Znaleziono 0 artykułów
20.08.2019

Pionierska Patagonia

(Fot. Materiały prasowe)

Od 35 lat marka założona przez Yvona Chouinarda przeznaczyła 89 milionów dolarów na wsparcie działań ekologicznych na całym świecie. Rocznie reperuje się tu sto tysięcy ubrań i recyklinguje 17 ton tych, których nie dało się naprawić. 45 proc. kadry zarządzającej firmy to kobiety. Motto Patagonii, która jako pierwsza zauważyła, że nie można produkować ubrań bez baczenia na środowisko naturalne, brzmi: „Prowadzimy biznes, by ratować planetę”. 

„Moja firma, Patagonia, jest eksperymentem. Istnieje po to, by wprowadzić w życie wszystkie zalecenia literatury katastroficznej, usilnie namawiać nas do podjęcia natychmiastowych działań, bez których dzika przyroda zginie, a cywilizacja ludzka ulegnie zagładzie. Choć naukowcy zgodnie twierdzą, że świat znajduje się na krawędzi katastrofy ekologicznej, społeczeństwu nadal brakuje woli działania. Wszystkich nas paraliżują apatia, bezwładność i brak wyobraźni. Patagonia istnieje po to, by podważyć powszechnie obowiązujące przekonania i zaprezentować nowy styl odpowiedzialnego biznesu. Jesteśmy przekonani, że powszechnie akceptowany model kapitalizmu, który wymusza nieustanny wzrost i jest winny zniszczeń w środowisku naturalnym, musi zostać zastąpiony nowym modelem działania. Patagonia i tysiąc zatrudnionych w niej osób ma środki i wolę, by udowodnić pozostałej części świata biznesu, że owocem słusznego postępowania jest zdrowe i zyskowne przedsiębiorstwo” (fragment biografii Yvona Chouinarda „Let My People Go Surfing”, w polskim tłumaczeniu „Dajcie im popływać”, Wyd. Mayfly).

(Fot. Materiały prasowe)
(Fot. Materiały prasowe)

Jest takie powiedzenie, że jeśli nie wyjesz wystarczająco głośno, nigdy nie znajdziesz swojego plemienia. Im dłużej czytam o działaniach Patagonii, tym bardziej chce mi się wyć, spakować plecak i dołączyć do zespołu lub do wspieranych przez markę aktywistów, którzy na całym świecie chronią kawałki dziewiczej jeszcze przyrody.

Bunt przeciwko kapitalizmowi

Założyciel marki Yvon Chouinard (ur. 1938), do którego zresztą do dziś należy sto proc. udziałów w firmie, to całkowite zaprzeczenie kapitalisty prymusa. Często podkreśla, że bycie biznesmenem zawsze kojarzyło mu się z czymś nie do końca uczciwym, ale to właśnie biznes stał się dla niego kombajnem zmiany, dzięki czemu wytyczył drogę kolejnym firmom. Dla Chouinarda kluczem do sukcesu nie jest postępowanie według wytyczonych dawno temu reguł, ale tworzenie własnych zasad i działanie, bo tylko ono jest odpowiedzią na rozpacz i obojętność. Uważa również, że to, co nakręciło popularność firmy, to umiejętność szybkiej reakcji na zmiany. Chouinardowi udało się w dość intuicyjny sposób stworzyć markę, której nie wymyśliłby sztab najlepszych strategów. Patagonia to dziś zrównoważone imperium, które mimo wielu lat na rynku wydaje się dopiero rozkręcać. 

Marka wspiera mniejszości etniczne, angażuje się w równouprawnienie kobiet, pomaga uchodźcom, daje pracę lokalnym rzemieślnikom, walczy z regulacją i wyrybianiem rzek, wycinką lasów czy odwiertami naftowymi, a aktualnie zajmuje się także farmami organicznymi. Firma zorganizowała armię rebeliantów działających za pomocą narzędzi kapitalizmu i wolnego rynku, którzy wiedzą, jak hakować system, by ratować planetę i jej mieszkańców. Sami pracownicy Patagonii mogą odbyć dwumiesięczny staż w wybranej przez siebie organizacji pozarządowej (w tym czasie dostają pełne wynagrodzenie).

Zrównoważenie to oczywistość

Najgorętsze słowo minionego roku to „zrównoważenie”. Yvon Chouinard woli mówić po prostu o zdrowym rozsądku. Marka już w 1974 roku pisała w swoich materiałach o tym, że zasoby ziemi nie są nieograniczone. Gdy pod koniec lat 80. w sklepie w Bostonie pracownicy skarżyli się na bóle głowy, okazało się, że przyczyną jest formaldehyd dodawany do bawełnianych koszulek. Firma niemalże natychmiast przeszła na organiczną bawełnę. Od 1991 roku korzysta już wyłącznie z niej. W 1997 roku wprowadzono ubrania z konopii, a w 2014 roku zrezygnowano z wełny merynosów, bo jej pozyskiwanie obciążane jest okrucieństwem wobec zwierząt. Patagonia postanowiła także odzyskiwać puch do kurtek z kołder i używanych rzeczy (ostatecznie korzystać wyłącznie z kontrolowanych hodowli). Jako pierwsza marka na świecie zaczęła też produkować pianki do surfingu z tkaniny o nazwie yulex (naturalna guma zamiast neoprenu). Już 15 lat temu Patagonia udostępniła informacje o wszystkich swoich dostawcach i od tamtej pory w zasadzie cały łańcuch jej dostaw jest transparentny. Firma zrzeszona jest również w grupie tzw. B Corp, czyli Benefit Corporations – biznesów z sensem, które nie zgadzają się z archaicznym modelem dążenia do zysku jako celu samego w sobie. 

Patagonia w swoich materiałach często podkreśla, że jako globalna marka ma na swoim liczniku sporo śladu węglowego, i określa siebie częścią globalnego problemu.

(Fot. Materiały prasowe)

Lepsze niż nowe

Od momentu włączenia w swoje szeregi start-upu WORN WEAR marka jasno mówi, że jest odpowiedzialna za zakupione u niej ubrania od początku do końca życia produktu. Jak to możliwe? Procedura jest bardzo prosta: to, co chcesz naprawić, oddajesz, a to, co jest w dobrym i bardzo dobrym stanie, marka od ciebie odkupi. Mocno zniszczone rzeczy możesz odesłać do recyklingu (dziś już prawie sto procent kolekcji zawiera coś, co pochodzi ze zmielonych wcześniej rzeczy). Na miejscu zespół Patagonii zdecyduje, co zrobić z waszym wspólnym ubraniem (ponieważ dzielicie odpowiedzialność za produkt). Jakość materiałów używanych przez markę sprawia, że klienci dużo częściej proszą o reperację niż wymianę na nowy towar. Również tutaj Patagonia znalazła rozwiązanie – nauczyła większość swojego zespołu dokonywać prostych napraw, dzięki czemu sprawnie uleczony ciuch szybko wraca do właściciela. 

Przez ostatnie dwadzieścia kilka lat motto marki pozostawało niezmienne: „Zrób jak najlepszy produkt z jak najmniejszą szkodą dla ludzi czy środowiska”. W dobie katastrofy klimatycznej Patagonia jako pionier na rynku odzieżowym nie mogła nie zareagować i dziś jej motto brzmi: „We are in business to save the planet” / „Jesteśmy w biznesie, by ratować planetę”. 

1 proc. dla planety 

W 2001 roku razem z przyjacielem Craigiem Matthewsem (właścicielem marki sprzętu wędkarskiego) Chouinard zauważył, że sukces ich biznesów wziął się właśnie z myślenia o środowisku naturalnym i zbudowania wokół tego problemu bardzo aktywnej społeczności. Efektem spotkania było powołanie do życia organizacji 1% for the Planet, w ramach której Patagonia i inne firmy przeznaczają co roku 1 proc. swojego rocznego obrotu (niezależnie od strat) na rzecz ochrony środowiska. Aktualnie organizacja 1% for the Planet zrzesza ponad tysiąc członków, w tym firmy, NGOS-y i osoby prywatne. Dodatkowo od 2016 roku dzięki pomysłowi jednego z pracowników marka przeznacza cały zysk z black friday (nota bene, nie posiadam ani jednej rzeczy marki Patagonia, ale teraz już wiem, że zrobię zakupy właśnie wtedy, ze świadomością, że każdy dolar załata jakąś małą dziurę w przyrodzie) na działania oddolnych ruchów ekologicznych. Dziś blisko 500 pracowników Patagonii zaangażowanych jest w projekt 1% for the Planet, gdzie zajmują się rozdzielaniem grantów i poszukiwaniem kolejnych organizacji do obdarowania. Rzeczywiście, jest co dzielić, bo od początku programu rozdano już ponad 10 milionów dolarów. 

Yvon Chouinard, pytany o działkę zysku, która wraca do środowiska, nie uważa tego działania za filantropię. Dla niego to po prostu opłacanie czynszu za kawałek planety – oczywisty koszt prowadzenia biznesu. 

Obserwatorzy często się śmieją, że marka to „Patagucci” dla hipsterów, co ma związek z ich zdaniem zawyżonymi cenami ubrań przypominających schludne mundurki. Tymczasem owe mundurki przetrwają wiele lat, a kwota, którą co roku Patagonia wpłaca na organizacje pozarządowe, czterokrotnie przewyższa ich budżet marketingowy. To nie ubranie kosztuje. Płacisz za ochronę kawałka świata i stosowanie zasad wolnego rynku. Głosujesz swoim portfelem za zmianą. 

(Fot. Materiały prasowe)

Patagonia w skrócie:

W 2017 roku marka zreperowała ponad 100 tysięcy ubrań i zrecyklingowała 17 ton tych, których nie dało się naprawić. 1 proc. rocznego przychodu marki (bez względu na straty) i sto proc. zysków ze sprzedaży online i w sklepach stacjonarnych podczas black friday wraca do planety i przeznaczone jest dla oddolnych organizacji non-profit działających na rzecz ochrony środowiska.

26 tysięcy osób pracujących przy produkcji ubrań marki dostało premie dzięki programowi Fair Trade, który zrzesza drobnych rzemieślników i lokalnych producentów. 

Od 1985 roku marka przeznaczyła 89 milionów dolarów na wsparcie działań ekologicznych na całym świecie.

Dziś marka zatrudnia ponad 500 osób, które są zaangażowane w poszukiwanie źródeł finansowania dla projektów środowiskowych i organizacji potrzebujących finansowego wsparcia.

W 2018 roku Patagonia przeznaczyła prawie pół miliona dolarów na małe granty dla prawniczych organizacji non-profit, które pomagają pro bono oddolnym ruchom aktywistycznym.

Dziś istnieją aż 54 warsztaty przy sklepach Patagonii, w których można za darmo naprawić swoje ubranie.

Większość budynków, z których korzysta dziś Patagonia, oparta jest na odnawialnych źródłach energii, a każdy kolejny sklep lub biuro ma bardzo konkretne wytyczne, jak korzystać z tego, co już istnieje, odnawiać wnętrza i nie marnować zastanych elementów wystroju.  

45 proc. kadry zarządzającej Patagonii to kobiety.

Co drugi weekend pracowników Patagonii trwa trzy dni.

 
Anna Pięta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę