Znaleziono 0 artykułów
02.03.2020

Brytyjscy projektanci wobec brexitu

Pokaz Shrimps  (Fot. Getty Images)

Brytyjscy kreatorzy i kreatorki nieustannie nawiązują do brytyjskiego dziedzictwa i dawnych tradycji. Nawet najwięksi kontestatorzy, obrazoburcy i awangardziści nterpretowali Union Jack, portrety królowej i hymn narodowy. Dziś Wielka Brytania stoi na rozdrożu, a może nawet nad przepaścią.

Nie jest już częścią Unii Europejskiej, lecz nie podpisała jeszcze rozwodowych dokumentów, które wpłyną na jej przyszłość. Los Zjednoczonego Królestwa jest niepewny, a podziały wewnątrz kraju są coraz silniejsze. Brytyjscy populiści rozbudzają nastroje nacjonalistyczne i przeróżne fobie. Towarzyszą im strach związany z globalnym ociepleniem i panika wywołana przez koronawirus. Projektanci i projektantki, wbrew katastrofie i rozpadowi, wciąż opowiadają jednak o wspólnym dziedzictwie. Szukają ukojenia w tym, co dawne, wspólne, bliskie. Nie niszczą flagi i wizerunków królowej tak jak kiedyś Vivienne Westwood. Nie przypominają też o narodowych traumach, o których opowiadał niegdyś Alexander McQueen. Chcą też zatrzymać katastrofę klimatyczną.

Ludzie-konie

Pokaz Loverboy  (Fot. Getty Images)

Przy okazji brexitu coraz więcej mówi się o niepodległości Szkocji. Jej mieszkańcy i mieszkanki chcieli, by kraj pozostał w Unii Europejskiej. Podczas londyńskiego tygodnia mody męskiej, niecały miesiąc przed brexitem, do szkockiej tradycji nawiązał niespełna 30-letni Charles Jeffrey Loverboy. Zafascynowały go zwyczaje mieszkańców South Ronaldsay, jednej z wysp archipelagu Orkady. Na tutejszej plaży odbywa się święto, podczas którego chłopcy przebierają się za konie. Ich stroje, inspiracja Loverboya, naśladują ozdobne końskie uprzęże i chomąta. Młodzi Szkoci zakładają je z okazji South Ronaldsay Boys Ploughing Match, wyścigu miniaturowych pługów. Do tradycyjnych kostiumów z South Ronaldsay nawiązywały serca, białe frędzelki i hafty, a także kroje projektów Loverboya. W kolekcji pojawiły się też: materiały wykonane w starej fabryce tekstyliów Lochcarron of Scotland, elementy szkockich uniformów policyjnych i odwołania do sztuki Margaret Mackintosh, twórczyni Glasgow Style, szkockiej odmiany secesji.

Charles Jeffrey wybiegł w smutną przyszłość i jednocześnie zabrał nas do czasów pogańskich, przedchrześcijańskich. Simon Costin, twórca Muzeum Brytyjskiego Folkloru oraz Muzeum Czarnoksięstwa i Magii, postawił na wybiegu osobliwy obiekt – ogromne stare drzewo z wielką dziuplą. Totem ozdabiały płyty CD i kula dyskotekowa. To postapokaliptyczna wersja pogańskiego ołtarza, któremu podczas show oddawano pokłony. Odbyły się też rytualne tańce do muzyki wypełnionej krzykami i grzmotami. Dąb był suchy, martwy. Nie przetrwał ekologicznej zagłady. Nie było na nim liści, zamiast nich wisiały płyty. Drzewo stanęło na tle zniszczonej ściany w sali The Battersea Arts Centre, architekt, który odnawiał budynek, celowo zostawił tu ślady zniszczenia.

Pokaz Loverboy  (Fot. Getty Images)

Nawiązań do natury i kultury agrarnej było więcej. Ręce modeli i modelek ozdabiały pierścienie z wielkimi kłosami pszenicy, których źródłem były dekoracje tworzone z okazji dożynek. Modele i modelki wyglądali jak pogańscy bogowie i boginie albo ich wyznawcy.

Wizja Loverboya była smutna, zapowiadała katastrofę. Nadzieję na przyszłość przynoszą jednak konkretne działania kreatora. Charles Jeffrey tworzył kolekcję z lokalnymi wytwórcami. Użył organicznej bawełny z certyfikatem Global Organic Textile Standard. Plastik pochodził z odzysku. Na zakończenie show modele i modelki złapali się za ręce i wspólnie tańczyli. 

Pokaz Richard Quinn  (Fot. Getty Images)

Perłowe królowe

Pokaz Richard Quinn  (Fot. Getty Images)

Do ludowego, lecz miejskiego i angielskiego święta nawiązał Richard Quinn, zdobywca pierwszej w historii Queen Elizabeth II Award for British Design. Nagroda, którą wręczyła mu w 2018 roku obecna na jego pokazie królowa, uhonorowała nie tylko konkretnego twórcę, ale też modę samą w sobie. Elżbieta II podkreśliła, że moda jest jedną z najistotniejszych gałęzi brytyjskiej kultury.

W najnowszej kolekcja Richarda Quinna widać nawiązania do kostiumów perłowych królów i królowych. Wywodzący się z klasy robotniczej władcy i władczynie noszą ubrania pokryte perłami i guzikami z masy perłowej. „Pierwszym perłowym królem był Henry Croft, sierota i zamiatacz ulic. W połowie lat 70. XIX wieku Croft szczelnie przykrył swój garnitur perłowymi guzikami, tworząc w ten sposób pierwszy perłowy garnitur. Zrobił to, by zwrócić na siebie uwagę podczas zbierania pieniędzy na domy dziecka i szpitale” – czytamy na stornie Museum of London. Od tego czasu perłowe kostiumy zakładane są z okazji akcji charytatywnych i dożynek obchodzonych w ubogim kiedyś wschodnim Londynie. Na perłowych spodniach dzwonach Quinna pojawiły się m.in. hasło „I Love You” i symbol serca. Projektant wykorzystał też brzmienie własnego nazwiska. Napisał na ubraniach „Good Safe the Quinn”, to parafraza hymnu Wielkiej Brytanii „God Save the Queen”, nad którym tak pięknie pastwili się kiedyś brytyjscy punkowcy. Podczas pokazu Walijka Hannah Grace wykonała przebój Abby „Dancing Queen”.

Kwiaty na tkaninach i kroje sukienek Richarda Quinna przypominają dawną brytyjską modę. Kwieciste materiały są wręcz symbolem Wielkiej Brytanii. Dawne estetyki zmieszały się w kolekcji z fetyszami – powłóczysta i kwiecista suknia ma na przykład lateksową górę. W kolekcji są też maski i czarne kominiarki z wielkimi ćwiekami. Połączenia Quinna przypominają styl Leigh Bowery, Australijczyka, który w latach 80. stał się ikoną progresywnego Londynu i kultury queer. Bowery był performerem, projektantem mody i osobowością życia nocnego. Mężczyźni na pokazie Quinna nosili na głowach chusteczki zawiązane pod szyją à la królowa Elżbieta. Były też tartan, czyli szkocka krata, i pepitka, której ojczyznami są Szwecja i Szkocja.

W gronie Elżbiety

Pokaz Shrimps  (Fot. Getty Images)

Garderoba królowej i jej rodziny jest dziś częstym źródłem inspiracji. Z pewnością wpłynął na to również sukces serialu „The Crown”. Królową miała na swoim moodboardzie kreatorka marki Shrimps. Firmę o nieco żartobliwej nazwie (krewetki) założyła londynka Hannah Weiland. Dom mody specjalizuje się m.in. w sukienka i bluzkach z falbanami i bufkami, a także w luksusowych sztucznych futrach wykonanych z tworzyw pochodzących z odzysku. Inspiracją do stworzenia najnowszej kolekcji był nie tylko styl Elżbiety II, która w listopadzie ubiegłego roku oświadczyła, że nigdy więcej nie założy prawdziwego futra. Na wybiegu wdać było również wpływ stylu księżnej Małgorzaty, jej siostry, i księżnej Diany, nieżyjącej synowej królowej. Inspiracją dla nadruku pokrywającego jeden z płaszczy oraz dywan, po którym chodziły modelki, były ogrody Balmoral, szkockiej posiadłości rodziny królewskiej.

Pokaz Erdem  (Fot. Getty Images)

Londyńska bohema

Pokaz Erdem  (Fot. Getty Images)

Do brytyjskich tradycji i historii sztuki nawiązał dom mody Erdem, którego projekty noszą m.in. amerykańskie drag queen Miss Fame i Aquaria.

Pokaz odbył się w National Portrait Gallery, najsłynniejszej galerii portretów na świecie. 12 marca otworzy się tu wystawa Cecila Beatona „Bright Young Things”. Na ekspozycji pokazane zostaną fotografie przedstawiające stylową brytyjską bohemę z lat 20. i 30., nieformalną grupę Bright Young Things. Imprezujący razem fani i fanki jazzu – arystokratki, artystki, awangardziści, pisarze… – nosili ekstrawaganckie ubrania, pióra, cekiny i perły. Przekraczali granice płci. Beaton fotografował siebie i swoich kolegów w dragu. Na zdjęciach widzimy m.in.: Babę Beaton, Baronessę DErlanger, Paulę Gellibrand, Annę May Wong, Olivera Messela czy Stephena Tennanta. Bohaterki i bohaterowie serii Bright Young Things stali się dla Erdem źródłem inspiracji. Jedna z sukien przypominała dodatkowo porcelanę kultowej angielskiej firmy Wedgwood.

Projektanci i projektantki z UK obsesyjnie czerpią z własnego dziedzictwa. To coś, co ich wyróżnia na tle świata. Jeszcze bardziej fascynujący rozdział o najnowszej modzie piszą Brytyjczycy i Brytyjki, którzy włączają do swojej twórczości tradycje Jamajki (Bianca Saunders), Iranu (Paria Farzaneh) czy Nigerii (Mowalola Ogunlesi).

Marcin Różyc
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę