Znaleziono 0 artykułów
06.12.2023

Bartek „Fisz” Waglewski: Prostota rocka jest mi bliska

06.12.2023
(Fot. Bartek Wieczorek)

Dwa lata temu Bartek „Fisz” Waglewski śpiewał, że jest boomerem, a teraz wydaje młodzieńczą płytę „My” – pierwszą od 11 lat z zespołem Kim Nowak. – Na albumie jest sporo dystansu i nadziei. To próba odreagowania zmęczenia po bardzo trudnym czasie – mówi muzyk.

Zespół Kim Nowak, najbardziej rockandrollowe z wszystkich twoich muzycznych wcieleń, wydaje nową płytę po 11 latach. Potrzebowałeś sobie pokrzyczeć?

Bardzo bliska jest mi prostota rocka. Można się wykrzyczeć, można ironizować. Oczywiście mam świadomość, że to jest muzyka stara jak świat i nic nowego już się w niej nie da wymyślić. Nie próbowaliśmy. Chcieliśmy nawiązywać do korzeni rocka, do tych wszystkich riffów, które od lat 50. i czasów Bo Diddleya przewijają się przez różne sceny, czy to postpunka z lat 80., czy grungeu w latach 90. 

Mówisz, że ta muzyka jest stara jak świat, ale album „My” brzmi bardzo młodo. Wręcz zaskakująco młodo jak na człowieka, który kilka lat temu publicznie sam określił się mianem boomera, a tymczasem nagrywa głośne, buntownicze piosenki. 

Dla mnie muzyka rockowa, garażowa nie jest wyłącznie muzyką buntu, jest też muzyką dobrej balangi. Zasłuchiwałem się w takich zespołach jak Ramones czy Buzzcocks, które nagrywały świetne balangowe piosenki. Zresztą do tej pory najbardziej lubię bawić się przy postpunku. Bawić się, czyli skakać po kanapie.

Ramones i Buzzcocks potrafili imprezować, a czy Lionel Richie naprawdę, jak śpiewasz w piosence „Lajonel”, „ma wyj*****”?

Myślę, że ma (śmiech). Zawsze podziwiałem luz afroamerykańskiej muzyki z lat 70. Ten luz stanowił świetną opozycję dla wszystkiego, co działo się wówczas w punk rocku. Tam był bunt, skóry, poklejone włosy, a po drugiej stronie – Barry White czy Lionel Richie, którzy wyglądali, jakby nic nie było w stanie ich dotknąć. Nosili złote zegarki, fotografowali się w basenach, wiedli życie pełne przepychu. Słuchając muzyki afro z tamtego okresu, soulu czy hip-hopu, wydawało mi się, że na tym właśnie polega to, co dziś nazywa się swagiem. Dystans, lekkość bycia. I na albumie „My” jest sporo i dystansu, i nadziei. „My” to próba odreagowania zmęczenia po bardzo trudnym czasie. Choć oczywiście napisałem też kilka tekstów o tym, że świat się nadal chwieje. Z jednej strony widać zmianę, chociażby w liczbie młodych osób, które poszły na wybory. Z drugiej eskaluje kolejny konflikt, teraz pomiędzy Izraelem a Palestyną. Wyzwań jest zresztą więcej, choćby tych związanych z migracjami czy ociepleniem klimatu. Płyta Kim Nowak nie jest jednak publicystyczna. Wyraża emocje. Nadzieję, ale i wkurzenie. A sam „Lajonel” to muzyczny żart.


Cały tekst znajdziesz w grudniowym wydaniu magazynu „Vogue Polska”. Do kupienia w salonach prasowych, online z wygodną dostawą do domu oraz w formie e-wydania.

(Fot. Erdem Moralioglu)

 

Angelika Kucińska
Proszę czekać..
Zamknij