Znaleziono 0 artykułów
04.04.2018

Silna kobieta obrasta w falbanki

Jacquemus wiosna-lato 2018 (Fot. Richard Bord, Getty Images)

Tak mogłyby się ubierać współczesna Scarlett O’Hara albo Ania Shirley: kobiety romantyczne i silne, wyprzedzające czasy, w których żyją. Wybrałyby rzeczy urocze, ale nieprzesłodzone, powstałe z tęsknoty za folklorem i motywami retro.

To się nazywa: znaleźć się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Simon Porte Jacquemus po przelotnej przygodzie z modą alternatywną powrócił do przeszłości w najlepszym możliwym wydaniu. Francuski projektant zadebiutował w 2009 roku, w wieku 19 lat, zainspirowany postacią swojej matki tak bardzo, że na nazwę marki wybrał jej panieńskie nazwisko. Jej styl, podpatrywany przez niego w dzieciństwie, które przypadło na lata 90., a także uchwycony na rodzinnych zdjęciach, które z zapamiętaniem studiował, stał się dla projektanta niezgłębionym źródłem inspiracji.

Moda francuskich kurortów z ich złotych czasów, bez taniego, celebryckiego blichtru, połączyła się w jego wyobraźni z sielskimi elementami strojów ludowych południowych regionów Francji: Langwedocji i Prowansji. Tych samych, w których spędzał dzieciństwo. Wykrochmalone bufiaste koszule, słomkowe kapelusze, rozkloszowane spódnice stanowią trzon odważnych, często asymetrycznych i zaskakujących kolekcji, które wychodzą spod jego ręki. Jacquemus daje odpocząć oczom od krzykliwego stylu ulicznego Vetements czy przeładowanych zdobień Gucci.

Na reakcję świata nie trzeba było długo czekać. Każda szanująca się sieciówka w 2017 roku ma w witrynie charakterystyczne bufki, groszki i oczywiście kapelusz. Sielankowa estetyka porywa tłumy. Film przygotowany na potrzeby tegorocznej letniej kampanii Jacquemus, „La Bomba”, wyreżyserowany przez Gordona von Steinera, przenosi nas jeszcze dalej na Południe. Korsyka, Martynika, Karaiby. Tak mogą się ubierać dziewczyny na wyspie, gdzie wiecznie świeci słońce, ale równie dobrze mogą przenieść te pomysły na miejskie, niekoniecznie pogodne ulice.

Od Yves Saint Laurenta do Joanny Klimas

Saint Laurent wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

Jacquemus nie był pierwszy. Po folkowe inspiracje sięgały już Vanessa Bruno czy Isabel Marant. Nie wspominając o Yves Saint Laurent, który potrafił w swoich kolekcjach przemycić kultury całego świata, podobnie jak Kenzo Takada czy później – Antonio Marras. Być może zbyt wiele było tam dosłowności, jak na nasze czasy (zresztą Marant kilkakrotnie została oskarżona o plagiat, np. przez meksykańską społeczność Santa Maria Tlahuitoltepec). Ale to temat na osobny artykuł.

Podobnie rzecz się miała w Polsce. Wielki powrót Joanny Klimas w 2009 roku odbył się przy pianiu koguta, wśród góralskich róż na intensywnym zielonym tle, asymetrycznych bufiastych koszul i przeskalowanych konstrukcji. Gdyby wydarzył się teraz, być może miałby szanse na lepsze zrozumienie. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się u Magdy Butrym. Projektantka garściami czerpie z polskiego folkloru i rzemiosła, budząc do życia zapomniane warsztaty tkackie czy kaletnicze, dziergając zimowe swetry w róże, zapinając bluzki na rzędy niekończących się haftek lub guzików. Nie jest to jednak ludowość oczywista, raczej dalekie od źródła echa, przenoszące sprawdzone techniki na zupełnie inny poziom.

Spod igły do Paryża

Zdarzył się też wyjątek. W 2015 roku ukraińskiej projektantce, Vicie Kin, udało się wprowadzić na salony typową ludową ukraińską suknię, zwaną „vyshyvanka”. To długa szata przewiązywana w pasie, z bufiastymi rękawami, misternie zdobiona kwiatowym haftem, oczywiście ręcznie. W oryginale zazwyczaj biała, z czerwono-czarnym lub niebieskim zdobieniem. W wersji Vity jedyną granicę stanowiła wyobraźnia. Pomarańczowe, turkusowe, zielone i czerwone egzemplarze pojechały w świat, pozdrawiając autorkę z modnych ulic Nowego Jorku, Paryża, a nawet Tokio. Upodobały je sobie m.in. Anna Dello Russo, Leandra Medine i Giovanna Battaglia, czyli królowe zdjęć ulicznych.

Anna Dello Russo w sukience marki Vyshyvanka (Fot. Melodie Jong, Getty Images)
Nadiia Shapoval w sukience marki Vyshyvanka (Fot. Vanni Bassetti, Getty Images)

Wydawałoby się, że czas tak kolorowego i wyrazistego projektu musi szybko przeminąć, tymczasem Vita Kin wciąż ma się dobrze, rozwija markę i wprowadza nowe, nieco mniej ludowe motywy. Cena takiej sukni plasuje się w okolicach tysiąca pięciuset euro, a chętnych nie brakuje.

Rozważna i romantyczna

Sporą rolę w lansowaniu trendu a la „rozważna i romantyczna” odegrały marki mniej znane, niezależne, ale dzięki internetowi lub splotom szczęśliwych przypadków znane coraz szerzej. Zasługi na tym polu mają między innymi: wspomniana wcześniej Magda Butrym, ale też Rejina Pyo oraz Johanna Ortiz. Kwiaty, koronki, falbanki serwowane są przez te projektantki w sposób daleki od kiczu, choć panie nie unikają dosłowności, zwłaszcza w czerpaniu ze stylu minionych dekad. Jednak kobiety, które wybierają propozycje na przykład od Butrym, potrafią nosić z klasą nawet tak dyskusyjną część odzieży, jak białe rajstopy.

Sylwetka z kolekcji Johanny Ortiz (Fot. Oscar Garces, Getty Images)
Rejina Pyo wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

Johanna Ortiz, która pochodzi z Kolumbii, również tłumaczy folkowe motywy na bardziej uniwersalny język. Nawet tradycyjne torby Wayuu mają u niej uspokajającą kolorystykę. Rzędy falban na spódnicach czy krótkich topach zaprowadziły zresztą Ortiz wprost na łamy „Vogue’a”, a zaraz potem na Net-a-porter. Z kolei Rejina Pyo, absolwentka Central Saint Martins o koreańskich korzeniach, założyła własną markę i poszła o krok dalej niż Jacquemus – maksymalnie uprościła wszelkie romantyczne akcenty. Jej specjalnością są szczegóły, które przyciągają: duże kamienne guziki, obniżone ramiona, dzięki którym nawet spore bufki zostają okiełznane, marszczenia na gładkich, sztywnych powierzchniach

Rejina Pyo wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)
Preen wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

W kobiece klimaty pełne falban i szczypanek wiosną 2018 wchodzą również Preen by Thornton Bregazzi, Isa Arfen, Fendi, a nawet Jil Sander (czy raczej Lucie and Luke Meier, którzy pod egidą marki projektują). Nawet Antony Vacarello dodał odrobinę niewinności swoim zwykle ultra-seksownym projektom i dla domu mody Saint Laurent stworzył przewrotną, pełną sprzeczności kolekcję.

Saint Laurent wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

Sen na jawie

Gdyby chcieć przywołać wrażenia, które towarzyszą opisywanej estetyce, można by sięgnąć do Nabokova (nie tylko postać Dolores Haze, ale też przelotnej Annabel Leigh – pierwszej miłości Humberta poznanej na francuskiej riwierze), Michałkowa („Spaleni słońcem” i nastrój leniwego letniego popołudnia), archiwalnych zdjęć rodziny Grimaldich czy francuskich stylowych „pin up girls”, Jane Birkin i Brigitte Bardot. Bieliźniane detale, nadmorska sielanka i stroje, które nie tylko chronią przed upałem, ale też zadają szyku…

Kwintesencją tego stylu, przeniesionego na domowe warunki, jest rosyjska marka Son Trava. Zajmująca sektor tzw. „leisure wear”, czyli „ubrań po domu”, oferuje luksusowe tuniki, sukienki, szlafroki i piżamy, w których można spokojnie podejmować nawet bardzo wymagających gości. Victoria Kapriz – podobnie jak Jacquemus –sporą część dzieciństwa spędziła nad morzem. Tyle że nie Śródziemnym, a Czarnym. I choć Rosja od Francji leży daleko, wrażenia projektantki są bardzo podobne. „Son Trava” to w dosłownym tłumaczeniu „śpiąca trawa” (wł. „sasanka”), co przywodzi słuszne skojarzenia z bliskością natury. I znów trochę tu gorsetowych sznurowań, haftek, ozdobnych guzików; tak kształtuje się równowaga, która utrzymuje markę na powierzchni zdrowego rozsądku.

 

Rejina Pyo wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

Wieczne wakacje

Preen wiosna-lato 2018 (Fot. Imax Tree)

Co nasiliło trend w naszych czasach? Czyżby życie w wiecznym pędzie i dojmująca tęsknota za wakacjami? Bo skoro nie da się wyjechać w tej chwili, to może warto sprowadzić choć odrobinę beztroskiego nastroju do teraźniejszości? A może za romantyczną falą w modzie kryje się chęć odpoczynku od wyrazistych, oficjalnych linii stroju biurowego, męskich zapożyczeń w kobiecej garderobie, a także obcisłych cielistych strojów w stylu Kim Kardashian?

Jeszcze jedna refleksja, nie bez znaczenia: żadna z opisywanych marek nie produkuje pokrowców na telefony komórkowe czy laptopy. Ba, wśród falban nierzadko brakuje kieszeni! No dobrze, może w mini-torebkę Jacquemusa da się wcisnąć smartfon. Ale z pewnością nie będzie łatwo go z niej wydobyć, kiedy ktoś zadzwoni.

 

Harel
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę