Znaleziono 0 artykułów
17.03.2020

Kultura z dostawą do domu

Marilyn Monroe (Fot. Archive Photos/Getty Images)

Dzięki technologii, bez wychodzenia z domu, mamy dostęp do szerokiej oferty kulturalnej. Muzyki słuchamy na Spotify albo Deezer, filmy oglądamy na Netfliksie i HBO GO, a rozkoszy czytania oddajemy się dzięki e-bookom. W tych trudnych chwilach szukajmy więc pocieszenia w innych ludziach i światach przez nich wykreowanych. 

Ten felieton powstaje w środku rezerwatu leśnego Puszczy Knyszyńskiej, gdzie wypędził mnie z Poznania koronawirus. Posiadanie domu w lesie nad krystalicznie czystą rzeką, nieopodal malowniczego Supraśla, ma naturalnie mnóstwo zalet natury wypoczynkowo-sanatoryjnej: drzewa szumią, woda szemrze, ptaki śpiewają, a słońce muska przez chłodne nadal powietrze spragnioną jego promieni twarz. Można spacerować, obserwować dwie pary przybyłych właśnie żurawi i siedzieć na tarasie z herbatą z miodem i cytryną, zaczytując się straszliwie w debiutanckiej powieści Tomasza Jędrowskiego „Płynąc w ciemnościach”. Ciemności nadchodzą zresztą dość wcześnie – mamy w końcu nadal ciepłą, bo ciepłą, ale jednak zimę. Jednakowoż i noc nie jest straszna, kiedy można się wygrzewać przy piecu, podrzucając leniwie polana suchej sosny. Tak, mówią mi przyjaciele, można przechodzić kwarantannę. 

Piszę te słowa, muszę zrazu przyznać, z wyrzutami sumienia, bo śledzę uważnie – jak chyba wszyscy – zmagania naszego państwa z wirusem. A dokładnie rzecz biorąc, siłowanie się z nim przy pomocy wielu zaangażowanych w to osób: przede wszystkim personelu medycznego (a najgorsze jeszcze przed nami) oraz funkcjonariuszy rozmaitych służb. I myślę sobie, że do szału musi ich doprowadzać akcja „Zostań w domu”, w którą zaangażowało się mnóstwo celebrytów. Akcja, co do zasady słuszna, bowiem ci wszyscy, którzy mogą, z domu wychodzić nie powinni. Jednak sporo ludzi wyjść z domu po prostu musi, bo kraj nie może przestać działać, bo mają obowiązki zawodowe, bo mają obowiązki rodzinne. Infantylne celebryckie pouczenie, żeby teraz całymi dniami ćwiczyć jogę, wywołują w sporej liczbie ludzi chęć uśmiercenia owych celebrytów przy pomocy choćby i maty do jogi. Przeginać się w kwiat lotosu na wystylizowanych instagramowych fociach w jeszcze bardziej wystylizowanych instagramowych apartamentach i willach mogą spokojnie ci, którzy śpią na kasie – komentuje naród. Bardzo zresztą celnie.

Christina Ferrare dla "Vogue", 1974 rok (Fot. Francesco Scavullo/Condé Nast via Getty Images)

Ale tak, prawda to, wielu z nas musi – czy chce tego, czy nie – zostać w domach. Nie tylko dla naszego własnego bezpieczeństwa, lecz także bezpieczeństwa innych, a może, co ważniejsze, by nie obciążać dodatkowo pracowników służb medyczno-sanitarnych, których czekają za chwilę sądne dni. To, jak wszystko może wyglądać, widzimy we Włoszech zmagających się ostatkiem sił z sytuacją, która jeszcze niedawno nie śniła się nikomu w najgorszych koszmarach. Symbolem wycieńczenia ratujących życie stała się pielęgniarka Elena Pagliarini. Jej zdjęcie – wycieńczonej i leżącej nieprzytomnie na szpitalnej klawiaturze, obiegło chyba wszystkie światowe media. Nie warto więc wychodząc niepotrzebnie z domu, narażać na coś podobnego żadnej polskiej pielęgniarki.

Siedzę więc i ja w mojej chacie w środku puszczy i uświadamiam sobie ostatecznie, jak bardzo rozwój technologii otworzył nam dostęp do polskiej i światowej kultury (oczywiście nam, niewykluczonym cyfrowo). Okazuje się, że można siedzieć w środku podlaskiej puszczy (tu akurat nie biją gejów, bo nie ma komu) i nie mieć wcale gorzej od tych, którzy mieszkają w centrach największych metropolii. Dostęp do najlepszego kina gwarantuje nam Netflix (to dzisiaj jedna z nielicznych firm, która zwyżkuje na amerykańskiej giełdzie) czy HBO GO, nie wspominając o wielu ciekawych filmach i programach na YouTubie oraz serwisach VOD (mają je największe polskie telewizje). Nawet fani wybranych gatunków filmowych znajdą coś dla siebie. Przykładowo wielbiciele i wielbicielki kina nieheteronormatywnego (jak autor tych słów) mogą zalogować się na długie godziny na Outfilm.pl i zapomnieć o bożym świecie. 

Muzyka też nie jest żadnym problemem, niemal wszystko dostarczy nam Spotify, TIDAL czy Deezer. Te i inne muzyczne serwisy streamingowe mają zwykle opcję nieodpłatnego dostępu (z reklamami) lub abonamentu (bez reklam). Nawet teatr – i to najznakomitszy – można oglądać na domowych ekranach. Prawdziwą skarbnicą teatralnych smakowitości za zero złotych jest budowana od lat przez Narodowy Instytut Audiowizualny (dzisiaj to FINA) Ninateka, gdzie można obejrzeć przedstawienia najznakomitszych polskich twórców, od Lupy, Warlikowskiego i Jarzyny zaczynając. Kilka polskich teatrów pracuje także obecnie nad nieodpłatnym udostępnieniem swoich produkcji – tu trzeba jednak uważać, by słabszej jakości rejestracjom nie popsuć sobie dobrych dzieł. 

Marianne Faithful (Fot. John Pratt/Keystone Features/Getty Images)

Nawet – o tempora, o mores! – najsłynniejsze muzea i galerie sztuki pozwalają nam oglądać wirtualnie swoje zbiory. Wiadomo, to nie to samo, co oglądanie sztuki przed oczyma swymi bez żadnego pośrednictwa, ale wiele instytucji ma w swojej ofercie naprawdę profesjonalnie przygotowaną wirtualkę. Można dzięki temu, siedząc w swoim domu, wędrować po paryskim Luwrze, po florenckiej Uffizi, po nowojorskim Muzeum Guggenheima i wielu innych sławnych domach sztuki. 

I w końcu książki, czyli najcudowniejsza aktywność. Postępująca cyfryzacja rynku wydawniczego daje nam obecnie możliwość kupienia dowolnej nowości książkowej na stronach wydawnictw lub platform e-bookowych typu Virtualo. Książki tam można nie tylko kupić, lecz także, za o wiele mniejszą kwotę, po prostu wypożyczyć. Mało tego, każda osoba z Kindlem może jednym kliknięciem ściągnąć sobie dowolną nowość z Amazona, królestwa literatury anglojęzycznej. Warto również pamiętać o znakomitych magazynach: od „New Yorkera” do miesięcznika „Znak”, od „Vogue’a” do „Pisma”, bo czasy wędrowania do kiosku minęły bezpowrotnie. Trudno dzisiaj znaleźć tytuł prasowy, którego nie możemy w oka mgnieniu ściągnąć sobie w wersji cyfrowej na kompa, telefon, tablet czy czytnik. 

Jasne, uczestniczenie w cyfrowej kulturze wymaga posiadania potrzebnych do tego urządzeń, ale już naprawdę trudno znaleźć kogoś bez smartfona. Wymaga także często otworzenia portfela, ale jest i sporo opcji bezpłatnych lub bardzo tanich. Tak czy siak, dzięki technologii mamy dzisiaj bezprecedensowy dostęp do różnorodnej oferty kulturalnej bez wyścibiania nosa z domu. Warto z niej w tych trudnych czasach przymusowej izolacji skorzystać. Życzę wszystkim wspaniałych kulturalnych odkryć i przeżyć, a przede wszystkim zdrowia. Niczego dzisiaj bardziej nam nie potrzeba.

Mike Urbaniak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę