Znaleziono 0 artykułów
27.06.2020

Młodzi kreatywni: Jula Borzucka

(Il. dzięki uprzejmości artystki)

Chciała być skrzypaczką, ale jej karierę przerwała kontuzja. By dać upust swojej kreatywności, zaczęła tworzyć surrealistyczne kolaże na Instagramie. Teraz jej talent doceniła nawet firma Apple. – Jako ilustratorka jesteś w pracy cały czas. Klienci dzwonią nawet o drugiej w nocy – opowiada 24-letnia artystka o kulisach swojego zawodu.

Jula Borzucka podczas kwarantanny nie narzekała na nudę. Na profil na Instagramie codziennie przez 57 dni izolacji wrzucała nową pracę – portrety i autoportrety albo popartowe impresje. – Chciałam skupić się na własnych projektach, a nie zleceniach dla klientów czy pracach do szkoły. Kiedy zostałam sama ze sobą, rysowanie pozwoliło mi utrzymać codzienną rutynę. Dzięki temu mogłam poeksperymentować z formą – zaczęłam pracować z papierem, rysować postaci, testować przeskalowane ręce – opowiada ilustratorka. 

(Il. dzięki uprzejmości artystki)

Pięć lat temu, w liceum  na Instagrama zaczęła wrzucać surrealistyczne kolaże. Antyczne rzeźby ubierała we współczesne bikini, a London Eye zamieniała w kołowrotek dla gigantycznego chomika. I choć od zawsze bawiła się formą, rysując mandale na płóciennych torebkach czy tworząc przypinki dla znajomych, dopiero media społecznościowe pozwoliły jej się wybić. – Któregoś dnia wzięłam starego iPada i zaczęłam z nudów rysować ilustracje na przypadkowych zdjęciach. Nie miałam wykształcenia kierunkowego, nie brałam też lekcji rysunku. Tworzyłam czysto intuicyjnie – mówi. 

W jaki sposób promowała swoją twórczość? – Warto pokazać się na portalach takich jak Behance, gdzie projektanci mogą wrzucać swoje prace za darmo. Portfolio w sieci to konieczność, a wysyłanie maili do wydawnictw i magazynów – codzienność – podkreśla.

(Il. dzięki uprzejmości artystki)

Po roku Jula postanowiła zgłosić się do internetowej galerii sztuki Lumarte, bo niezależnie od doświadczenia, każdy artysta mógł pokazać tam swoje prace. Po paru godzinach zadzwoniła do niej jedna z właścicielek, zachwycając się jej świeżym spojrzeniem na sztukę. Ich rozmowę o sztuce przetłumaczono na kilka języków i opublikowano na stronie „Bored Panda”. Wtedy posypały się pierwsze propozycje, a każda nowa napędzała pięć kolejnych.

Jula nie wiedziała jednak, jak wyceniać swoje prace, ani negocjować z klientami. – Moje pierwsze zlecenie było dla agencji reklamowej znajomej mojej mamy. Stawka była z góry ustalona, a ja nie zdawałam sobie sprawy, czy to dużo czy mało. Byłam szczęśliwa, że ktokolwiek chciał mnie zatrudnić, więc brałam na siebie każde zlecenie. Często pracowałam za małe pieniądze i nie był to dla mnie wtedy problem – tłumaczy. 

(Il. dzięki uprzejmości artystki)

Na drugim roku studiów z kulturoznawstwa dostała maila od Czwórki Polskiego Radia. Ta współpraca trwa do dzisiaj. – Dzięki tej współpracy zaczęłam poważnie rozważać karierę jako ilustratorka. Tworzę głównie dla stacji tematycznej Polskie Radio Dzieciom – opowiada.

Kolejne propozycje to m.in. stworzenie okładki do australijskiego magazynu „Qpac Story” czy współpraca z Twitterem i siecią McDonald’s. Tworząc identyfikację wizualną dla Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie, po raz pierwszy zderzyła się z tak kompleksową formą. – Dostałam propozycję, by wymyślić całą oprawę graficzną dla Nocy Muzeów – od plakatu, aż po zaproszenia, materiały promocyjne czy ulotki – opowiada. 

(Il. dzięki uprzejmości artystki)

Kiedy pytam ją o godzenie własnego stylu z oczekiwaniami komercyjnego zleceniodawcy, śmieje się, że to zmora każdego ilustratora. – Zdarzało mi się robić projekty, które w pewnym momencie przeobrażały się w projekty klienta. Z reguły były to zlecenia w Polsce, bo panuje tu przeświadczenie, że grafik funkcjonuje jako narzędzie klienta – opowiada. Po kilku takich projektach zaczęła walczyć o to, by nie zatracić własnej estetyki. – Ten zawód wymaga etyki pracy i twardego stąpania po ziemi. Jesteś w pracy cały czas, a przy deadlinie klient potrafi zadzwonić do ciebie o drugiej w nocy – dodaje.

Największe zlecenie dostała od marki Apple, którą przekonała wszechstronność Juli. W listopadzie ubiegłego roku dostała maila z propozycją stworzenia ilustracji na Międzynarodowy Dzień Kobiet. Z początku myślała, że to żart – niby jak globalny gigant z siedzibą w Kalifornii mógł znaleźć jej ilustracje na Instagramie? – Nie zastanawiałam się nawet pięciu minut. Zostałam zaangażowana razem z innymi artystkami, które też łączyły fotografię z ilustracją – jedną z Nowego Jorku, która była moją idolką od lat, a drugą z Japonii. Założeniem było, aby stworzyć autoportret za pomocą programu Procreate i zainspirować użytkowników Apple’a do tworzenia własnych impresji – tłumaczy. Kiedy zaproponowano jej darmowy wyjazd do Londynu, by nagrać głos do projektu, zdała sobie sprawę z powagi zlecenia.

W przyszłości nie wyobraża sobie pracy w stałych godzinach. Marzy jej się otworzenie własnego studia, które łączyłoby ilustrację np. z ceramiką. I okładka „New Yorkera”, jednego z najbardziej prestiżowych magazynów na świecie.

 

Kamila Wojtkiewicz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę