Znaleziono 0 artykułów
03.04.2018

Tiulowa rewolucja Molly Goddard

03.04.2018
Molly Goddard (Fot. Jamie Stoker)

W 2013 roku ceny ubrań z jej kolekcji dla ASOS zaczynały się od 150 funtów. Dzisiaj za projekty, które wyszły spod jej ręki, trzeba zapłacić wielokrotność tej kwoty. Molly Goddard to jedna z najgorętszych postaci w świecie mody. Brytyjka udowadnia, że szyk i wygoda mogą iść ze sobą w parze.

Moment, w którym Rihanna pojawiła się na ulicach Nowego Jorku w limonkowej sukience od Molly Goddard, z kolekcji wiosna-lato 2016, sprawił, że o jej autorce usłyszał cały świat. Ubrania tej młodej brytyjskiej projektantki szybko pokochały m.in. Edie Campbell i Adwoa Aboah, a zagorzałą fanką jej prac stała się sama Rei Kawakubo.

Projekty Goddard składają się w opowieść, której główna bohaterka jest cool, wygląda szykownie i uwielbia dobrą zabawę. To odpowiedź dorosłego świata na bajkę o księżniczce, która skończyła już 20 lat, lubi tiulowe sukienki, ale nosi je z dżinsami i T-shirtem.

Rihanna w sukienkce Molly Goddard (Fot. David M. Benett, Getty Images)

Przyjęcie ostatniej szansy

Brytyjka projektuje tylko takie ubrania, które sama chciałaby założyć. – Uwielbiam się stroić i czuć się wyjątkowo. Wybieram kolory i objętość, ale jednocześnie nie lubię, kiedy ubrania przeszkadzają mi w codziennym funkcjonowaniu i są niewygodne. Od zawsze nosiłam sukienki z dżinsami, najczęściej z butami sportowymi lub botkami – przyznaje Molly Goddard.

Uwielbiam się stroić i czuć się wyjątkowo.

Początki jej kariery nie były łatwe, choć zawsze kierowała nią miłość do mody. Absolwentka specjalizacji projektowania dzianiny na Central Saint Martin od dziecka szyła ubrania dla swojej siostry i przyjaciół. Pomimo starań, Goddard nie skończyła studiów magisterskich i w związku z tym przeżywała kryzys artystyczny.

 

tuesdays.

Post udostępniony przez badgalriri (@badgalriri)

Z pomocą przyszedł jej chłopak, który przekonał ją, żeby spróbowała jeszcze raz. Powiedział, że powinna zrobić takie ubrania, które sama uwielbia i będzie mogła się poddać dopiero po tej ostatniej próbie. Molly po nocach szyła sukienki w domu rodziców i przygotowywała się do kluczowej prezentacji. Po sześciu tygodniach ciężkiej pracy, podczas tygodnia mody w Londynie, Goddard urządziła przyjęcie, na którym wszystkie koleżanki miały na sobie jej projekty. Okazało się to strzałem w dziesiątkę.

Molly Goddard podczas konkursu LVMH w 2017 roku (Fot. Bertrand RindoffPetrof, Getty Images)

Rodzinna firma

Dwa niesamowite sklepy – Dover Street Market i I.T Hong Kong – złożyły zamówienie na kolekcję! Musiałam więc szybko znaleźć studio i kogoś do pomocy – wspomina Godard w rozmowie z Vogue.pl.

Żeby wyrobić się zamówieniami, przez kilka miesięcy szyła projekty od 8 rano do północy. Wsparcie znalazła u najbliższych. Alice, jej siostra, odpowiada nie tylko za stylizacje, ale również za casting modelek. Mama, która do tej pory była nauczycielką sztuki w szkole podstawowej, zajmuje się scenografiami każdego pokazu, a chłopak Thomas, który zmotywował ją do działania, jest jej partnerem biznesowym: – Pracuję z osobami, które moim zdaniem są najlepsze w tym, co robią. Świetnie współpracuje mi się z moją siostrą. Alice potrafi mnie niesamowicie zmotywować do działania, a przy okazji świetnie się bawimy. Z mamą rozumiemy się bez słów. Jest niesamowita i nawet z małym budżetem każdy element scenografii, który wyszedł spod jej ręki, wygląda autentycznie.

Molly Goddard z chłopakiem, Thomasem Shickle (Fot. David M. Benett, Getty Images)

Projektantka podkreśla jednak, że wspólna praca nie wpływa na jej relacje z rodziną poza pokazami: – Pracujemy razem tylko kilka tygodni w sezonie, a resztę czasu spędzamy w beztroskiej atmosferze, nie myśląc o pracy.

Szampańskie przyjęcia i 30 metrów materiału

Pokaz kolekcji Molly Goddard na sezon jesień-zima 2018-2019 (Fot. ImaxTree)

Pokazy Molly Goddard bardziej przypominają dobrą imprezę niż oficjalną prezentację kolekcji. Suzy Menkes w jednej ze swoich recenzji napisała, że projektantka chyba jeszcze nigdy nie przygotowała pokazu bez butelek szampana i kieliszków. Jej niekonwencjonalne pomysły na scenografię rozwijają się równocześnie z pracą nad kolekcją. Nie wszystko jednak da się zaplanować z wyprzedzeniem: – Często bywa tak, że wszystko dzieje się w ciągu dwóch ostatnich tygodni przed pokazem, gdyż np. miejsce nie jest jeszcze do końca potwierdzone, także wszelkie zmiany trzeba robić na bieżąco – wyznaje projektantka.

Prezentacja kolekcji Molly Goddard na sezon jesień-zima 2015-2016 (Fot. David M. Benett, Getty Images)

W sezonie jesień-zima 2015-2016 Molly urządziła lekcję malarstwa, podczas której nadzy mężczyźni pozowali do obrazów, tworzonych przez modelki ubrane w jej projekty. Fabryka kanapek, w której pracują modelki? Nie ma sprawy. A może industrialna kuchnia, w której według projektantki zawsze kończą się wszystkie imprezy? Słowo „nuda” nie istnieje w jej słowniku.

Pokaz kolekcji Molly Goddard na sezon jesień-zima 2018-2019 (Fot. Ben Broomfield)

Modelki chodzące w jej pokazach nie zawsze są profesjonalistkami. Siostry Goddard często szukają kobiet na londyńskich ulicach, zwracając uwagę przede wszystkim na osobowość. Od tego rozpoczyna się praca nad całą kolekcją. – Zazwyczaj wyobrażam sobie konkretną osobę i jej nastawienie, a następnie to, w co mogłaby być ubrana – wyjaśnia Vogue.pl. – Idę do biblioteki i przeglądam setki książek oraz magazynów. Odwiedzam targi, sklepy vintage i muzea. Staram się zgromadzić jak najwięcej informacji o wszystkim, co mnie fascynuje. W tym samym czasie nieustannie szkicuję – są to setki projektów, które powoli składam w pewną całość. Rozwijanie technik manipulacji materiałem oraz wybór odpowiednich tkanin są również niezwykle ważne.

Projekty Molly Goddard na sezon wiosna-lato 2017 (Fot. ImaxTree)

Zanim zobaczymy cokolwiek na wybiegu, prototypy ubrań najpierw trafiają do studia projektantki: – Możemy wtedy ocenić, co należy szybko zmienić i jak dodać jeszcze więcej materiału – opowiada Molly, która wykorzystuje ogromne ilości tkaniny. Do zrobienia jednej sukienki potrzebuje ok. 30-40 metrów tiulu.

Pracuję z osobami, które moim zdaniem są najlepsze w tym, co robią.

Styl młodej Brytyjki ewoluuje razem z jej projektami, nie tracąc jednocześnie nic z nieokiełznanej radości, która towarzyszy projektantce. Widać to dokładnie w kolekcji jej autorstwa na sezon jesień-zima 2018-2019: niegdyś szalone, tiulowe sukienki zmniejszyły teraz delikatnie swoją objętość i stały się bardziej odpowiednie do noszenia na co dzień. Nie są to jednak tylko dziewczęce propozycje. Projektantka zestawia z pozoru słodkie ubrania z kolorowymi rajstopami i sandałami na płaskiej podeszwie. Złota tafta, krótkie spódniczki i podwyższona talia – kobieta w stylu Goddard to w dalszym ciągu księżniczka, która uwielbia szaleć i ma w szafie trampki, ale czasami jest skłonna zamienić je na buty z niskim obcasem.

Goddard marzy o tym, żeby Miuccia Prada założyła jej projekty. Nigdy nie przestanie szyć ręcznie, bo wie, że między innymi właśnie za to Rei Kawakubo ceni jej twórczość. Finalistka prestiżowego konkursu LVMH w 2017 roku dołączyła do grona takich osób jak Alexander McQueen i Yohji Yamamoto, prezentując swoje kolekcje w museum V&A w ramach cyklu Fashion in Motion. Pytana jednak o następne ważne kroki w rozwoju swojej marki odpowiada dość enigmatycznie: – Nie mamy żadnych wielkich planów. Lubimy pracować uważnie i powoli. Chciałabym też pojechać na wakacje i wreszcie zwiedzić Japonię!

Molly Goddard podczas prezentacji w ramach Fashion in Motion (Fot. Tristan Fewings, Getty Images)

 

Katarzyna Pietrewicz
  1. Ludzie
  2. Portrety
  3. Tiulowa rewolucja Molly Goddard
Proszę czekać..
Zamknij