Znaleziono 0 artykułów
08.08.2019

Cud na plaży

Plaża Mumbai (Fot. Ragul Krishnan/Hindustan Times via Getty Images)

To nie rząd śmieci, to my śmiecimy – mówi Afroz Shah. Prawnik z Bombaju dowiódł, że sami też możemy sprzątać. Z plaży Versova zebrał razem z sąsiadami 13 ton śmieci.

Kiedy w 2015 roku Afroz Shah, prawnik z Bombaju, przeprowadził się do nowego mieszkania nad brzegiem morza, zdał sobie sprawę, że w pakiecie dostał najbrzydszy widok świata. Codziennie rano z dziesiątego piętra patrzył na szaroniebieskie wody Morza Arabskiego i coś, co kiedyś było plażą Versova, a teraz zamieniło się w wysokie na półtora metra gnijące śmietnisko. Nie tak zapamiętał tę plażę z dzieciństwa. 20 lat wcześniej mieszkał tu z rodzicami i albo skakał przez fale, albo biegał po piasku, albo wspinał się na powyginane palmy kokosowe. A teraz plaża była długim na trzy kilometry wysypiskiem pełnym plastiku. W okolicy mieszkało ponad 55 tysięcy ludzi, wzdłuż kanałów wpływających do morza stały slumsy. Ściekami płynęły zanieczyszczona woda i plastikowa masa, w dodatku w tym miejscu morze nieustannie wyrzucało śmieci na brzeg.

Plaża Mumbai (Fot. Vidya Subramanian/Hindustan Times via Getty Images)

Randki z oceanem

W jeden z weekendów Shah po prostu założył gumowe rękawiczki, zszedł na plażę i zaczął zbierać śmieci do torby. W kolejny weekend zrobił to samo. W następny znowu. Po sześciu tygodniach podeszło do niego dwóch mężczyzn. Spytali, czy ma więcej rękawiczek. Nie powiedzieli nic więcej, po prostu dołączyli do sprzątania.
W ciągu dwóch lat w każdy weekend Afroz Shah sprzątał plażę z coraz większą liczbą wolontariuszy – w 30-stopniowym upale, po kolana w gnijących śmieciach. Sam płacił za ciężarówki, z których każda miała pojemność czterech ton. W dwa dni wolontariusze zapełniali je 20 razy. 
Jednocześnie Shah prowadził kampanię w okolicy plaży Versova. Pukał od drzwi do drzwi i wszystkim tym, którzy chcieli słuchać, opowiadał o tym, że w ciągu roku wyrzucamy do oceanów od ośmiu do 13 milionów ton plastiku, że torebka plastikowa rozkłada się nawet 1000 lat, że do 2050 roku oceaniczny plastik będzie ważył więcej niż wszystkie ryby razem wzięte, że plastik – pod wpływem słońca – rozpada się na mikrocząsteczki, jedzone przez ryby, które potem trafiają na nasze talerze. Opowiadał o zanieczyszczonej, toksycznej wodzie w kanałach, która powoduje choroby. 
W slumsach Shah z wolontariuszami wyczyścili wspólne toalety, dawali przykład, sprzątając brzegi kanału i czyszcząc z podgniłych śmieci korzenie mangrowców. Nigdy nikogo nie zmuszali do pomocy, nie zawstydzali. Po prostu sprzątali.
Shah swoje weekendy zaczął nazywać „randką z oceanem”. Na randki dołączało coraz więcej wolontariuszy – dzieci z okolicznych szkół i mieszkańcy apartamentowców, ludzie ze slumsów, Bombajczycy z innych dzielnic, politycy i aktorzy Bollywood (z Wielkim B, bogiem Bollywood – Amitabhem Bachchanem – na czele). Ponad tysiąc osób w soboty i niedziele zbierało się, żeby sprzątać plażę. W dwa lata usunęli 13 tysięcy ton śmieci i wyczyścili 52 publiczne toalety. Plaża zmieniła się w piaszczystą oazę, na której Shah planuje posadzić pięć tysięcy palm. Chce, żeby to znowu była kokosowa laguna, którą pamięta z dzieciństwa.

Oczyszczanie plaży w Mumbai (Fot. Hemanshi Kamani/Hindustan Times  via Getty Images)

Małe kroki, duży wpływ

ONZ ogłosił czyszczenie Versova największym projektem oczyszczania plaży na świecie. I przyznał Shahowi – jako pierwszemu Indusowi – nagrodę Champions of the Earth. Od tego czasu Shah udzielił wielu wywiadów, ale we wszystkich mówi o tym samym: o odpowiedzialności. 
– Razem z prawami przychodzą obowiązki, a jednym z nich jest ochrona środowiska. Myślimy, że wypełniamy ten obowiązek, krytykując rząd. Ale to nie rząd śmieci, to my śmiecimy – mówił Al Jazeerze.
W „Guardianie” dodawał: „Straciliśmy poczucie przynależności. Możesz mieć prawa, zasady, regulacje – ale jeśli wspólnota nie ma poczucia przynależności – sami widzicie, co się dzieje”.
W krótkim filmie nakręconym dla U.S. Green Building Council tłumaczył: – Nie robię tego dlatego, że jestem święty. Robię to z bardzo egoistycznej potrzeby chronienia planety. Przestaliśmy się czuć związani – sami ze sobą, z naszymi krajami, z oceanami, ze środowiskiem. Poczucie przynależności jest tylko w słowach. Liczymy na to, że kiedyś pojawi się jakieś prawo, które oczyści oceany z całego plastiku. Że zostaną stworzone jakieś zasady. Że z nieba zleci Superman i rozwiąże problem. To nie tak! Małe kroki, duży wpływ. Zacznij od siebie. Największa świadomość pojawia się z działaniem, nie ze słowami. Czy rząd mówi ci, jak masz wychowywać dzieci? Czy rząd mówi ci, jak się zakochiwać?.

Sprzątanie jest zaraźliwe

W Versovie Shah przywrócił poczucie wspólnoty i odpowiedzialności za otoczenie. Odpowiedzialności bardzo podstawowej, która polega na podniesieniu śmiecia z plaży. Odpowiedzialności, której brakuje wielu z nas. 
W zeszłym roku mieszkałam przez jakiś czas na Bali, raz w tygodniu jechałam nad morze. Plaża nie była zarzucona plastikiem, ale co kilka kroków natykałam się a to na kubeczek, a to na torebkę, a to na filtr po papierosie (to też jest plastik!). Akurat to miejsce upodobali sobie surferzy, w wodzie zawsze było przynajmniej kilkanaście osób, na plaży kilkadziesiąt – ze swoimi psami patrzyli na zachodzące słońce. Nikt się po te śmieci nie schylał, choć kosze stały kilka metrów dalej, przy linii knajp. A przecież wystarczyłoby, żeby każdy, wychodząc z plaży, po prostu podniósł pięć plastikowych odpadków i wyrzucił je do kosza – plaża byłaby czysta w ciągu kilku godzin. 

Plaża Versova (Fot.Shashi S Kashyap/Hindustan Times via Getty Images)

Bo sprzątanie jest zaraźliwe. W Indiach z przyjaciółmi z centrum nurkowego w mieście Pondicherry w każdą pierwszą środę miesiąca umawialiśmy się na „Beach Cleanup”. Na kamienistej plaży kręciliśmy się wokół głównego deptaku w rękawiczkach, z torbami na śmieci (najdziwniejsza rzecz, jaką znalazłam, to wcale nie szczoteczki do zębów i grzebienie – ale nasiąknięte słoną wodą dżinsy). Zaczynaliśmy w 15 osób, kończyliśmy w 40. Dołączali do nas turyści i wieczorni spacerowicze, a zaaferowane dzieci spomiędzy kamieni wygrzebywały plastikowe butelki. 
Tak samo było w Tajlandii, dzień po sylwestrze, kiedy z przyjaciółką zbierałyśmy plastikowe kubeczki i fragmenty szkła. Na plaży pojawiało się coraz więcej osób, które kaca chciały wyleczyć porannym pływaniem. Patrzyli ze zdziwieniem: to my tak naśmieciliśmy? I dołączali do sprzątania. Choćby na pięć minut. 
 

W 2018 roku na plaży Versova zaobserwowano żółwice oliwkowe składające jaja (to najmniejszy i najliczniejszy z siedmiu gatunków żółwi morskich – z których wszystkie są narażone na wyginięcie). Po dwóch miesiącach po raz pierwszy od co najmniej 20 lat wykluły się tutaj żółwie. Wolontariusze zebrali się, żeby chronić zwierzęta przed dzikimi psami i polującymi ptakami. A tłumy zgromadziły się, żeby obserwować (i nagrywać) przemarsz około setki żółwików po czystym piasku w stronę morza.
Cuda się zdarzają. Trzeba im tylko trochę pomóc i podnieść pierwszy śmieć.

Katarzyna Boni
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę