Znaleziono 0 artykułów
10.07.2019

Tatuator jak psychoterapeuta

(Fot. Luka Łukasiak)

– Tatuowanie to sytuacja intymna – zbliżam się do moich klientów, obnażają się przede mną, pracuję przecież niejako na ich ciałach – mówi Kris Born Too Late z Zakładu Tatuatorskiego Syrena, który bierze udział w akcji Tatuaże Przeciw Homofobii, odbywającej się już w sobotę, 13 lipca w Warszawie.

Jakim jesteś tatuatorem?

Jestem krnąbrny. Niełatwo ze mną rozmawiać. A ludzie często traktują tatuatorów jak psychoterapeutów. Opowiadają mi więc o przełomach w życiu – rozstaniach, narodzinach dzieci, problemach w pracy. Trudno się temu dziwić. W końcu tatuowanie to sytuacja intymna – zbliżam się do moich klientów, obnażają się przede mną, pracuję niejako na ich ciałach. To siłą rzeczy stwarza bliskość.

Opowieści klientów pomagają ci stworzyć idealny dla nich tatuaż?

Tak, wsłuchuję się w ich potrzeby. Ale z opowieści wybieram to, co najistotniejsze, i staram się przełożyć na to język wizualny. Czasami rozmowa z klientem przed stworzeniem jednej kropki trwa tak długo jak przed wykonaniem tatuażu całych pleców. Bo dla większości osób zrobienie tatuażu, zwłaszcza tego pierwszego, to ważny moment w życiu.

Ty w taki sposób traktujesz też swoje tatuaże?

Nie, moje tatuaże powstawały spontanicznie. Pierwszy zrobiłem u Sławka w Manta Tattoo we Wrocławiu. Wcześniej na próbę tatuowaliśmy się z kolegami. Wciąż mam te wzorki, nie mam potrzeby ich ukrywać, bo choć nie są doskonałe, opowiadają historię. Teraz wybieram sobie artystów, których rysunki chciałbym na sobie mieć. I daję im dużą dozę wolności, mówiąc, że mogą zrobić na mnie coś, co zawsze chcieli wypróbować. Trochę tak, jakbym kupował do domu obraz ulubionego malarza.

(Fot. Luka Łukasiak)

A jak określiłbyś swój styl tatuowania?

Mój styl jest trudny, nie każdemu musi się podobać. To wypadkowa wszystkiego, co widziałem, czego się nauczyłem i czego doświadczyłem – historii sztuki, popkultury, podróży. Zdarza mi się tatuować kwiatki, jeśli klient tego oczekuje, ale łatwe motywy to nie do końca ja.

Jesteś absolwentem Wydziału Malarstwa na wrocławskiej ASP. Klasyczne wykształcenie cię wzbogaca czy bywa obciążające?

Umiejętności wyniesione ze studiów pomagają. Pułapką może się  okazać chęć utrzymania się w konkretnej konwencji czy kanonie. Ja staram się nie zamykać.

Wybór tego zawodu spotkał się ze zrozumieniem rodziny?

Tata na początku miał wątpliwości. Ale i tak mnie wspierał. Pożyczył mi nawet pieniądze na sprzęt. Tym bardziej byłem mu wdzięczny, bo wiedziałem, że wolałby widzieć we mnie malarza. A moja mama, Terenia, pozwoliła mi się tatuować w ramach lekcji. To było świetne! Zwłaszcza że lubię tatuować „starszaków”. Na początku są wycofani, potem cudownie się otwierają, by na końcu okazywać tatuatorom niezwykłą wdzięczność.

Już na studiach wiedziałeś, że zamiast malować obrazy, będziesz tworzyć rysunki na ciele?

Już wtedy kilkoro moich znajomych zajmowało się tatuażem. Ja wtedy wolałem graffiti, które nazywałem na potrzeby profesorów muralami. Tatuaże wydawały mi się kosztowną zabawą. Dziś zdecydowanie łatwiej zdobyć potrzebny sprzęt. Po studiach zacząłem jednak rysować wzory pod późniejsze tatuaże, a teraz je robię, kryjąc się pod pseudonimem Kris Born Too Late.

(Fot. Luka Łukasiak)
(Fot. Luka Łukasiak)

W graffiti kręciło cię ryzyko?

Nie, grafficiarze dzielą się chyba na tych, których kręci to, że ktoś może ich złapać, i takich jak ja, którzy do pracy potrzebują przestrzeni, ciszy i czasu, dlatego maluję w pustostanach, a nie w środku miasta, by za chwilę uciekać przed strażą miejską.

Z tej potrzeby własnej przestrzeni wynika to, że założyłeś własny zakład tatuażu?

Pewnie tak. Zwłaszcza że najczęściej zostawiam klienta w poczekalni, a sam na zapleczu rysuję wzory. Ale świadomie nazwaliśmy z kumplami nasze miejsce nie salonem, tylko Zakładem Tatuatorskim Syrena, bo ma służyć ludziom. Nie zawsze robię wzory zgodne w stu procentach z moim upodobaniem. Tworzę też na zamówienie.

Nawet te kontrowersyjne wzory – wilki, swastyki, flagi?

Nie tatuuję symboli nienawiści. Poza tym klimat naszego zakładu jest inny. Osoby, które chcą tatuować sobie żołnierzy wyklętych, trafią w odpowiednie dla siebie miejsce. Ale nie wiem, ilu prawaków wytatuowałem… Zakład jest miejscem, w którym spotykają się ludzie z różnych środowisk.

A czym dla ciebie jest ten zawód – sztuką, rzemiosłem, karierą?

Nie każdy tatuator jest artystą, czasami lepiej, gdy ktoś się za takowego nie uważa. Często ludzie po szkołach artystycznych, którzy nagle zaczynają tatuować, czują to w mniejszym stopniu niż ci, którzy sami uczyli się rzemiosła. Mi samemu trudno jest się określić. Wiem, że ten zawód wymaga jeszcze dodatkowych umiejętności – pokazywania się, oferowania swoich usług, prowadzenia biznesu.

Jakim płótnem jest ludzkie ciało?

Dziwnym. Każde jest inne, ma inny kolor, inną fakturę, inne detale.

Od tatuażu łatwo się uzależnić?

Zdarzają się osoby, które w ciągu miesiąca tatuują prawie całe ciało. Ja mam jeszcze sporo wolnej przestrzeni. Ale tatuatorzy, którzy sami nie mają ani jednego tatuażu, wydają mi się odrobinę niewiarygodni. Bo tego trzeba się nauczyć także przez własne doświadczenie, które jest lekcją tego, jak zachowuje się ciało. Jeśli tatuujesz tylko dlatego, że to jest cool, to nie ma takiej wagi.

Czujesz, że masz wpływ na życie ludzi, których tatuujesz?

Nie, bo tatuaże przestały być nieodwracalne – coraz łatwiej je zakryć, pokryć nowymi albo usunąć. Ale miewam momenty, gdy czuję, że tatuaże mają dla kogoś ogromne znaczenie, niemal terapeutyczne. Miałem jedną klientkę, która ciężko chorowała. Wychodziła ze szpitala po to, żeby zrobić sobie u mnie tatuaż. I widziałem, że dawało jej to szczęście. Cieszę się, że mogę komuś pomóc.

(Fot. Luka Łukasiak)

Pomagasz też w ramach akcji Tatuaże Przeciw Homofobii.

Jeśli mam możliwość pomóc, dlaczego miałbym tego nie zrobić? To dla mnie oczywiste. Akcja jest dla mnie ciekawym doświadczeniem, bo widzę, że ludzie używają tatuaży, żeby powiedzieć światu coś ważnego o sobie. Ja zawsze tatuowałem się dla siebie, a na przykładzie Tatuaży Przeciw Homofobii widzę, jak ważną rolę rysunki na ciele mogą odgrywać w tym, jak jesteśmy postrzegani.

A otwartość na innych jest domeną zawodu tatuatora?

Nie, albo to masz, albo nie. Trudno mi zrozumieć, jak można nie akceptować innych, bo mają inny kolor skóry, orientację seksualną albo płeć. Ale to nie ma nic wspólnego z moim zawodem. Otwartość jest w nas.

Tatuaże Przeciw Homofobii to zainicjowana przez KPH w 2017 roku cykliczna impreza, na której tatuatorzy i tatuatorki z całej Polski tatuują specjalnie na tę okazję zaprojektowane wzory, przekazując zysk z tatuaży na Kampanię Przeciw Homofobii, organizację społeczną działającą na rzecz osób LGBT, ich rodzin i bliskich. W tym roku impreza odbędzie się w trzech miastach: 13 lipca w Warszawie, 20 lipca we Wrocławiu i 27 lipca w Szczecinie, a cały dochód z tatuaży zostanie przekazany na działania skierowane do osób transpłciowych. Więcej informacji na www.kph.org.pl/tatuaze2019.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę