Znaleziono 0 artykułów
25.07.2018

Moda i płeć: płynne tożsamości

69, 69 STATE OF MIND, (Fot. Bennet Perez)

Zbliżająca się wystawa w Museum of Contemporary Art w Los Angeles prezentująca ubrania kalifornijskiej marki 69, której twórcy  opisują swoje projekty jako bezpłciowe i niedemograficzne, to pretekst, żeby zastanowić się nad relacją między tożsamością płciową a współczesną modą.

Moda doskonale zna przeciwieństwo kobiecości i męskości – pisał Roland Barthes w „Systemie mody” z 1967 roku. Francuski strukturalista, rozkładając odzież na czynniki pierwsze, przekonywał, że o ile kobiece ubrania potrafią wchłonąć prawie wszystkie elementy ubioru męskiego, o tyle ten drugi odrzuca cechy mody damskiej. Mężczyzna nie może nosić spódnicy, podczas gdy kobieta może nosić spodnie (...) istnieje społeczny zakaz feminizacji mężczyzny, nie ma niemal żadnego zakazu maskulinizacji kobiety, a zwłaszcza moda akceptuje boy-look – obserwował Barthes. Jednakże ten konwencjonalny podział nie zawsze znajdował odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dowodzą tego choćby tzw. „mężczyźni wykwintni”, partnerzy dam-wykwintniś (les précieuses) z XVII-wiecznej Francji. Élisabeth Badinter, feministyczna filozofka, pisała, że: przyjęli wyrafinowaną modę damską: długie peruki, ekstrawaganckie pióra, ozdobne kołnierze, pieprzyki, perfumy, pomadki. Mężczyźni ci, chcący uchodzić za dystyngowanych i cywilizowanych, brali sobie za punkt honoru kurtuazję i delikatność. 

 Thom Browne, sezon wiosna-lato 2018 (Fot. Julien de Rosa, Getty Images)

Binarne postrzeganie świata w kategoriach tego, co „męskie” (a więc nie-kobiece) i „żeńskie” (a więc nie-męskie) narzuca obu płciom sztywne standardy, których złamanie byłoby równoznaczne z podważeniem własnej tożsamości. Współczesne realia pokazują jednak, że pojęcie męskości i kobiecości nie jest stałe, ustalone raz na zawsze, lecz tworzone dynamicznie. Jednostka definiuje się indywidualnie, korzystając ze wspólnego dla obu płci zbioru cech, praw, ról i wizerunków lub też odrzucając je całkowicie. Moda pełni tutaj niebagatelną funkcję. Stanowi bodaj najbardziej plastyczne medium, poprzez które człowiek manifestuje sposób, w jaki postrzega siebie i w jaki chce być postrzegany przez otoczenie.

Gdy w 1985 roku Jean-Paul Gaultier – wirtuoz punkowej prowokacji – zaprezentował światu męską spódnicę, a krótko później sukienki dla mężczyzn i smokingi z gorsetem, wielu zareagowało oburzeniem. Wielu też dostrzegło w tych projektach nie tyle obyczajowy skandal, co alternatywę, możliwość oswobodzenia się ze schematów. Lekcje mody Davida Bowie, Grace Jones, Boy George’a, Prince’a czy Annie Lennox dodały odwagi, by zakwestionować (a nierzadko zrównać z ziemią) z góry przyjęte założenia na temat tego, jak kobiety i mężczyźni powinni się ubierać. Kobiecość i męskość uległy upłynnieniu. 

69, 69 X COUNTRY (Fot. Ira Chemova)

Moda określana dziś często – zgodnie z terminologią teorii queer – jako „gender fluid” lub „non-binary” pozwala swobodnie przemieszczać się po spektrum rozpiętym pomiędzy kobiecym i męskim biegunem. Bez konieczności opowiedzenia się po żadnej z dwóch stron. Tę fluktuację dobrze obrazują projekty Thoma Browne’a, który odziewa modeli w plisowane spódnice, tuniki i oksfordy na obcasach, modelkom zaś proponuje garniturowe suknie, tudzież taliowane gorsetem koszule z krawatem. Płynność tożsamości płciowej w kreacjach od Comme des Garçons (nazwa marki – dosł. „jak chłopcy” – nie jest tu bez znaczenia) przybiera formę konglomeratu, w którym części męskiej i damskiej garderoby stapiają się nie do poznania. Z kolei w finale przesiąkniętego fetyszystyczną aurą pokazu kolekcji Moschino (jesień-zima 2018), Jeremy Scott połączył wspólnym frakiem Violet Chachki (burleskową drag queen, identyfikującą się jako osoba gender fluid) z Oslo Grace, niebinarną postacią modelingu młodej generacji.

Moschino, kolekcia jesień zima 2018-2019 (Fot.Pietro D'aprano, Getty Images)

Jeśli „gender fluid fashion” daje szansę nieskrępowanego konwencjami kształtowania własnej podmiotowości i form ekspresji przez oscylowanie między kobiecością i męskością, to moda znana jako „non-gender”, „agender” lub „gender neutral” zwalnia z konieczności identyfikowania się przez zerwanie z dychotomią płci. Właśnie z myślą o tych, którzy nie mają poczucia przynależności do żadnej tożsamości rodzajowej (a więc – nie określają się ani jako kobiety, ani jako mężczyźni), projektanci tworzą ubrania wzbraniające się przed tradycyjną opozycją: męskie-kobiece. Rad Hourani charakteryzuje swoje kreacje jako pozbawione płci, wieku oraz granic. – Nie przynależą do żadnej narodowości, rasy i religii, a mimo to mogą zadomowić się wszędzie i kiedykolwiek. Stanowią esencję nieprzemijającego stylu dla nonkonformistycznych indywidualności – mówi. Słowa designera potwierdzają stroje, które – choć wydają się ograniczone monochromatyczną skalą barw oraz surową geometrią kroju – okazują się bardzo plastyczne, różnorodne i uniwersalne.

Jean-Paul Gaultier (Fot. Pierre Vauthey/Sygma/Sygma, Getty Images)

Non-genderowemu ascetyzmowi Houraniego blisko do estetyki Nomen Nescio (łac. bezimienny), brandu założonego przez Timo i Niinę Leskelä. Fiński duet eliminuje wszystko, co zbędne. – Produkty są anonimowe i dostosowują się do potrzeb oraz doświadczeń użytkownika, wzmacniając jego osobowość. Ubrania nie mają żadnych elementów, które wskazywałyby na seksualność, wiek czy też status materialny – tłumaczą.
Jednak neutralna płciowo moda nie ogranicza się wyłącznie do minimalizmu. Potwierdzają to takie marki jak FLAVNT Streetwear, One DNA, czy wspomniana już 69 eksperymentujące z tkaninami, fasonami, kolorystyką i nadrukami (nierzadko o politycznym wydźwięku). Przeskalowane kombinezony, płaszcze czy koszule z metką 69, wykonane niemal wyłącznie z uniwersalnego dżinsu, nosić może każdy bez względu na płeć, wiek, rasę, pochodzenie etniczne i sylwetkę. Podobnie jak projekty FLAVANT. – Nie uznajemy męskiej i kobiecej odzieży. Tworzymy po prostu ubrania, które sprzyjają pewności siebie i miłości własnej. Bądź dumny z tego, kim jesteś – głoszą twórcy marki.

Otwartość stanowi fundament bezrodzajowej (genderless) mody. Wyzbywając się uprzedzeń i stereotypów, a także odrzucając tradycyjne kanony projektowania, designerzy dostrzegają i reagują na potrzeby tych, którzy pozostawali dotąd niezauważani. Za symptom otwartości współczesnego systemu mody uznać można „Agender”, efemeryczny sklep założony w 2015 roku w londyńskim Selfridges. W środku luksusowego domu handlowego stanęły niewielkie butiki przypominające klatki wypełnione meblami oraz różowymi, biomorficznymi rzeźbami. Na wieszakach wisiały białe pokrowce, w których kryły się ubrania od Yang Li, Undercover, Hood By Air, Ann Demeulemeester, Nasira Mazhara, Garetha Pugh i polskiej marki UEG. – Ten concept store wykracza ponad androgynię i ideę unisex, by podać w wątpliwość wrodzone założenia, które nadal podtrzymywane są w skoncentrowanej na płci modzie XXI wieku – stwierdza Faye Toogood, brytyjska architektka, autorka wystroju pop-up shopu. Przy wejściu do niego widniał plakat z hasłem: „HE, SHE, ME”. Taki też tytuł nosi piosenka Devonté Hynesa i Neneh Cherry, powstała specjalnie na potrzeby „Agender”. Główną postacią teledysku jest Hari Nef, transseksualna aktorka i modelka.

69, kolekcja jesień-zima 2016 (Fot.Christine Hahn)

Gdy w 1994 roku otworzyłem butik, mówiono mi, że powinienem mieć dwa salony – jeden dla mężczyzn, drugi dla kobiet. To głupie! Gdy wybierasz się do restauracji, nie idziesz do restauracji dla kobiet czy mężczyzn – wyznał Gaultier. Można odnieść wrażenie, że i dziś tradycyjne podziały odchodzą do lamusa. Domy mody coraz chętniej łączą kolekcje damskie i męskie, prezentując ich aliaż w ramach jednego pokazu. Choć modele i modelki przeplatali się już na wybiegach Calvina Kleina, Gucci, Vetements, Burberry czy Kenzo, to wciąż jeszcze mały krok (podyktowany zresztą względami finansowymi), by zmienić tradycyjne przyzwyczajenia. Niemniej, pojawianie się nowych marek, projektów i inicjatyw, które wychodzą ponad binarne myślenie „męskie-kobiece”, czyni współczesną modę otwartą – coraz bardziej świadomą i inkluzywną. 

Projekty marki 69 można oglądać na wystawie „69: Déjà Vu” w Museum of Contemporary Art (Pacific Design Center) w Los Angeles od 4 sierpnia do 28 października 2018.

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę