Znaleziono 0 artykułów
07.06.2020

Subiektywny przewodnik po sztuce LGBTQ+

Karol Radziszewski „Bez tytułu” (z serii „Hiacynt”), 2019 (Fot. dzięki uprzejmości BWA Warszawa)

Sztuka pozwala nam swobodnie obcować z treściami symbolizującymi ludzką potrzebę wolności ekspresji. Niezależna od politycznych poglądów, często porusza tematy sprzeciwiające się utartym schematom takim jak heteronormatywność. Zapytaliśmy znanych kuratorów o najważniejsze, ich zdaniem, dzieła o tematyce LGBTQ+. 

Sztuka o tematyce LGBTQ+ stanowi odważną próbę normalizowania różnorodności płciowej i indywidualności. Poprzez performance’y artyści szokują widza i zacierają ramy postrzegania płci jako sztywnego konceptu kulturowego. Z kolei w obrazach poddają analizie płynność płciową i wprowadzają przestrzeń do własnej interpretacji. Twórcy sprzeciwiają się patriarchalnym rolom społecznym i zachęcają widza do krytycznego spojrzenia na seksualność.

Zapytaliśmy ośmiu wyjątkowych kuratorów związanych z najważniejszymi instytucjami kultury, które z dzieł stanowią kluczowy moment w rozumieniu sztuki LGBTQ+ i jakie towarzyszą im przemyślenia.

Anda Rottenberg: Karol Radziszewski „Bez tytułu” (z serii „Hiacynt”)

Karol Radziszewski jest jednym z pierwszych w Polsce wyoutowanych artystów, którzy tematyce queer poświęcają bardzo dużo uwagi. Pamiętam, jaką rewelacją na warszawskiej scenie artystycznej był jego autobiograficzny film pokazujący czekanie artysty na wyniki testu na HIV/AIDS i nawiązujący do klasycznej pozycji światowej kinematografii – filmu „Cleo od piątej do siódmej” w reżyserii Agnès Vardy, którego bohaterka czeka na wyniki badań nowotworowych.

Nawiązania do klasyki są częstą metodą twórczą tego artysty. Na niedawnej wystawie w CSW również mieliśmy ich sporo. Jednym z nich był „Hiacynt” będący parafrazą obrazu „West” niemieckiego twórcy Neue Wilde A.R. Pencka. Cieliste tło obrazu Radziszewskiego pokryte jest podobnymi jak u Pencka piktogramami symbolizującymi sceny erotyczne oraz napisami „AIDS” czy „UB”. Tytuł, tło i znaczenie piktogramów przypominają słynną dzisiaj, ale niegdyś tajną akcję inwigilacji homoseksualistów w schyłkowym PRL-u. Zresztą wystawa w CSW została otwarta w rocznicę rozpoczęcia akcji „Hiacynt”, 15 listopada 2019 roku.

Magdalena Komornicka, Zachęta: Ania Nowak „Języki przyszłości”

(Fot. Maurycy Stankiewicz)

Performance „Języki przyszłości” Ani Nowak prezentowany w Nowym Teatrze w 2018 roku to spektakl – spekulacja o komunikacji międzyludzkiej w przyszłości, w którym przyglądamy się „analogowym” formom komunikacji, takim jak dotyk i mowa. W dzisiejszej rzeczywistości ta praca wydaje mi się jeszcze bardziej aktualna i ostatnio często wracałam do niej myślami.

W ostatnich latach queer przestał zajmować się w pierwszej kolejności krytyką normatywnych tożsamości czy modeli seksualności. Artyści i artystki zaczęli się zastanawiać, jak queerować czas i przestrzeń, instytucje, zjawiska i systemy. Nowak, queerując język, inicjuje wytwarzanie się nowej komunikacji. Ta praca wydaje mi się ciekawa również dlatego, że bada emancypacyjny potencjał choreografii, wykorzystując między innymi queerowe strategie.

„Języki przyszłości” nawiązują, wśród innych odniesień, do futurystycznego filmu porno „Cafe Flesh” z 1982 roku, w którym na skutek wybuchu nuklearnego większość ludzkości traci popęd seksualny, zaś nieliczni, którzy go zachowują, performują akty seksualne na scenie i na oczach publiczności. I tak, na pierwszy rzut oka, wygląda praca Ani Nowak. Ale tylko na pierwszy rzut oka!

Natalia Sielewicz, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie: Wojciech Puś „Endless”

Wojciech Puś „Endless” (fot. MSN Warszawa)
Wojciech Puś „Endless” (fot. MSN Warszawa)

Endless” to nieformalna wspólnota performerów zainicjowana w 2016 roku przez filmowca i artystę wizualnego Wojciecha Pusia, w skład której wchodzą osoby o bardzo różnych ścieżkach życiowych (niekoniecznie artystycznych), tożsamościach płciowych i rasowych, orientacjach seksualnych oraz narodowościach: Wojciech Puś, Magdalena Wawrzyńczak, Szymon Czacki, Jorge Benavides, Anton Tsyhulskyi, Pierre Emö, Pat Dudek, Lina Bembe i Josef Ostendorf. Ich działania przybierają zróżnicowane formy – od fabuły filmowej po performance’y i swobodne sytuacje, w których przecinają się różne potrzeby i pragnienia. Wojciech wspólnie z uczestnikami realizuje od jakiegoś czasu film, który określają mianem queerowej abstrakcji. W naszej kinematografii bardzo brakuje kina queerowego, a propozycja „Endless” nie dotyczy wyłącznie tematyki queeru, ale stawia pytanie, czym może być jej specyficzna estetyka i poetyka. Jest to swoista podróż przez transformację płci, rodzaj fantazji i utopii, w której bohaterowie przenikają się i rozmywają w sobie nawzajem. „Endless” pokazuje, że tożsamość jest czymś bardzo umownym, że nasze życie składa się ze współzależności od innych i że queer może być obietnicą wolności – politycznej, obyczajowej i egzystencjalnej.

Michał Suchora, Galeria BWA Warszawa: Adam Adach „She’s Only A Bird In The Sky”

Adam Adach „She’s Only A Bird In The Sky” (Fot. dzięki uprzejmości BWA Warszawa)

Dokładnie pamiętam, kiedy do mojego słownika weszło słowo „przegięcie”. Wychodziliśmy z rodzicami i braćmi z „Czarodziejskiego fletu” w poznańskim Teatrze Wielkim. Mój starszy brat stwierdził, że te wszystkie kolorowe kostiumy, arie, wielkie dekoracje i złoto wokół to było „przegięcie”. Słowo, które idealnie opisuje obecny głównie w XVIII- i XIX-wiecznych operach przerost formy, łamanie konwencji (albo odwrotnie – zamykanie się w nich) i spektakularność inscenizacji, wróciło do mnie jak bumerang stosunkowo niedawno w kontekście współczesnej kultury queerowej.

Obraz „She’s Only A Bird In The Sky” Adama Adacha inspirowany jest mało znaną w Polsce operą „Billy Budd”. Rozgrywająca się na pokładzie wypełnionego marynarzami (sic!) statku akcja obfituje w wątki homoerotyczne, takie jak przedstawiona na obrazie scena, w której podczas kolacji jeden z marynarzy wskakuje na stół i przyłożywszy sobie do piersi jabłka, udaje zalotną kobietę. W oczach Adacha ta krótka chwila zerwania z konwenansami binarnego świata, chwila „przegięcia” symbolizuje kryjącą się w każdym człowieku potrzebę nieskrępowanej wolności. Ten moment seksualnej tranzycji trwa tylko kilka sekund, wygląda jak seksistowski żart grupy podpitych marynarzy, ale niesie w sobie ogromny subwersywny potencjał.

Dawid Radziszewski, Galeria Dawid Radziszewski: Adam Rzepecki „Projekt pomnika Ojca Polaka”

Adam Rzepecki „Projekt pomnika Ojca Polaka” (Galeria Dawid Radziszewski)

Fotografia Adama Rzepeckiego zatytułowana „Projekt pomnika Ojca Polaka” to jedna z pierwszych prac w polskiej historii sztuki, w której podejmowana była kwestia performatywności płci. Na zdjęciu widać artystę, który przystawia do piersi córkę Joannę. Praca powstała w 1981 roku i była odpowiedzią na kult matki Polki wykorzystywany w propagandzie schyłkowego PRL. Dzisiaj, podobnie jak inny cykl Rzepeckiego, „Sztuka męska i inna” z początku lat 80., nabiera nowego znaczenia. Tamten wątek polityczny zatarł się, a na pierwszy plan wyszedł nowy. W 2015 roku oburzona Małgorzata Terlikowska poświęciła nawet „Projektowi pomnika Ojca Polaka” tekst na łamach „Frondy”, przy okazji krytykując wystawę „Gender w sztuce” w krakowskim MOCAK-u, którą fotografia Rzepeckiego wtedy promowała.

Jacek Sosnowski, Galeria Propaganda: Danh Vo „I M U U R 2”

W 2012 roku Danh Vo otrzymał nagrodę Hugo Boss Prize. Wyróżnieniu przyznawanemu we współpracy z Guggenheim Museum w Nowym Jorku towarzyszy tłusty czek na sto tysięcy dolarów. Vo przeznaczył pieniądze na wykupienie spadku po zmarłym na AIDS artyście Martinie Wongu. Była to kolekcja tysięcy przedmiotów, zbieranych przez lata przez tego ważnego dla nowojorskiego ruchu LGBT artysty. Wraz z matką Wonga, której przez lata nie udało się zainteresować tym przepastnym archiwum żadnego muzeum, Vo w geście głębokiej empatii uporządkował i przekształcił we własne prace całość kolekcji. Nietrudno się domyślić, że wraz z wystawą w muzeum Guggenheima liczne kolekcje ustawiły się w kolejce po coś, czego wcześniej nie chciały tknąć. Praca ta porusza na wielu poziomach. Imponuje tym, jak Vo wykorzystał swoją sprawczość w świecie sztuki do tego, aby w geście solidarności z matką Wonga naprawić wiele krzywd, których doznał on i jego cała rodzina za to, że był, kim był.

Zofia Krawiec: Liliana Piskorska „Silne siostry powiedziały braciom”

Z Lilianą Piskorską, czyli artystką, którą uważam za bardzo istotną w kontekście polskiej sztuki queerowej, poznałyśmy się kilka lat temu w Toruniu. Przyjechałam tam, żeby wygłosić wykład i zaprezentować badania, które przeprowadziłam do książki „Miłosny performans”. Liliana podeszła do mnie po spotkaniu i opowiedziała o swoich działaniach artystycznych. Niektóre z jej prac dotyczyły intymnych relacji i jej związku z ówczesną dziewczyną. Bardzo mnie zainteresowały, również ze względu na dużą dysproporcję między ilością queerowej twórczości kobiet i mężczyzn w polskiej sztuce współczesnej. Uważam, że queerowa sztuka tworzona przez kobiety jest w Polsce mocno niedoreprezentowana. Zdecydowanie brakuje historii i ekspresji nieheteronormatywnych kobiet.

Dlatego bardzo ważny jest dla mnie poetycki manifest w formie wideo „Silne siostry powiedziały braciom”. Praca ta opowiada przede wszystkim o przywileju bycia osobą heteroseksualną. Mówi też o świecie, który sprzyja osobom wpisującym się w normy, a innym funduje opresję, która zamienia ich życie w koszmar. A także jest fantazją na temat tego, jak mogłyby działać dziewczyńskie gangi. Sam tytuł pracy sugeruje pewne odwrócenie. Zmienia się tutaj linia tego, kto kogo prowadzi do rewolucji. To kobiety zachęcają swoich braci do walki. Praca ta zauważa też ważny temat różnicy w społecznym traktowaniu homoseksualizmu kobiet i mężczyzn. Przede wszystkim jednak przypomina o tym, jak ważne jest, by walka o dostęp do praw i równego traktowania prowadzona była każdego dnia, a nie tylko na demonstracjach. Jeżeli sami nie wywalczymy tych praw, to nikt z własnej woli ich nam nie da.

Piskorska zwraca uwagę, że queer może być częścią patriarchatu, bo może utwierdzać dominację mężczyzn. Mimo że powinien opierać się na strategiach emancypacyjnych, to podobnie jak sztuka współczesna może faworyzować obecność mężczyzn. Zadaje też trudne pytanie o miejsce przemocy w queerze. Przyznaje, że empatia ma sens, ale jednocześnie przypomina, że jeżeli queer będzie opierał się wyłącznie na empatii, to niczego nie wywalczy. Nie będzie sprawczy.

Marcin Różyc: Grace Wales Bonner „Ebonic”

Sztuka o tematyce LGBTQ+ jest dla mnie szczególnie ważna, gdyż utożsamiam się z co najmniej dwoma znakami z tego skrótu. Gdy zaczynałem badać historię kultury, zafascynowały mnie prace artystów o podobnej do mojej wrażliwości i stworzone blisko mnie, czyli w Polsce. Pragnąłem polskiego dziedzictwa queer. Odkryciem była dla mnie między innymi twórczość multidyscyplinarnego artysty Krzysztofa Junga, który tworzył w czasach PRL-u. Intelektualne, konceptualne spojrzenie mieszało się w jego sztuce z męsko-męskim pożądaniem. Na portretach przedstawiających Junga widzimy pięknego, seksownego mężczyznę z polskimi wąsami i fryzurą à la Jim Morrison, który w San Francisco stałby się pewnie ikoną i symbolem seksu. W filmie biograficznym o Krzysztofie Jungu tytułową rolę mógłby zagrać James Franco.

Z tekstów historyka sztuki Pawła Leszkowicza dowiedziałem się o sztuce Andrzeja Karasia, przedstawiciela polskiej sztuki krytycznej lat 90., który opowiadał o homoseksualnej pornografii. Kolejnym ważnym artystą jest dla mnie Karol Radziszewski. W 2005 roku zrobiliśmy razem wystawę „Pedały”, którą opisano w wydanej przez Tate Modern książce „A Queer Little History of Art”. Dzięki temu warszawska ekspozycja stała się częścią światowego dziedzictwa queer. Karol przeniósł swoje homoseksualne pożądanie na ściany prywatnego mieszkania. Pokryły je odważne murale oraz obrazy na płótnie. Zrobił to z dumą i bez wstydu. To był mój pierwszy kuratorski projekt.

 

Jednak tym jednym najważniejszym dziełem niech będzie dziś praca Grace Wales Bonner, fenomenalnej brytyjskiej kreatorki mody, która eksploatuje swoje nieeuropejskie korzenie. Matka Bonner jest Angielką, a ojciec Jamajczykiem. Zrealizowana w Victoria & Albert instalacja i performance „Ebonic” z 2015 roku może być symbolem wyzwolenia od opresyjnych norm dotyczących rasy, narodu czy płci. Symbolem ponadnarodowej, ponadpłciowej, ponadrasowej wolności są dla mnie czarni modele unoszący pięści w geście Czarnych Panter. Są ubrani w klejnoty, kapelusze, chanelowskie marynarki, sportowe bluzy, ubrania stworzone starymi afrykańskimi technikami, inspirowane stylem Feli Kutiego i fotografią Malicka Sidibé oraz Samuela Fosso, a także XIX-wiecznym malarstwem białych malarzy. Rasistowskie i płciowe klisze są dla Wales Bonner dekoracją i estetyką wykorzystywaną do antyrasistowskich celów. „Ebonic” to nowa „Wolność wiodąca lud na barykady”.

 

Wysłuchała Kamila Wojtkiewicz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę