, wyczucia stylu (oprócz szkolnych mundurków noszą wszystkie ówczesne hity – gumki frotki, krótkie topy i sprane dżinsy) i gustu muzycznego (dzięki nim powróciłam do Take That, boysbandu mojej młodości). Przydałaby się nam równie lekka i mądra relacja o polskiej transformacji. Czy jest wśród nas tak zdolna scenarzystka jak Lisa McGee?

„Grown-ish”

 

Zoey (Yara Shahidi) z „Czarno to widzę” idzie na uczelnię. I robi tam to, co wszyscy studenci – bierze amfetaminę przed egzaminem, wikła się w trójkąt (a nawet kwadrat miłosny) i odkrywa swoją tożsamość. W tym przypadku – młodej, czarnej i utalentowanej kobiety w Stanach Zjednoczonych. Każda z postaci „Grown-ish” jest inna – różnią się kolorem skóry, orientacją seksualną i poglądami politycznymi.

Chociaż serial nakręcono w pozornie powierzchownej konwencji dla pokolenia Z (odniesienia do mediów społecznościowych są tu w każdym zdaniu), powstał naprawdę głęboki portret pokolenia. Ich siłą jest to, że nie uznają ograniczeń, słabością – lęki wynikające z bycia non stop online.

„Trinkets” (Netflix)

 

Najmniej znany serial w zestawieniu. Powstał na podstawie powieści Kirsten Smith, trafił na Netfliksa rok temu. Mierzy się z jednym z najrzadziej dyskutowanych, a wcale niebanalnym uzależnieniem – kleptomanią. Gdy licealistki Elodie, Moe i Tabitha, przedstawicielki różnych światów i szczebli szkolnej drabiny społecznej, spotykają się w Shoplifters Anonymous, okazuje się, że kradną z różnych powodów. Nie radzą sobie z emocjami, nie potrafią rozmawiać z rodzicami, ktoś je niszczy psychicznie. Przyjaźń zawarta w dziwnym miejscu daje im siłę, żeby przezwyciężyć nałóg, ale i odkryć w sobie siłę do życia.

„The End of the F***ing World” (Netflix)

 

Zanim sięgniecie po „To nie jest OK”, zobaczcie oba sezony angielskiej opowieści o wyrzutkach – Jamesie i Alyssie. On potajemnie marzy, żeby ją zabić, ona chce tylko uciec z domu. Zakochują się w sobie, popełniają morderstwo i kradną. „Bonnie i Clyde” pokolenia Z wzruszają nieporadnością w obliczu emocji. Nie mają specjalnego problemu z operowaniem bronią, ale powiedzieć: „kocham cię” to dla nich prawdziwe wyzwanie. Psychologicznie ze wszech miar przekonujące.

„Nastoletnia Maria Stuart” (Netflix)

 

„Tudorzy” dla nastolatków. Tytułowa monarchini, gdyby żyła dzisiaj, nie mogłaby jeszcze legalnie pić alkoholu ani prowadzić samochodu, ale w XVI w. nie dość, że wyszła za mąż i rodziła dzieci, to jeszcze rządziła potężnym państwem. Dworskie intrygi wciągają jak w „Grze o Tron”, ale z racji grupy odbiorczej w produkcji więcej niż przemocy jest romantyzmu. Serial emitowano w latach 2013-2017, ale na szczęście wciąż można go oglądać na Netfliksie. Czy Maria odjedzie w końcu w dal ze swoim rycerzem na białym koniu? I który z adoratorów okaże się miłością jej życia?

Anna Konieczyńska
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Iza ***21.10.2023, 13:26
Nie było i nie będzie już takiego serialu jak PLOTKARA. Oczywiście mowa o części pierwszej

Wczytaj więcej
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. Seriale dla fanów „Plotkary”
Proszę czekać..
Zamknij