Znaleziono 0 artykułów
22.03.2020

Anna Piaggi: To ja ustalam reguły

Anna Piaggi (Fot. Nick Harvey/Getty Images)

Anna to więcej niż muza, to artystka – mówił Jean-Charles de Castelbajac o Annie Piaggi, redaktorce „Vogue Italia”, pisarce i wizjonerce, która dziś obchodziłaby 89. urodziny. – Każdego poranka tworzy coś zupełnie nowego. Myślę, że to najlepszy sposób walki z banalnością – dodawał Karl Lagerfeld.

Wydaje się oczywiste, że w biografii tak barwnej postaci, jaką była Anna Piaggi, moda pojawia się już w pierwszym rozdziale, czyli w dzieciństwie. Rodzina Anny, urodzonej w 1931 roku, pracowała w mediolańskim domu towarowym La Rinascente, do dziś znanym z dóbr luksusowych. Ojciec piastował stanowisko kupca i kierownika, matka – ekspedientki, a brat zajmował się grafiką oraz aranżacją sklepowych witryn. Z tamtych czasów najgłębiej zapadł Annie w pamięć nie szkolny mundurek, lecz kostium karnawałowy. W wieku czterech lat ubrała się w tradycyjny stój Holenderki i, jak wspominała: – Ta długa suknia, chodaki, czepiec i fartuch pokazały mi, kim chcę zostać. Odmieniły moje życie.

Anna Piaggi na pokazie Givenchy w 2007 roku (Fot. Michel Dufour/WireImage)

Piaggi nie przejawiała w młodości zainteresowania modą. Bardziej od języka ubrań ciekawiły ją języki świata, które jako au pair poznawała podczas licznych podróży. W latach 50. dostała posadę tłumaczki we włoskim wydawnictwie Mondadori. To tam poliglotka poznała miłość swego życia – fotografa Alfę Castaldiego. Wspólnie raczyli się winem w mediolańskim barze Jamaica, dokąd przychodziła powojenna cyganeria, m.in. Lucio Fontana, Giuseppe Ungaretti, Piero Manzoni i Ugo Mulas. Oczarowana ekscentryzmem artystów, Piaggi zaczęła poszukiwać własnej formy estetycznej ekspresji. Wierzyła w potęgę słowa pisanego, które zwykłe rzeczy potrafi zmienić w zachwycające zjawiska. Gdy opisywała sukienkę w kwiatowe wzory, robiła to w sposób techniczny, wplatając żargon francuskiego krawiectwa albo liryczny, pełen metafor. Nierzadko mieszała obie poetyki. Wkrótce została redaktorką mody w magazynie „Arianna”, jednym z pierwszych we Włoszech czasopism dedykowanych kobietom. Ci, co ją znali, pamiętają Annę stukającą w klawisze ulubionej czerwonej maszyny do pisania Olivetti Valentine zaprojektowanej przez Ettore Sottsassa.

Anna Piaggi (Fot. Dave M. Benett/Getty Images)

Podczas pobytu w Londynie w 1967 roku Piaggi spotkała Vernona Lamberta, nietuzinkowego kolekcjonera archiwalnych okazów mody, który ponoć umiał nie tylko wypatrzyć z oddali suknię Diora, ale i ją zadatować. Razem plądrowali targowiska na Portobello Road, Petticoat Lane i Bermondsey w poszukiwaniu ubrań z minionych epok. Nie po to jednak, aby zalegały w muzeach, lecz by zyskały nowe życie. Włoszka zakładała na siebie mini od Mary Quant, wiktoriańską kamizelkę i orientalny płaszcz z czasu II wojny burskiej. Tak rozpoczęła się jej przygoda z ekstrawagancką garderobą. Złapała kolekcjonerskiego bakcyla, wypełniając szafę kreacjami od Ossie’ego Clarka, Zandry Rhodes i Kenzo. Gdy wyjeżdżała na weekend, brała ze sobą kilka walizek ubrań, by mieć w czym wybierać. Nie pokazywała się publicznie dwa razy w tym samym stroju i robiła zdjęcia swoim stylizacjom, żeby nie stracić rachuby. – Stała się sceną dla mody, która nie jest modą, a absolutnie ekscentrycznym i niecodziennym sposobem ubierania się mówiła Rosita Missoni.

Anna Piaggi (Fot. Bertrand Rindoff Petroff/Getty Images)

Anna Piaggi na dobre weszła w świat mody, a jej znajomości z projektantami zataczały coraz szersze kręgi. W 1974 roku zaprzyjaźniła się z Karlem Lagerfeldem, który dowodził wówczas domem Chloé. Stała się dla niego wieloletnią powierniczką, ale i muzą. – Każdego poranka tworzy coś zupełnie nowego. Myślę, że to najlepszy sposób walki z banalnością – przyznawał Niemiec, który w 1986 roku wydał zbiór szkicowych portretów włoskiej dziennikarki. Do jej najbliższego towarzystwa należał też brytyjski modysta Stephen Jones, bez którego kapeluszy nie wychodziła z domu. O furażerkach, toczkach z woalką, cylindrach ze strusimi piórami i beretach (które nosiła na bakier) mówiła jak o swoich pupilach. A miała ich setki.

Nieszablonowemu myśleniu o modzie Piaggi dała upust w magazynie „Vanity”, którego była redaktorką naczelną w latach 1981–1983. – Chciałam w nim wyrazić fantazje, jednak ubrania wiązały się za bardzo z reklamami. Aby tchnąć w nie nowego ducha, zatrudniłam rysowników. Awangardowe czasopismo składało się niemal całkowicie z ilustracji opatrzonych krótkimi komentarzami w graficznych układach. Pomysł na aliaż obrazów i tekstu Piaggi kultywowała na łamach „Vogue Italia”, z którym związana była od 1988 roku do końca życia. Kreowała na rozkładówkach kompozycje z rysunków, fotografii oraz reprodukcji, które wspólnie tworzyły opowieść, odkrywały historyczne inspiracje i wytyczały nowe trendy. Tak wymyślone przez nią Doppie Pagine (dosł. podwójne strony) weszły do kanonu włoskiego „Vogue’a”, a w 1998 roku ukazały się w książce „Fashion Algebra”.

Vivienne Westwood, Jean-Charles de Castelbajac i Anna Piaggi (Fot. Dave M. Benett/Getty Images)
Anna Piaggi (Fot. Venturelli/WireImage)

Moda jest dla mnie niczym trans – wyznała kiedyś Piaggi. – Moją filozofią mody są humor, żart oraz gra. I to ja ustalam reguły. Potwierdzały to tworzone przez nią kolaże, w których wizerunek Marii Antoniny sąsiadował z butami od Christiana Lacroix; wzorzyste koszule mieszały się z meblarskimi antykami, a baletowy kostium z Bauhausu widniał obok sukienek z plastiku. Równie osobliwym kolażem były jej stroje: niepowtarzalne, surrealistyczne, często groteskowe. Ubiorem elektryzowała przechodniów, a projektantom dostarczała motywacji. W 2006 roku Victoria & Albert Museum uhonorowało włoską dziennikarkę wystawą pt. „Anna Piaggi: Fashion-ology”, na której pokazano blisko trzy tysiące kreacji z jej prywatnej garderoby.

Kiedy sześć lat później branżę mody obiegła wieść o nagłej śmierci Anny Piaggi, do redakcji „Vogue Italia” zaczęły zewsząd spływać wyrazy żalu. „Była wizjonerką z sercem ze złota. Bez niej świat będzie mniej kolorowy” – pisała Donatella Versace. Manolo Blahnik nazwał ją „ostatnim wielkim autorytetem w dziedzinie ubrań”, a Giorgio Armani – „jedną z najbardziej oryginalnych i subtelnie krytycznych postaci mody”.

Czerwone usta, jasno upudrowana twarz z rumieńcami i opadające na nią błękitne loki to niejedyne znaki rozpoznawcze Anny Piaggi. Pozostawiła w spadku niecodzienne wyczucie stylu, zręczne pióro oraz pionierskie, wizualno-narracyjne artykuły, które do dziś służą za wzorzec. Przypominała czytelnikom, że moda to nie tylko aktualne i przyszłe trendy, lecz także część kultury z długą i bogatą historią. Wyróżniała się na scenie mody, na której, jak zauważał Lagerfeld, była doskonałą aktorką, ale i autorką własnych sztuk.

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę