Znaleziono 0 artykułów
24.09.2019

„Gdynia – Tel Awiw”: Miasta marzeń

Targi Lewantyńskie,  fot. Ze’ev Aleksandrowicz

Każdy kochający Gdynię i Tel Awiw, każdy wielbiący modernistyczną architekturę i dizajn, każdy zajmujący się stosunkami polsko-żydowskimi powinien zobaczyć wystawę czasową w stołecznym Muzeum POLIN.

Pisanie o wystawach czasowych w warszawskim Muzeum POLIN staje się coraz nudniejsze, bo ile razy można pisać o tym, jakie są znakomite. A chciałoby się – polskim zwyczajem – błotem choć raz chlapnąć. A tu nic, ni cholery, nie ma się do czego przyczepić. Chociaż są oczywiście tacy, którzy bardzo próbują. Szczególnie jeden gagatek, któremu, na nasze nieszczęście, powierzono kierowanie resortem kultury. Ten ze swoimi koleżkami na POLIN uwziął się straszliwie. Niechęć jego towarzystwa do rzeczonej instytucji wzrasta wprost proporcjonalnie do jej sukcesów, a przyznać muszą wszyscy, że POLIN to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów polskiego sukcesu w świecie kultury i stosunków polsko-żydowskich. Sukces definiowany także liczbami, bo milion odwiedzających po trzech pierwszych latach działalności to prawdziwe osiągnięcie. A w tym milionie połowa to ludzie ze świata. Każde polskie miasto chciałoby takie muzeum.

Władysław Strzemiński, Pejzaż morski (Pejzaż nadmorski), 1933, t/t, ESP MSŁ

Oczywiście fundamentem Muzeum POLIN jest stała ekspozycja, opowiadająca o blisko tysiącletniej historii i kulturze polskich Żydów, których nijak się nie da wyplątać z polskiej historii i kultury (choć wielu by chciało), ale równie ważne – jak się okazało – stały się POLIN-owe wystawy czasowe, przyciągające tłumy. Dość powiedzieć, że wystawę „Obcy w domu. Wokół Marca ‘68” obejrzało ponad 100 tysięcy osób. To jest dopiero kulturalna instytucja z rozmachem. Rozmachem nadanym jej w dużej mierze przez prof. Dariusza Stolę, człowieka wielkiej wiedzy i wielkiej kultury, a to, jak wiadomo, nie są przymioty w ministerialnych nominacjach Glińskiego pożądane. Z tego też powodu prof. Stola, mimo że wygrał konkurs na kolejną dyrektorską kadencję, nadal jest bez pracy. Powód? Brak nominacji ministra. Kiedy będzie nominacja? Nie wiadomo. Dlaczego? Bo tak. Bezprawie i niesprawiedliwość to nasz dzisiejszy chleb powszedni.

Kobiety podczas spaceru na molo, 1938–1939, NAC
Wystawa (Fot. Magda Starowieyska) 

Wróćmy jednakowoż do działalności wystawienniczej Muzeum POLIN, bo zasługuje ona na szczególną uwagę. Nie schroniła się bowiem w cieniu Zagłady, który może dostęp do słońca blokować. Był to, nawiasem mówiąc, temat intensywnie omawiany, kiedy tworzono muzeum. Dyskutowano wówczas, jak skonstruować tę instytucję, by oddać należne miejsce tematyce Holocaustu, a jednocześnie afirmować, mówiąc skrótowo, życie. Udało się to w POLIN perfekcyjnie. Kolejnym na to dowodem jest otwarta niedawno wystawa „Gdynia – Tel Awiw”, stworzona pod kuratorskim okiem Artura Tanikowskiego. To już druga wystawa, po „W Polsce Króla Maciusia”, którą można śmiało wpisać w obchody stulecia odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Gdy inne instytucje tworzyły za ciężkie pieniądze tak kuriozalne i badziewne wytwory jak „ławeczki niepodległości” albo inne siermiężne wystawy „ku pamięci”, POLIN, ale też Muzeum Narodowe za poprzedniej dyrekcji (pamiętamy świetną wystawę „Krzycząc: Polska!” Piotra Rypsona), próbowały za wszelką cenę wyjść z bogoojczyźnianej narracji i zacząć o Polsce rozmawiać inaczej. Jak to się skończyło, wiemy doskonale. Narodowe przejęła „bananowa zmiana”, z POLIN już tak łatwo nie poszło, bo to instytucja prowadzona przez ministerstwo, Warszawę i Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny. Gliński nie mógł więc w nim zainstalować kolejnej ciamajdy ze swego słynnego zasobu kadrowego, więc blokuje nominację prof. Stoli.

Janusz M. Brzeski, Bez tytułu (Transatlantyk), 1933, t/t/k, MMG

Na szczęście ten pat nie zastopował dobrze naoliwionej maszyny. I oto mamy „Gdynię – Tel Awiw” – wystawę o tym, że trzeba marzyć. Wystawę o tym, że wspólnota może skały przenosić. Wystawę o optymizmie i patrzeniu w przyszłość. O tym wszystkim właśnie jest dla mnie ta wystawa, będąca opowieścią o budowie od podstaw dwóch ważnych dla Polski i Izraela miast. Tel Awiw to pierwsze nowoczesne hebrajskie miasto, założone przez kilkadziesiąt rodzin na śródziemnomorskich wydmach. Niezwykle ważnym jego elementem był port, do którego dobijały tysiące Żydów, chcących budować nową przyszłość w Erec Israel. Dzisiaj to kulturalna, medialna i gospodarcza stolica Izraela, prowadząca całodobowo szalone życie w niezliczonych knajpach i na plażach. Młodszą siostrą Tel Awiwu jest Gdynia, cudowne dziecko młodej Polski i jej okno na świat. Mała wioska, za sprawą rządowych decyzji, została w dwudziestoleciu międzywojennym zmieniona w modernistyczne miasto, które wraz z Gdańskiem i Sopotem zaczęło tworzyć Trójmiasto. Nigdy nie stała się Gdynia metropolią na miarę Tel Awiwu, ale radzi sobie znakomicie, zajmując czołowe miejsce we wszelkich rankingach najlepszych do życia polskich miast.

 

Plakat wystawy (Fot. materiały prasowe)

Artur Tanikowski, kurator wystawy, podszedł do sprawy wyjątkowo skrupulatnie, próbując nam opowiedzieć o dwóch miastach-marzeniach z każdej możliwej strony. Oglądamy więc nie tylko makiety i plany wspaniałych modernistycznych budynków (architektura gra na wystawie rolę pierwszoplanową), ale także imponujący design statków „Piłsudski” i „Batory”, plakaty propagandowe, wyposażenie mieszkań, malarstwo inspirowane oboma miastami, kroniki filmowe czy bardzo współczesne fotografie Wojciecha Wilczyka. Bystre oko dojrzy też w oknie fasady głównej POLIN neon przygotowany specjalnie na tę okazję przez Maurycego Gomulickiego – to oświetlone słońcem morskie fale, po których suną dwa okręty.

Jest jeszcze jedna rzecz warta odnotowania – katalog wystawy. Ta trzystustronicowa, bogato ilustrowana, zaprojektowana przez Marcina Władykę publikacja jest najprawdziwszym dziełem sztuki. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio miałem w rękach tak mistrzowsko przygotowany katalog wystawy. Każdy kochający Gdynię i Tel Awiw, każdy wielbiący modernistyczną architekturę i design, każdy zajmujący się stosunkami polsko-żydowskimi powinien mieć go na półce. Najpierw trzeba więc zobaczyć wystawę, potem przestudiować katalog, a następnie udać się do Gdyni i Tel Awiwu, by spojrzeć na te miasta zupełnie innymi oczami.

Wystawa potrwa do 3 lutego 2020 roku. 

Mike Urbaniak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę