Znaleziono 0 artykułów
10.04.2020

Najgorętsze marki wiosny

10.04.2020
Tank Air (Fot. materiały prasowe)

Wolisz ubrać się jak Fran Drescher z serialu „Niania” z lat 90., lolitka czy przedstawicielka królewskiej dynastii Tudorów?  Chcesz dzięki modzie odkryć swoją zwierzęcą naturę czy przenieść się do świata baśni? Twoją osobowość wyrażają minimalistyczne czy pełne przepychu ubrania? Niezależnie od preferencji, w kolekcjach marek, które w tym sezonie odkryliśmy, znajdziesz coś dla siebie. Dzięki oryginalnym pomysłom wszystkie mają szansę przetrwać w nowych, trudniejszych dla mody czasach.

Tank Air: Kombinezon dla Kim

Tank Air (Fot. materiały prasowe)

„Estetyka kształtuje perspektywę” to motto amerykańskiej marki. Tworzy modę z jednej strony funkcjonalną, a z drugiej – piekielnie fotogeniczną. Jej ubrania są minimalistyczne, ale niepozbawione zmysłowości. Nic więc dziwnego, że zakochuje się w nich coraz więcej influencerek.

Tank Air (Fot. materiały prasowe)

W portfolio Tank Air próżno szukać oversize’owych fasonów. To bowiem przede wszystkim mocno przylegające do ciała body, obcisłe, marszczone topy i – gwóźdź programu – kombinezony z krótkimi nogawkami i kwadratowymi, usztywnionymi fiszbinami, dekoltami. Mogłaby się w nich zakochać Kim Kardashian West. Ale nie trzeba być zwolennikiem jej stylu, żeby skusić się na taki uniform. Wzorem gwiazd Instagrama można połączyć go z oversize’ową, męską marynarką, klapkami na obcasie albo sneakersami w stylu retro.

Recto: Czysta karta z Korei

Recto (Fot. materiały prasowe)

Na bardziej dosłowny minimalizm stawia południowokoreańska marka Recto. Jej nazwa nawiązuje do prawej strony karty książki (choć z francuskiego termin ten oznacza też po prostu przednią stronę pojedynczej kartki papieru). Wybrano ją nie bez powodu. Jej twórczyni chciała nawiązać do carte blanche, na której można zapisać swoje pomysły.

Jung Ji Youn, zanim w 2015 r. powołała do życia Recto, przez kilka lat prowadziła w Seulu butik z luksusową odzieżą. Być może dlatego jej marka ma szansę zachwycić nie tylko koneserów, lecz także bardziej masowego odbiorcę.

Recto (Fot. materiały prasowe)

W kolekcji marki znajdziemy bowiem wszystko, na czego punkcie aktualnie szaleją lubujące się w minimalizmie influencerki: oversize’owe garnitury w błękitnym kolorze, dzianinowe i wiązane z przodu topy, obszerne spodnie o podwyższonym stanie, które nosi się z klasycznym T-shirtem lub króciutkim topem, proste sukienki i fenomenalne okrycia wierzchnie. Styl Recto to pochwała prostoty, w najsmaczniejszej jej formie. Zacierają się tu granice między modą klasycznie damską a męską, gra się proporcją i wykończeniem, oddaje głos detalom, ale też pilnuje, by nie zagłuszyły one nienagannej konstrukcji i formy. Moda z Dalekiego Wschodu zyskała właśnie kolejnego godnego ambasadora.

Esse Studios: Na zamówienie

Esse Studios (Fot. materiały prasowe)

Kolejny minimalistyczny koncept, tym razem z Australii. Jeszcze głośniej pobrzmiewa tu echo nie tylko mody zrównoważonej, ale przede wszystkim świadomej i prawdziwie ponadczasowej. Założycielka marki, Charlotte Hicks, to projektantka z kilkunastoletnim doświadczeniem (projektowała m.in. dla marki Zimmermann). Sfrustrowana nie tyle szybkim tempem branży, co jej nadprodukcją, postanowiła przełożyć swoją wiedzę i wizję na projekt, który wytwarzałby tyle, ile byłoby rzeczywistego zapotrzebowania. Aby wyprodukować tyle ubrań, ile faktycznie klientki zechcą kupić, Esse Studios bazuje na wcześniejszych zamówieniach. Te na najnowszą kolekcję zrealizowane zostaną w czerwcu.

Esse Studios (Fot. materiały prasowe)

Mechanizm Esse Studios jest więc prosty: każdy projekt ma spełniać określoną funkcję, a kapsułowa kolekcja uzupełniać poprzednie. I tak, w debiutanckiej odsłonie przedstawiono głównie basicowe projekty: dzianinowe sukienki i topy, koszule z bawełny oraz garnitury z cienkiego denimu. W kolejnej edycji pojawił się klasyczny czarny garnitur, białe T-shirty, czarne koszule i lejące sukienki w kolorze piaskowego beżu. Najnowsza, trzecia już kolekcja, to projekty, w których większą rolę zaczynają odgrywać wyraziste detale – sukienki o fasonie kolumny mają marszczone wcięcia w talii i ukośne szwy, a topy skrócone fasony i wiązania na szyi. Pojawia się też więcej kolorów, w tym błękitny i morelowy.

Ninamounah: Zwierzęca natura

Ninamounah (Fot. materiały prasowe)

Nie wierzę w relacje między ludźmi a zwierzętami – ludzie są zwierzętami. To interesujące – ludzie postrzegają siebie jako upadłe anioły, gdy w rzeczywistości są po prostu małpami, którym udało się zejść z drzew – mówiła holenderska projektantka Ninamounah Langestraat w rozmowie z „Paper Magazine”, krótko po premierze swojej kolekcji we wrześniu ubiegłego roku. Zarówno Langestraat, jak i dyrektor generalny założonej przez nią marki, Robin Burggraaf, są więc w równej mierze kreatorami i artystami, co biologami i antropologami kultury. W swojej twórczości odzierają człowieka z humanistycznego dyskursu i eksplorują jego pierwotne, zwierzęce oblicze.

Ninamounah (Fot. materiały prasowe)

Chętnie bawią się skrajnościami, ale zagospodarowują też przestrzeń pomiędzy. Mocne, męskie sylwetki mieszają z dosłownym i niepozostawiającym wiele wyobraźni seksapilem. Eksplorują też temat zacierania się płci, które niczym zwierzę w klatce, pozostają więźniami społecznych i kulturowych definicji. Skomplikowana dla przeciętnego odbiorcy treść nie zagłusza jednak formy. Ta równie dobrze sprawdza się bowiem w oryginalnych sesjach mody, co na ulicy. Prowadzący markę zwracają też uwagę na przestrzeganie zasad zrównoważonej produkcji. Nie dopuszczają do marnowania się tkanin (często wykorzystują je podczas pracy nad kolejnymi kolekcjami), a większość projektów szyją w Amsterdamie we współpracy z lokalnymi zakładami krawieckimi.

Jordan Dalah Studio: W teatrze życia codziennego

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jordan Dalah Studio (@jordandalahstudio)

Kolejny gorący projektant z Australii, za którego odkrycie muszę podziękować Instagramowi. Projekty tego absolwenta Central Saint Martins z minimalizmem nie mają nic wspólnego. Zamiast tego, czerpią z estetyki kostiumów teatralnych i historii mody. 27-letni Dalah szczególnie zafascynowany jest dynastią Tudorów – złożonością ich strojów, namaszczeniem, z jakim traktowali cały proces ubierania się od bielizny przez gorsety aż po warstwy wierzchnie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jordan Dalah Studio (@jordandalahstudio)

Nie oznacza to jednak, że projekty Australijczyka nie nadają się do noszenia. Przeciwnie. Czas spędzony na londyńskiej Central Saint Martins wykorzystał, by nauczyć się godzić swoje artystyczne fascynacje z praktycznym podejściem do mody. Dalah zdaje się wierzyć, że kobiety oprócz funkcjonalności nadal szukają w modzie odrobiny dramatyzmu i baśniowości. Warto zwrócić uwagę na sukienki z dużymi bufami, warstwowe spódnice zbudowane na połączeniu transparentnej siateczki i jedwabiu, płaszcze z ogromnymi bufami i asymetryczne, pełne objętości topy. Lookbook debiutanckiej kolekcji Dalaha zdecydował się sfotografować Craig McDean. Trudno chyba o lepszą rekomendację.

Mirror Palais: Lolitka i Niania

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez @mirrorpalais

Kto uważa siebie za wytrwanego instagramera, w ostatnich kilku tygodniach mógł natknąć się na zdjęcie krótkiego, sięgającego ledwo za biust i wykończonego zaokrąglonymi fiszbinami topu. To projekt Marcela Gai – założyciela marki Mirror Palais. Estetyka Mirror Palais to połączenie garderoby współczesnej lolity z szafą głównej bohaterki kultowego serialu „Niania”. W kolekcji marki oprócz krótkich topów znajdziemy też mocno wycięte i podkreślające kształty sukienki, komplety złożone z obcisłych spódnic maksi i króciutkich kardiganów (czerwony model miała ostatnio na sobie Dua Lipa w teledysku do „Break my heart”), mikrożakiety, topy o fasonie bandanki, satynowe komplety bielizny nawiązujące estetyką do modeli z lat 90. i bikini. Nie jest to moda dla grzecznych dziewczynek. Ale od czasu do czasu można przecież zaszaleć.

Mirror Palais (Fot. materiały prasowe)

A Personal Uniform: Pole do manewru

A Personal Uniform (Fot. materiały prasowe)

Na minimalizmie zaczęliśmy i na minimalizmie kończymy. A Personal Uniform to zresztą kolejna ciekawa marka ze Wschodu – jej studio ma siedzibę w Bangkoku. Powstała w 2014 r. za sprawą Sorady Thaiwaranon – absolwentki Central Saint Martins, która zawodowe doświadczenie zbierała u A. F. Vandevorst w Antwerpii i Londynie, pod okiem Richarda Nicolla. Jak wskazuje na to nazwa marki, jej główny cel to umożliwienie kobietom stworzenia garderoby bazującej na uniformach. Zestawach odpornych na zmiany sezonów i trendów, które są  na tyle ponadczasowe, że dają duże pole stylizacyjnego manewru.

A Personal Uniform (Fot. materiały prasowe)

Marka nie dzieli więc kolekcji na sezony – jesień-zimę i wiosnę-lato. Zamiast tego, co cztery miesiące do sprzedaży wprowadzane są składające się z maksymalnie 15 modeli dropy. W najnowszym znalazły się m.in. drapowane i przypominające kamizelki topy, bawełniane spodnie o baloniastej nogawce, asymetryczne koszule i zabudowane sukienki z geometrycznymi wycięciami w talii. Jak mówi Thaiwaranon, „w marce A Personal Uniform chodzi równie mocno o ubrania, co o kobiety, które je noszą”. Nie są to chyba puste słowa.

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę