Znaleziono 0 artykułów
27.08.2021

„Moja odwaga, moja historia”: Marta Polakowska o drodze do samoakceptacji

(Fot. Alin Kovacs)

W konkursie „Moja odwaga, moja historia” zorganizowanym przez L’Oréal Paris i „Vogue Polska” wyłoniliśmy pięć historii naszych czytelniczek, które chwytają za serce, zaskakują szczerością i motywują do działania. Kolejną opowiedziała Marta Polakowska, która przez lata zmagała się z kompleksem związanym z bliznami na ciele.

Jest rok 1987. W mieszkaniu w bloku unosi się zapach świeżo palonej kawy. Dzieci sąsiadów biegają wokół zastawionego stołu. Trzynastomiesięczna dziewczynka z piwnymi oczami i kokardkami na ciemnych włosach zahacza o obrus. W jednej sekundzie wali się cały jej świat – po oparzeniu pierwszego stopnia blizny pozostają na zawsze.

Kontrola nad ciałem

Ja, ta dorosła już dziewczynka, mam poparzoną lewą rękę oraz znamię nad lewą piersią. Nieraz słyszałam, że jestem „taka ładna, a takie okropne mam blizny”. Jako nastolatka nosiłam tylko bluzki z długim rękawem, krępował mnie widok własnego ciała, przeszłam zaburzenia odżywiania. Nie chciałam wychodzić z domu. Nie dość, że miałam kompleksy związane z ciałem, to jeszcze moja siostra zawsze była ode mnie zdolniejsza – uzdolniona matematycznie, muzycznie. Cokolwiek ja robiłam, było traktowane mniej poważnie. Kontrolą nad ciałem chciałam zwrócić uwagę rodziców.

Walka z kompleksami

Przebyłam długą drogę do samoakceptacji. Teraz nadrabiam stracony czas. Moje spojrzenie na świat diametralnie się zmieniło. Nabrałam pewności siebie, gdy wyszłam do ludzi. Historie przyjaciół pozwoliły mi zyskać właściwą perspektywę na moje doświadczenia.

(Fot. Alin Kovacs)

Od trzech lat czuję się też pewnie w życiu zawodowym – pracuję jako asystent dyrektora centrum handlowego.

Nowych ludzi poznałam dzięki mojemu psu, który został gwiazdą sesji zdjęciowych i teledysków. Wygląda zupełnie jak wilk! Z nim po raz pierwszy stanęłam przed obiektywem profesjonalnego fotografa – to pozwoliło mi nabrać pewności siebie. Na początku się bałam, bo przecież przez długie lata nie potrafiłam na siebie spojrzeć w lustrze. „Na pewno wyjdę grubo, jestem za stara, by się w to bawić, mogłam zakryć blizny”, myślałam. Ale przełamałam się. I nie żałuję. Nasze wspólne poczynania możecie śledzić na Instagramie @fredi_wolfdog_and_marta. 

Odwaga to radość

Teraz już wiem, że każda blizna to świadectwo tego, co przeżyłam. Blizny dają mi moc. Są ze mną od zawsze, stały się częścią mnie, opowiadają moją historię. Niektórzy dziwili się, gdy zaczęłam robić tatuaże – pytali, dlaczego nie zasłaniam nimi blizn, tylko pozwalam je rysować na drugiej ręce. A mi podoba się ta swoista symetria.

Przede mną wiele projektów, pomysłów, planów. Noszę to, co chcę, robię to, na co mam ochotę, jem to, co mi smakuje. Wciąż miewam gorsze dni, ale wystarczy spacer z psem po lesie albo rozmowa z bliską osobą.

Chciałabym pokazać innym kobietom, że nigdy nie jest zbyt późno, żeby pokochać siebie. Z odwagą życie jest lepsze. Odwaga to dla mnie radość, a życie bez radości nie ma przecież sensu. Odważmy się więc na odwagę.

Zdjęcia: Alin Kovacs
Stylizacja: Katarzyna Mioduska
Makijaż i fryzury: Ewelina Klećkowska / Bulletproof Warsaw

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę