Znaleziono 0 artykułów
28.07.2019

Dolce & Gabbana ratuje swój wizerunek?

Stefano Gabbana i Domenico Dolce (Fot. Venturelli/WireImage)

Wprowadzenie większych rozmiarów, aż do włoskiego numeru 54, oznacza ukłon w stronę klientek, które szukają luksusu w wersji plus size. To pierwszy krok do odbudowy nadszarpniętego skandalami wizerunku włoskiego domu mody.

Przed erą mediów społecznościowych projektanci byli mistrzami drugiego planu. Widywaliśmy ich właściwie tylko wtedy, gdy kłaniali się w finale pokazu. Ocenialiśmy ich przez pryzmat dokonań zawodowych, a nie osobistych poglądów. Teraz mamy z nimi niemal stały kontakt. Niektórzy stali się dzięki temu gwiazdami, inni narazili się na kontrowersje. O negatywnych stronach sławy przekonał się duet Dolce & Gabbana. Choć styl projektantów przysporzył im ogromnej popularności, to od dłuższego czasu trwa ich zła passa. Był w błędzie ten, kto myślał, że po zarzutach o oszustwa podatkowe i widmie więzienia nic gorszego już ich nie spotka. Fala instagramowych afer z udziałem włoskiego domu mody sprawiła, że znaleźli się na cenzurowanym. Czy poszerzenie rozmiarówki przerwie pasmo niepowodzeń? A może zostanie uznane za jednorazowy chwyt marketingowy, na który nikt nie da się nabrać?

Ashley Graham na pokazie kolekcji Dolce&Gabbana wiosna-lato 2019 (Fot. Ernesto Ruscio/WireImage)

Projektanci nieraz zasłynęli już innowacyjnymi rozwiązaniami. To oni jako pierwsi na żywo transmitowali swój pokaz. Nikt przed nimi nie posadził też w pierwszym rzędzie blogerów ani nie zaproponował im roli modelek i modeli w swoim show. Tym razem jednak Dolce & Gabbana powrócili do korzeni. – Zawsze poświęcaliśmy uwagę kobietom autentycznym i pięknym – powiedzieli w rozmowie z „The Telegraph”. – Nasz pierwszy pokaz zatytułowany „Donne Vere” („Prawdziwe kobiety”) odbył się w 1985 roku. Tworzymy ubrania dla kobiet w różnych rozmiarach i odpowiadamy na ich potrzeby – dodali. Dolce & Gabbana to pierwszy luksusowy dom mody, który zaproponuje swoim klientom modele do włoskiego numeru 54, odpowiadającego europejskiej 50, brytyjskiej 22 i amerykańskiej 18. – Piękno nie ma rozmiaru, nie można go zmierzyć w centymetrach. To raczej stan umysłu – podsumowują swoje posunięcie Domenico Dolce i Stefano Gabbana.

Monica Bellucci na pokazie kolekcji Dolce&Gabbana wiosna-lato 2019 (Fot. Ernesto Ruscio/WireImage)

Duet projektantów już wcześniej oddał hołd kobiecym krągłościom. Projektanci do udziału w swoim pokazie na sezon wiosna-lato 2019 zaprosili Monicę Bellucci, a także modelki plus size – Ashley Graham i Tess McMillan. Uzupełnieniem przekazu z wybiegu jest kampania reklamowa, w której możemy zobaczyć ubrania Dolce & Gabbana w rozszerzonej rozmiarówce. Redefinicja współczesnej modelki rozpoczęła się jednak dużo wcześniej. Ważąca 136 kilogramów Velvet d’Amour pojawiła się na wybiegu podczas pokazu Johna Galliano już na wiosnę-lato 2006, następnie zaprezentowała również ubrania z kolekcji na sezon wiosna-lato 2007 u Jeana-Paula Gaultiera. Od tamtego czasu modelki plus size sporadycznie pojawiały się podczas tygodni mody, ale były traktowane raczej jako ewenement. Prawdziwe zmiany można było dostrzec dopiero podczas pokazów kolekcji na sezon wiosna-lato 2019. Oprócz domu mody Dolce & Gabbana potencjał w modelkach noszących większe rozmiary dostrzegli także Michael Kors, Mara Hoffman, Prabal Gurung i Sies Marjan. Wprowadzenie rozszerzonej rozmiarówki jest zatem kontynuacją zapoczątkowanych już zmian, które zachodzą w branży mody. Tym bardziej wątpliwości mogą budzić intencje projektantów, którzy jak nigdy wcześniej potrzebują dobrego PR-u.

Dolce & Gabbana wiosna-lato 2017 (Fot. Catwalking/Getty Images)

Dolce & Gabbana w ostatnich latach bez przerwy sprowadzali na siebie kłopoty. Skandal wywołali, prezentując dodatki ze sloganem „jestem chuda i cudowna”, mające się nijak do zapewnień o uwielbieniu dla krągłości. Problemy, z którymi borykają się projektanci, są jednak dużo poważniejsze. W przeszłości grunt palił im się pod nogami już wiele razy. Największy pożar w historii Dolce & Gabbana wybuchł w listopadzie 2018 roku. Choć mogło się wydawać, że włoscy projektanci potrafią korzystać z mediów społecznościowych jak mało kto, tym razem przecenili swoje umiejętności. Ogień zaprószyły filmiki zamieszczone na Instagramie. Wideo z kampanii #DGLovesChina, w którym wystąpiła chińska modelka ubrana w projekty Dolce & Gabbana, miały być hołdem złożonym kulturze azjatyckiej. W materiałach możemy zobaczyć bohaterkę usiłującą jeść włoskie potrawy – pizzę, spaghetti i sycylijskie ciastko cannolo – za pomocą pałeczek. Jak łatwo można się domyślić, z mizernym skutkiem. W tle słychać pouczający ją męski głos, który wypowiada nazwę marki z chińskim akcentem. Azjatyccy obserwatorzy odczytali to jako przejaw rasizmu. Na nieszczęście dla duetu kampania była zapowiedzią dużo większego projektu pod hasłem #DGTheGreatShow, czyli pokazu mody w Szanghaju, który w następstwie skandalu zostały odwołany. Oprócz tego, że Domenico Dolce i Stefano Gabbana nie skonsultowali projektu z przedstawicielami chińskiej społeczności, to jeszcze nie zrobili jedynej słusznej rzeczy, która w tym przypadku mogła im choć trochę pomóc – nie przeprosili. Zamiast starać się ugasić pożar wywołany materiałem, do akcji wkroczył znany ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi Stefano Gabbana. Projektant, który w przeszłości nazwał Chiarę Ferragni „tanią”, Selenę Gomez „brzydką”, pod zdjęciem Kate Moss napisał stanowcze „Nie”, a pod fotografią Victorii Beckham zamieścił trzy kciuki w dół, ponownie postanowił o sobie przypomnieć. Zaczął wysyłać wiadomości bezpośrednio do krytykujących sytuację osób. Na jego nieszczęście wiele z nich, w formie zrzutów ekranu, trafiło do prowadzących instagramowe konto Diet Prada. Jakby tego było mało, zamiast przeprosin Dolce & Gabbana przyjęło inną strategię. Projektanci poinformowali, że oba konta zostały zhakowane, ale ponieważ Stefano już wcześniej zasłynął niewybrednymi komentarzami, to mało kto uwierzył w tłumaczenia włoskiego domu mody. Ostatecznie duet zamieścił wideo z przeprosinami.

Protesty przed butikiem Dolce&Gabbana w Londynie, 2015 rok (Fot. Rob Stothard/Getty Images)

Premierowy występ Stefano Gabbany na Diet Prada miał natomiast miejsce rok przed wydarzeniami w Chinach. Projektant już wtedy dał jasno do zrozumienia, że nie znosi nawet najmniejszych przejawów krytyki. W październiku 2017 roku na instagramowym profilu, poświęconym porównaniom z branży mody, który prowadzą Tony Liu i Lindsey Schuyler, pojawiło się zestawienie dwóch sklepowych witryn, Gucci oraz Dolce & Gabbana. Choć konto Diet Prada pełne jest podobnych kolaży, to jednak tym razem wpis nie pozostał bez odpowiedzi. Stefano nie tylko zarzucił autorom ignorancję, ale także domagał się przeprosin. #PleaseSaySorryToMe stał się pretekstem do dalszych drwin. Zamiast tego Diet Prada wypuściło linię T-shirtów opatrzoną tym samym hashtagiem. Dolce & Gabbana przygotowało odpowiedź w postaci własnych koszulek z napisem. I tu także zawiodła ich znajomość mediów społecznościowych. Napis #Please Say Sorry to Me :-), który umieszczono na T-shirtach Dolce & Gabbana, nie zadziałał, tak samo jak miałoby to miejsce w przypadku hashtaga pisanego ze spacjami na Instagramie. Zamiast tego założyciele Diet Prada odnieśli kolejne małe zwycięstwo. Mogli porównać koszulkę ze swojego sklepu z wersją znanego domu mody, która była 12 razy droższa. Prześmiewczy wpis opatrzyli #pleasesorrytous. Nie dziwi zatem fakt, że kiedy podczas chińskiego skandalu Stefano Gabbana zaczął wysyłać rasistowskie wiadomości, to przesyłano je właśnie twórcom Diet Prada.

Dolce & Gabbana to związek nierozerwalny. Pomimo że od 2004 roku nie są już parą w życiu prywatnym, więc łączą ich tylko relacje zawodowe, to jednak wszystkie kryzysy, które wspólnie przetrwali, dały im ogromną siłę. – Jestem bardzo zajęty, ale nie pracuję dla pieniędzy, tych mam wręcz za dużo, robię to, by być na szczycie – powiedział Domenico Dolce w ubiegłym roku w wywiadzie dla dziennika „Corriere della Sera”. I choć wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak potoczy się ich azjatycka przygoda, to z tej wypowiedzi jasno wynika, jaką drogę muszą teraz obrać. Wprowadzenie rozszerzonej rozmiarówki, co oznacza ukłon w stronę klientek szukających luksusowych strojów w wersji plus size, to tylko pierwszy krok do odbudowy nadszarpniętego wizerunku. Duet już wcześniej zapowiedział, że koniec marki nastąpi dopiero w momencie ich śmierci. Dzięki temu wszyscy fani marki mogą na razie odetchnąć z ulgą, licząc, że Dolce & Gabbana zaczną nadrabiać wizerunkowe straty, a Stefano – ważyć słowa.

Agnieszka Oleszek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę