Znaleziono 0 artykułów
13.05.2022

Anna Kańtoch, „Jesień zapomnianych”

Anna Kańtoch (Fot. materiały prasowe)

Anna Kańtoch morduje wspaniale, nadzwyczajnie i bardzo smakowicie, jeśli to właściwe określenie dla morderstwa. Stosuje nie jakieś pospolite dźgnięcie nożem, młotek albo kulkę w łeb, ale morderstwo co się zowie, po takim morderstwie zamordowanego na sto procent nie ma wśród żywych. Na dodatek morduje zbiorowo, więc będziemy uganiać się za kilkoma trupami, a nie za banalnie pojedynczym ciałem.

Kańtoch morduje ze świadomością, że kara musi być. Dlatego odpowiedzialni za zbrodnię nie unikną odpowiedzialności, choć może ona zostać wymierzona przypadkiem, niekoniecznie wedle litery prawa. I nie oczekujmy samosądu, a raczej wyrzutów sumienia.

Jako odkrywców zbrodni Kańtoch portretuje ludzi zwyczajnych, w tym wypadku studentkę prawa i dziennikarza lokalnej gazety, których na dodatek wplątuje w romans, małżeństwo i dzieci, co jest dopowiedziane w jej wcześniejszych powieściach, rozgrywających się dekady później. Sądząc po tytułach nawiązujących do pór roku, cykl układa się w cztery osobne, choć mocno połączone tomy. Tym razem mamy do czynienia z jesienią, a skoro były już wiosna i lato, z pewnością doczekamy się zimy.

Rzecz, jak u Kańtoch, dzieje się w Zagłębiu i na Śląsku. To lata 60. ubiegłego stulecia, co dla narracji ma wielkie znaczenie. Oto w regionie grasuje tak zwany wampir z Zagłębia, notabene postać absolutnie prawdziwa, seryjny morderca kobiet. Zatem na ulicach czai się strach, cień za plecami może oznaczać śmierć. Akcja dzieje się w październiku i listopadzie, zmrok zapada szybko, ciągle leje deszcz lub pada śnieg z deszczem, co dodatkowo wzmacnia poczucie grozy, a Kańtoch opisuje to tak, jakby sama zatrzymała się w jakiejś bramie, przemoczona i przerażona, gdyż zdawało jej się, że ktoś za nią idzie.

Bohaterką jest Krystyna Wojciechowska – niebawem mężatka, więc zmieni nazwisko – a w poprzednich książkach, czyli wiosną i latem, doświadczona funkcjonariuszka policji. Szlify znakomitej śledczej zdobywała w milicji obywatelskiej czasów PRL-u. A może lepiej powiedzieć, że to Krysia; ma bowiem 21 lat, mieszka z rodzicami, w gomułkowskim bloku, gdzie ciągle żywa jest pamięć starszego brata, ukochanego synka mamusi, który zaginął podczas wycieczki w Tatry. Studia Krysię nudzą, znajomi z uczelni irytują, ale rozwiązywanie zagadek kryminalnych już niekoniecznie.

Anna Kańtoch, „Jesień zapomnianych”, Marginesy (Fot. materiały prasowe)

Nie będzie spoilerem, jeśli dowiemy się teraz, że chodzi o śmierć kilku młodych mężczyzn z niewielkiego miasteczka Szopienice, sąsiadów i kolegów z dzieciństwa. Milicja uznaje, że były to samobójstwa, choć zalkoholizowany emerytowany funkcjonariusz sądzi zupełnie inaczej, bo niby dlaczego kończą życie dokładnie w ten sam, wielce wyrafinowany sposób. Zresztą to on namówi Krysię na służbę w milicji, zdziwiony jej uporem i determinacją, by dojść do prawdy. Łatwo dziewczyna nie ma, bowiem morderca, a nawet ludzie niewinni, choć jakoś uwikłani, nie mają chęci i obowiązku, by tłumaczyć się nieopierzonej studentce. Lecz takie trudności tylko sprzyjają kryminalnej intrydze.

To najlepsza jak dotąd książka o detektywce Krystynie. Skoro Kańtoch zna ją bardzo dobrze z późniejszych czasów pracy w policji oraz emerytalnych, umie wytłumaczyć, co buzuje w młodej dziewczynie. Obok niej żyją bohaterki drugiego planu, śląskie żony i matki, wiecznie nad kuchnią, przy piecu lub ze ścierką w ręku. A jednak każda z nich, choć w podobnym fartuchu, jest inna, bo przecież nie ma kobiet takich samych.

Nie gorsi są mężczyźni: stary milicjant, początkujący dziennikarz, domniemani samobójcy. Zaginiony brat Krystyny – dla intrygi niby zupełnie nieważny, ale to tylko pozór – też nosi w sobie mroczną tajemnicę. Bowiem w książce Kańtoch nie ma ludzi nienaznaczonych, pustych, bez biografii i mrocznych zaułków psychiki.

Osobnymi bohaterami stały się Zagłębie i Śląsk, wtedy miejsce ekologicznej katastrofy, dzięki kopalniom i hutom jakoś bogate, lecz przecież wynędzniałe, zabudowane blokami z tak zwanymi ciemnymi kuchniami, gdzie z trudem mieszczą się dwie osoby, i kruszącymi się familiokami; grzyb i wilgoć na ścianach, wspólny kibelek dla kilku rodzin, podwórka zamienione w klepiska, świniaki w przydomowych chlewikach. To świetna scenografia dla zbrodni, zabrudzona, ponura, choć pełna życia, jednak niekoniecznie spełnionego. No i ten wampir wzięty z prawdziwej historii. Aż strach się bać.

Anna Kańtoch, „Jesień zapomnianych”, Marginesy

Paweł Smoleński, „Gazeta Wyborcza”
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę