Znaleziono 0 artykułów
02.01.2020

Historia jednego zdjęcia: 11-letnia Scarlett Johansson na premierze w 1996 roku

Scarlett Johansson (Fot. Getty Images)

Aktorka, nominowana do Złotego Globu za rolę rozwodzącej się żony w „Historii małżeńskiej”, w kwietniu 2021 roku powróci do kin jako Czarna Wdowa. W tym roku gwiazda świętuje ćwierćwiecze kariery, którą rozpoczęła jeszcze w podstawówce.

Satynowa sukienka z chińską stójką, sweter obszyty futerkiem i sandały z paseczków – na fali powrotu mody z przełomu mileniów taka stylizacja sprawdziłaby się na przyjęcie karnawałowe. Podobnie jak usta pociągnięte matową szminką w odcieniu śliwki, rozświetlona skóra i kolorowe paznokcie. Ale gdy pomyślimy, że tak na premierę swojego filmu „Manny i Lo” (o ciężarnej nastolatce, która ucieka z młodszą siostrą od rodziny zastępczej) 22 lipca 1996 roku w Nowym Jorku ubrała się 11-letnia wówczas Scarlett Johansson, powstaje dysonans. Jedynym dziecięcym akcentem stroju aktorki jest spinka do włosów.

Mała dorosła, lolitka, kobieta-dziecko – te uprzedmiotawiające określenia nie pasują jednak do Johansson. Ma 11 lat i dorosłe, w każdym razie nad wiek dojrzałe spojrzenie. Bije od niej pewność siebie. Widać, że będzie gwiazdą. Nie wiadomo jeszcze, że zostanie najlepiej zarabiającą aktorką w Hollywood.

W 2019 roku magazyn „Forbes” drugi rok z rzędu umieścił ją na szczycie swojej listy. Johansson zarobiła 56 milionów dolarów, w dużej mierze dzięki „Avengers: Koniec gry”, finałowej odsłonie marvelowskiej sagi. W 2020 roku aktorka ma szansę pobić własny rekord. W maju do kin trafi „Czarna Wdowa”, pierwsza część serii poświęconej granej przez nią bohaterce. Ale jak zwykle w przypadku Scarlett komercyjny sukces przeplata się z artystycznymi laurami.

Już 6 stycznia okaże się, czy Johansson otrzyma Złoty Glob za rolę Nicole w „Historii małżeńskiej” Noah Baumbacha. – To opowieść o kobiecie, matce, aktorce, która po dziesięciu latach wyzwala się z relacji z partnerem. Była podporządkowana jego wizji. Teraz się odradza, ale czuje się trochę jak duch – mówi Johansson.

Dla niej też rozwód oznaczał wyjście na wolność. Z małżeństwa z francuskim dziennikarzem i właścicielem agencji reklamowej Romainem Dauriakiem ma pięcioletnią córkę Rose.

Kilka lat temu w programie „Finding Your Roots” Scarlett, córka Żydówki Melanie Sloan i duńskiego architekta Karstena Olafa Johanssona (też rozwiedzionych), dowiedziała się, że rodzina jej matki – wujek i dwóch kuzynów – zginęła w warszawskim getcie.

Jesienią wszedł na ekrany film „Jojo Rabbit” w reżyserii Taiki Waititiego („Thor: Ragnarok”), określany mianem holokaustowej satyry w duchu „Życie jest piękne”. Johansson gra Rosie, samotną matkę żyjącą w nazistowskich Niemczech, która ukrywa w domu żydowską dziewczynkę. Film ma ponad 20 nominacji do rozmaitych nagród, w tym dwie dla Johansson.

Tworząc postać Rosie, wzorowała się na mamie i wszystkich innych silnych samotnych matkach. Pochodzenie to istotna część jej tożsamości. Ale pewnie gdyby miałaby wybrać, na pierwszym miejscu określiłaby się jako matka. – Macierzyństwo oznacza ciągłe mierzenie się z wielkim nieznanym – mówi. Przestrzega w wywiadach, by nie szukać źródła pewności siebie w karierze. – Czasami jesteś na fali, a czasami czekasz na kolejną – mówiła niedawno w „Vanity Fair”.

Wydaje się jednak, że od debiutu w wieku 9 lat fala Scarlett była wyłącznie wznosząca. Nakręciła debiutanckiego „Małolata”, potem trafiła na plan „Zaklinacza koni”, a jako 18-latka zaczęła dorosłą karierę rolą w „Między słowami” Sofii Coppoli. Ten kultowy już film z 2003 roku można oglądać na Netfliksie; po premierze „Historii małżeńskiej” wielu widzów znów po niego sięgnęło.

Jej historie małżeńskie układały się dotąd nie najlepiej. O związku z pierwszym mężem, Ryanem Reynoldsem, mówi, że „miała do małżeństwa zbyt romantyczne podejście”. – Wspaniale jest tworzyć rodzinę. Zawsze tego chciałam. Ale nie można być z niewłaściwą osobą. Dopiero teraz mogę podejmować właściwe decyzje – mówi.

Zaręczyła się po raz trzeci. Jej wybrankiem jest Colin Jost z „Saturday Night Live”.

Ostatnio powróciła po raz szósty jako gospodyni programu satyrycznego, jeszcze raz udowadniając, że jest seksbombą z poczuciem humoru. Nowym wcieleniem legendarnej Marilyn Monroe, ale o niebo bardziej samoświadomą. Kobietą, już nie dzieckiem. 

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę