Znaleziono 0 artykułów
29.09.2019

Zbigniew Preisner: Cisza to najpiękniejsza muzyka

Zbigniew Preisner (Fot. materiały prasowe)

Kompozytor muzyki filmowej obchodzi w tym roku 40-lecie pracy artystycznej. Z tej okazji 5 października w krakowskiej Tauron Arenie odbędzie się wyjątkowy koncert. – Lubię modę Kenzo, Armaniego, Bossa i Versacego. Schudłem, żeby się mieścić w ich rozmiarach – mówi nam mistrz.

Kompozytor muzyki filmowej znany ze ścieżek dźwiękowych do filmów Krzysztofa Kieślowskiego („Podwójne życie Weroniki”, „Dekalog”, trylogia „Trzy kolory: Niebieski. Biały. Czerwony”), Agnieszki Holland („Europa, Europa”, „Tajemniczy ogród”), Luisa Mandokiego („Kiedy mężczyzna kocha kobietę”) czy Louisa Malle’a („Skaza”) obchodzi w tym roku 40-lecie pracy artystycznej. Z tej okazji 5 października w krakowskiej Tauron Arenie odbędzie się koncert, w którym wezmą udział: australijska wokalistka Lisa Gerrard, Teresa Salgueiro, sopranistka Edyta Krzemień, Józef Skrzek, Zbigniew Paleta, Dominik Wania, Jacek Ostaszewski, Marta Glenszczyk, Jerzy Główczewski, Piotr Salajczyk wraz z orkiestrą Sinfonia Varsovia, chórem Ars Cantandi, artystami Wrocławskiego Teatru Pantomimy oraz, gościnnie, Jerzy Trela i Anja Rubik. Podczas koncertu usłyszymy kompozycje filmowe i utwory z albumów „Requiem dla mojego przyjaciela”, „Silence, Night and Dreams” i „2016 Dokąd?”, „Twilight” oraz z nowego albumu nagranego z Lisą Gerrard i Dominikiem Wanią „Melodies of My Youth”, który ukaże się w dniu koncertu.

Zbigniew Preisner (Fot. materiały prasowe)

Skąd pomysł na zaproszenie Anji Rubik do udziału w październikowym koncercie?

Anja Rubik to dla mnie współczesna Joanna d’Arc, która walczy z seksualnym ciemnogrodem, jaki panuje w naszym kraju. I oczywiście wspaniale prezentuje modę. Cieszę się, że zgodziła się wziąć udział w moim koncercie. Niech jej występ będzie niespodzianką.

Śledzi pan trendy w modzie?

Podobają mi się ładne ubrania, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Lubię modę Kenzo, Armaniego, Bossa i Versacego. Schudłem, żeby się mieścić w ich rozmiarach.

Kto jest dla pana ikoną męskiego stylu?

Świetny styl miał Czesław Niemen – oryginalny, śmiały i pasujący do jego muzyki.

Opera, sonata czy mazurek?

Pink Floyd.

A czego słucha pan wieczorami?

Słucham ciszy, to najpiękniejsza muzyka.

Czy to właśnie ze względu na ciszę, która panuje pod wodą, uprawia pan nurkowanie głębinowe?

Lubię muzykę ciszy. Ale głębokie nurkowanie to także ryzyko, a ja lubię ryzyko. Poza tym nurkując, naprawiam swój zużyty kręgosłup po 40 latach siedzenia przy fortepianie i pisania muzyki.

Komponowanie bywa ryzykowne?

Ryzyko w sztuce jest zawsze metafizyczne, oceniane przez odbiorców.

Komponuje pan przy fortepianie?

Cztery rzeczy muszę mieć pod ręką: ołówek z gumką, papier nutowy, elektryczną strugaczkę i wszystko to przy fortepianie.

Zbigniew Preisner (Fot. materiały prasowe)
Zbigniew Preisner (Fot. materiały prasowe)

Ten instrument odgrywa ważną rolę w pańskiej muzyce, współpracował pan z wybitnymi pianistami, m.in. z Leszkiem Możdżerem. Nagrana przez niego w 1999 roku płyta „10 łatwych utworów na fortepian” jest jednym z pana najbardziej rozpoznawalnych albumów. Czy utwory są „łatwe” dla kompozytora, wykonawcy czy może odbiorcy?

Przymiotnik „łatwy” jest ironiczny. Łatwo się tego słucha, trudno to zagrać.

Kogo pan ceni w świecie pianistyki? Czy ma pan ulubionego zwycięzcę konkursu chopinowskiego?

Krystian Zimerman, 1975 rok. Pięć lat później żałowałem, że Ivo Pogorelić nie wygrał tego konkursu.

A gdyby miał pan wybrać ulubionego spośród dawnych mistrzów klawiatury – Rubinstein, Horowitz…?

Cenię jednego i drugiego, tak jak Ignacego Jana Paderewskiego, kompozytora i pianistę, ostatniego politycznego romantyka w tym kraju.

Podobnie jak Paderewski, mieszkał pan w Szwajcarii, przez 19 lat. Za co polubił pan ten kraj?

Miałem tam święty spokój, wspaniałe warunki do jeżdżenia na nartach, bezpieczeństwo i wiedziałem, że gdy się rano obudzę, prawo będzie takie samo jak wczoraj, tydzień temu, miesiąc temu i lata temu. I że służba zdrowia jest na służbie człowieka.

O swoim zawodzie powiedział pan kiedyś, że jest to najpiękniejszy zawód świata. Co zdecydowało o wyborze akurat tej ścieżki?

Nigdy nie myślałem o innej profesji, ale też, gdy byłem młody, nie myślałem o żadnej profesji. Zostałem kompozytorem, bo nie lubię rano wstawać. Nie chciałem chodzić na osiem godzin do pracy i wykonywać tego samego przez całe życie. Dziś ten najpiękniejszy zawód świata jest dobijany przez portale muzyczne. Płyt już praktycznie nie ma, winyle to zabawa dla koneserów, a Spotify płaci za jedno kliknięcie 0,0040 euro, co dzieli się na dystrybutora, właściciela nagrania i prawa autorskie. Współczuję młodym kompozytorom.

Studiował pan filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jaka była pana ulubiona lektura z czasów studenckich?

Simone Weil „Świadomość nadprzyrodzona”. To właśnie ona napisała, że „najpiękniejszą muzyką jest cisza, ale żeby coś usłyszeć, trzeba zagrać coś przed i po niej”. To są święte słowa.

Jednocześnie jest pan muzycznym samoukiem, nigdy nie ukończył pan szkoły muzycznej. Czy miał pan mistrzów w tym zawodzie?

Tworzę własną muzykę, nie wzoruję się na nikim, uczę się od samego siebie.

Zbigniew Preisner (Fot. materiały prasowe)

Podobno nauczył się pan komponować ze słuchu. Posiada pan słuch absolutny?

Słuch absolutny nie jest konieczny do bycia kompozytorem. Mam słuch absolutny do tego, żeby wiedzieć, czego nigdy nie napiszę.

A co powiedziałby pan młodym adeptom tego zawodu?

Przygotujcie się na nie najłatwiejsze życie albo znajdźcie bogatego partnera.

Specjalizuje się pan w muzyce filmowej, napisał pan ścieżkę dźwiękową do ponad 70 filmów. Jakie kino lubi pan najbardziej?

„2001: Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubricka to jeden z najważniejszych dla mnie filmów. Obejrzałem go chyba już po raz 50., dlatego że jest to film profetyczny. To, co powstało w umyśle Kubricka, dzisiaj staje się faktem. Scena wyłączania komputera i jego prośba, by go nie zabijać, przypomina prośbę naszej planety: „Nie zatruwaj mnie, chcę żyć”.

Ogląda pan filmy, przy których pan pracował?

Nie licząc tego, ile razy muszę obejrzeć film, pisząc muzykę i poza czasem, kiedy muszę być na premierze filmowej, to nigdy nie oglądam filmów, do których pisałem muzykę.

Gdyby miał pan szansę współpracować z jednym z nieżyjących mistrzów kina – poza Krzysztofem Kieślowskim – kto by to był?

Louis Malle. Szkoda, że zmarł. Pracowaliśmy nad następnym projektem, film miał być o Marlenie Dietrich. Bardzo brakuje mi Hectora Babenki, który też zmarł przedwcześnie, krótko po ukończeniu naszego ostatniego filmu, „My Hindu Friend”. Żałuję, że nie doszło do współpracy ze Stanleyem Kubrickiem. Mam od niego piękny list z propozycją napisania muzyki do jego następnego filmu, który miał kręcić po „Oczach szeroko zamkniętych”.

Mieszka pan w Jamnej, z dala od zgiełku miasta. Ale lubi pan też wracać do Krakowa, gdzie będzie pan świętował jubileusz pracy twórczej. Ma pan tam swoje ulubione miejsce?

Plac Na Groblach, bo tam spędziłem długie lata na bankietach u Janinki Garyckiej i Piotra Skrzyneckiego. To było magiczne miejsce.

Ada Arendt
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę