Znaleziono 0 artykułów
12.02.2019

Beata Forever

Być jak Beata / Fot. Monika Stolarska

„Być jak Beata” w Teatrze Współczesnym w Szczecinie to błyskotliwy spektakl o fenomenie Beaty Kozidrak. Ale jest to też sztuka o Polsce zupełnie niefenomenalnej: tej z kebabowej budki, festynu disco polo i pieszej pielgrzymki. Polsce uważanej przez wielu za obciachową, która marzy z takim rozmachem jak ta tak zwana europejska i wielkomiejska.

Z Teatrem Współczesnym w Szczecinie jest jeden zasadniczy problem. Mieści się on w Szczecinie. A Szczecin, o czym wie każde dziecko, na skraju świata leży. Jest polską Fisterrą, której nazwa od dwóch łacińskich słów pochodzi: finis – koniec i terra – ziemia. Uważali bowiem średniowieczni Europejczycy, że za Atlantykiem, nad którym galicyjska Fisterra się posadowiła, niczego już nie ma. Choć za Szczecinem, jak wiadomo, leży jeszcze Świnoujście. Tak czy siak, by dotrzeć do zachodniopomorskiej stolicy, mieć należy determinację ogromną. I nie mniejszą ilość czasu, bo pociąg jedzie tam bez końca, i nie ma przy tym znaczenia, skąd wyjeżdża. Skądkolwiek wyruszasz, do Szczecina droga wiedzie długa. Dlatego warto zaopatrzyć się w wypełniony termos, smakowity prowiant i co najmniej jedną grubą książkę. A kobiety od szóstego miesiąca ciąży wsiadać do pociągu nach Stettin w ogóle nie powinny, bo nie wiadomo, czy zdążą dojechać przed planowanym w dziewiątym miesiącu rozwiązaniem.  

Być jak Beata / Fot. Monika Stolarska

Są jednak takie sytuacje artystyczne, które do Szczecina natychmiast wyprawić się każą, bo pominięcie ich należałoby uznać za grzech śmiertelny. Jest taką sytuacją, bez wątpliwości żadnych to piszę, najnowsza premiera w Teatrze Współczesnym pod tytułem „Być jak Beata”. Naturalnie nie o Beatę Szydło tu chodzi, ni o Kempę Beatę, ale o jedną z ikon naszej muzyki popularnej, której piosenki znają wszyscy rodacy od jej rodzinnego Lublina do dalekiego Szczecina. I nie przesadzam tu wcale. Nie ma takiej potrzeby, gdyż nie znam ani jednej osoby urodzonej w granicach państwowych Polski, która nie umiałaby na pamkę choćby refrenów „Żal mi tamtych nocy i dni”, „Siedzę i myślę”, „Białej armii”, „Piechotą do lata”, „Co mi Panie dasz”, „Różowej kuli”, „Tej samej chwili” czy „Szklanki wody”.

Być jak Beata / Fot. Monika Stolarska

Tak, nie ma co dłużej z ujawnieniem jej imienia i nazwiska się wstrzymywać. Żadna to już tajemnica. W szczecińskim Współczesnym powstał spektakl o Beacie Kozidrak, ale także (o czym za chwilę) o Polsce, której frontwoman Bajmu matronuje jako Matka Boska Kozidrakowska. Tak ją na scenie przedstawił, w postaci dominującej na środku instalacji, scenograf Mirek Kaczmarek. O scenografii zresztą od razu trzeba powiedzieć, że jest „złota, a skromna”. Scenę otoczył Kaczmarek zwiewnymi „ścianami” z połyskujących w świetle, długich, złotych pasków, a na środku postawił wspomniany ołtarz naszej Błogosławionej (beatus to po łacinie błogosławiony/a), a przed nim klęczniki. Z lewej mamy jeszcze grający na żywo zespół (brawo dla Tomasza Lewandowskiego za świetne aranże, a dla zespołu za wykon), a z prawej proste toaletki, przed którymi można się przygotować do występu.

Być jak Beata / Fot. Monika Stolarska

A przygotowują się wszyscy, którzy mają na to ochotę, bo spektakl skonstruowany jest w formie castingu do filmu o Beacie Kozidrak. Trzeba do twórców wysłać najpierw klip (dobra wideorobota Kamili Paradowskiej) uzasadniający chęć zagrania, a potem przyjść i zaśpiewać jeden z kawałków Bajmu. Ktoś mógłby powiedzieć, że to dość prosty, żeby nie powiedzieć banalny, pomysł na spektakl (wymyślił go i napisał z Żelisławem Żelisławskim Piotr Domalewski). „Być jak Beata” udowadnia jednak, że nie o wielką komplikację chodzi (bardzo skomplikowanych i bezdennie durnych spektakli mamy ostatnio na pęczki), ale o jej wykonanie. A to w Szczecinie jest mistrzowskie. Mistrzowskie za sprawą połączenia sił twórczych i pomysłowości realizatorów pod dowództwem Magdy Miklasz, ale przede wszystkim aktorów Współczesnego, którzy dają imponujący popis swoich talentów i warsztatu. Trudno nawet tu wyłuszczyć, jakimi cudeńkami są kolejne wejścia na scenę Marii Dąbrowskiej, Magdaleny Wrani-Stachowskiej, Arkadiusza Buszki i Macieja Litkowskiego. A każda – jak mawia mój przyjaciel – osoba pochodzenia aktorskiego wciela się w kilka postaci: od zakonnicy, przez emerytowanego policjanta, drag queen i tureckiego emigranta, po wokalistę disco polo (to tylko kilka przykładów). Zresztą opisanie tego, co się dzieje na widowni, kiedy Arkadiusz Buszko śpiewa w discopolowej wersji bajmowy „Dzień za dniem”, jest zwyczajnie niemożliwe. Beata Kozidrak, która była na premierze i wyszła z niej zachwycona, musiała wtedy spaść ze śmiechu z teatralnego fotela.

Być jak Beata / Fot. Monika Stolarska
Być jak Beata / Fot. Monika Stolarska

Jest „Być jak Beata” bardzo dowcipnym i błyskotliwym spektaklem o fenomenie Beaty Kozidrak i Bajmu, bo trzeba być fenomenalną, by od ponad czterdziestu lat grać w największych salach koncertowych w kraju. Trzeba być fenomenalną, by zacząć karierę za rządów Edwarda Gierka i dotrwać w niezmiennie świetnej formie do dzisiejszych nie-rządów. Trzeba być fenomenalną, by usłyszeć od fanki: „Kiedy słyszę Bajm, myślę o tym, by zostać cekinem na białym kozaku Beaty” (w tym miejsku pokłon do samej ziemi oddaję autorce kostiumów Hance Podrazie). Ale jest to też spektakl o Polsce zupełnie niefenomenalnej: o Polsce z kebabowej budki, o Polsce z festynu disco polo, o Polsce z pieszej pielgrzymki, o Polsce, która, choć może dla wielu jest obciachowa i niewyjściowa, marzy z takim samym rozmachem jak „Polska europejska”. I Beata Kozidrak bardzo w tych marzeniach pomaga, bo jest dowodem na to, że można zrobić wielką karierę z wielkimi pieniędzmi, a przy tym nie stać się plastikowym wytworem przemysłu medialnego. Można mieć helikopter plus posiadłości na całym świecie i ciągle być dziewczyną z Lublina, która wyskoczy na scenę w kozaczku i panterce, bo tak lubi i już. Czy może więc kogoś jeszcze dziwić, że tak wielu chce być jak Beata?

Być jak Beata / Fot. Monika Stolarska

Piotr Domalewski, Żelisław Żelisławski „Być jak Beata”, reż. Magda Miklasz, Teatr Współczesny w Szczecinie, premiera: 2 lutego 2019 roku

Mike Urbaniak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę