Znaleziono 0 artykułów
11.09.2021

Kristen McMenamy: Powrót supermodelki lat 90.

Kolaż David Vo

Ikona wybiegów z lat 90. założyła konto dopiero w kwietniu tego roku. Na instagramowym profilu Kristen McMenamy znajdziecie mnóstwo inspirujących stylizacji, bo 56-letnia modelka wciąż żyje modą.

Wydaje się, że istnieje określony wzór na instagramowy profil modelki. Starannie wybrany pokaz slajdów z najnowszej sesji dla czasopisma lub kampanii reklamowej? Jest. Artystyczne selfie w lustrze z udziałem dobrze zapowiadającego się projektanta? Jest. Pozornie niepozowane zdjęcie z wakacji przedstawiające jaskrawe bikini na tle błękitnej wody? Jest. Gdy już przyzwyczaimy się do tak estetycznych, przyjemnych dla oka obrazków, scrollowanie instagramowego konta supermodelki Kristen McMenamy sprawia wrażenie skoku do lodowatego basenu. Wyjątkowo odświeżające doświadczenie.

W wieku 56 lat nadal jest tak samo pełna energii, stylowa i prowokująca jak wtedy, gdy pod koniec lat 80. i na początku 90. zyskiwała sławę jako twarz Chanel i Versace. I choć na Instagramie pojawiła się dopiero w kwietniu tego roku, 30 000 obserwujących jej profil to śmietanka świata mody. Sekcję komentarzy pod jej postami rozświetlają swoją obecnością takie gwiazdy jak Naomi CampbellAlessandro MicheleMarc JacobsKaren ElsonInez i Vinoodh oraz wielu innych.

Wpadając do instagramowej króliczej nory McMenamy, możecie trafić na pudroworóżową marszczoną suknię Molly Goddard narzuconą na wściekle zielony top Balenciagi; slip dress Christophera Kane’a zestawioną z gumowymi birkenstockami; wspaniały gotycki skórzany płaszcz Marca Jacobsa połączony z butami Kiki na platformach od tego samego projektanta; a nawet bluzę z kapturem w kolorze słonecznika i spodnie dresowe streetwearowej marki Palace. Na jednym, szczególnie zapadającym w pamięć zdjęciu leży na aksamitnej sofie, kompletnie naga, a jej jedynym dodatkiem są wypielęgnowane paznokcie. Post podpisała: „Keep it Real!!???”

To oczywiste, że McMenamy ciągle żyje modą, choć minęły już prawie cztery dekady jej obecności w branży. Gdy łączymy się, by porozmawiać, siedzi w gościnnej sypialni swojego londyńskiego domu, która pełni teraz rolę drugiej garderoby (Czego byśmy nie dały, by przez godzinę lub dwie pobawić się w tej szafie). – Siedzę na podłodze, ponieważ łóżko zostało zajęte przez mojego psa – mówi z nosowym pensylwańskim akcentem, wciąż słyszalnym, choć w Wielkiej Brytanii mieszka od prawie 30 lat. Ale po kolei: Dlaczego dopiero tej wiosny zdecydowała się na obecność na Instagramie? – Przez długi czas nie chciałam tego robić, ponieważ – szczerze mówiąc – wydawało mi się, że będę przez to fajniejsza – mówi McMenamy. – Wszyscy ci ludzie chwalący się swoim wspaniałym życiem, nie jest mi to do niczego potrzebne, bla bla bla. Potem, w czasie lockdownu, pomyślałam: „Chwileczkę… Całe swoje życie, od kiedy miałam 16 lat, poświęcam modzie, oprócz czasu, gdy zrobiłam sobie wolne, by urodzić dzieci. To moje życie, które kocham. Mam dużo ubrań i uwielbiam każde z nich. Dlaczego nie pokazać tego na Instagramie?”.

W tej dziwnej, niesamowitej nowej podróży pomagają jej (początkowo niechętnie) dzieci: Lily McMenamy, sama odnosząca sukcesy jako modelka i reżyserka ruchu, oraz dwóch nastoletnich synów ze związku z fotografem Milesem Aldridge’em. – Moje dzieci na początku myślały: „Nie chcemy mamy na Instagramie!” – mówi, po czym wybucha zaraźliwym śmiechem. – Ale teraz mają mamę na Instagramie, więc muszą z tym żyć!

Jedną z korzyści, jakie wiążą się z byciem dziećmi supermodelki, jest to, że dostają wynagrodzenie za pracę przy tworzeniu zdjęć na Instagrama. – Robią trzy zdjęcia, po czym mówią: "Gotowe. Gdzie moje pieniądze?”. Ale trzy zdjęcia nie wystarczą! Zrobiłam kilka sama, ale nie znoszę selfie, bo przeszkadzają mi moje ramiona. Próbowałam robić zdjęcia w lustrze, ale nie wychodzą mi – mówi. – Zainwestowałam w wiele par okularów, ponieważ po tylu latach nadal nie umiem się malować, własnoręczny makijaż sprawia, że wyglądam gorzej. Pat McGrath przysyła mi kosmetyki, co jest bardzo pomocne, ponieważ zmusza mnie do odkrywania nowych rzeczy. Tworzą nastrój, mogę być więc punkiem, kiedy chcę, damą, kiedy chcę, intelektualistką. Ale nigdy nie chcę.

McMenamy zawsze prezentowała specyficzne podejście do ubrań – już w czasie, gdy dorastała jako trzecie z siedmiorga dzieci w katolickiej rodzinie żyjącej we wschodniej Pensylwanii. – Kiedy nie miałam pieniędzy, chodziłam do lumpeksów i sama przerabiałam dla siebie ciuchy – mówi. – Widziałam, jak ludzie na ulicy się ze mnie śmieją, co trochę mnie bolało, bo taka właśnie byłam. Po przeprowadzce do Nowego Jorku i odwiedzeniu wszystkich największych agencji modelek jej kariera rozpoczęła się na dobre, gdy została wysłana do Paryża. To tam wpadła do jaskini Aladyna, pełnej ubrań vintage. – Nigdy nie miałam określonego stylu – mówi. – Zawsze wymyślałam go z dnia na dzień, zależnie od tego, jak się czułam czy jaka była pogoda.

Jej niezależne podejście do mody wyjaśnia, dlaczego McMenamy w 2021 roku nadal czuje pociąg do młodych projektantów. – Większość ubrań kupuję w internecie, nie jestem miłośniczką zakupów w tradycyjnych sklepach – mówi. – Moja córka, która pracuje ze wszystkimi młodymi projektantami, którzy są teraz na topie, zapoznała mnie z kilkoma markami, takimi jak Chopova Lowena. Miała na sobie jedną z ich kreacji, więc zapytałam: „Skąd masz tę sukienkę? Jest przepiękna!”. Od tamtego czasu jestem ich fanką. Uwielbiam Marine Serre. To tak prosty pomysł, który pasuje idealnie. Jestem też dziewczyną Gucci i Balenciagi, to, co robi Demna, jest niesamowite.

Ma to sens, ponieważ to, że umie zmieniać swój styl jak kameleon – nadprzyrodzona umiejętność mieszania mody wysokiej z niską – jest wizytówką McMenamy.  Rozpoczęła karierę pod koniec lat 80., z burzą kasztanowych loków, prawie 180 cm wzrostu oraz uderzająco bladą cerą. Jednak jej prawdziwe piękno dostrzeżono dopiero wtedy, gdy legendarny stylista fryzur Garren obciął jej włosy na krótko, w stylu Louise Brooks, i pofarbował je na czarno (a François Nars podobno zgolił jej brwi). Szybko stała się muzą niektórych najbardziej wpływowych postaci w branży mody, od Karla Lagerfelda po Stevena Meisela. – Kiedy pracowałam jako modelka, Karl dawał mi jakieś ubranie, a ja czasem je cięłam. Wracałam do showroomu w czymś, co miało być spódnicą do ziemi, a teraz przypominało bieliznę – dodaje. Musiał być przerażony. Później w modzie pojawił się grunge, a McMenamy wystąpiła nie tylko w niesławnym pokazie kolekcji wiosna 1993 Marca Jacobsa, gdzie trzymała się za ręce z Kate Moss, lecz także w przełomowej sesji dla „Vogue’a” autorstwa Meisela wystylizowanej przez Grace Coddington, co umocniło jej status prawdziwej gwiazdy. 

Choć nazwisko McMenamy ciągle pojawia się w dyskusjach o supermodelkach, które zdefiniowały lata 90., nadal czuje się outsiderką. – Uwielbiam te dziewczyny, ale jeśli chodzi o ich urodę, ja byłam kimś w rodzaju antychrysta – mówi. – Nie wiem, na ile zostałam zapamiętana przez przeciętnego człowieka, w porównaniu do Naomi Campbell (która była druhną McMenamy na jej ślubie z Aldridge’em), Cindy Crawford lub Christy Turlington. Nie wydaje mi się, by ktoś wieszał sobie plakaty z moimi zdjęciami nad łóżkiem. Ale w sumie mi się to podoba.  

Jednak czy nie jest tak, że McMenamy nie docenia swojego dziedzictwa? – W zeszłym tygodniu poszłam na premierę książki swojego przyjaciela, gdzie podeszły do mnie trzy osoby, mówiąc: „Uwielbiamy twoje konto na Instagramie, jesteś naszą ulubioną modelką, czy możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie?”. Serce prawie wyskoczyło mi z klatki piersiowej, pomyślałam: „O Boże!” Ktoś zapytał mnie: „Nie przeszkadza ci to?”, a ja na to – McMenamy robi pauzę, po czym wykrzykuje wysokim głosem: „Przeszkadza mi? Oszalałaś? Oczywiście, że nie!”. Cudownie jest usłyszeć, że ktoś cię uwielbia. Kto by się nie cieszył?

Jednym z najbardziej uroczych elementów obecności McMenamy na Instagramie jest sekcja komentarzy, gdzie w czasie rzeczywistym można obserwować, jak kontaktuje się ponownie z przyjaciółmi, z którymi pracowała w szalonych latach 90. – Z różnych powodów, o których kiedyś dowie się jakiś terapeuta, przez pewien czas nie rozmawiałam z nikim z branży – mówi o latach 2000, gdy przestała pracować jako modelka, by skupić się na rodzinie. – Naprawdę odcięłam się od ludzi. Wtedy zorientowałam się, że moimi przyjaciółmi byli jedynie ludzie z branży, ponieważ pracowaliśmy ze sobą przez całą dobę. Nie wyglądało to jak normalne spotkania z przyjaciółmi, z którymi umawiasz się na obiad – my zacieśnialiśmy więzi w garderobach, w podróżach, w samolotach, w studiach fotograficznych. Gdy przestałam pracować, w pewnym sensie zakończyłam te przyjaźnie, co nie było dobre, ale widzę to dopiero z perspektywy czasu. Więc naprawdę się cieszę, że znowu mamy kontakt.

Wydaje się więc, że radość z obecności McMenamy na Instagramie czerpią obie strony. To miejsce, gdzie jej przyjaciele i fani mogą zachwycać się jej charakterystycznym podejściem do mody, ale dla niej jest to jednocześnie szansa na znalezienie nowej, bardziej niezależnej ścieżki kariery, która zawsze najlepiej rozwijała się, gdy działo się coś nieoczekiwanego. W ciągu ostatniej dekady powrót McMenamy do centrum uwagi wydawał się dość niepewny. – Już nie ryzykuję, w końcu ile czasu mi jeszcze zostało? – mówi. – Jednak spotkania ze wspaniałymi fotografami, stylistami czy filmowcami nadal są dla mnie ekscytujące. Okazuje się, że po tym, jak w 2010 roku zrezygnowała z farbowania włosów i zaakceptowała naturalną siwiznę, zapotrzebowanie na jej eteryczną urodę wzrosło do niespotykanych wcześniej rozmiarów. Pojawiła się na okładkach takich pism jak „Vogue Italia”, „i-D” oraz „W’, a także w kampaniach takich marek jak Valentino, Marc Jacobs czy Balenciaga. 

Na Instagramie McMenamy widać, że jej zamiłowanie do mody wykracza daleko poza pasję, z jaką współpracuje z projektantami i specjalistami od kreowania wizerunku, by pomóc im w realizacji najbardziej ambitnych wizji. Obserwując talent, z jakim przygotowuje swoje stylizacje, wydaje się, że kolejnym krokiem w jej karierze może być praca niezależnej twórczyni.

Ale nie tak szybko. – U podłoża mojej aktywności leży pragnienie występowania przed publicznością. Nie chcę stylizować innych ludzi. Nie sprawię, że ktoś inny będzie wyglądał dobrze, skupiam się na sobie! Jestem beznadziejnie narcystyczna – śmieje się, po czym przyznaje: – Nie chcę być w tle, moje miejsce jest na pierwszym planie. Kiedyś dużo grałam w filmach, ale nie potrafiłam mówić z angielskim akcentem, więc część projektów była dobra, a część okazała się klapą. Kocham czytać, ale nie wiem, czy umiałabym pisać. Mogę jedynie pozostawić to gwiazdom, księżycowi i sile wyższej. Brzmi to jak idealny plan, bardzo w stylu Kristen McMenamy.

Artykuł ukazał się oryginalnie na Vogue.com.

Liam Hess
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę