Znaleziono 0 artykułów
23.09.2018

Festiwal w Gdyni: polskie kino najciekawsze w Europie

Kadr z filmu "Zimna wojna" (Fot. Materiały prasowe)

Pięć lat temu nie uwierzyłbym, że napiszę takie zdanie: polskie kino jest jedną z najciekawszych kinematografii w Europie. A jednak. To właśnie nasi twórcy kręcą dziś oryginalne i różnorodne filmy, w których coraz większą rolę odgrywają kobiety. Festiwal w Gdyni potwierdza, że dobra passa polskiego kina trwa w najlepsze.

Złotych Lwów dla „Zimnej wojny” komentować nie warto, bo to oczywistość. Trzeba było oddać królowi, co królewskie. Paweł Pawlikowski zdobył wcześniej najważniejszy laur na festiwalu w Cannes, więc w Gdyni nie mogło być inaczej. Czy maestro ustawi na półce obie nagrody tak, by gdyńskie lwy mogły odpoczywać w cieniu canneńskiej palmy?

Można zakładać się o grube pieniądze, że jego kunsztowny czarno-biały melodramat zostanie polskim kandydatem do Oscara. Nie ma wątpliwości, że w przyszłym roku reżysera w towarzystwie Tomasza Kota i Joanny Kulig będziemy oglądać na czerwonym dywanie przed Dolby Theatre. Zdążyliśmy się przyzwyczaić, że Polacy zgarniają najważniejsze nagrody filmowe, ale zobaczmy to jeszcze raz: Oscar dla Pawła Pawlikowskiego! How cool is that?

Ale wróćmy jeszcze do Gdyni. Pomijając werdykty, bezdyskusyjnie najgłośniejszym tytułem był „Kler”. To właśnie kontrowersyjny, rozliczeniowy dramat Wojciecha Smarzowskiego budził najwięcej emocji, wypełniał sale po brzegi i zgarniał najdłuższe oklaski. Otrzymał nagrody dziennikarzy, publiczności i specjalną. Niewiele, biorąc pod uwagę skalę zainteresowania tym filmem, intensywność kuluarowych dywagacji i jego niewątpliwe artystyczno-publicystyczne walory. Twórca „Domu złego” musiał kolejny raz pogodzić się z niesprawiedliwym werdyktem. Ewidentnie nie ma szczęścia w Gdyni.

Wojciech Smarzowski (Fot. EastNews)

Horror w Gdyni

Cieszy za to, że doceniono świeżą krew. Nagrodę za reżyserię przyznano Adrianowi Pankowi za „Wilkołaka”. Dużo się o nim mówiło. To horror, w którym główne role grają uwolnione z obozu koncentracyjnego dzieci i wygłodniałe wściekłe psy. Nie mieliśmy wcześniej tak śmiałej próby pokazania wojennej traumy w gatunkowych ramach. Co ciekawe, podobną próbę oglądamy w „Monumencie” Jagody Szelc.

Jagoda Szelc (Fot. EastNews)

Nowa enfant terrible polskiego kina (nagroda specjalna) stworzyła makabryczny, miejscami surrealistyczny fresk o grupie studentów na praktykach zawodowych w hotelu. Ma dziewczyna tupet. Po głośnym debiucie (ubiegłoroczna nagrodzona za debiut „Wieża. Jasny dzień”) znowu jedzie po bandzie. Jej film budził skrajne opinie. Będzie o co się kłócić. Także o polski horror.

Kobiety górą!

Największe zaskoczenie? Brak nagrody dla „Twarzy”. Czyżby wyróżniony na Berlinale dramat Małgorzaty Szumowskiej o pękniętej tożsamości narodowej bardziej trafiał do widzów zagranicznych niż polskich? Czas pokaże. Nie ma natomiast wątpliwości, że kobiety są coraz większą i bardziej znaczącą siłą rodzimego kina, na co wyraźnym dowodem jest także „Fuga” Agnieszki Smoczyńskiej.

Agnieszka Smoczyńska (Fot. EastNews)

Autorka głośnych „Córek dancingu” zaprezentowała inspirowany prawdziwą historią niepokojący thriller psychologiczny. Jej bohaterka, grana odważnie przez Gabrielę Muskałę, traci pamięć. Po powrocie do domu nie rozpoznaje swojego męża i dziecka. Film rodzi wiele niewygodnych pytań, również tych dotyczących roli płci.

Poza wszystkim, jak zauważyła krytyczka Małgorzata Sadowska, dawno nie widzieliśmy tylu fantastycznych, mocnych ról kobiecych: wspomniana Muskała w „Fudze”, Joanna Kulig w „Zimnej wojnie”, Aleksandra Konieczna (nagrodzona w pełni zasłużenie za drugoplanową rolę kobiecą) w „Jak pies z kotem”, Julia Kijowska i Eliza Rycymbel w „Ninie” (nagroda Złotego Pazura) to tylko kilka przykładów wyrazistych kreacji aktorskich. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze parę lat temu role kobiece niesprowadzające się do ozdoby męskiego protagonisty można było policzyć na palcach jednej ręki. Zmianę widać gołym okiem. Polskie kino nigdy nie miało tylu interesujących kobiecych twarzy.

W lustrze kina

Kadr z filmu "Kler" (Fot. Bartek Mrozowski, materiały prasowe Kino Świat)

Bogate, oryginalne i zaskakujące. Nie trzeba daleko szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy tworzą dziś jedną z najżywszych europejskich kinematografii. Kino karmi się ruchem, a Polska przechodzi gwałtowne zmiany. Bez nich nie byłoby „Kleru” otwarcie mówiącego o potrzebie dyskusji o Kościele. Dlaczego teraz? Zmiany widać też w brawurowych „7 uczuciach” Marka Koterskiego, które wyróżniono nagrodą specjalną. Pamiętacie znerwicowanego inteligenta Adasia Miauczyńskiego z „Dnia świra”? Dziś ten facet jest na terapii i już nie uważa, że piekło to inni. Zaczyna lepiej rozumieć siebie. Widzi więcej, a przy tym nie traci czarnego poczucia humoru. Koterski daje nadzieję. To drugie zdanie, którego nie napisałbym pięć lat temu. Całkiem niezły wynik jak na jeden festiwal.

Oto pełna lista laureatów nagród:

Złote Lwy 43. Festiwalu Filmowego w Gdyni dla najlepszego filmu: "Zimna wojna", reż. Paweł Pawlikowski

Srebrne Lwy 43. Festiwalu Filmowego w Gdyni: "Kamerdyner", reż. Filip Bajon

Złoty Pazur dla najlepszego filmu Konkursu Inne Spojrzenie: "Nina" reż. Olga Chajdas. Nagroda specjalna: "Monument", reż. Jagoda Szelc

Nagroda za najlepszy scenariusz: Jan Jakub Kolski "Ułaskawienie"

Nagroda za najlepszą reżyserię: Adrian Panek, "Wilkołak" 

Nagroda za najlepszą główną rolę kobiecą:  Grażyna Błęcka-Kolska, "Ułaskawienie" (reż. Jan Jakub Kolski)

Nagroda za najlepszą główną rolę męską: Adam Woronowicz, "Kamerdyner" (reż. Filip Bajon)

Nagroda za debiut reżyserski lub drugi film: Agnieszka Smoczyńska za "Fugę". Odbierając nagrodę, reżyserka podziękowala Smarzowskiemu za "Kler". 

Nagroda za najlepsze zdjęcia: Jacek Podgórski, "Krew Boga" reż. Bartosz Konopka i Jakub Kijowski,  "Fuga" reż. Agnieszka Smoczyńska

Nagroda za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą:  Aleksandra Konieczna, "Jak pies z kotem" (reż. Janusz Kondratiuk)

Nagroda za najlepszą drugoplanową rolę męską:  Drugoplanowa rola męska: Olgierd Łukaszewicz, "Jak pies z kotem" (reż. Janusz Kondratiuk) 

Nagroda publiczności:  "Kler", reż. Wojciech Smarzowski. Reżyser nie mógł zabrać głosu, bo nie cichły owacje dla jego filmu.

Nagroda za najlepszy dźwięk: Maciej Pawłowski i Mirosław Makowski, "Zimna wojna" 

Nagroda za najlepszy montaż:  Jarosław Kamiński,  "Zimna wojna" 

Nagroda za najlepszą charakteryzację: Ewa Drobiec i Mira Wojtczak, "Kamerdyner" (reż. Filip Bajon)

Nagroda za najlepsze kostiumy: Monika Onoszko, "Ułaskawienie" reż. Jan Jakub Kolski

Nagroda za najlepszą muzykę: Antonii Komasa-Łazarkiewicz: "Kamerdyner" (reż. Filip Bajon) i "Wilkołak" (reż. Adrian Panek)

Nagroda za najlepszą scenografię: Jagna Janicka, "Kler" 

Nagroda dla najlepszego filmu krótkometrażowego: „Zwykłe losy Zofii”, (reż. Dominika Gnatek)

Nagrody specjalne: Marek Koterski  za "7 uczuć" i  Wojciech Smarzowski za "Kler"

Nagroda Platynowe Lwy w uznaniu za całokształt dorobku artystycznego: Jerzy Skolimowski, reżyser, scenarzysta, aktor, poeta i malarz, laureat Złotych Lwów w Wenecji za osiągnięcia życia w 2016 roku, Złotej Palmy w Cannes za „Fuchę” z 1982 roku i Złotego Niedźwiedzia w Berlinie za „Start” (1967 rok).

Łukasz Knap
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę