Znaleziono 0 artykułów
17.02.2019

Nagie ramiona, obraz zamglony

Kadr z filmu (Fot. materiały prasowe)

W Gdańskiej Galerii Miejskiej trwa wystawa Przemysława Branasa. „I Wanna Be Your Colonizer” to pasjonujący projekt oparty na zdjęciach bezimiennego holenderskiego marynarza, który w latach 30. bywał w Curaçao. Karaibska wyspa słynęła kiedyś z handlu niewolnikami. Branas, jeden z najciekawszych polskich artystów współczesnych, poczuł z marynarzem erotyczną więź i postanowił go skolonizować.

Przemysław Branas kolekcjonuje zdjęcia mężczyzn. Kupuje je w sklepach ze starociami na całym świecie. Jego fotograficzne perełki pochodzą m.in. z Jarosławia i Florencji. Najstarsze fotografie sięgają czasów przedwojennych, a najmłodsze pochodzą z lat 60. Odbitki, obecnie jest ich około 200, tworzą nieustannie powiększający się zbiór. Przemek nazywa go roboczo „Atlasem mężczyzn”. – To kompendium wiedzy na temat schematów i klisz dotyczących sposobów przedstawiania męskości i mężczyzn – tłumaczy artysta. Na jednej z fotografii widać wisielca w koszuli i krawacie, z ust wypływa mu strużka krwi. Na innej leżącego w pościeli mężczyznę w luźnym, rozchełstanym stroju, który czyta miesięcznik „Harper’s Bazaar”. Na okładce magazynu widnieją wielkie, erotyczne usta. W kolekcji Branasa jest też zdjęcie Czechosłowaków pozujących na tle słynnych zabytków Krakowa. Jest wreszcie kilkanaście odbitek przedstawiających holenderskiego marynarza bywającego w latach 30. w Curaçao. Branas kupił te fotografie w Jarosławiu, swoim rodzinnym mieście. Wypatrzył je w sklepie, do którego trafiają rzeczy pochodzące z domów zmarłych mieszkańców Europy Zachodniej.

Wernisaż wystawy  (Fot. materiały prasowe)

W pięknym białym stroju

W latach 30. Curaçao było holenderską kolonią i zagłębiem wydobycia ropy. Wcześniej słynęło z handlu niewolnikami. Na zdjęciach ze zbiorów Branasa nie widać jednak ani zdewastowanego przez koncerny petrochemiczne środowiska, ani skutków niewolnictwa. Uśmiechnięty marynarz pozuje w towarzystwie zamożnej białej kobiety i eleganckich białych mężczyzn. Pozuje w kawiarniach, barach, na tle samochodów i ozdobnych fasad w stylu kolonialnym. Holender nosi piękny biały, marynarski strój, jest pociągający. – Kupiłem te zdjęcia, bo poczułem jakiś rodzaj braterskiej lub ojcowskiej więzi. Poczułem, że jesteśmy podobni. Poczułem też więź erotyczną – tłumaczy Branas. Uczucia zmieniły się w pragnienie zinstrumentalizowania bohatera z fotografii. – Chcę być twoim kolonizatorem – mówi do marynarza Przemek.

Wernisaż wystawy  (Fot. materiały prasowe)

Na bazie kilkunastu zdjęć artysta zbudował wielowątkową opowieść opartą na nielicznych faktach. Jedynym, niemal wiernie zrekonstruowanym zbiorem rzeczy jest strój marynarza. Odtworzył go sztab specjalistów. Ubranie, które Branas nosi podczas performansów, opracował Michał Gruca, absolwent prestiżowej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii; tę samą uczelnię kończył chociażby Martin Margiela. By nadać spodniom oraz marynarce stary wygląd, projektant zabarwił je herbatą. Buty zrekonstruowano we florenckiej pracowni Leonarda Tozziego, a marynarską czapkę u gdańskiej modystki – w Pracowni Czapek i Kapeluszy Czesławy Wojciechowskiej.

Kadr z filmu (Fot. materiały prasowe)

Namiętny i zazdrosny

Osobowość marynarza próbował opisać grafolog z Centrum Ekspertyz Grafologicznych w Żywcu. Na podstawie krótkich zdań zapisanych odręcznie na odwrocie zdjęć powstała kilkustronicowa ekspertyza psychologiczna pisma. Dzięki opinii biegłego dowiadujemy się m.in., że mężczyzna z Karaibów był najprawdopodobniej estetą. Wolał wywoływać awantury, niż ich unikać. Wolał również konfrontacje niż kompromis. Był osobą agresywną, twardą, mało elastyczną. Zazdrosny i namiętny. Wpadał w euforię. Wyzwania intelektualne cenił bardziej niż odpoczynek i nieróbstwo. Jego partnerki kontynuowały rolę matki…

Kadr z filmu (Fot. materiały prasowe)

‒ Opis ten bardzo pasował do charakteru Przemka. Ich wspólne cechy to m.in. dociekliwość, potrzeba kreacji, ale też ekstrawertyzm graniczący niekiedy z brawurą – zauważa w tekście kuratorskim Piotr Stasiowski, dyrektor galerii i jeden z kuratorów wystawy „I Wanna Be Your Colonizer”.

Kadr z filmu (Fot. materiały prasowe)

Nagromadzenie bodźców

Gdańska Galeria Miejska, a właściwie jeden z jej oddziałów – GGM1 ‒ mieści się obok gotyckiej bazyliki Mariackiej, tzw. Korony Gdańska. To właśnie tu, tuż przed otwarciem wystawy, odbył się pogrzeb prezydenta Pawła Adamowicza.

Wernisaż wystawy  (Fot. materiały prasowe)

Drzwi wejściowe od wnętrza galerii oddziela ciężka, przezroczysta magazynowa kotara, za nią jest już inna rzeczywistość. Galerię wypełnia nieprzyjemne, trupio fioletowe światło. Niedaleko wejścia wyeksponowano fotografię mężczyzny przypominającego marynarza. Model nosi niebieską maskę wykonaną na podstawie twarzy marynarza z Curaçao. Na podświetlonym zdjęciu widać nagie męskie plecy z wytatuowanym słońcem, półksiężycem i wielkim, stylizowanym tytułem wystawy. Litery wyglądają jak haki i noże. We wspomnieniach majaczą archiwalne marynistyczne kolekcje Jeana-Paula Gaultier i brzmi „Lucciola” Maanamu: Portowa ulica / trudno z gorąca oddychać / nagie ramiona, obraz zamglony / tu zdradza się tylko raz… Głos Kory szybko jednak znika. Wypiera go niepokojąca awangardowa muzyka skomponowana przez Karola Nepelskiego. Utwór jest abstrakcyjną interpretacją dźwięków, które holenderski kolonizator mógł słyszeć, gdy wypływał w morze. To także muzyczna analiza prac Przemysława Branasa.

Wernisaż wystawy  (Fot. materiały prasowe)

Na muzealnym postumencie stoi zrobiona z kryształów żaglówka. Jest też flakon z perfumami wyrzeźbiony z przetopionego plastiku zebranego na plaży w Indonezji. Perfumy to kolejny ślad obsesyjnej potrzeby rekonstruowania życia. Branas odtworzył i zmieszał zapachy, które mógł czuć marynarz z Curaçao. Perfumy mają słodko-przemysłową woń: ropy, oleju, potu, likieru, świeżo wywołanych zdjęć. Na podłodze stoi ryba, obiekt metaloplastyczny z odpadów. Przemek zrobił ją, gdy był małym chłopcem i pewnie marzył wówczas o morskich wyprawach.

W drugiej sali można obejrzeć poetycki film nakręcony podczas malowniczego rejsu statkiem po Bałtyku. Dlaczego akurat po Bałtyku? Dlaczego artysta popłynął do Malmö i Karlskrony?

Projekty Przemysława Branasa / Fot. Przemysław Branas

Ścieżkę dźwiękową obrazu współtworzą cytaty z filmów, w których morze pełni rolę symboliczną. Film „I Wanna Be Your Colonizer” otwierają słowa z „Blue” Dereka Jarmana: Prosisz chłopca, by otworzył oczy. Gdy je otwiera i widzi światło, sprawiasz, że zaczyna płakać. Mówi: „Przybądź, błękicie. Wzrastaj, błękicie. Wstępuj, błękicie. Wnikaj, błękicie”. Potem leci „Pasażerka” Andrzeja Munka. Ta opowieść zaczyna się dzisiaj. Ale tam, gdzie się zaczyna, nie istnieje wczoraj i jutro. Jest tylko dzisiaj.

Wystawa „I Wanna Be Your Colonizer” potrwa do 3 marca.
Artysta: Przemysław Branas
Kuratorzy: Gabriela Warzycka-Tutak i Piotr Stasiowski
Współpraca (fotografia, wideo, montaż): Bartek Zalewski
Dźwięk: Karol Nepelski
Identyfikacja wizualna: Marcel Kaczmarek
GGM1, ul. Piwna 27/29, Gdańsk

Marcin Różyc
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę