Znaleziono 0 artykułów
30.12.2020

Pierre Cardin: Projektant przyszłości

(Fot. Getty Images)

Mawiał, że był pierwszym socjalistą mody, bo przybliżył masom to, co elitarne. Inni nazywają go kapitalistą, jako że zapoczątkował licencjonowanie, ze swojego imienia robiąc znak handlowy. Według niektórych ruch wizjonera rozumiejącego, że moda to biznes, według innych pauperyzacja haute couture, niemal bluźnierstwo. – Kopiowanie? Nigdy! Niech inni ciebie kopiują. To dowód tego, że osiągnąłeś wielkość – mówi Pierre Cardin w niepublikowanym wcześniej wywiadzie.

W latach 60. Pierre Cardin zapoczątkował futurystyczne trendy w modzie, na starość osiadł w kupionym pół wieku wcześniej weneckim pałacu. Powrócił w rodzinne strony, bowiem jeden z najsłynniejszych francuskich projektantów urodził się jako Pietro Cardin w okolicach Treviso, a nad Sekwanę trafił jako chłopczyk, wraz z uciekającą przed reżimem Mussoliniego rodziną.

(Fot. Getty Images)

Spotkaliśmy się właśnie tam, w położonym w dzielnicy Santa Croce Palazzo Bragadin. Na dziedzińcu gości wita gondola z pleksi – przyszłość i tradycja zamknięte w jednym przedmiocie. Dwa kierunki, które zawsze cechowały modę tego wizjonera. Na spotkanie z prasą mistrz założył koszulę w kolorowe pasy, klasyczny garnitur khaki i futurystyczne sportowe buty, oczywiście własnego projektu. Towarzyszą mu bratanek Rodrigo Basilicata i przyjaciel, muzyk Matthew Gonder, którzy tłumaczą dziennikarzom wypowiedzi mistrza, gdy ten płynnie przechodzi z francuskiego na włoski i angielski. W przestronnym salonie na pierwszym piętrze meble projektu Cardina mieszają się z osiemnastowiecznymi meblami projektu André Charlesa Boulle. – Witam w moich skromnych progach! – woła Cardin.

Ta okazała posiadłość ma niezwykłą historię…

Tak, w Palazzo Bragadin często bywał Giovanni Casanova. Przyjeżdżał tu na bale gondolą, pił i tańczył. Kiedy miał już dość, wymykał się przez sekretne drzwi w sąsiadującym z tą salą pokojem. I płynął dalej, na inne przyjęcia, na spotkanie innych przygód...

Lubi pan, kiedy mury kryją opowieści.

Uwielbiam. Z tego powodu kupiłem dom markiza De Sade we Francji [Położony na wzgórzu posiadłości château znajduje się w średniowiecznej wiosce Lacoste – przyp. red]. Kiedy do niego wszedłem po raz pierwszy, był ruiną, ale sufity i podłogi były oryginalne... Proszę mi przypomnieć, pani jest z Warszawy? Odwiedziłem to miasto kiedyś... Wiele lat temu, nie powiem pani, ile dokładnie, bo wyjdzie, jak bardzo jestem już stary. To było już po wojnie. Śladów po wojennej ruinie już właściwie nie było.

Według pana talent to bardziej dar od losu czy metodyczność?

Podobne artykułyPierre Cardin: Projektant świata i okolic Wojciech Delikta Według mnie talent po prostu się ma. Wszystko, co w życiu stworzyłem, wyszło ze mnie. Mój dom mody to ja. To coś więcej niż ubrania, to cała wizja świata. Do dziś lubię otaczać się przedmiotami, które wymyśliłem. Krzesła, na których siedzimy, nawet ta szklanka, która stoi na stole, to moje projekty.

Co oznacza dla pana szczęście?

Szczęśliwe życie to życie harmonijne. Ta równowaga musi być zachowana także między życiem prywatnym a pracą. Ale dla każdego znaczy to coś innego. Wszyscy moi znajomi lubią wyjazdy, wakacje, narty w kurortach. Ja pracuję, bo w pracy odpoczywam. Każdy ma swoją drogę.

(Fot. Getty Images)

Z powodu zapracowania wielokrotnie odrzucał pan propozycje filmowców. Teraz [Rozmowa odbywa się we wrześniu 2019 r. – przyp. red.] na prestiżowym festiwalu filmowym w Wenecji premierę miał film „Dom Pierre’a Cardina” w reżyserii P. Davida Ebersole i Todda Hughesa. Debiut w nowej roli był dla pana stresujący?

Nie. Miałem już pewne doświadczenie filmowe. Wielokrotnie robiłem kostiumy do filmów, pracowałem, m.in. z Jeanem Cocteau, w latach 70. wystąpiłem nawet jako aktor w filmie „Joanna Francuzka” z Jeanne Moreau. Ach, cóż z niej była za aktorka, samorodny talent, charyzma [Cardin i Moreau byli przez pięć lat parą, spotykali się jednak przed rozpoczęciem zdjęć, w latach 1960-65. W czasie tego związku Cardin ubierał Moreau w filmie „Zatoka aniołów” Jacquesa Demy – przyp. red.]. Poza tym, po latach bycia na świeczniku człowiek nie ma już takiej tremy. „Dom Pierre’a Cardina” realizowany był w bardzo naturalny sposób. Są w nim rzeczy prawdziwe i mniej prawdziwe. Trochę się podczas zdjęć pośmiałem, były też momenty wzruszenia. Ogólnie jestem z tego doświadczenia i jego efektu bardzo zadowolony. Rzeczywiście miałem wcześniej wiele propozycji filmowej biografii, ale zawsze odmawiałem. Przekonała mnie miłość, jaką Todd i David darzą mój dorobek. 

(Do rozmowy włącza się Rodrigo Basilicati):

Najpierw przyszli do mnie. Obejrzałem ich poprzednie filmy i spodobały mi się. Wiedziałem, że wuj już wielokrotnie odrzucał takie propozycje. Ale szybko okazało się, że David i Todd są prawdziwymi „cardinofilami”, którzy posiadają m.in. zaprojektowaną przez wuja w 1972 r. wersję samochodu AMC Javelin, którym regularnie podróżują. Matthew [Gonder, producent wykonawczy – przyp. red.] powiedział mi: „Macie szansę zrobić ten film z dwoma facetami, którzy kochają i cenią sztukę Pierre’a”. Pomyślałem, że to szansa. Prędzej czy później i tak ktoś go zrobi, tylko może jemu Pierre będzie obojętny, a my nie będziemy mieli nad tym żadnej kontroli. Porozmawialiśmy z wujem i uznaliśmy: teraz albo nigdy.

Wspomniana Jeanne Moreau była pana muzą?

Zdecydowanie tak. Było ich kilka. Jeszcze Cyrielle Clair [Francuska aktorka – przyp. red.], no i oczywiście Maja Plisiecka [Rosyjska tancerka i choreografka, jedna z najwybitniejszych osobowości baletu XX w. – przyp. red.]. Była moją wielką przyjaciółką. No i Hiroko Matsumoto, moja muza z Japonii [Cardin do końca życia był związany blisko z Japonią, wprowadził ją na francuskie salony w latach 50., przyczyniając się do dywersyfikacji kanonów piękna – przyp. red.].

(Fot. Getty Images)

Z filmu można wywnioskować, że pana relacja z Yvesem Saint Laurentem nie należała do najlepszych. Myśli pan, że przypisuje mu się zasługi, które w istocie były pańskie?

Powiem tak: gdy Saint Laurent ubierał kobietę, to na jej widok się myślało: „O, jak pięknie ubrana kobieta”. Jak Pierre Cardin ją ubierał, to się na nią patrzyło i myślało: „O, Pierre Cardin”. Saint Laurent tworzył ubrania piękne, eleganckie, klasyczne, ale nie miał tożsamości. Prace Cardina to prace Cardina. Kiedy je widzisz i zamykasz oczy, w twojej głowie rozbłyskuje cała wizja.

Taką wizją miała być futurystyczna „mieszkalna rzeźba” Palais Lumière w Wenecji. Ale po kilku latach starań projekt dostał ostatecznie czerwone światło w 2013 r.

Może to kwestia zazdrości? Może polityki? Ja się na polityce nie znam, nigdy nie umiałem grać w te gry.

To nie mogła być pierwsza porażka. Są w pana karierze momenty, o których wolałby pan nie mówić?

Oczywiście, że tak! Jestem osobą ogromnie ambitną, zatem niechętnie mówię o porażkach. Choć uważam, że moja kariera jest dowodem podejmowania trafnych decyzji. Żeby wskazać konkrety potknięć, musiałbym się do nich przyznać. Pozwoli zatem pani, że zamilknę. Nie lubię narzekać. Jestem życiu wdzięczny za to, jak mnie traktowało.

A licencjonowanie uważa pan za sukces?

Zdecydowanie! Tak zbudowałem imperium. Nigdy nie miałem za sobą żadnych inwestorów, za wszystko płaciłem sam. To kolekcje prêt-à-porter pozwoliły mi rozwijać haute couture, karmić moją kreatywność. A czy innym ten patent się sprawdza? To już nie mój problem. Wolę swoje problemy od cudzych. Swoich mam pod dostatkiem.

Zawsze interesowała pana przyszłość, zatem jak odnajduje się pan w świecie mediów społecznościowych?

Uwielbiam nowe technologie. Instagram jest świetny! To wcielona przyszłość, o której opowiadam od lat.

Interesuje pana współczesna moda?

Sam zaczynałem jako uczeń w domach mody Dior czy Schiaparelli, potem przyjmowałem pod swoje skrzydła młodych zdolnych, np. Jeana Paula Gaultiera, który przed pójściem na swoje pracował ze mną przez około cztery lata jako asystent. Ale jestem raczej skupiony na własnej wizji. Jedyne, co wyraźnie dostrzegam, to, że moja kardynalna zasada: „nie kopiuj, bądź sobą”, jest dziś zbyt często łamana. Kopiowanie? Nigdy! Niech inni ciebie kopiują. To dowód tego, że jesteś artystą, że osiągnąłeś wielkość. Mnie, tak samo jak pół wieku temu, najbardziej interesuje przyszłość. W jej kierunku patrzę.

Film „Dom Pierre’a Cardina” był pokazywany na ostatnim festiwalu Millenium Docs Against Gravity, jest obecnie dostępny w ofercie Canal+.

 

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę