Znaleziono 0 artykułów
23.06.2019

Przefiltrowani, czyli Instagram szkodzi zdrowiu

Tydzień mody w Paryżu (Fot. Edward Berthelot, Getty Images)

Coraz więcej osób zgłasza się do chirurgów plastycznych, żeby upodobnili ich... do nich samych, ale poprawionych filtrami z Instagrama. Media społecznościowe powodują zaburzenia obrazu ciała, lęk i depresję. Jak się przed tym zagrożeniem uchronić? 

Nos – zdecydowanie mniejszy. Cera natomiast gładsza, bez zmarszczek, porów i piegów. Staram się wyłapać, co jeszcze z moją twarzą robi filtr na Instagram Stories o wdzięcznej nazwie „Lisa and Lena”. Dochodzę do wniosku, że mam też większe oczy i usta. Policzki są mniej pełne, rzęsy dłuższe. Wyglądam jak ja, ale to wcale nie jestem ja. I tu powstaje problem.

Raport opublikowany w grudniu 2018 roku przez amerykańskie czasopismo „Journal of the American Medical Association Facial Plastic Surgery” próbuje dowieść, że filtry zmieniające wygląd twarzy mogą się przyczynić do rozwoju dysmorfofobii. To zaburzenie obsesyjno-kompulsywne, a cierpiące na nie osoby są zaabsorbowane przynajmniej jednym nieistniejącym lub nieznaczącym defektem swojej urody. Jeśli skupiają się na nim przez minimum godzinę dziennie (a to jedno z kryteriów rozpoznania tego zaburzenia), to zaczyna się to odbijać na ich życiu osobistym czy zawodowym. Aplikacje z filtrami podsycają ciągłe skupienie uwagi na wyglądzie, jednocześnie tworząc nierealistyczne kanony piękna.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Can’t wait for you to see #ComingSoon

Post udostępniony przez Kim Kardashian West (@kimkardashian)

 

„Perfekcyjny” wizerunek stał się normą w mediach społecznościowych, globalnie zmienia się również ogólny wzorzec atrakcyjności – komentuje Mateusz Banaszkiewicz, psycholog zdrowia z Uniwersytetu SWPS, autor bloga poświęconego podnoszeniu jakości życia. Zwłaszcza że filtrów używają nie tylko zwykli ludzie. Siostry z klanu Kardashian-Jenner, których charakterystyczne poczucie estetyki oddziałuje na fanów i marki, są wielkimi fankami filtrów ze Snapchata. Do tego stopnia, że nawet nowo narodzone dzieci są ozdabiane króliczymi uszami. Rok temu swoją córkę Chicago Kim Kardashian West pokazała światu z różowymi uszkami, noskiem misia, powiększonymi oczami i wygładzoną cerą. Jej młodsza siostra Kylie Jenner pierwsze zdjęcie swojej córki Stormi udostępniła na Snapchacie. W aureoli z płomieni z dużymi, nawet jak na noworodka, oczami. Mała Stormi, chociaż jeszcze nie ma o tym pojęcia, właśnie wkroczyła do świata, w którym filtry działają jak zniekształcające lustra.

Fot. Christian Vierig, Getty Images

Selfie z filtrami przenosi związane z mediami społecznościowymi porównywanie się z innymi na zupełnie nowy poziom. – Wpływa negatywnie na samoocenę użytkowników. Sprawia, że stają się bardziej krytyczni wobec swojej aparycji, co czasami może prowadzić do bardzo niekorzystnych dla zdrowia sposobów zmiany wyglądu w realnym życiu – zauważa Banaszkiewicz. – Opisana funkcjonalność jest szczególnie niebezpieczna dla osób już cierpiących na dysmorfofobię oraz dla młodzieży. Ci ostatni mają większą skłonność do internalizowania, czyli do uznawania pochodzących z zewnątrz wzorów czy norm za własne.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Khloé (@khloekardashian)



Niektórzy nie poprzestają na używaniu filtrów. Swoją doskonalszą twarz chcą oglądać także na co dzień. Coraz częściej odwiedzają więc gabinety medycyny estetycznej już nie ze zdjęciami ulubionych gwiazd, tylko samych siebie. Jednak filtry budują nierealistyczne oczekiwania, bo dają iluzję tego, że uzyskanie wyglądu z aplikacji jest możliwe. Tymczasem już samo selfie to zniekształcony obraz twarzy. Pochodzące z 2018 roku badanie opublikowane w „Journal of the American Medical Association Facial Plastic Surgery” wykazało, że nos jest o 30 proc. większy na zdjęciu zrobionym z 30 cm w porównaniu z tym zrobionym z odległości 1,5 m.

Media społecznościowe wpływają nie tylko na negatywne postrzeganie przez ludzi swojego wyglądu. W 2017 roku brytyjska fundacja Royal Society for Public Health i organizacja Young Health Movement opublikowały raport #StatusOfMind, w którym opisano oddziaływanie mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne młodzieży. Jego wyniki wykazały, że cztery spośród pięciu badanych platform wzmagają lęk. A to może mieć bardzo szkodliwy wpływ na życie, uniemożliwić opuszczenie domu, udział w zajęciach czy podjęcie pracy.

Niechlubnym liderem wśród serwisów mających najbardziej negatywny wpływ na użytkowników jest Instagram. Jego działanie sprzyjające ciągłemu porównywaniu się z często nierealistycznymi wizerunkami innych może prowadzić do depresji. Brytyjska Youtuberka (50 tys. subskrypcji) i Instagramerka (86 tys.) Molly z Progress Pure przestała używać Instagrama, bo czuła się przytłoczona tym, że nie zdobywa nowych obserwujących w takim tempie jak inne konta. Miała poczucie, że aby odnieść sukces, musi cały czas naśladować tych, którzy są największymi gwiazdami. Każda publikacja nowego zdjęcia tylko wzmagała w niej uczucie lęku. „Myśl o tym, że nie muszę codziennie publikować, była dla mnie fantastyczna. (…) Czułam, że oddalam się od tego, czym naprawdę są dla mnie ćwiczenia. Skupiałam się na tym, jak wygląda mój tyłek czy brzuch” – opowiadała później na YouTubie. W badaniach Royal Society for Public Health i Young Health Movement to właśnie ta platforma okazała się najbardziej przychylna dla zdrowia psychicznego. Ale zmaga się ona także z falami wypalenia wśród kolejnych użytkowników wyczerpanych presją ciągłego publikowania nowego kontentu. Lilly Singh, znana szerzej jako Superwoman, której kanał na YouTubie śledzi ponad 14 mln osób, a konto na Instagramie prawie dziewięć, w listopadzie postanowiła zrobić sobie przerwę, aby skoncentrować się na swoim zdrowiu psychicznym. Kolejne wideo nagrała miesiąc później. Ale nie wszyscy wracają.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez ℳ 𓂀 (@michellephan)

 

Michelle Phan, jedna z pierwszych gwiazd YouTube'a, którą uznaje się za matkę społeczności beauty, swoje filmiki z makijażowymi tutorialami zaczęła nagrywać w 2007 roku, kiedy jeszcze nie było Instagrama, a Facebook dopiero raczkował. Zdobyła ogromną popularność i prawie dziewięć milionów subskrybentów. Równocześnie rozwinęła dwie marki kosmetyczne, wydała książkę i komiks i cały czas publikowała po dwa filmy tygodniowo. Ale w lipcu 2016 roku po nagraniu „Mastering the Art of Hair Removal” zniknęła. Wróciła prawie rok później, ale tylko z jednym filmem „When I Left”, w którym wyjaśniła swojej publiczności, że odeszła, bo jej życie jako influencerki i youtuberki przestało należeć do niej. „Lata mijały, a ja stawałam się coraz bardziej odizolowana od rodziny, przyjaciół i od was, moich widzów. Przepraszam. Nie wiedziałam, co robić ani z kim rozmawiać. Byłam przygnębiona i pragnęłam zniknąć. Chciałam, aby o mnie zapomniano. Zaczęłam więc mniej publikować” – tłumaczyła. Okazało się, że cierpi na depresję, miała ciągłe poczucie, że nie wygląda wystarczająco dobrze i że robi niewystarczająco dużo. Postanowiła więc przestać publikować i zająć się sobą. Równowagi szukała, przebywając blisko natury, podróżując i unikając miejsc z dostępem do internetu. I chociaż ostatecznie odeszła z YouTube'a, to nie porzuciła mediów społecznościowych. Wróciła na Instagram i otworzyła nowy biznes dla... youtuberów. Jej platforma Thematic pozwala twórcom znaleźć właściwą muzykę do ich filmów bez komplikacji związanych z prawami autorskimi.

Jak chronić młodych użytkowników przed negatywnymi konsekwencjami korzystania z mediów społecznościowych? Autorzy raportu #StatusOfMind postulują umieszczenie specjalnych oznaczeń przy edytowanych zdjęciach, swoiste komunikaty pop-up, informujące, że użytkownik zbliża się do przekroczenia „bezpiecznego” limitu czasu korzystania z serwisu, a także wdrożenie specjalnych programów edukacyjnych dla młodzieży. Ale równie ważna jest działalność samych użytkowników. To oni filmami i postami, w których komentują swoje zniknięcia, szerzą świadomość o tym, jak ważne jest dbanie o własne zdrowie psychiczne. Te drobne akty szczerości pokazują innym borykającym się z depresją, lękiem czy zaburzeniami obrazu ciała, że nie są w tym sami.

Barbara Pietruszczak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę