Znaleziono 0 artykułów
15.06.2020

Polskie marki, którym chodzi nie tylko o modę

Neige (fot Maciej Świstek, stylizacja Zuzanna Włodarz)

Przedstawiamy cztery polskie marki, dla których ubrania i dodatki są pretekstem do opowieści o ideach, poglądach, do sprzeciwu i tęsknoty. To, o co im chodzi, wyrażają już w nazwach. 

W Polsce rośnie grono twórców i twórczyń mody, dla których ubranie nie jest tylko atrakcyjną rzeczą. Projektowane przez nich stroje i dodatki wyrażają idee, poglądy, sprzeciw wobec konsumpcji i tęsknotę za tym, co minęło. Ich moda powstaje w Opolu, Poznaniu, Warszawie, Krakowie, Łodzi, ale też w Hongkongu. Sprzężona jest ze sztuką, muzyką, fotografią. Przedstawiamy cztery marki, których nazwy tworzą metafory, szyfry. 

White Flag: Wolność fizyczna 

White Flag (fot. materiały prasowe)

White Flag to marka skupiona na ciele konkretnej osoby. Niemal wszystkie ubrania powstają na miarę, przeważnie w jednym egzemplarzu, czasem zdarzają się serie złożone z zaledwie kilku sztuk.

Katarzyna Bura, twórczyni firmy, ukończyła Wydział Artystyczny Uniwersytetu Zielonogórskiego, na którym wykładali wówczas najlepsi profesorowie i profesorki z Poznania. Studiowała w pracowniach Izabelli Gustowskiej i nieżyjącego już Leszka Knaflewskiego. Urodziła się w Bogatyni. Jej dziadek i ojciec byli górnikami. Jedną z najcenniejszych rzeczy są dla Katarzyny uniformy robocze jej przodków, które według taty projektantki nadają się do noszenia tylko pod ziemią. Na wyrafinowaną estetykę White Flag wpłynęły ubrania, które należą do niedostępnego, podziemnego i brudnego świata ciężkiej pracy. 

Każdy model WF ma numeryczną nazwę – datę powstania produktu. Szaro-kremowa torba z surowej bawełny „060520” ukończona została 6 maja 2020 roku, a lniana pognieciona bomberka „230520” 23 maja. Tkaniny zazwyczaj są jednokolorowe i urzekają surowością. Pochodzą z Włoch, z odrzutów. – To tkaniny, których nikt już nie chciał – mówi Katarzyna Bura. 

Nazwa założonej w 2011 roku w Poznaniu marki odwołuje się do twórczej kapitulacji. Sygnalizuje rezygnację z walki o miejsce na rynku mody popularnej oraz luksusowej. White Flag nie chce lansować czy powielać najnowszych tendencji, nie chce produkować odzieży sezonowej, rzeczy do szybkiego zużycia. Sięga za to do rdzenia mody – do jej robotniczego dziedzictwa, którego źródło bije gdzieś pod ziemią, a także do tego, co stworzyli awangardziści mody z przełomu XX i XXI wieku, na przykład Rei Kawakubo, która zdeformowała zachodnioeuropejskie ideały piękna, czy Martin Margiela, który ujawniał konstrukcyjne elementy ubrań, eksponował ich surowość i siermiężność. 

Neige (fot Maciej Świstek, stylizacja Zuzanna Włodarz)

Projekty WF nie podkreślają biustu, talii, mięśni i pośladków, są neutralne płciowo, nie akcentują seksapilu wylansowanego przez kulturę konsumpcyjną. Ozdobami strojów są zagięcia materiału, którego zawsze jest trochę za dużo. Zamiast falban i dekoracyjnych mankietów ubrania WF mają za długie rękawy. Dla Katarzyny Burej ważne są także struktury, które działają na dotyk, oraz rodzaj siermiężności krojów, nazwałbym to sensualnym brutalizmem. Nawet zabawny różowy pasek w kształcie kiełbasek jest poszarzały i sznurowaty, nie ma żadnej sprzączki, wiąże się go na brutalny supeł. 

Nazwa WF kojarzy się też ze szkolnym wychowaniem fizycznym, z ciałem w ruchu i związaną z tym opresją. Stroje White Flag są przeciwieństwem opresji. WF to wolność fizyczna. 

Scary: Skarpetki z przekazem

Scary (fot. materiały prasowe)

Scary wymyślili fotograf Katz Kosiński i didżej Tomasz Lachowski z duetu Lasmo. Lasmo gra techno, a Katz tworzy reportażowo-lifestyle’owe zdjęcia i trenuje boks. Znają się z łódzkiej podstawówki. Markę stworzyli z pasji do skarpetek i w opozycji wobec dominujących na polskim rynku nudnych skarpetek w kropki czy arbuzy.

Wystartowali niedawno, na początku pandemii. Ich flagowa kolekcja nosi tytuł „Therapy”. Skarpetki są białe, czarne i w kolorach neonowych. Ozdabiają je motywy przypominające tatuaże, niektóre z nich niosą ważny i odważny przekaz. Projekt z płonącym kościołem to sprzeciw wobec agresji, która ma pobudki religijne, i Kościoła, który ingeruje w sprawy państwa i wpływa na politykę. Pomarańczowe skarpetki z tribalowymi wzorami skierowane są do miłośników techno, rave, gabber. Płaczące lub krwawiące oczy widnieją na skarpetkach dla tych, którzy nie zasłaniają oczu, przez co widzą więcej i mocniej odczuwają ból.

Scary (fot. materiały prasowe)

Scary używają dwóch hasztagów: #facethejudgement i #staysafe. Pierwszy namawia do tego, by jasno wyrażać emocje i poglądy, a drugi jest hasztagiem opiekuńczym. Scary są delikatne, przyjemne w dotyku. Powstają w województwie łódzkim. 

Neige: Biuro z „Matrixa”

Neige  (fot Maciej Świstek, stylizacja Zuzanna Włodarz)

Neige istnieje od 2011 roku. Markę założył opolski didżej i organizator imprez Roman Buk. Regularna obecność w showroomach w Paryżu i Mediolanie sprawiła, że Neige ma dziś klientów w Londynie i Amsterdamie. Ubrania dostępne są w sklepach w Berlinie, Rimini, Tokio, Francji i Norwegii. Noszą je polscy raperzy: Siles, Żabson, Quebonafide i Gedz, a także didżej Jarreau Vandal i aktorka Julia Wieniawa. 

Estetyka Neige nawiązuje do czasów dzieciństwa Romana, do często przywoływanej dziś mody z przełomu wieków, gdy rozwijały się muzyka elektroniczna i gry komputerowe. Na wiosenną kolekcję wpłynęła też estetyka biurowa, korporacyjna. Do rzeczy przyczepione są identyfikatory – biurowe przelotki przyporządkowujące człowieka do konkretnego wieżowca i miejsca na podziemnym parkingu. 

Korporacyjność i biurowość ubrań Neige zawsze przełamana jest czymś fantazyjnym. Błyszczący płaszcz z PCV to strój przodownicy pracy z siedziby Matrixa. Minisukienki i topy przywołują rok 2000, kiedy Stella McCartney projektowała dla Chloé, a Tom Ford dla Gucci. Maszynowo pognieciony jedwab, z którego zrobione są ubrania, przypomina papierek po zjedzonym już cukierku. Marynarki są asymetryczne, a ich zapięcia ozdabia O-Ring, który przywodzi na myśl gadżety erotyczne. Ze świata fantazji pochodzą też nadruki przedstawiające pegazy, bliźniacze głowy w ekstatycznym uniesieniu i wielokolorowe mgławice. Poetycka i metaforyczna jest też nazwa firmy – „neige” to po francusku śnieg. 

An-Appendage: Czekając na całość 

An-Appendage (fot. materiały prasowe)

Krakowianin Kacper Makuła prowadzi piękny instagramowy profil Gasparddal. Niemal na każdym skrawku jego ciała widać tatuaże. Gasparddal nosi charakterystycznie rozdwojone buty Maison Margiela, to jedna z interpretacji butów Tabi z 1989 roku. Nosi też koszulę Burberry we wzór „nova check”, słynne spodnie Rafa Simonsa z napisami „Drugs”, T-shirty Gucci i Balenciaga, dżinsy Vetements. Inspirujące interpretacje modowych fetyszy, rzeczy wyjątkowo pożądanych sprawiły, że profil Gasparddala obserwują fani z różnych części świata. 

Trzy lata temu 20-letni wówczas Kacper założył markę An-Appendage. Jego projekty, podobnie jak ubrania Neige, toną w nostalgii. Zobaczycie na nich postaci z bajek i popkultury, którą Makuła zna z dzieciństwa. Na fioletowej koszulce An-Appendage przytulają się Troskliwe Misie. Na innych wdać dziewczyny stworzone w konwencji anime, to ilustracje partnerki Kacpra Oli Laszkiewicz, która też prowadzi inspirujący profil na Instagramie. 

Z bluz An-Appendage spoglądają przepołowione Pokemony. Ubrania stworzone z dwóch części lub z różnych połówek to znak rozpoznawczy marki, zabieg wprowadzający twórczy chaos. Rzeczy projektu Kacpra Makuły wyróżniają się stylowym infantylizmem i lekko BDSM-owskim erotyzmem. Niektóre z nich wyglądają jak stroje alfonsa z serialu „Kroniki Times Square”, inne są drapieżne, wzbudzają niepokój. Na golfach widnieje motyw sugerujący podrzynanie gardła albo napis „choke here”, czyli „dusić tu”. Pasek do spodni zrobiony jest z pasa bezpieczeństwa. Nadruki i wisiorki przedstawiają ostrzegawcze symbole łatwopalności i radioaktywności. Jeden z T-shirtów ozdabiają otwory po kulach. Na ubraniach widać smoki, czaszko-pająki, kostuchy i tytułowe bohaterki horroru „Cannibal Girls”. 

Większość produktów An-Appendage powstaje w Krakowie, niektóre swetry robione są w Hongkongu. Nazwa marki, angielskie „appendage” to po polsku „dodatek”. Sugeruje, że to, co już powstało, jest tylko częścią nieznanej wciąż całości. 

Marcin Różyc
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę