Znaleziono 0 artykułów
08.02.2021

Alexandra Armata: Dawna Polska w dyplomowej kolekcji na Central Saint Martins

(Fot. Jessica Gianelli)

Alexandra Armata stworzyła kolekcję inspirowaną ubraniami z czasów PRL-u, ale nie zachwycającymi kolekcjami Mody Polskiej, Telimeny czy Hofflandu, tylko skromną, zgrzebną odzieżą uszytą w czasach kryzysu ze zdobywanych cudem materiałów. Jej kolekcja „Identitat” należy do najciekawszych dyplomów na Central Saint Martins w Londynie.

Alexandra Armata urodziła się w 1993 roku w Kanadzie, dokąd jej rodzice wyemigrowali z Krakowa. W Toronto uważano ją za Polkę, a dla rodziny, która została w Polsce, była już stamtąd. Podjęła studia na uczelni o profilu biznesowym. Rodzice, którzy mają za sobą emigracyjne doświadczenia, chcieli zapewnić córce praktyczne wykształcenie. Alexandra wytrzymała jeden semestr i rozpoczęła naukę projektowania mody na Uniwersytecie Ryersona w Toronto. Magisterkę zrobiła w ubiegłym roku na wymarzonym Central Saint Martins w Londynie, gdzie otrzymała stypendium Isabella Blow Foundation Scholarship. Tworząc kolekcję dyplomową, sięgnęła do wspomnień rodziców o życiu w Polsce Ludowej.

(Fot. Jessica Gianelli)

PRL: Niewyczerpane źródło inspiracji

(Fot. archiwum prywatne)

Inspiracją dla Alexandry było m.in. zdjęcie kobiety w białym berecie, która stoi na tle pustych haków w sklepie mięsnym. Wyłożone kafelkami wnętrze przypomina prosektorium. Fotografia powstała najprawdopodobniej w latach 80., w dekadzie upadku PRL-u, gdy w sklepach brakowało już niemal wszystkiego. Polka nosi płaskie, brązowe buty na lekko podwyższonym obcasie i cieliste skarpetki. Ten typowo polski i dziś bardzo nielubiany element ubioru pojawił się także w stylizacji Alexandry. Skarpetki z materiału używanego do produkcji rajstop połączyła z rozkloszowaną, sięgającą za kolano, surową sukienką, pozbawioną ozdób, kołnierzyka i dekoltu. Ubranie przypomina strój amiszki. Na zdjęciach Jessiki Gianelli modelka, Wiktoria Kaczor, pozuje w ciemnym stroju na tle krajobrazu południowo-wschodniej Polski.

Sesja powstała na Podkarpaciu, m.in. w domu babci i dziadka Alexandry. Na fotografiach widać drewnopodobne regały, charakterystyczne dla Europy Wschodniej. Na półce, za szybą stoi od dawna nieużywany komplet filiżanek z dzbankiem. Dominują typowe dla polskich mieszkań tamtej epoki praktyczne kolory: brązowy, beżowy, żółto-pomarańczowy. Na ścianie wisi dywan z pejzażem gór. Drzwi zdobi firanka. Jedną z narzut wyróżnia abstrakcyjny, geometryczny, nieco psychodeliczny wzór. Widać ślady polskiej religijności – są tu obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej i Jezusa Miłosiernego, którego zobaczyła św. Faustyna. Wnętrze zachwyca pięknem, którego nie da się zaprojektować, wymyślić, a nawet odtworzyć w muzeum czy studiu. Aby je zobaczyć, trzeba pojechać do babci, projektantki własnych wnętrz.

(Fot. Jessica Gianelli)

Martin Margiela: Co go łączy z Alexandrą Armatą

(Fot. Jessica Gianelli)

Alexandra zajrzała również do pudła z rodzinnymi pamiątkami, gdzie znalazła czarno-białe zdjęcia ślubne. Jeden z jej projektów powstał na bazie zgrzebnej, ale nowoczesnej białej sukienki, którą mama Alexandry miała na sobie podczas ślubu cywilnego – uszyła ją sama z tkaniny przysłanej z Francji przez rodzinę przyjaciółki. Szary, trzyczęściowy, celowo niedopasowany garnitur nawiązuje z kolei do ślubnego stroju taty.

W ubraniach, które powstawały daleko od Savile Row, a nawet salonów Mody Polskiej, fascynuje Alexandrę autentyczność: niedociągnięcia, błędy, nieidealne proporcje, wszytko to, co stało się przypadkiem. Ubrania bardzo często szyto samodzielnie w domu albo u zaprzyjaźnionych krawcowych i krawców, z materiałów, które akurat były dostępne. – Aby nawiązać do epoki PRL-owskiego niedoboru, użyłam najtańszych tworzyw, jakie znalazłam wśród deadstocków – niesprzedanych, niepotrzebnych materiałów – mówi Alexandra.

(Fot. archiwum prywatne)

Korzystanie z tego typu inspiracji to kontynuacja tradycji Martina Margieli, który w latach 90. wspólnie z japońskimi awangardzistami zdetronizował dotychczasowe ideały i normy luksusu. Belgijski kreator odkrył piękno w tym, co uważano dotychczas za biedne, siermiężne i brzydkie. Był też jednym z pierwszych twórców korzystających z surowców wtórnych.

Polska: Niepowtarzalne doświadczenie

Nakreślone komiksową kreską ilustracje to strumienie  z obrazów, które Alexandra zapamiętała z podróży do Polski. Mama Armaty pochodzi z Krakowa, a tata z podkarpackiej wsi Frysztak. Na ubraniach można dostrzec bohaterów czeskiego serialu „Sąsiedzi”, ekspresjonistyczne logo PKS-u (wciąż eksponowane w Rzeszowie), fragmenty imieninowych pocztówek, zarys Tatr, sylwetki Trzech Króli odwiedzających Jezusa, gwiazdę betlejemską, powiedzonka zasłyszane w domu (np. czułe „nie denerwuj mnie”), a także truskawki i ziemniaki – znaki zwykłych, ale jednocześnie wyjątkowych przeżyć. – Podczas jednego z pobytów u babci, poszłam wykopywać kartofle. Do Polski przyjechałam w nowych sneakersach, których nie chciałam zniszczyć. Tata poradził mi, bym poszła w pole na bosaka. To było niezwykłe doświadczenie. W Kanadzie nigdy bym czegoś takiego nie przeżyła – relacjonuje Alexandra.

(Fot. Jessica Gianelli)

Tożsamość polsko-anglosaska

Na moodboardzie projektantki można dostrzec również zdjęcie Zbigniewa Cybulskiego trzymającego teczkę – jej odpowiednik znajdziemy wśród dodatków autorstwa Armaty. Na wygląd kolekcji wpłynął również styl Agnieszki – zagranej przez Krystynę Jandę dziennikarki z „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy. Armata uwielbia polskie kino. Wspomina również seriale rozrywkowe opowiadające o II wojnie światowej, takie jak „Czterej pancerni i pies” czy niedawno nakręcony „Czas honoru”, które lubi jej mama. Alexandrę zachwyca polska szkoła plakatu – artyści tworzący genialną, wolną i unikatową sztukę w czasach, w których wolność była reglamentowana.

(Fot. Jessica Gianelli)

Kolekcja dyplomowa Alexandry odzwierciadla tożsamość kreatorki – ani polską, ani anglosaską. Tytuł „Identitat” to próba nadania angielskiemu słowu identity (tożsamość) polskiego brzmienia, zbitka polsko-angielskich dźwięków, które słychać, gdy Alexandra rozmawia z rodziną.

Spodnie, które wyglądają, jakby pochodziły z kolekcji Zakładu Przemysłu Odzieżowego „Odra”, szczecińskiego przedsiębiorstwa tworzącego kiedyś stroje z dżinsu, w rzeczywistości powstały pod wpływem tzw. canadian tuxedo, czyli kompletu, góry i dołu, wykonanego z denimu w jednym kolorze. Źródłem kolekcji były także stroje amiszów, których mieszkająca na przedmieściach Toronto Alexandra widywała w Tesco. Przyjeżdżali tam konno.

(Fot. Jessica Gianelli)

Splot wątków, kultur, tożsamości przyczynił się do powstania jednej z najciekawszych kolekcji stworzonych ostatnio na Central Saint Martins. Kanadyjskie pochodzenie i londyńskie wykształcenie projektantki sprawiły, że „Identitat” to fascynująca i oryginalna opowieść o polskiej kulturze, którą trudno byłoby stworzyć z jej środka, bez odpowiedniego dystansu.

Armata zwraca też uwagę na etyczny wymiar szytych w PRL-u ubrań. Lokalni wytwórcy, DIY, dbałość o każdą rzecz, brak nadprodukcji, przerabianie i przekazywanie ubrań – to, co wówczas było zmorą Polaków i Polek, dziś jest receptą na przetrwanie, na zatrzymanie zagłady.

Marcin Różyc
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę